fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Boudika. Kobieta, która rzuciła wyzwanie Rzymowi

Rysunek przedstawiający, jak mogła wyglądać Boudika, królowa Icenów
BIBLIOTEKA KONGRESU USA
W czasach, gdy kobiety funkcjonowały na marginesie życia społecznego, ta waleczna niewiasta siała postrach wśród obywateli najpotężniejszego ówczesnego imperium światowego. Kim była Boudika, słynna królowa Icenów?

Boudika urodziła się około 30 roku n.e. we wschodniej Brytanii. Pochodziła z plemienia Icenów, ludu celtyckiego zamieszkującego starożytną Brytanię przed podbiciem jej przez Anglów i Sasów. Niewątpliwie wywodziła się ze szlachetnego rodu. Jako 18-letnia dziewczyna została wydana za mąż za króla Icenów, Prasutagusa. Królewska para nie mogła jednak cieszyć się swobodą we władaniu swoimi ziemiami. Drapieżna i nienasycona ręka rzymska, która zdążyła już wówczas zagarnąć połowę starożytnego świata, sięgnęła także po Wyspy Brytyjskie.

Pierwszym Rzymianinem, który postawił stopę na brytyjskiej ziemi, był Juliusz Cezar. Prawie 100 lat wcześniej, w 55 roku p.n.e., przybył tam w celu ukrócenia pomocy, jakiej Celtowie brytyjscy udzielali walczącym z Rzymianami Celtom z Galii. Dowiedziawszy się, że na wyspie znajdują się cenne złoża naturalne, wódz postanowił ją zająć. Obie jednak inwazje – w 55 i 54 roku p.n.e. – zakończyły się fiaskiem. Do koncepcji podboju powrócił dopiero cesarz Klaudiusz w 43 roku n.e., tym razem odnosząc sukces, w dużej mierze dzięki wewnętrznym niepokojom i konfliktom, jakie rozgrywały się wówczas między władcami poszczególnych celtyckich plemion.

Rzymianie na Wyspach Brytyjskich

W tej sytuacji nie wszyscy podbici wodzowie byli zgodni co do postawy, jaką powinni przyjąć wobec najeźdźców. Niektórzy z nich wzywali do stawiania im czynnego oporu. Do takich osób należał Wenucjusz, król niepokornego plemienia Brygantów zamieszkującego północną Brytanię. Jego przedsiębiorcza żona, królowa Kartymandua, nie chciała jednak mierzyć się z konsekwencjami, jakie królestwu przyniosłaby z góry skazana na klęskę walka z wszechpotężnymi Rzymianami. Ponieważ jednak król pozostawał głuchy na jej argumenty, zaradna niewiasta wzięła sprawy w swoje ręce: za plecami męża zawarła tajny sojusz z italskimi najeźdźcami, którzy pomogli jej obalić i wygnać Wenucjusza. Pozbywszy się nieposłusznego małżonka, Kartymandua objęła władzę i znalazła sobie nowego męża, tym razem lojalnego wobec Rzymian.

Podobnie uległą względem okupanta politykę uprawiał mąż Boudiki, Prasutagus. Ten nie tylko bez żadnego sprzeciwu poddawał się wszelkim rozkazom nowych zwierzchników, ale też czynnie wspierał ich wysiłki w podbijaniu innych celtyckich ludów. Za swoje działania został doceniony przez cesarza Klaudiusza, który nazwał go nawet swoim sojusznikiem. Monarsze imponował pełen przepychu i prestiżu styl życia rzymskich dostojników. Chcąc im pod tym względem dorównać, zaczął wydawać gigantyczne kwoty na wino, klejnoty i luksusowe szaty. W tym celu zapożyczył się nawet u filozofa Seneki na astronomiczną sumę 40 milionów sestercji. Władca najwyraźniej był pewien, że upodabniając się do Rzymian, zyska ich szacunek, przychylność i gwarancję pokoju na terytorium swojego plemienia.

Niestety, tragiczne konsekwencje lekkomyślności i krótkowzroczności Prasutagusa trzeba było ponieść z chwilą jego śmierci w 60 roku n.e. I chociaż on sam nie dowiedział się, jak wielką pomyłką okazała się jego wiara w bezinteresowną przyjaźń Rzymian, to jego żona Boudika i dwie córki odczuły to nadzwyczaj boleśnie. Prasutagus w testamencie dokonał podziału królestwa pomiędzy rodzinę a rzymskie imperium. Nie mając męskiego potomka, liczył na to, że cesarstwo spłaci jego długi oraz zapewni bezpieczne i dostatnie życie żonie i córkom. Prokurator Brytanii Catus Decianus nie uszanował jednak ostatniej woli władcy. Nie tylko odmówił spłacenia królewskich długów, ale też podjął decyzję o konfiskacie jego całego majątku – włącznie z częścią należną rodzinie zmarłego.

Bestialstwo najeźdźców

Oburzona tym bezprawiem Boudika otwarcie zaprotestowała przeciwko poczynaniom Decianusa. Za ten przejaw buntu spotkała ją niezwykle okrutna kara: została publicznie wychłostana, a Rzymianie zgwałcili jej córki. Ten ostatni czyn miał na celu wykluczenie ewentualnych roszczeń do tronu przyszłego potomstwa królewien. W społeczeństwie Celtów bowiem kobieta, która nie była dziewicą, nie miała szans na zamążpójście.

Stoisko z pamiątkami pod pomnikiem Boudiki przy moście Westminsterskim w Londynie
BIBLIOTEKA KONGRESU USA

Tak bulwersujący akt barbarzyństwa na rodzinie zmarłego króla nie mógł przejść bez echa wśród poddanych. Upokorzeni Icenowie zapłonęli żądzą zemsty. Na ich czele bez wahania ponownie stanęła Boudika, której nawet tak osobiste doświadczenie bestialstwa najeźdźców nie zdołało zastraszyć. Wręcz przeciwnie, tamte przeżycia ostatecznie pozbawiły ją złudzeń i skrupułów, o czym świadczą jej słowa: „Nie ma nic gorszego wobec dumy i arogancji rzymskiej, zbeszczeszczą naszych bogów i skalają nasze dziewice. Wygram tę walkę albo zginę, to jest to, co powinnam uczynić jako kobieta".

Boudika dotrzymała obietnicy. Niezwłocznie przystąpiła do gromadzenia armii. Pod jej rozkazy oddali się Icenowie oraz liczni ochotnicy z sąsiednich plemion, którzy również doświadczyli wielu krzywd ze strony okupanta. Dla tych celtyckich wojowników nie było problemem, że dowództwo nad nimi obejmuje kobieta, w ich społeczności bowiem miały one znacznie wyższy status niż w społeczeństwie rzymskim. Rzymscy kronikarze ze zdumieniem odnotowywali, że nie tylko mogą dziedziczyć oraz samodzielnie decydować o posagu, który był ich wyłączną własnością, ale też na równi z mężczyznami sprawować rządy i władać mieczem. „W dowodzeniu armią nie ma różnicy między płciami", pisał historyk Tacyt, a Ammianus Marcellinus uzupełnił to lakoniczne stwierdzenie nieco sensacyjną informacją, że „cały zastęp obcych nie zdoła sprostać jednemu Galowi, jeśli przyzwie on na pomoc żonę, która jest zazwyczaj bardzo silna i niebieskooka, zwłaszcza gdy wyprężywszy kark, zgrzytając zębami i wymachując swoimi białymi a olbrzymimi rękami, zaczyna wymierzać ciosy, do których dołącza kopnięcia niby lawinę pocisków miotanych z katapulty".

Piorunujące wrażenie robiła podobno sama Boudika, zwłaszcza że według relacji kronikarza Kasjusza Diona „była bardzo wysoka i wyglądała groźnie. Patrzyła srogo, a mówiła ochryple. Wspaniałe, płomiennorude włosy bujnie spływały na jej biodra. Do ubioru ? niezmiennie nosiła wspaniałą złotą kolię i wielobarwną tunikę. Na tym gruby płaszcz spięty broszą. Gdy przemawiała, chwytała włócznię, aby jeszcze bardziej przestraszyć patrzących". Ponadto królowa miała się wyróżniać „mądrością większą, niż zazwyczaj mają kobiety".

Boudiki na Rzymian

To ostatnie spostrzeżenie z pewnością było uzasadnione. Planując atak na wroga, wykazała się bez wątpienia dużym sprytem i zmysłem strategicznym. Wykorzystała mianowicie moment, gdy rzymskie wojsko z namiestnikiem Brytanii Swetoniuszem Paulinusem było zajęte tłumieniem buntu celtyckich kapłanów (druidów) na wyspie Mon (obecnie Anglesey). Właśnie wtedy Boudika poprowadziła liczące już niemal 200 tysięcy wojsko na Camulodunum (obecnie Colchester), skromne miasto pełniące głównie rolę ośrodka kultu. Teren miasta nie został nawet otoczony murami, gdyż jego założyciele nie wierzyli, by jakiemukolwiek nieprzyjacielowi zależało na zdobyciu jedynych znajdujących się w nim budowli, jakimi były teatr i świątynia Klaudiusza.

Do obrony stanęła garstka stacjonujących tam weteranów, która po dwóch dniach została doszczętnie rozgromiona. Z rozkazu Boudiki zostali oni złożeni w ofierze Andraste, celtyckiej bogini wojny, którą królowa otaczała szczególną czcią. „Prowadź nas, Pani, przeciwko Rzymianom, i pozwól ufać w Twoją łaskawość. Pozwól nam pokazać im, że są niczym zające i lisy próbujące okiełznać psy i wilki. Dziękuję Ci, Andraste, i zwracam się do Ciebie jak kobieta do kobiety... błagam Cię o zwycięstwo i wolność mego ludu", modliła się Boudika podczas uroczystości dziękczynnej za zdobycie Camulodunum, którą „uświetniono" spektaklem publicznego ścięcia pojmanych jeńców.

Do pełnej wolności droga była jeszcze daleka. Wojownicy Boudiki, upojeni pierwszym sukcesem, przystąpili do szturmowania miasta Londinium, współczesnego Londynu. Tymczasem zaalarmowany rozwojem wypadków Swetoniusz Paulinus porzucił walki z druidami i ruszył wraz z wojskiem na wschód, chcąc przyjść z odsieczą mieszkańcom. W drodze zrozumiał jednak, że jego wycieńczone i zdziesiątkowane wojsko nie ma szans w starciu z setkami tysięcy żądnych rzymskiej krwi Celtów. Nie bez przyczyny przecież grecki podróżnik Strabon donosił, że „cały ten lud celtycki do szaleństwa uwielbia wojnę, jest odważny i skory do walki, lecz w innych okolicznościach prostoduszny i dobrej natury. Pobudzeni do walki, tworzą bandy i stają gotowi do boju, otwarcie i bez zastanowienia, tak że łatwo nimi powodować". Swetoniusz salwował się więc ucieczką na północ, a odpowiadający za tragedię rodziny Boudiki Catus Decianus zbiegł do Galii.

Nic więc nie stało już królowej na drodze do realizacji swego planu. Zdobywszy Londinium, powstańcy urządzili mieszkańcom krwawą rzeź. Tacyt pisał, że „Celtowie nie myśleli w ogóle o tym, by brać jeńców i sprzedawać ich w niewolę. Chcieli tylko mordować, palić żywcem i przybijać do krzyża". Nie oszczędzano kobiet i dzieci; co ciekawe, zwykle solidaryzująca się z kobietami królowa wykazała szczególną zawziętość wobec Rzymianek. Według relacji Kasjusza Diona zdobywcy „wieszali nago najbardziej szlachetne i odznaczające się, po czym obcinali im piersi, wciskając je potem w usta tak, by wyglądało, jakby ofiary je jadły. Potem nabijali kobiety na naostrzone pale, które wbijały się wzdłuż całego ciała". Szacuje się, że zamordowano wówczas około 60 tys. ludzi.

Po tych wydarzeniach panujący już wówczas Neron zrozumiał, że sytuacja stała się poważna oraz że rzymskie zwierzchnictwo na brytyjskich wyspach jest zagrożone. Wezwał Swetoniusza Paulinusa do natychmiastowego powrotu na opanowane przez Boudikę ziemie. Ten usłuchał rozkazu i wraz z 10 tys. nowych żołnierzy powrócił, aby wezwać królową do otwartej bitwy. Władczyni zrozumiała, że nadchodzi czas ostatecznego starcia.

Bitwa na Watling Street

Doszło do niej w 61 r. na równinie poprzecinanej gęstym lasem w pobliżu Londinium. Naprzeciwko 10 tys. Rzymian stanęła licząca już około 230 tys. wojowników armia Boudiki. Jak odnotowuje Tacyt, podczas gdy spokojny Swetoniusz udzielał swoim oddziałom ostatnich, czysto praktycznych wskazówek odnośnie do sposobu walki, rozpalona emocjami i żądzą mordu Boudika wygłosiła płomienną mowę, w której najpierw wyśmiała Nerona jako „dziewkę rządzącą i śpiewającą zniewieściałym Rzymianom", a następnie zapowiedziała: „mszczę się jako zwykła kobieta, mszczę utraconą wolność, zniszczone chłostą ciało, zhańbioną cześć swych córek. Pomagają jednak bogowie sprawiedliwej zemście. Zwyciężę więc albo zginę". Efekt przemowy wzmocnił wypuszczony spod jej płaszcza zając, uznawany za święte zwierzę bogini Andraste i mający być wróżbą zwycięstwa.

Pomimo miażdżącej przewagi liczebnej olbrzymia, bitna i odważna, ale dużo słabiej przygotowana militarnie i mniej zdyscyplinowana armia celtycka uległa słynnej ze swojej wojennej skuteczności armii rzymskiej. Podczas gdy specjalnością celtyckich wojowników były pojedynki, rzymscy legioniści nie mieli sobie równych w bitwach. W ciągu niecałych dwóch godzin los starcia był już przesądzony. Oddziały celtyckie zostały bezlitośnie rozgromione. Zdawszy sobie sprawę z nieubłaganej klęski, Boudika opuściła pole bitwy na rydwanie. Dobrze wiedziała, że w przypadku dostania się w ręce wroga tym razem nie skończy się na chłoście. Chcąc uniknąć okrutnego losu, jaki niewątpliwie zgotowaliby jej zwycięzcy, wraz z córkami popełniła samobójstwo, wypijając truciznę.

W tej ostatecznej bitwie, znanej w historii jako bitwa na Watling Street, poległo 80 tys. Celtów. Straty Rzymian wyniosły zaledwie 400 żołnierzy. Było to nie tylko bezapelacyjne zwycięstwo Rzymian, ale też definitywny koniec jakichkolwiek antyrzymskich powstań na terenie Brytanii. Ich panowanie na tych ziemiach trwało jeszcze kilkaset lat, aż do 416 r.

Chociaż Boudika poniosła druzgocącą klęskę, pozostaje do dziś niekwestionowanym symbolem walki o wolność. Przez wieki postać jej była zapomniana i dopiero królowa Wiktoria wydobyła ją z mroków historii. Monarchini czuła więź z tą niezłomną przodkinią, której imię Boudika, podobnie jak Wiktoria, oznacza zwycięstwo. Zadbała też o godne upamiętnienie celtyckiej wojowniczki. Z  jej inicjatywy w 1902 r. przy moście Westminster odsłonięto pomnik Boudiki, stojącej dumnie wraz z córkami na rydwanie. Pewną ironię stanowi fakt, że ten imponujący monument znajduje się w Londynie, który został swego czasu przez oddziały Boudiki zrównany z ziemią, a jego ludność wymordowana. Do dziś archeolodzy odnajdują ślady niszczycielskiej działalności jej armii. Jednak nawet te ciemne strony historii walecznej królowej nie przyćmiewają jej sławy. Dla współczesnych Brytyjczyków stanowi ona trwały symbol odwagi, niezłomności i walki o wolność.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA