fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

„Zielone ludziki" bolszewików: Stulecie rosyjskich wojen hybrydowych

Mirza Kuczek-chan, wódz azerskich separatystów
Wikipedia
W listopadzie minęło 101 lat od puczu, który oddał w łapy bolszewików Rosję, a następnie połowę Europy. „Zielone ludziki" nie są wymysłem Putina: wiele lat wcześniej nieoficjalne oddziały z ZSRR walczyły m.in. w Persji, Afganistanie i Chinach.

Okupacja Krymu oraz interwencje w Donbasie i Syrii rozgrywają się według scenariuszy już dawno rozpisanych przez bolszewików. A oto fakty. Jeszcze nie umilkły salwy wojny domowej w Rosji, a wojna polsko-sowiecka dopiero nabierała obrotów, gdy bolszewikom zamarzyła się komunistyczna Azja. Pomysłodawcą był Lew Trocki, który jak nikt w historii personalizuje widmo komunizmu unoszące się nad światem. Bez Trockiego nie udałby się bolszewicki pucz 1917 r. Za maską płomiennego trybuna rewolucji, która kosztowała życie miliony niewinnych ofiar, skrywała się jednak niepohamowana żądza władzy i życia w luksusie. W 1920 r. Trocki był bolszewickim numerem dwa i przewodniczył Rewwojensowietowi (rewolucyjnej radzie wojennej). Inaczej mówiąc, pełnił funkcję dowódcy agresji nowego typu, które dziś nazywamy hybrydowymi.

Czerwona Persja

Po rozgromieniu antybolszewickich sił południa Rosji Trocki wymyślił uderzenie w Iran noszący wówczas nazwę Persji. Instalacja czerwonego reżimu w Teheranie uderzała w interesy brytyjskie na Środkowym i Bliskim Wschodzie. A to umożliwiało eksport rewolucji do Indii. Na regularną wojnę ze wspartym przez Londyn Teheranem Kreml nie miał siły, dlatego postanowił działać podstępem. Do akcji wkroczyć miały „zielone ludziki", czyli oddziały podszywające się pod irańskich przeciwników szacha. Chętnymi do odegrania tej roli zostali Azerowie zamieszkujący po obu stronach granicy. Tak się złożyło, że wiosną 1920 r. po epizodzie krótkiej niepodległości armia sowiecka podstępnie zajęła demokratyczny Azerbejdżan i włączyła do czerwonego imperium. Baku z miejsca przekształciło się w centrum dywersyjnego ruchu na rzecz oderwania prowincji sąsiedniej Persji zaludnionych przez ludność azerską. Potrzebny był tylko pretekst interwencji, którym stała się flotylla kaspijska. Podczas wojny domowej carskie okręty przechodziły z rąk do rąk, a część przejęli Brytyjczycy, którzy internowali w kaspijskich portach Iranu 40 jednostek.

Z polecenia Trockiego dowódca marynarki Fiodor Raskolników i wódz azerskich separatystów Mirza Kuczek-chan opracowali plan ataku. Inwazję poprzedziło nasycenie Persji sowieckimi agentami wpływu i agitatorami. W maju 1920 r. desant „azerskich rewolucjonistów" zajął perski port Enzeli, w którym odzyskał niszczyciele i kanonierki flotylli kaspijskiej. Jednak w ślad za „zielonymi ludzikami" wylądowało 2,5 tys. czerwonoarmistów wspartych przez artylerię i broń maszynową. Rząd w Teheranie nie miał złudzeń, co do celu wizyty nieproszonych gości, choć dla zachowania pozorów Raskolnikow rozkazał, aby żołnierze zwolnili się z sowieckiej armii i „dobrowolnie" wstąpili w szeregi Perskiej Republiki Radzieckiej, bo takowa została proklamowana na zdobytych terenach. Dowódca sił interwencyjnych i komisarz polityczny przyjęli nawet obywatelstwo perskie, o czym z Baku raportował Trockiemu dowódca frontu kaukaskiego. Do Persji docierali doradcy wojskowi, którzy organizowali armię robotniczo-chłopską. Ta zajęła wkrótce miasto Rasht, ważne centrum administracyjne i gospodarcze północnego Iranu. Droga na Teheran wydawała się stać otworem, ale wtedy zaczęły się problemy.

Pomiędzy rządem bolszewickiej Persji (eksportowanym z Rosji wraz desantem) a Mirzą Kuczek-chanem, który komunistą wcale nie był, zaczął się spór o władzę. Prawdziwą klęskę spowodowało jednak natychmiastowe powielenie wzorców sowieckich. Marionetkowe władze konfiskowały ziemię, fabryczki i stragany. Perscy Azerowie, którzy kilka miesięcy wcześniej złapali się na lep bolszewickich obietnic, momentalnie odwrócili się od okupantów. Na domiar złego wybuchł spór kompetencyjny pomiędzy Razwieduprem – sowieckim wywiadem wojskowym – a policją polityczną. Skutkował „zamachem stanu", po którym władzę w sowieckiej Persji przejął wysłannik Czeka, znany terrorysta Jakow Blumkin. Niemniej jednak licząca 5 tys. bagnetów hybrydowa armia kontynuowała ofensywę na Teheran. Blumkin słał triumfalne telegramy o wspólnocie walk frontu polskiego i perskiego, kierowanych przez III Międzynarodówkę. Lecz w połowie sierpnia 1920 r., a więc w tym samym czasie, gdy nasza armia zadawała Sowietom decydujący cios nad Wisłą, Trocki otrzymał podobne telegramy z Persji. Blumkin prosił o pilne posiłki wobec kontrofensywy armii szacha. Jej trzon stanowiła dywizja kozaków, czyli „białych" emigrantów, dowodzona przez carskich oficerów. Czerwony Iran przetrwał jeszcze rok, aby zniknąć z mapy po zawarciu sowiecko-perskiego układu o współpracy. Na jego mocy w kwietniu 1921 r. jednostki „zielonych ludzików" wycofały się z Persji. Trocki i Lenin mieli poważniejsze problemy wewnętrzne. Kraj kipiał chłopskimi powstaniami i marynarskimi buntami. Zresztą po przegranej wojnie z Polską Kremlowi nie było śpieszno do światowej rewolucji.

Pierwsza interwencja afgańska

Porażka perskiej ekspedycji nie oznaczała rezygnacji z hybrydowych interwencji w Azji. Od połowy lat 20. XX w. obiektem szczególnej aktywności stał się Afganistan. Jak zwykle w instrumentarium wchodziła praca agenturalna oraz operacje specjalnych sił wojskowych. W 1924 r. w Kabulu wybuchło powstanie przeciwko władzy emira. Amanullah Chan zwrócił się do sowieckich władz o pomoc. Do Afganistanu przybyły radzieckie samoloty, które do 1928 r. bombardowały przeciwników emira. Mimo pomocy wojskowej i finansowej, jakiej Kreml udzielał władcy Afganistanu, w 1928 r. protegowany Moskwy stracił władzę. Padł ofiarą zamachu dokonanego przez dowódcę gwardii pałacowej, który zajął tron jako emir Habibullah Kalakani.

Kreml stanął w obliczu utraty wpływów w państwie ważnym z punktu widzenia strategicznej gry przeciwko Wielkiej Brytanii. Aż do II wojny światowej Albion uchodził za główną antysowiecką siłę, zdolną do militarnego obalenia bolszewickiego reżimu. Nic dziwnego, że zdaniem środkowoazjatyckiej jaczejki WKP(b) afgańskie wydarzenia były przejawem brytyjskiego imperializmu. Ponadto stwarzały poważne zagrożenie dla sowieckich włości w regionie. Wskazywała na to korelacja sukcesów w budowie komunizmu z nasileniem antysowieckich ruchów narodowościowych i religijnych w Azji. Tym razem nici operacji prowadziły do sztabu azjatyckiego okręgu wojskowego w Taszkiencie. Moskwa odpowiedziała pozytywnie na apel obalonego emira o utworzenie oddziałów emigrantów, które zaprowadzą w kraju porządek.

Aby wesprzeć byłego monarchę, jego siły zbrojne wzmocnili żołnierze Armii Czerwonej pochodzący z Azji Środkowej. W kwietniu 1929 r. zgrupowanie 1200 „ochotników" wymordowało posterunki afgańskiej straży granicznej i sforsowało skrycie Amu-darię. Działając z zaskoczenia, do końca miesiąca interwentom udało się zająć większość ważnych ośrodków północnego Afganistanu. Do Moskwy dotarła szyfrówka, która mówiła o sukcesie zgrupowania „Witmara". Pod taką abrewiaturą ukrywał się Witalij Markowicz Primakow, czerwony watażka wojny domowej. W tym samym czasie ludowy komisariat spraw zagranicznych twierdził uporczywie, że ZSRR nie ma z wydarzeniami nic wspólnego. Nie obeszło się jednak bez ciężkich walk.

Ekspedycja „zielonych ludzików" była pomyślana jako śnieżna kula, która wraz z przesuwaniem się po terytorium afgańskim będzie obrastała zwolennikami obalonego emira. Nic podobnego się nie działo, aż „Witmar" postawił sprawę jasno; albo otrzyma znaczące posiłki, co ujawni skalę wojskowego zaangażowania ZSRR, wywołując reperkusje międzynarodowe, albo oddział będzie musiał przejść do działań partyzanckich. Zażądał również „200 pocisków artyleryjskich z gazem iperytowym, bo wypełnione chlorem nie spełniają oczekiwań". Dopominał się przysłania szwadronu bezwzględnych zabijaków. Odpowiadając na jego prośby, lotnictwo dokonywało zrzutów amunicji i broni, co umożliwiało kontynuację walk. Przy okazji bombardowano afgańskie wsie i miasta. ?W połowie maja 1929 r. Primakow został ewakuowany drogą lotniczą, gdyż na froncie zaszły poważne zmiany. Na południu Afganistanu klęskę ponieśli zwolennicy byłego emira, którzy maszerowali na Kabul. Jednocześnie do walki weszła elitarna dywizja gwardii nowego władcy, która przechyliła szalę powodzenia. Straty „zielonych ludzików" rosły szybko i wobec fiaska planu wzniecenia powstania 28 maja 1929 r. taszkiencki sztab wydał rozkaz wycofania sił interwencyjnych do ZSRR. Po powrocie 300 „ochotników" odznaczono orderami Czerwonej Gwiazdy, co w kilka lat później nie przeszkodziło Stalinowi w rozstrzelaniu Primakowa. A że historia lubi się powtarzać, w grudniu 1979 r. w szturmie kabulskiego pałacu afgańskiego prezydenta brał udział muzułmański batalion GRU rekrutowany z „ochotników" – mieszkańców radzieckiej Azji Środkowej. Wydarzenie zapoczątkowało drugą interwencję ZSRR w tym kraju.

Niespokojna prowincja Xinjiang

Najbardziej znanymi epizodami wojskowej obecności ZSRR w Chinach są mandżurski konflikt o kolej wschodniochińską z 1929 r. oraz pogrom japońskiej armii kwantuńskiej dokonany w sierpniu 1945 r. Tymczasem kryteriom wojny hybrydowej najpełniej odpowiada interwencja na terenie chińskiej prowincji Xinjiang w latach 1934–1937. Doszło wówczas do tego, że regularne jednostki Armii Czerwonej współdziałały z pułkiem „białych" emigrantów, aby pomóc gubernatorowi prowincji w pacyfikacji buntu muzułmańskich oddziałów centralnego rządu Chin.

Już w latach 20. Xinjiang zamieniła się w narodowościowy tygiel. Stała się przystanią dla licznych emigrantów i wojskowych uciekających z Rosji przed bolszewickim terrorem. W kolejnym dziesięcioleciu obrazu nieszczęścia dopełniły tysiące syberyjskich chłopów i kazachskich koczowników ratujących życie przed koszmarem kolektywizacji. Tymczasem władza centralna Chin słabła, a lokalny gubernator nie miał sił zbrojnych zdolnych do tłumienia buntów miejscowej społeczności muzułmańskiej. Chodziło o kilka milionów Ujgurów uważających się, także dziś, za prawowitych gospodarzy prowincji. Szalę powodzenia na ich stronę przechylił bunt 36. dywizji rządu centralnego złożonej także z muzułmanów. Władzy gubernatora z trudem bronił pułk rosyjskich emigrantów wojskowych. W takiej sytuacji ZSRR podjął decyzję o interwencji.

W 1934 r. oddziały wsparte artylerią, czołgami i lotnictwem rozgromiły islamską dywizję. Armia Czerwona biła się razem z „białym" pułkiem, co nie przeszkodziło w podstępnej likwidacji jego kadry dowódczej. Moskwa postanowiła, że w prowincji pozostanie sowiecki garnizon, a doradcy wojskowi przystąpili do formowania nowej armii gubernatora. Ten, aby ratować władzę, nawrócił się na komunizm i nadgorliwie wprowadzał sowieckie rozwiązania ustrojowe. Wywiad raportował jednak, że czyni tak w celu wydajniejszego grabienia niepokornej ludności. A to podnosiło temperaturę nastrojów do stanu permanentnego powstania partyzanckiego skierowanego przeciwko wszystkim obcym.

Tak narodziła się idea powołania separatystycznego państwa ujgurskiego, z silnym pierwiastkiem wyznaniowym. Powstańcy reaktywowali 36. dywizję, która mimo wysiłków sowieckich doradców i ogromnych dostaw broni, rozniosła 40-tysięczną armię gubernatora. Ataki Ujgurów powstrzymywało już tylko sowieckie lotnictwo. W takiej sytuacji zapadła decyzja o kolejnej interwencji. W czerwcu 1937 r. do walki ruszyły dwa zgrupowania, jedno wojskowe, drugie – NKWD. Oba były zamaskowane jako oddziały „białych" emigrantów, dlatego ich umundurowanie pochodziło z zapasów carskiej armii. Działania były poprzedzone manewrami jednostek ucharakteryzowanych na lotne brygady kirgiskich i kazachskich partyzantów. W efekcie do października 1937 r. ujgurskie powstanie zostało spacyfikowane, a 36. dywizja kompletnie wybita.

Można tylko zapytać o cel całej maskarady. Otóż oddziały sowieckie nie tylko nie wycofały się z Xinjiangu, ale okupowały prowincję za wymuszoną zgodą rządu Czang Kaj-szeka. Aby nie drażnić Japonii, dokonywali tego żołnierze przebrani w carskie mundury emigracyjnych najemników. Tymczasem w Xinjinagu powstała baza tranzytowa i remontowa sowieckiego sprzętu wojskowego, którym Moskwa wspierała Chiny w wojnie toczonej z Tokio. Z tym że największa pula trafiła z czasem w ręce komunistów Mao Zedonga, zwalczającego rząd Czang Kaj-szeka.

To oczywiście tylko epizody „internacjonalistycznego" zaangażowania komunistycznej Rosji w wewnętrzne sprawy jej suwerennych sąsiadów. Warto jednak pamiętać, że we współczesnych wydarzeniach na Ukrainie lub w Syrii Putin tylko wiernie naśladuje Trockiego i Stalina. To oni są pomysłodawcami, a nawet reżyserami hybrydowych wojen XXI w.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA