fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Zaborcy i ci niewdzięczni Polacy

Największą i najkrwawszą bitwę powstania listopadowego Polacy stoczyli z wojskami carskimi pod Olszynką Grochowską 25 lutego 1831 r. Na zdjęciu: obraz Wojciecha Kossaka
Wikipedia
Wbrew intencjom zaborców rozbiory Rzeczypospolitej Obojga Narodów stworzyły tzw. problem polski w polityce ówczesnych mocarstw.

Po rozbiorach niedawny „chory człowiek" Europy zamienił się w jej węzeł gordyjski, urastając do rozmiarów kwadratury koła. Szczególnej ekwilibrystyki dokonywała carska dyplomacja, a wraz z nią rosyjska publicystyka XIX i początku XX w.

„Mam nadzieję odrodzić odważny i szanowany naród polski. Wziąłem na siebie święty obowiązek i wierzę, że nie upłynie dużo czasu, gdy Polacy dzięki odpowiedzialnej polityce przywrócą sobie ojczyznę i dobre imię". Takimi słowami zwracał się car Aleksander I w liście do sędziwego Tadeusza Kościuszki. Z kolei wódz antyrosyjskiej insurekcji, a wówczas emigrant osiadły w Szwajcarii, odpowiedział: „Czuję się głęboko wdzięczny Jego Wysokości za to, że zechciał wskrzesić imię Polski".

Carski podarunek

Skąd brał się życzliwy ton w korespondencji „polskiego La Fayette'a" z przedstawicielem dynastii Romanowów, która należała do inicjatorów i beneficjentów unicestwienia Rzeczypospolitej? I dlaczego wzajemne deklaracje zakończyły się narodowymi zrywami oraz rusyfikacyjną pacyfikacją?

Wbrew pozorom rozbiory dokonane w latach 1772–1795 przez Rosję, Prusy i Austrię nie zamknęły polskiego problemu europejskiej polityki, tylko go otworzyły. Właściwym inicjatorem okazał się Napoleon Bonaparte, który jako pierwszy wskrzesił nasz byt państwowy. Pod nazwą Księstwa Warszawskiego i w mocno okrojonych granicach, ale jednak. Bonaparte grał również Polską na arenie międzynarodowej, walcząc z państwami zaborczymi, zwłaszcza z Rosją. Gdy w 1812 r. Wielka Armia przekraczała Niemen, cesarz Francuzów w specjalnej odezwie zadeklarował, że celem wojny z Aleksandrem I jest odbudowa Rzeczypospolitej w dawnych granicach.

Po upadku Napoleona, gdy kozackie pułki stały obozem na Polach Elizejskich, polskie mleko już się rozlało. Dla Rosji tak szczęśliwie, że to car okazał się zbawcą europejskich monarchii i dyktował warunki. Gdyby nie Aleksander I, kwestia polska zostałaby z najwyższym zadowoleniem pochowana na kolejne lata przez Berlin i Wiedeń dążące do przywrócenia rozbiorowego status quo. Ale dla carskiej dyplomacji gra polską niepodległością stała się symbolicznym potwierdzeniem rosyjskiej dominacji kontynentalnej, a zatem supermocarstwowości.

To dlatego, a nie z powodu sympatii, car zgodził się na utworzenie Królestwa Polskiego. Co więcej, w 1815 r. Petersburg rozpoczął ustrojowy eksperyment, nadając Królestwu na wskroś liberalną konstytucję, której jeszcze bardzo długo nie miała sama Rosja. Paradoksalnie przez wiele lat pozostali mieszkańcy imperium, w tym rdzenni Rosjanie, mieli mniej praw i wolności niż Polacy. Oktrojowanie ustawy zasadniczej nie było więc w żadnym razie dekoracją bez znaczenia. Konstytucja gwarantowała istnienie narodowej armii, administracji, a przede wszystkim Sejmu. Królestwo Polskie było połączone z imperium rosyjskim osobą panującego, a więc doszło do powstania swoistej federacji. Dlaczego?

Aleksander I otworzył starcie dwóch frakcji w polskiej polityce Rosji. Według ówczesnych historyków i publicystów, aby zrozumieć istotę problemu, trzeba by było cofnąć się do dwóch dat z zamierzchłej przeszłości. Pierwszą był 1410 r., gdy polsko-litewskie zwycięstwo nad zakonem krzyżackim stworzyło polski projekt imperialny, z zamiarem kolonizacji ziem ruskich. Prawno-ustrojowe ramy polityki wschodniej zostały nadane w 1569 r. przez akt unii lubelskiej tworzącej Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Dla Petersburga były to ważne dowody nieuchronnego konfliktu z identycznym projektem państwa rosyjskiego, tyle że skierowanym na Południe (Bałkany) i na Zachód.

Od tej pory problem polski stał się węzłem gordyjskim rosyjskiej polityki i aby go rozwiązać, proponowano dwie drogi. Pierwszą była asymilacja polskich elit w elity imperium. Stąd „spolegliwa" polityka Katarzyny II i jej wnuka Aleksandra na ziemiach uznawanych za etnicznie polskie, a szczególnie na Kresach Wschodnich dawnej Rzeczypospolitej. Jej wyrazem było konstytucyjne Królestwo Polskie oraz zgoda na istnienie nieformalnego „wewnętrznego imperium polskiego" na dzisiejszej Litwie, Białorusi i Ukrainie, a więc ziemiach inkorporowanych bezpośrednio do Rosji. Mówiąc inaczej, carska administracja sprzyjała polskiej szlachcie i magnatom w zachowaniu ich ekonomicznej i kulturowej dominacji, licząc na pełną lojalność i asymilację.

Druga szkoła uznawała jakiekolwiek ustępstwa wobec żywiołu polskiego za niewybaczalny błąd. Historyk Siergiej Sołowjow zainspirował tezę o rozbiorach Rzeczypospolitej jako akcie dziejowej sprawiedliwości, dzięki któremu rdzenne ziemie ruskie „powróciły do macierzy". Przy tym Petersburg, w przeciwieństwie do Wiednia i Berlina, nigdy nie wyciągnął ręki po polskie terytoria etniczne. Jakkolwiek od strony moralnej udział w zniszczeniu innego państwa był naganny, to jednak mieścił się w racjonalnej polityce oświeconej Europy. Takimi imperatywami kierowała się podczas rozbiorów Katarzyna II zaliczana dziś w Rosji do najwybitniejszych osobowości panteonu władzy.

Imperialna debata

Kompromisy Aleksandra I otworzyły ponadstuletnią debatę rosyjskich elit poszukujących odpowiedzi na pytanie, jak postępować z Polską i Polakami? Dworski historyk Nikołaj Karamzin przestrzegał Aleksandra przed konstytucyjnym eksperymentem: „Istnienie silnego i niepodległego Królestwa Polskiego jest sprzeczne z wielkością i bezpieczeństwem imperium". Karamzin wyjaśniał, że nawet car nie może szafować rosyjskimi (prawosławnymi) interesami i terytoriami na rzecz Polaków. Ponadto powoływał się na krwawe wojny polsko-moskiewskie, a szczególnie doświadczenie smuty 1612 r., która dla ówczesnej Moskowii była cywilizacyjnym szokiem porównywalnym ze skutkami najazdu mongolskiego.

Karamzin miał również na myśli nastroje rosyjskiego korpusu oficerskiego po zwycięstwie nad Napoleonem. Młodzi arystokraci w mundurach zachłysnęli się europejską wolnością i chcieli monarchii konstytucyjnej, czyli takiej jak w Polsce. W latach 1815–1825 Rosja znajdowała się w stanie politycznego wrzenia, którego kulminacją stał się bunt dekabrystów po śmierci Aleksandra. Istnieje również sporo dowodów, że zmarły car w oparciu o polskie doświadczenia przygotował projekt konstytucji dla całego imperium, który został nawet wydrukowany. Na wieść o tym jego reakcyjny następca Mikołaj I kazał spalić wszystkie egzemplarze, mówiąc: „Znając moich oficerów, wszyscy przeczytają projekt, tysiąc zapamięta treść [konstytucji], a stu będzie chciało jej wprowadzenia w życie". Inaczej mówiąc, Królestwo Polskie uznano za obszar groźnej zarazy umysłów, co potwierdzić miało powstanie listopadowe 1830 r. Na wieść o wybuchu polskiej insurekcji Mikołaj zawołał: „Niewdzięczni Polacy!", i zdefiniował, że przyczyną buntu był nadmiar wolności.

Z kolei historyk Michaił Pogodin prowadził polemikę z Joachimem Lelewelem, autorem koncepcji wspólnej walki Polaków i Rosjan z carską tyranią, pod hasłem: „Za wolność waszą i naszą". Pogodin głosił konieczność siłowej rozprawy z polskim ruchem narodowym, motywując ją odwiecznym zagrożeniem, jakie dla Rosji stanowiła nasza wschodnia ekspansja. W 1848 r. tezę tę powtórzyła praca „Polskie powstanie lat 1830–1831" napisana na zamówienie Mikołaja I. Tezą przewodnią był zgubny wpływ przywar narodowych Polaków, decydujących dla niezdolności do samodzielnego bytu państwowego. Jedyną drogą ratunku było pełne podporządkowanie rosyjskim elitom o normańskich, a więc europejskich, korzeniach. Praca stała się teoretyczną podstawą do nasilenia procesu rusyfikacji i odebrania ostatnich przywilejów polityki Aleksandra. Bez względu na to, że w odróżnieniu od Polaków w zaborach pruskim i austriackim poddani cara nie zaangażowali się aktywnie w europejską Wiosnę Ludów. Nic dziwnego, że wśród elit narodowych zaboru rosyjskiego rosły rusofobia i nastroje powstańcze.

Kulminacją antypolskiej fobii stało się powstanie styczniowe 1863 r. Kilka lat wcześniej Rosja doznała upokarzającej klęski w wojnie krymskiej. Utraciła status mocarstwa i gdy Francja i Anglia wsparły dyplomatycznie polski zryw wolnościowy, carska dyplomacja uznała ten fakt za próbę ingerencji w wewnętrzne sprawy Rosji. Petersburg na poważnie obawiał się wybuchu polskiej wojny z Europą. Wszystko razem zadecydowało o zawarciu sojuszu z Prusami, które w tym czasie jednoczyły niemieckie księstwa. Traktat z Berlinem miał wyraźnie antypolskie ostrze i miał przeciwdziałać próbom odbudowy naszej niepodległości.

Antypolska histeria rosyjskich elit

Dyplomatycznym starciom Petersburga towarzyszyła antypolska histeria medialna. Znany publicysta nacjonalistyczny Michaił Katkow pisał na łamach „Moskiewskich Wiadomości": „Polacy i Rosjanie są wrogami na śmierć i życie, dlatego nie mogą obok siebie egzystować". Przyczyna leżała w polskim dążeniu do dominacji. „Im nie wystarcza, że są Polakami, chcieliby, aby Polakami stali się Rosjanie, a jeśli nie, to niech najlepiej wyprowadzą się za Ural".

Zbliżone poglądy głosił inny publicysta Konstantin Aksakow, twierdząc, że porozumienie z polską szlachtą nie jest możliwe. Tłumaczył, że wzajemna wrogość wynika z podwójnego zaprzaństwa Polaków. Zarówno wobec Słowian, jak i zdrady prawosławia na rzecz katolicyzmu. Poziom antypolskich nastrojów był tak wysoki, że udzielił się elicie kulturalnej, wywierając wpływ na poglądy takich twórców jak Michaił Gogol i Fiodor Dostojewski.

Z kolei rosyjscy liberałowie krytykowali polski żywioł narodowy za to, że powstanie styczniowe wbiło nóż w plecy reformom Aleksandra II. Car uległ politycznym konserwatystom i zrezygnował z projektu nadania Rosji konstytucji. Historyk Konstantin Kawielin potępiał wprawdzie udział Rosji w rozbiorach, ale uważał, że radykalne formy polskiego oporu nie mają sensu. Twierdził, że Polacy więcej skorzystają na reformach rosyjskiego państwa, a kwestię legalnego wynegocjowania niepodległości winni odłożyć na czas nieokreślony.

Jedynymi wyjątkami w pełni popierającymi polski zryw narodowy byli anarchista Michaił Bakunin oraz demokrata Aleksander Hercen. Ten ostatni zapłacił za to ogromną cenę, gdyż został poddany społecznemu ostracyzmowi.

W jednym Kawielin mylił się jednak wyraźnie: nieokreślona przyszłość polskiej niepodległości nadeszła nadspodziewanie szybko. Pod koniec XIX w. zarówno wśród zwolenników, jak i przeciwników kompromisu polskiego wyodrębnił się coraz silniejszy nurt politycznego myślenia o nieuchronnym rozwodzie z Polską. Był to jedyny rozsądny sposób uregulowania, a raczej pozbycia się problemu. Choćby trzeba było wybudować wysoki mur graniczny, jak przekonywał Aksakow. Bezwzględne represje po stłumieniu zrywu 1863 r. oraz przemianowanie Królestwa na Kraj Priwislański i postępująca rusyfikacja miały być tylko niezbędnym etapem przejściowym w dziele trwałej separacji.

Na początku XX w. już tylko premier Piotr Stołypin zajmował wielkoruskie stanowisko w sprawie odebrania „małym narodom" imperium prawa do decydowania o sobie. O gorących sporach na szczytach władzy świadczył fakt, że premier Witte oraz minister spraw wewnętrznych Piotr Durnowo popierali polską niezależność. W jakiej formie?

W przededniu wybuchu I wojny światowej przewagę zyskali zwolennicy autonomii. Wyrazem tego było powołanie specjalnej komisji Dumy Państwowej z udziałem deputowanych polskiego koła, na czele z Romanem Dmowskim. Po wybuchu europejskiego konfliktu w rozgrywkę włączył się car Mikołaj II, zezwalając na wydanie odezwy zapowiadającej w 1916 r. utworzenie niepodległej Polski złożonej z ziem trzech zaborów. Oczywiście pod berłem Romanowów lub innego skoligaconego rodu.

Ale jeśli ktoś myśli, że była to odpowiedź Petersburga na analogiczne inicjatywy niemiecko-austriackie, to jest w błędzie. Mikołaj II obawiał się wybuchu rewolucji, wobec której Polacy nie pozostaliby obojętni, przyczyniając się do rozsadzenia imperium od wewnątrz. Mimo że drogę do polskiej niepodległości od Rosji utorowała nam rewolucja lutowa 1917 r., to jej politycy skorzystali z dokumentów programowych opracowanych przez carski MSZ już w 1912 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA