fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Z dziejów chińskiego eksportu

Pierwsza wojna opiumowa: brytyjskie statki niszczą flotę wroga w Kantonie, 1841 r.
Getty Images
Nadwyżka eksportowa Chin istnieje, odkąd Zachód podjął handel ze Wschodem. Zmieniają się tylko formy walki z problemem.

Majowe zamieszki w Hongkongu mają głębsze podłoże niż obawy przed kontynentalnym reżimem. Wraz z chińskim otwarciem na świat zachwiał się fundament gospodarczego rozkwitu enklawy. Przez ponad półtora wieku Hongkong był – obok Szanghaju – jedną z niewielu szczelin uchylonych dla światowego handlu z Chinami. Odkąd otwarto inne drzwi, a nawet szerokie wrota, miasto traci na znaczeniu, a wraz z autonomią Hongkongu znika ostatni relikt wojen opiumowych, z których pierwsza wprost dotyczyła równowagi handlowej.

Srebro i jedwab

W czasach przednowoczesnych Chiny interesowały się światem tylko raz, gdy w XV stuleciu admirał Zheng He odbył blisko 30-letnie peregrynacje po Oceanie Indyjskim. Ponieważ nie znalazł nic atrakcyjnego, cesarze stracili ciekawość do zamorskich krain, a świadectwa podróży urzędowo zniszczono. Synonimem chińskiego stosunku do obcych został mur – wyznaczający granicę cywilizacji pośród barbarzyństwa.

Inaczej było w Europie, gdzie marzenia o bogactwach Azji były głównym motorem odkrywczej ekspansji. Cała reszta, łącznie z podbojem obu Ameryk, jest tylko pobocznym skutkiem szukania drogi do indyjskich i chińskich skarbów. Tym większe było rozczarowanie Hiszpanów, gdy w 1565 r. prawie dopięli celu, docierając ze wschodu na Filipiny. Pierwsi napotkani Chińczycy, a w istocie lokalni szmuglerzy i piraci, prędko odarli przybyszów z wielkich nadziei. Choć galeony dotarły tak daleko, nie mogły zawinąć do portów na kontynencie, a tym samym Hiszpanie nie mogli postawić stopy na chińskiej ziemi. Prawo zakazało prywatnego handlu z cudzoziemcami, a nawet pobytu obcokrajowców w Chinach, od czego nie było wyjątku. Odstępstwa nie sposób było wyjednać, ponieważ posłanie petycji wprost do cesarza czy choćby pośledniejszego urzędnika groziło śmiercią – podobnie jak przyłapanie cudzoziemca na znajomości języka chińskiego. Wyjątkiem był osobisty monopol władcy na handel zagraniczny, prowadzony głównie z Japonią, lecz i z tym krajem w końcu zerwano stosunki, z czego korzystali Portugalczycy z Makao, zarabiając na pośrednictwie między cesarstwami.

Nadto wśród dóbr, które wypełniały ładownie hiszpańskich okrętów, Chińczycy nie znaleźli nic godnego wymiany. Wszystko, co znali, było lepsze, bardziej nowoczesne i luksusowe od europejskich produktów, stąd perkal, świecidełka i żelazne narzędzia na nic się nie przydały. Wszakże Hiszpanie dysponowali jednym surowcem, który był Chinom niezbędnie potrzebny – i to w ogromnych ilościach, odkąd dynastia Ming wprowadziła srebrne pieniądze. Eksperyment z banknotami niezbyt się powiódł, ponieważ władcy ulegli pokusie zatykania deficytu makulaturą. Kryzys wzmógł się od konfliktu z Japonią, która była głównym dostawcą srebra, a mnóstwo metalu znikało z rynku, chowane na czarną godzinę.

Po 1760 r. portowe miasto Kanton, wraz z ujściem Rzeki Perłowej, stało się jedyną furtką do handlu z Chinami
AFP

Śpiący na amerykańskim srebrze Hiszpanie byli dla Chin wybawieniem. Od 1654 r. do Państwa Środka spłynęła szeroka rzeka metalu, formalnie szacowana na 28 tys. ton, choć nieoficjalne liczby są znacznie wyższe. Można sądzić, że większość kruszcu z meksykańskich i peruwiańskich kopalni trafiła do Azji – zapewne szczęśliwie dla Europy, dostatecznie zrujnowanej takim nadmiarem.

W zamian hiszpańskie dominia – a stamtąd zachodnią Europę – zalała powódź bajecznie taniego jedwabiu, z którego ceną – mimo ryzyka i dużych kosztów transportu – nie mogli konkurować miejscowi wytwórcy. Co więcej, chińskie manufaktury prędko dostrzegły większy zysk z produkcji gotowej odzieży niż ze sprzedaży surowej tkaniny, stąd europejską garderobę zaczęto masowo kopiować i eksportować, dopasowując fason do zmieniającej się mody. By nie zrujnować rzemiosła, walkę z chińskim eksportem podjęła administracja, ale z powodu ogromnych zysków oficjalny handel prędko zastąpiono przemytem.

Nieprzypadkowo problem zdaje się dziwnie znajomy, a potęgował go fakt, że w wymianie handlowej z Zachodem Chiny w zasadzie nie kupowały nic w zamian, interesując się tylko srebrem, sporadycznie żywnością. Jednak rynek wewnętrzny cesarstwa był tak ogromny, że pozwalało sobie na protekcjonizm, nie szkodząc gospodarce – póki walutę stabilizowało hiszpańskie srebro. Zapewne stąd upadek dynastii Ming zbiega się ze zmierzchem Wielkiej Armady. Jednak nadwyżka eksportowa Chin istniała od początku kontaktów handlowych z Zachodem, utrzymując się przez kolejne dekady.

Handel przez zamknięte drzwi

Zmieniły się panująca dynastia i dominujące potęgi w Europie, lecz nie zmalało zapotrzebowanie Państwa Środka na srebro, a wśród mieszkańców Zachodu popyt na chińskie luksusy.

Podpisanie traktatu nankińskiego 29 sierpnia 1842 r. zakończyło I wojnę opiumową
Getty Images

W 1711 r., w pobliże Kantonu dotarły okręty Anglików, którzy wyparli hiszpańskie galeony, ale główne zasady handlu pozostały niezmienne. I choć chińska sprzedaż rosła, cesarstwo pozostało zamkniętą twierdzą. Cudzoziemcy nie mieli wstępu na stały ląd (z wyjątkiem eksterytorialnej enklawy Portugalczyków w Makao), mogąc cumować tylko przy wysepce Lintin opodal Kantonu. Nauka chińskiego była karana, a szczególnie zakazano kontaktów z chińskimi urzędnikami.

W tych warunkach handel wydaje się niemożliwy, lecz po 1760 r. problem uregulował tzw. system kantoński. To portowe miasto, wraz z ujściem Rzeki Perłowej, było jedyną furtką do handlu z Chinami, ale dobór kontrahentów również nie był swobodny. Europejczyków skazano na oficjalne pośrednictwo kupców mających wyłączność na transakcje z cudzoziemcami. Mała, zaledwie kilkunastoosobowa korporacja – zwana po chińsku kohongiem – miała monopol na cały zagraniczny handel imperium. Wprawdzie kadencja członków korporacji trwała tylko trzy lata, lecz lukratywny przywilej pozwalał zbijać gigantyczne fortuny, mimo danin i ogromnych łapówek.

Wszelako kohong był wyłącznym przedstawicielem państwa w relacjach z obcokrajowcami, a drogi odwoławcze i arbitraż nie istniały – nawet drogą dyplomatyczną, bo Pekin nie uznał poselstw i ambasad. Nawiązanie stosunków dyplomatycznych na zasadach wzajemności byłoby uznaniem równości Chin i barbarzyńców, a taka myśl była zbrodnią stanu. James Flint, który poważył się udać do Pekinu ze skargą na warunki handlu, został uwięziony i deportowany za samo pojawienie się w Chinach i posiadanie petycji spisanej w miejscowym języku. Stuosobowa misja dyplomatyczna lorda Macartneya także skończyła się fiaskiem, ponieważ poseł odmówił bicia pokłonów przed obliczem cesarza. Skądinąd Chiny straciły wtedy okazję, by stać się fabryką świata już 200 lat temu, ponieważ poselstwo oferowało Państwu Środka najnowsze technologie Zachodu.

Dopóki interes szedł dobrze, a popyt na luksusowy jedwab, porcelanę i coraz modniejszą herbatę nie malał, unikano otwartego konfliktu. Szczególnie że protekcjonizm i monopole były codziennością także w Albionie. Handel z Chinami był wyłącznym przywilejem Kompanii Wschodnioindyjskiej, której żaden kupiec nie mógł wejść w drogę.

Problem chińskiej nadwyżki eksportowej stał się istotny, gdy przyspieszył gospodarczy rozwój Zachodu, a zwłaszcza Wielkiej Brytanii. Rosnące gospodarki potrzebowały stabilnej waluty, zwiększając popyt wewnętrzny na srebro, a hiszpańska nadpodaż dawno była historią. Tymczasem Chiny, choć stale zwiększały eksport, w zamian żądały wyłącznie sztab kruszcu, którego w Europie zaczęło brakować. Jednocześnie import z Państwa Środka rósł rocznie o kilka procent, zmieniając nierównowagę handlową w prawdziwą przepaść.

Żeby sfinansować import, Chinom trzeba było koniecznie coś sprzedać, a Kompania Wschodnioindyjska dysponowała opium z pól makowych w dzisiejszym Bangladeszu i dolinie Gangesu. Wprawdzie obrót narkotykiem został zakazany w 1796 r., ale przemyt i łapówki pomogły rozwiązać większość problemów. Co więcej, władze tak daleko przymknęły oko na mroczny proceder, że rolę przemytniczych gangów przejęły statki kohongu. Przyczyny tolerancji władz były pospolitej natury. Wprawdzie szmugiel opium wypłukiwał srebro z chińskiej gospodarki, lecz narkotykowe zyski Kompania i tak przeznaczała na większy import herbaty i porcelany, dlatego bilans wypadał korzystnie dla Chin – a przynajmniej tak się cesarzowi zdawało. Przez nabrzeża Rzeki Perłowej przeprawiano 1,5 tys. ton opium rocznie, a popyt rósł nieustannie. Zbyt późno zliczono szkody, jakie czyni uzależnienie. Ekstrawagancka moda, zrazu popularna na szczytach arystokracji, prędko ogarnęła urzędników, artystów i kupców, aż zeszła w niziny społeczne, grożąc pogrążeniem Chin w narkotycznej śpiączce. Jednak opamiętanie przyszło w niezbyt sprzyjającym momencie.

Opium i stare armaty

Akurat Anglicy, świeżo pod wrażeniem Adama Smitha, przestali kochać protekcjonizm i monopole, zostając wielbicielami wolnego rynku. Z tej okazji w 1834 r. znieśli wyłączność Kompanii Wschodnioindyjskiej na handel z Chinami, przez co kantońska furtka stała się ciasna od nadmiaru chętnych, a już dobijały się też inne mocarstwa.

Pobocznym skutkiem liberalizacji było przeniesienie stosunków na wyższy poziom. Chiny przestały mieć do czynienia z prywatną firmą, stając wobec majestatu Wielkiej Brytanii, co chyba umknęło świadomości cesarza. W 1839 r. Daoguang nakazał Lin Zexu, swojemu namiestnikowi w Kantonie, skończyć z importem angielskiego opium. Urzędnik próbował pojednawczych metod, lecz brakło drożnych kanałów dyplomatycznych. Gdy list do królowej został zignorowany, Lin Zexu skonfiskował zawartość angielskich magazynów i zniszczył opium wartości 2,6 mln funtów.

Z kolei William Napier, pierwszy przedstawiciel Korony w Kantonie, złamał instrukcje własnego rządu i prawo, kierując protesty wprost do chińskich urzędów. Oburzone Chiny zamknęły handel z Brytyjczykami, za co Napier kazał ostrzelać przybrzeżne fortyfikacje. Na domiar złego pijani marynarze zabili jakiegoś chłopa, lecz winnych nie wydano Chińczykom. Ci zaś odmówili Anglikom sprzedaży żywności, a grozy dopełniły plotki o zatruciu źródeł pitnej wody. Jednak Królewska Marynarka łatwo przełamała chińską blokadę, a przekupieni urzędnicy dostarczyli zaopatrzenie okrętom.

Tyfus, który nagle uśmiercił Napiera, złagodził sytuację, ponieważ następca obiecał kupcom rządowe odszkodowania. Jednakże kwota, jaką parlament w Londynie musiał wydać na wojnę, była kilkanaście razy mniejsza niż wartość rekompensaty. W trakcie trzydniowej debaty racje były podzielone po połowie, a o wyniku przesądziły nieliczne głosy. Zmuszanie innego państwa do legalizacji trucizny, którą zwalczano we własnym kraju, zdało się niemoralne nawet politycznym cynikom. Niemniej jednak wojnę dekorowano obroną wolności i praw Brytyjczyków oraz walką z tyranią o swobodę handlu i godność, czyli wszystkimi frazesami nowoczesności. Portugalia deklarowała neutralność, ale pozwoliła stacjonować w Makao brytyjskim okrętom. Zaskakująca była też reakcja części Chińczyków z Kantonu, którzy przepędzili z miasta urzędników cesarza, bo handel z Europejczykami był głównym źródłem ich dobrobytu.

Mimo nominalnie dziesięciokrotnej przewagi sił chińskich armię cesarską łatwo rozgromiono. Rezygnując z morskiego handlu, państwo nie stworzyło poważnej marynarki, a chińska artyleria okazała się przestarzała o dwa stulecia. Nadto urzędnicy z prowincji tak długo bałamucili władcę bagatelizowaniem wojny i kłamstwami o swoich sukcesach, że gdy prawda wyszła na jaw, na poważne reakcje było za późno. Dopiero bezpośrednie zagrożenie Zakazanego Miasta zmusiło Chiny do negocjacji – wcześniej zrywanych celowo lub z braku komunikacji.

Wojny opiumowe były słusznie krytykowane – także przez polityków brytyjskich, w tym późniejszego premiera Ewarta Gladstone'a. Nie ma argumentów, które usprawiedliwią wymuszenie legalizacji opium. Jednak przełomowym, wręcz cywilizacyjnym skutkiem traktatu pokojowego z Nankin było złamanie wsobności Chin i nawiązanie relacji dyplomatycznych ze światem, jakiekolwiek by te stosunki były – choć byłoby lepiej, gdyby otwarcie było samodzielną decyzją Chińczyków i to kilkaset lat wcześniej.

Także narzucenie kolejnych eksterytorialnych enklaw handlowych, m.in. w Szanghaju i Hongkongu, przekształconych potem w kolonie, było rażącym złamaniem suwerenności. Jednak przez następne stulecie najgłębszego kryzysu enklawy były głównymi, a może jedynymi oknami chińskiej gospodarki na świat, o czym świadczy ekonomiczna siła, jaką zbudowały w tym czasie. Znaczące, że stworzenie kilkunastu podobnych stref wolnego handlu i przedsiębiorczości, na przykład w przyległym bezpośrednio do Hongkongu Shenzhen (choć tym razem z woli samych Chińczyków), było zalążkiem odrodzenia potęgi azjatyckiego mocarstwa w zeszłym stuleciu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA