fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Cybulski, Mościcki i Dzieślewski. Niezwykli polscy elektrycy

Napoleon Nikodem Cybulski, Ignacy Mościcki i Roman Dzieślewski
Napoleon Nikodem Cybulski (1854–1919), Ignacy Mościcki (1867–1946) i Roman Dzieślewski (1863–1924).
Narodowe Archiwum Cyfrowe (x3)
Opisując dzieje powstania oraz rozwoju elektrotechniki i elektroniki, przedstawiam teraz polskich badaczy i wynalazców. Dziś będzie mowa o zasłużonych elektrykach. A byli to ludzie wyjątkowi!

Pierwszym opisywanym tu badaczem, który wzbogacił wiedzę o elektryczności, nie będąc w istocie elektrykiem, był Napoleon Nikodem Cybulski. Był to lekarz i fizjolog, twórca krakowskiej szkoły fizjologicznej, który zapisał na swoim koncie długą listę odkryć w dziedzinie biologii i medycyny. Nie jest to właściwe miejsce, by te osiągnięcia omawiać, ale warto odnotować jego prace w dziedzinie endokrynologii. Badając aktywność nadnerczy, jako pierwszy na świecie wyizolował adrenalinę! Badał też zjawisko hipnozy i jest uważany za odkrywcę sfery podświadomości. Lubił budować przyrządy naukowe według własnego pomysłu, za pomocą których dokonywał różnych ciekawych odkryć. Na przykład stopień doktora uzyskał, budując nowy przyrząd do badania prędkości ruchu krwi (fotohemotachometr z 1886 r.), a potem zbudował „manometr do oznaczania parcia w żyłach za pomocą fotografii" (1888) i nowy typ mikrokalorymetru (1894), wykorzystywanego do pomiaru ilości ciepła produkowanego podczas pracy mięśni.

Elektryczne odkrycia fizjologa

Ta jego skłonność do tworzenia i stosowania nowych metod pomiarowych, pozwalających odkrywać nieznane wcześniej zjawiska biologiczne, naprowadziła go na trop prądów czynnościowych mózgu. Wprawdzie związki procesów fizjologicznych i elektrycznych były znane i badane od czasu odkryć Galvaniego (pisałem o tym w felietonie „Żabie udka i wytwarzanie elektryczności", „Rzecz o Historii", 18 października 2019 r.), ale badacze częściej zajmowali się procesami elektrycznymi w mięśniach i w sercu, natomiast mózg, szczególnie trudny do badania, bo ukryty w kościach czaszki, był pod tym względem mniej zbadany. Napoleon Cybulski zbadał aktywność elektryczną mózgów małp i psów. W  1891 r. opublikował pracę naukową na ten temat, uważaną za naukową podstawę rozwiniętej później elektroencefalografii. Jego pionierskie prace, prowadzone wspólnie z doktorantem (później profesorem Uniwersytetu Lwowskiego) Adolfem Abrahamem Beckiem, doprowadziły do powstania rozprawy doktorskiej tego ostatniego zatytułowanej „Oznaczenie lokalizacyi w mózgu i rdzeniu za pomocą zjawisk elektrycznych" (pisownia oryginalna), gdzie elektroencefalografia użyta została do lokalizacji poszczególnych funkcji w mózgu. Praca została obroniona na Uniwersytecie Jagiellońskim 20 października 1890 r.

Po przejściu Becka do Lwowa Cybulski dalej badał prądy czynnościowe. Podsumowaniem jego badań była opublikowana w 1913 r. praca „Elektryczność zwierzęca. Prądy spoczynkowe i czynnościowe". Pracę wydało Towarzystwo Naukowe Warszawskie. Można oczywiście dyskutować, czy rzeczywiście prace fizjologa Cybulskiego można zaliczyć do badań nad elektrycznością. Ale sądzę, że wspomnienie o nim w tym zbiorze felietonów o polskich elektrykach jest zasadne.

Prezydent z osiągnięciami w elektrotechnice

Kolejnym twórcą polskich sukcesów w dziedzinie elektrotechniki był Ignacy Mościcki. Tak, tak – prezydent Rzeczypospolitej w latach 1926–1939! Ale osiągnięcia w dziedzinie elektrotechniki miał znacznie wcześniej, bo w 1903 r., gdy pełnił funkcję kierownika technicznego w firmie Société de l'Acide Nitrique (w Szwajcarii) produkującej kwas azotowy według jego technologii. Wytwarzanie kwasu azotowego było wtedy dramatycznie ważne, ponieważ jest on niezbędnym składnikiem przy produkcji nawozów azotowych, a nawozy te są warunkiem wysokich plonów w nowoczesnym rolnictwie. Przez wiele lat źródłem nawozów azotowych dla całego świata były zasoby saletry chilijskiej, ale pod koniec XIX w. zaczęły się one wyczerpywać. Europie zagroził głód!

Odkrycie Mościckiego pozwalało produkować sztuczne nawozy o wysokiej jakości, było więc bardzo ważne. Jego metoda polegała na wyzwalaniu reakcji utleniania azotu podczas przepuszczania powietrza (zawierającego tlen i azot) przez łuk elektryczny (wyładowanie elektryczne dające ogromną temperaturę i jaskrawe światło, dziś używane głównie przy spawaniu). Do realizacji tego procesu potrzebna była jednak aparatura elektryczna pracująca przy bardzo wysokich napięciach (50 tys. woltów!), a do budowy tej aparatury niezbędne były kondensatory mogące pracować przy tak wysokich napięciach. Na początku XX w. nikt nie potrafił takich kondensatorów zbudować, dlatego Mościcki (z zawodu chemik) musiał sam znaleźć sposób ich wykonania. Rozwiązanie, które zaproponował (kondensatory szklane), było na tyle rewolucyjne, że patent Mościckiego umożliwiający wykonanie kondensatorów został wyceniony na milion franków!

Mościcki tak bardzo zainteresował się elektrotechniką, że prowadził dalsze badania. Stał się światowym autorytetem także w tej dziedzinie. Wynalazł sposób zabezpieczania sieci przewodów elektrycznych przed niszczącym działaniem wyładowań elektrycznych. Wynalazek ten zastosowano w całej Europie z bardzo dobrym skutkiem. Podczas Kongresu Elektrotechników we Fryburgu (mieście, w którym ukończył uniwersytet i przez pewien czas pracował naukowo) Mościcki wygłosił referat, który przeszedł do historii, bo w jego trakcie prezentowane były sztuczne pioruny (wyładowania elektryczne) – podobno nawet z częstością 100 wyładowań na sekundę.

Mając wielki autorytet wśród elektryków, Mościcki zatrudnił się w spółce Société Générale des Condensateurs Electriques i zaprojektował m.in. największą na świecie baterię kondensatorów (100 tys. V!), której w 1907 r. użyto do wysyłania sygnałów radiowych z wieży Eiffla.

Można by jeszcze sporo napisać o osiągnięciach technicznych i naukowych Mościckiego (zwłaszcza w chemii), ale poprzestanę tu na wyliczeniu (niepełnym!) jego dokonań w obszarze elektrotechniki, bo tworzę poczet polskich elektryków, a panteon chemików stworzy pewnie ktoś inny. Na marginesie można dodać, że również pierwszy prezydent RP Gabriel Narutowicz miał związki z elektrotechniką, bo zanim został politykiem, zajmował się budową hydroelektrowni. Zbudował ich wiele, m.in. w Kubel (w pobliżu Sankt Gallen w Szwajcarii), Andelsbuch (Austria), Refrain (na rzece Doubs we Francji), Monthey (Szwajcaria), Montjovet (na rzece Dora Baltea we Włoszech), Buitreres (na rzece Rio Guadiaro w Hiszpanii), Etzelwerk i Mühlebergu pod Bernem (obie w Szwajcarii). W Polsce zaprojektował hydroelektrownię w Porąbce na Sole, ale jej nie ukończył, bo – jak wiadomo – został zamordowany 16 grudnia 1922 r., pięć dni po wyborze na prezydenta RP. Ale o Narutowiczu wspominam tu tylko mimochodem, bo jego dziełem były zawsze same zapory i inne elementy inżynierii wodnej, a turbinami i generatorami produkującymi prąd na jego zaporach zajmowali się inni.

Pierwszy polski profesor elektrotechniki

Dzisiejszą prezentację pionierów polskiej elektrotechniki chciałbym zakończyć przedstawieniem Romana Dzieślewskiego, absolwenta, profesora i rektora Politechniki Lwowskiej. Studia ukończył on w 1883 r. na Wydziale Budowy Machin (bo elektrycznego wydziału jeszcze nie było) Szkoły Politechnicznej we Lwowie (bo tak się wtedy nazywała). Podjął pracę asystenta jeszcze przed ukończeniem studiów i w latach 1882–1884 pracował w Katedrze Geodezji. W 1884 r. uzyskał stypendium na uzupełnienie studiów za granicą i przez dwa lata przebywał w Berlinie, studiując m.in. elektrotechnikę u profesora Slaby'ego, który przyjął go potem jako asystenta i pozwolił uczestniczyć w eksperymentach Marconiego przy przesyłaniu sygnałów radiowych przez kanał La Manche.

Po powrocie do kraju Dzieślewski pracował w przemyśle i odbył służbę wojskową. W 1891 r. został powołany na stanowisko profesora nadzwyczajnego w Katedrze Elektrotechniki Szkoły Politechnicznej we Lwowie. Katedra ta została stworzona w 1890 r., ale nie miała kierownika. Pierwsze wykłady elektrotechniki zaczął prowadzić w roku akademickim 1889/1890 docent Franciszek Dobrzyński i to on był przygotowany do objęcia katedry, ale wybrano Romana Dzieślewskiego. Ten – gdy został mianowany pierwszym na ziemiach polskich profesorem elektrotechniki – w pierwszej kolejności stworzył laboratoria umożliwiające studentom poznawanie elektrotechniki od strony praktycznej oraz zabiegał (skutecznie!) o powiększenie udziału przedmiotów związanych z elektrycznością w kształceniu inżynierów we Lwowie. Mimo dużej praktyki przemysłowej prof. Dzieślewski kładł duży nacisk na teorię, czego wyrazem był fakt, że gdy powierzono mu na inauguracji roku akademickiego 1892/1893 obowiązek wygłoszenia wykładu inauguracyjnego, wybrał temat wybitnie teoretyczny „Pogląd na elektryczne przenoszenie siły".

Praca na politechnice nie była łatwa, bo chociaż w 1895 r. Dzieślewski otrzymał nominację na profesora zwyczajnego, nadal musiał wszystkie zajęcia prowadzić sam – zarówno wykłady, jak i laboratoria. Potem jednak do katedry przyjęto asystentów i adiunktów, a liczba przedmiotów elektrycznych w programach studiów tak się zwiększyła, że w 1906 r. trzeba było powołać drugą katedrę (Elektrotechniki Konstrukcyjnej). Na bazie tych dwóch katedr (prof. Dzieślewskiego i tej drugiej, którą kierował prof. Rothert) w 1911 r. powstał pierwszy w Polsce Oddział Elektrotechniczny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA