fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Kręte drogi sowieckich Niemców

Niemieccy osadnicy w drodze do sowieckiej Rosji
Niemieccy osadnicy w drodze do sowieckiej Rosji, 1929 r.
SZ-Photo/Forum
Najkrwawszą wojnę w historii ludzkości rozpętała III Rzesza. Trudno się dziwić, że po drugiej stronie frontu każdy człowiek o germańskich korzeniach stawał się zdrajcą. Stereotyp wroga szczególnie zemścił się na sowieckich Niemcach.

Niemieckie osadnictwo odegrało w historii Rosji tak doniosłą rolę, że kolejnym pokoleniom emigrantów nadano poufałą nazwę rosyjskich, a następnie sowieckich Niemców. Drang nach Osten (niemieckie parcie na wschodnią Słowiańszczyznę) zaczęło się w XI w., o czym świadczy kronika odnotowująca istnienie „niemieckiego dworu" w Wielkim Nowogrodzie. Było to w 1098 r., a dworem nazywano miejsce, w którym żyli i składowali towary niemieccy kupcy. Handel był przyczyną ich obecności na Rusi.

Gdy w siłę urosło Księstwo Moskiewskie, wizyty Niemców nabrały większego rozmachu. Po części z powodu wojen Iwana IV Groźnego o Liwonię i Inflanty, skolonizowane przez żywioł niemiecki, który brano do niewoli. Po części z powodu polityki moskiewskiego dworu. Ruś nadrabiająca wieczne zacofanie potrzebowała oficerów, mistrzów wytwarzania broni palnej oraz inżynierów i górników. Wielkim zaufaniem cara i bojarów cieszyli się niemieccy medycy.

Niemieckie słobody

W XVI w. w carskiej stolicy powstała niemiecka słoboda, czyli odrębna, wręcz izolowana, dzielnica zamieszkana przez zwartą diasporę zachodnią, na czele z przybyszami z Niemiec. Na wzór moskiewski niemieckie słobody powstały w innych miastach Rusi.

Od panowania Piotra I rola Niemców tylko rosła. XVIII w. był okresem gwałtownej westernizacji, czyli modernizacji Rosji na wzór europejski. Emigranci ze Świętego Cesarstwa Narodu Niemieckiego i niezależnych księstw niemieckich byli cennymi kadrami przenoszącymi doświadczenia i know-how. Przede wszystkim byli sumiennymi chłopami niosącymi do Rosji kaganek kultury rolnej. Warto przy tym podkreślić, że panująca w Rosji dynastia miała niemieckie pochodzenie. Mało kto pamięta, że rosyjska linia Romanowów skończyła się w połowie XVIII w. Od objęcia tronu przez Piotra III w 1762 r. do 1917 r. imperium rządziła młodsza linia Domu Oldenburskiego. Jej oficjalny tytuł brzmiał i brzmi do dziś: Holstein-Gottorp-Romanow.

Za sprawą kolejnych carów, począwszy od Katarzyny II, do Rosji przybywały tysiące niemieckich kolonistów. Imperium wciąż rosło, dlatego osadnicy zajęli się zagospodarowaniem Powołża. W 1804 r. na mocy edyktu Aleksandra I niemiecką falę skierowano na wybrzeża Morza Czarnego i Zakaukazie. W drugiej połowie XIX w. niemieckie kolonie sięgnęły Azji Środkowej i Syberii. Imigranci pochodzili z przeludnionych ziem nad Renem, z Hesji, Bawarii, Meklemburgii, Saksonii, a nawet Alzacji. Co ciekawe, ok. 200 tys. przedstawicieli niemieckiej diaspory ziem polskich przemieściło się w tym czasie na Wołyń. Wszyscy otrzymywali specjalne ulgi podatkowe, a przede wszystkim do początków XX w. byli zwolnieni ze służby wojskowej.

Młodzi niemieccy osadnicy w osadzie Wołga Rachów w Karpatach ukraińskich
Młodzi niemieccy osadnicy w osadzie Wołga Rachów w Karpatach ukraińskich, 1938 r.
SZ-Photo/Forum

Niemieckie były elity Petersburga, gdyż dwór cenił ich administracyjną i intelektualną sprawność, tak potrzebną w codziennym zarządzaniu państwem i rozwoju nauk. Germańskie pochodzenie miał pierwszy literat i komediopisarz Rosji Denis Fonwizin. Niemcami byli dowódca armii epoki napoleońskiej gen. Michael Barclay de Tolly i szef tajnej policji Christoph Graf von Benckendorff. Przykłady można by mnożyć.

Kilkuwiekowy okres rosyjskiej gościnności przerwała I wojna światowa. Z pobudek patriotycznych panująca dynastia powróciła do pierwotnej nazwy, a Petersburg zruszczono w Piotrogród. Podobnie postąpili arystokraci, przemysłowcy i biurokraci o niemieckobrzmiących nazwiskach. Moda była wymuszona społecznymi nastrojami i pogromami, jakie przetoczyły się przez imperium. W 1915 r. podczas klęsk na froncie moskiewskie sklepy, składy i pałace należące do rosyjskich Niemców przez kilka dni łupiło 100 tys. rozwścieczonych mieszkańców dawnej stolicy. Carski rząd przygotował dekret o wywłaszczeniu Niemców z majątków ziemskich. Mikołaj II poważnie zastanawiał się nad deportacją niemieckich poddanych do Azji. Takie kroki podjęto zresztą w strefie przyfrontowej, skąd Niemców i Austriaków wysiedlono jako „element niepewny" lojalnościowo.

Sowieckie represje

Trzeba przyznać, że po bolszewickim puczu niemiecka diaspora szybko chwyciła wiatr w żagle. Mieszkała w zwartych koloniach, centrach administracyjnych i przemysłowych, a w latach 20. XX w. Moskwa popierała udział narodowych elit we władzy. Dzięki temu w 1924 r. diaspora doczekała się Autonomicznej Republiki Socjalistycznej Niemców Powołża. W regionie żyło ok. 400 tys. potomków kolonistów, którzy gospodarowali w ok. 4 tys. wsi przekształconych z czasem w kołchozy. Łącznie zgodnie z wynikami spisu powszechnego w 1939 r. ZSRR zamieszkiwało ok. 1,4 mln obywateli narodowości niemieckiej. Ich liczba wzrosła po aneksji Polski wschodniej, państw bałtyckich i rumuńskiej Besarabii. Na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow pewnej liczbie Niemców udało się repatriować spod okupacji sowieckiej na tereny okupowane przez III Rzeszę. Wszyscy otrzymali prawny status volksdeutscha.

Podobnie jak inne grupy narodowościowe, także sowieccy Niemcy stali się ofiarami masowych represji. Już w 1936 r. ok. 50 tys. Polaków i 10 tys. Niemców zostało przymusowo wysiedlonych z terenów graniczących z Rzecząpospolitą i osiedlonych w Kazachstanie. Rok później nadszedł krwawy terror. „Aresztować wszystkich Niemców, we wszystkich fabrykach zbrojeniowych, chemicznych, elektrowniach i na strategicznych budowach, we wszystkich obwodach". Tak brzmiało polecenie Stalina, w którym historyk Arsenij Rogiński dopatrzył się „retoryki byłego alumna seminarium duchownego, którym przecież był satrapa". W ocenie Stowarzyszenia Memoriał represje lat 1937–1938 wobec Niemców rozgrywały się według polskiego scenariusza. W tym samym czasie aresztowano ponad 143 tys. Polaków żyjących w ZSRR, a wymordowano ok. 111 tys.

Wobec naszych rodaków NKWD działało zgodnie ze schematem spirali, wymuszając torturami zeznania obciążające kolejne niewinne ofiary. Oskarżenia zszywano w tzw. albumy, które wraz z danymi personalnymi i zdjęciami trafiały na Kreml, gdzie Stalin i jego akolici zatwierdzali ostatecznie wyroki. Jedyną różnicą była treść dyrektyw. Polaków oskarżono o przynależność do mitycznego spisku Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). Niemcy zostali obwinieni o „szpiegowski i dywersyjny udział w trockistowskich jaczejkach działających na zlecenie Gestapo". Represjonowano 55 tys. osób, z czego ponad 41 tys. zamordowano. Był to jedynie wstęp do rozprawy, jaka miała nastąpić po wybuchu wojny z III Rzeszą.

28 sierpnia 1941 r. prezydium marionetkowego parlamentu ogłosiło ukaz „O przesiedleniu Niemców Powołża na zachodnią Syberię i do Kazachstanu". Na mocy dokumentu deportowano ok. 440 tys. osób zamieszkujących autonomiczną republikę narodowościową. W podanej liczbie nie było sowieckich Niemców wydalonych z wielkich miast, takich jak Moskwa i Leningrad, lub sił zbrojnych. Armia natychmiast przesunęła wszystkich podejrzanych do jednostek tyłowych, a następnie skierowała do pracy w przemyśle na głębokim zapleczu. Niemieccy historycy twierdzą, że otwarte archiwa NKWD Ukrainy nie wskazują na nazistowskie sympatie obywateli sowieckich niemieckiej narodowości. Co więcej, meldunki tajnej policji mówią o nastrojach lojalnościowych od pierwszych chwil wojny. Zatem społeczność niemiecka nie mogła odegrać roli wewnętrznej V kolumny, której tak obawiał się Stalin.

Z drugiej strony przez rosyjskie wspomnienia przewija się temat rzekomej prowokacji. Wkrótce po wybuchu wojny pod nadzorem NKWD na Powołżu miano desantować oddział sowieckich spadochroniarzy przebranych w mundury Wehrmachtu. Z meldunków wynikało, że niemiecka ludność witała fałszywy zwiad jak wyzwolicieli. Niemniej deportacja była środkiem prewencyjnym i nie miała na celu fizycznej eliminacji Niemców. Dlatego w porównaniu z bezlitosnymi wysiedleniami Polaków Kresów Wschodnich czy Bałtów nie miała charakteru planowej eksterminacji.

Masowe deportacje

Niemieccy kołchoźnicy lub inne grupy zawodowe otrzymali prawo zabrania niezbędnych rzeczy, a nawet odpowiedniej ilości żywności, niezbędnej w podróży ocenianej na dwa tygodnie. Specjalny pełnomocnik komisariatu rolnictwa dokonywał szacunku pozostawionego majątku, a państwo gwarantowało odpowiednią rekompensatę mienia i inwentarza po przybyciu do nowego miejsca pobytu. Ponadto dla Niemców przewidziano po 40 prycz w wagonach, dwa ciepłe posiłki i po pół kilograma chleba dziennie na osobę. Członkom partii bolszewickiej i Komsomołu nie odebrano legitymacji, uznając ich nadal za pełnowartościowych komunistów. Nastroje deportowanych były więc nie najgorsze. Z zachowanych wspomnień wynika, że niemieckie kobiety „wierzyły Stalinowi jak Panu Bogu". Większość przesiedlanych uznawała wyjazd za czasową dolegliwość typu administracyjnego, która ustąpi natychmiast po zakończeniu wojny. Niemcy wierzyli, że wkrótce powrócą do sowieckich domów.

Rzeczywistość okazała się inna, szczególnie w okresie największych klęsk militarnych lat 1941–1942. Po pierwsze, chaos pierwszych miesięcy wojny, brak taboru kolejowego i pierwszeństwo transportów wojskowych wydłużyły znacząco podróż. Po drugie, miejscowe władze nie radziły sobie logistycznie z tak znaczącym napływem ludności. Powstał ogólny bałagan, transporty były przetrzymywane lub krążyły pomiędzy miejscowościami oddalonymi od siebie o tysiąc kilometrów. Nie jest też przypadkiem, że NKWD nie zezwoliło na zwarte zamieszkanie niemieckich chłopów z poszczególnych kołchozów. Pod pretekstem, że syberyjskie są mniejsze, deportowanych rozdzielano i wymieszano. Czy jednak były to naprawdę skrajne warunki?

Co innego, gdy w 1942 r. rozkazem Państwowego Komitetu Obrony utworzono tzw. armię pracy. Jej celem było zastąpienie mężczyzn powołanych na front innymi grupami ludności. Po ewakuacji przemysłu Syberia Zachodnia stała się wielkim centrum zbrojeniowym. Deportowani wszystkich narodowości, a więc również Niemcy, idealnie nadawali się do pracy jako darmowa siła robocza. W szeregi Trudowoj Armii zmobilizowano wszystkich Niemców pomiędzy 15. a 65. rokiem życia. Wkrótce dołączyły do nich kobiety między 46. a 60. rokiem życia, a na końcu reszta kobiet oprócz posiadających dzieci do lat trzech.

Armia pracy działała według regulaminu Gułagu i wykorzystywała jego łagry. Poszczególne oddziały mieszkały za drutami kolczastymi pod ochroną strażników NKWD. Jedyną różnicą była względna swoboda poruszania się poza ogrodzony teren i zwiększone racje żywnościowe. Ponadto w obozach pracy odbywały się regularne zebrania partyjne i komsomolskie, na których agitowano za wydajniejszą pracą. Niemniej według ocen rosyjskich historyków podczas wojny zmarło w sposób przyspieszony ok. 300 tys. sowieckich Niemców. Badacze niemieccy szacują straty demograficzne swoich rodaków na ok. 450 tys.

Co ciekawe, długą listę wysiedlonych uzupełniono znacząco po zakończeniu wojny. W ramach alianckiej operacji o kryptonimie „Przeciąganie pod kilem" do ZSRR repatriowano ok. 4,5 mln osób, które mieszkały w granicach z końca 1939 r. W tej grupie znalazło się kilkaset tysięcy Niemców „wyzwolonych" przez okupację hitlerowską lub repatriowanych do III Rzeszy na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow. Po wojnie upomniał się o nich Stalin. Nie myślał jednak o złagodzeniu losu deportowanych, przeciwnie: nawet zaostrzył warunki. Dekretem z 1948 r. obie grupy przesiedlonych wzięto na tzw. specjalny rozdzielnik oznaczający zakaz opuszczania miejsca zsyłki i obowiązek meldunków na posterunkach milicji.

Dopiero w 1955 r., przy okazji normalizacji stosunków ZSRR z Niemcami Zachodnimi, kanclerz Adenauer wytargował dla rodaków ulgi. Zostali prawnie zrehabilitowani, ale nadal obowiązywał ich zakaz osiedlania na terenach, skąd zostali wygnani. Mimo licznych apeli Bonn i wiernopoddańczych delegacji do Moskwy sowieckim Niemcom do końca istnienia ZSRR nie udało się odtworzyć autonomicznej republiki narodowościowej. Nie pomogły argumenty o „znaczącym wkładzie obywateli niemieckiego pochodzenia w zwycięstwo nad III Rzeszą" ani przypominanie o ofiarach poniesionych na produkcyjnym froncie wojny.

Odpowiedź zawsze była ta sama. Zgodnie z partyjną wykładnią wygrana wojna była wspólnym sukcesem wszystkich narodów imperium, które wykrwawiały się jednakowo. Jedyne ustępstwo nastąpiło w 1972 r., gdy gensek Leonid Breżniew zezwolił Niemcom na prawo zamieszkania w Moskwie, Leningradzie oraz republikańskich stolicach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA