fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Ostatnie dni Józefa Stalina

By U.S. Signal Corps photo. (http://hdl.loc.gov/loc.pnp/cph.3a33351) [Public domain or Public domain], via Wikimedia Commons
Wikimedia Commons
Niezdrowy tryb życia, pijaństwo i w konsekwencji udar mózgu czy może jednak wyrafinowane morderstwo? Przyczyny śmierci Stalina wciąż budzą kontrowersje.

W 60. rocznicę śmierci despoty odtajniono dokumenty, które miały ponad wszelką wątpliwość potwierdzać, że przyczyną jego zgonu były jedynie poważne problemy zdrowotne i hulaszczy tryb życia. 11 stron dokumentów opisujących przyczyny śmierci sowieckiego „pacjenta numer jeden" powstało jako rezultat sekcji zwłok przeprowadzonej kilka godzin po śmierci Stalina 5 marca 1953 r.

Raport nosi znamiona wysokiej wiarygodności. Odnosi się wrażenie, że nie jest w żaden sposób upiększony ani nie ukrywa ważnych dla ustalenia przyczyn śmierci informacji o trybie życia dyktatora. 75-letni Józef Dżugaszwili cierpiał na bardzo zaawansowaną marskość wątroby oraz rozległą miażdżycę naczyń krwionośnych. Dokument z sekcji wskazuje, że bezpośrednią przyczyną zgonu tyrana był udar mózgu spowodowany alkoholem.

Libacje pod czujnym okiem dyktatora

Tego dnia Stalin popijał gruzińskie wino. Dyktator w wolnych chwilach pił dużo i lubił mieszać różne gatunki alkoholu – najczęściej wina gruzińskie z czystą rosyjską wódką. Jadał do tego wykwintne, ale najczęściej zdecydowanie tłuste potrawy. Wśród Gruzinów krążyła plotka, że Stalin nie mógł odziedziczyć smaku po ojcu – szewcu Wissarionie Dżugaszwilim. Wielkopańskie zachcianki Stalina uzasadniano ogromnym podobieństwem Józefa do dwóch ludzi, z którymi jego matka miała rzekomo przelotny romans. Pierwszym z nich był Nikołaj Michajłowicz Przewalski, carski generał polskiego pochodzenia, zapamiętany przez historię głównie jako wybitny podróżnik, geograf i odkrywca, którego trudno było nazwać czystej krwi Polakiem. Jego prapradziad Korniło Anisimowicz Perewalski był Kozakiem, który w nagrodę za ofiarną służbę Rzeczypospolitej w czasie wojen na Wschodzie otrzymał szlachectwo od króla Stefana Batorego. Założyciel rodu przeszedł na katolicyzm oraz zmienił nazwisko na Przewalski. O jego wielkim potomku, wybitnym odkrywcy i uczonym, nie można mówić jako o zrusyfikowanym Polaku. W jego żyłach krążyło więcej krwi rosyjskiej, białoruskiej, litewskiej czy ukraińskiej niż polskiej. Ale fizyczne podobieństwo do Stalina jest jedynym ogniwem łączącym te dwie postacie historyczne. Wbrew legendzie, krążącej głównie wśród rosyjskich elit, sam Przewalski nigdy nie był na Kaukazie ani w Gruzji i nie mógł spotkać matki Stalina.

O wiele bardziej prawdopodobna jest plotka przekazywana wśród Gruzinów, że Stalin był synem księcia Egnataszwilego, u którego matka Stalina była ochmistrzynią. Już jako dziecko Józef zasmakował w wyrafinowanych potrawach dworskich, które kazał sobie serwować w dorosłym życiu. Jego ulubionym daniem był gruziński gulasz z baraniny, który w połączeniu z mocnym alkoholem dewastował wątrobę. Regeneracji tego organu nie służyły także takie potrawy jak czerwony kawior w czerwonym winie, tłuste kotlety mielone, kurczak typu „tabaka" oraz kuchnia chińska, w której Koba zasmakował jeszcze w czasach zesłania na Syberii. Codziennym rytuałem Stalina było popijanie alkoholu w niewielkich, ale systematycznie dostarczanych organizmowi ilościach. Do historii przeszły także ponure wieczorne obiady wodza, podczas których uważnie przyglądał się zachowaniu zaproszonych gości. Słynny rosyjski autor książek kulinarnych William Wasiliewicz Pochlebkin pisał: „W odróżnieniu od większości mężczyzn z Kaukazu nie lubił, nie umiał i aktywnie nie chciał gotować, i w ogóle wnikać w sprawy związane z żywieniem i kuchnią". To chyba jednak mocno przesadzony opis zwyczajów dyktatora. Jego nocne libacje odbywające się najczęściej w daczy w podmoskiewskim Kuncewie były w siermiężnej epoce Związku Radzieckiego oceniane jako wyrafinowane uczty.

Imprezy u Stalina zaczynały się około godziny 20 i kończyły o 3–4 rano, kiedy elita narodu radzieckiego była już całkowicie pijana i leżała w swoich wymiocinach pod stołem w jadalni wodza. On sam jednak nigdy nie był na tyle nietrzeźwy, aby utracić kontrolę nad sobą i otoczeniem. Widząc spacyfikowane przez alkohol towarzystwo, Stalin udawał się chwiejnym krokiem do sypialni lub kładł się na kanapie w gabinecie. Nikita Chruszczow wspominał po latach, że imprezy te miały za zadanie głównie upić gości i sprowokować ich do głupich lub nieprzemyślanych wypowiedzi: „Ludzi dosłownie rozpijano i im więcej człowiek pił, tym większą przyjemność miał z tego Stalin". Toasty wznoszono po kolei. Nieważne było, czy ktoś jest zdrowy i może pić wódkę, czy prędzej go ona zabije. Kto nie pił, był podejrzany – alkohol miał wyciągnąć prawdę nawet z najbardziej pilnującego się towarzystwa.

Tłuste dania mięsne, różne gatunki trunków i dziesiątki paczek wypalanych papierosów rujnowały zdrowie Stalina bardziej niż oddziały Wehrmachtu w 1941 r. radziecką Rosję. Ostatecznie ceną za taki tryb życia musiał być wylew krwi do mózgu, który prawdopodobnie po ostatniej hucznej imprezie, nad ranem 1 marca 1953 r., sparaliżował Stalina.

Oficjalne dane z sekcji zwłok nie wskazują jednoznacznie wylewu jako bezpośredniej przyczyny zgonu. Dokumentacja podkreśla, że Stalin umarł w wyniku uduszenia, nie precyzując, czy mowa jest o procesie naturalnym czy morderstwie.

Powojenna paranoja

Fala powojennej psychozy rozpoczęła się u Stalina 6 sierpnia 1945 r., kiedy jako pierwsza osoba w ZSRR został powiadomiony o zrzuceniu bomby atomowej na Hiroszimę. Wtedy po raz pierwszy w życiu z jego ust padły słowa współczucia wobec innego, wrogiego mu państwa i narodu: „Wojna to barbarzyństwo, ale użycie bomby A to wyjątkowe barbarzyństwo. I wcale nie było potrzeby jej użycia. Japonia została już pokonana!". Los Hiroszimy odebrał jako osobiste ostrzeżenie. Od teraz polityka amerykańskiego sojusznika kojarzyła mu się wyłącznie z atomowym szantażem.

Zagrożenie zewnętrzne przywróciło u Stalina obsesyjny strach przed zdrajcami planującymi zamach stanu w Związku Radzieckim. Już 7 sierpnia 1945 r. kazał Berii zebrać naukowców specjalizujących się w fizyce jądrowej i sprowadzić ich na naradę do Kuncewa. Tam wyraźnie zdenerwowany podkreślił, że priorytetem jest stworzenie radzieckiej bomby atomowej. Naukowcom groził i jednocześnie obiecywał złote góry. „Z pewnością możemy sprawić, by kilku tysiącom ludzi żyło się dobrze, a nawet (...) lepiej niż dobrze" – powiedział, po czym dodał, rozglądając się po twarzach akademików: „Jeśli dziecko nie płacze, matka nie wie, czego mu potrzeba. Proście, o co chcecie. Nie odmówimy wam". Ale tak naprawdę od tej pory środowisko naukowców stało się obiektem chorobliwej podejrzliwości Stalina. Szczególną nieufność tyrana wzbudzali uczeni pochodzenia żydowskiego, których uważał za element niestabilny ideologicznie. Opiekę nad radzieckim programem atomowym objął osobiście szef NKWD Ławrientij Pawłowicz Beria, który pod swoim kierownictwem zgromadził ok. 460 tys. ludzi i 10 tys. techników.

Stalin był przybity wieściami z Hiroszimy i Nagasaki do tego stopnia, że 9 listopada Mołotow i Malenkow niemal zmusili go do kilkudniowego urlopu nad Morzem Czarnym. Kiedy specjalny pociąg dyktatora ruszył w kierunku Soczi, Stalin poczuł dotkliwy ból w klatce piersiowej. Kilka dni później podczas pobytu w letniej rezydencji, będącej domem wykutym w skale nad Morzem Czarnym, dyktator przeszedł rozległy zawał serca. Po Moskwie zaczęły krążyć pogłoski, że Beria, Mikojan, Mołotow i Malenkow przejęli rządy w państwie radzieckim i prawdopodobnie ukrywają śmierć Stalina, żeby podzielić się władzą.

Stalin długo dochodził do siebie po ataku serca. Dużo sypiał, niewiele czytał, chodził na krótkie spacery. Jego czujność obudził dopiero artykuł z 10 października, wydrukowany na pierwszej stronie lokalnej gazety, w którym zacytowano doniesienie agencji TASS o tym, że „towarzysz Stalin wyjechał na odpoczynek". Oliwy do ognia w obsesyjnie podejrzliwym umyśle Stalina dolał raport opublikowany przez „Chicago Tribune" pod niedwuznacznym tytułem: „Pogłoski w zagranicznej prasie o stanie zdrowia towarzysza Stalina". Jego autor sugerował, że „Stalin jest niezdolny do pracy", a władzę na Kremlu przejęli marszałkowie Związku Radzieckiego. Ostateczną decyzję o przerwaniu urlopu Stalin podjął po przeczytaniu amerykańskiego wywiadu z Żukowem, w którym marszałek przypisał sobie całą zasługę za zwycięstwo nad III Rzeszą, niemal zupełnie pomijając rolę Stalina.

W Stalinie narastała także szczególna nieufność do Mołotowa, któremu zazdrościł coraz większej popularności na arenie międzynarodowej. W jego ręce wpadła kopia listu, który Mołotow napisał do swojej żony. „Tutaj, wśród burżuazyjnej opinii publicznej, jestem w centrum zainteresowania, a na innych ministrów prawie nie zwraca się uwagi"– z dumą podkreślał szef sowieckiej dyplomacji. „Jak zawsze: tęsknię za Tobą i za naszą córką. Nie będę ukrywał, że czasem ogarnia mnie niecierpliwe pragnienie Twojej bliskości i czułości". Dla Stalina słowa te mogły oznaczać niemal deklarację ucieczki na Zachód. Mołotow dawał do zrozumienia, że w razie kolejnej czystki w Biurze Politycznym będzie miał wsparcie, aby uzyskać azyl na Zachodzie i ściągnąć tam swoją rodzinę. Przypuszcza się, że w tym okresie Stalin świadomie dał Mołotowowi dość dużą niezależność w podejmowaniu decyzji w kwestiach polityki zagranicznej ZSRR. Mołotow był realistą i pragmatykiem, co wcześniej czy później musiało doprowadzić do osobistego konfliktu z wodzem.

W pewnym momencie Stalinowi udało się uśpić czujność Mołotowa, który nawiązał liczne przyjaźnie z zachodnimi politykami. Niespodziewanie 8 listopada 1945 r. zaatakował Mołotowa na posiedzeniu Biura Politycznego. Używając oficjalnej formy „wy" wobec człowieka, z którym był przez wiele lat na „ty", Stalin wygłosił mowę oskarżycielską: „Przyjęta przez Mołotowa metoda dystansowania się od rządu, by przedstawić siebie jako człowieka bardziej liberalnego, do niczego nie prowadzi". Świadkowie tej sceny wspominali po latach, że Mołotow zrobił się kredowo blady na twarzy, wstał lekko zgarbiony i zgodnie z kremlowskim rytuałem, patrząc w podłogę, złożył samokrytykę zaczynającą się od słów: „Przyznaję, że popełniłem poważne przeoczenie". Mołotow, który od lat miał przywilej zwracania się do Stalina per Koba, w jednej chwili spadł do rangi podejrzanego o zdradę wyrzutka i kapitalistycznej marionetki. Dla obecnych na sali osób ze ścisłego kierownictwa państwa był to wyraźny sygnał, że paranoja Stalina zaczyna przybierać nową, niezwykle groźną postać.

Być może już wtedy wśród członków Biura Politycznego zrodził się pomysł likwidacji psychopaty. Ale z realizacją takiego planu trzeba było poczekać kilka lat, tak by wszystkie elementy potencjalnego śledztwa wskazywały jedynie na naturalną przyczynę śmierci.

Świadkowie agonii

Koncepcja spisku najważniejszych polityków radzieckich na życie generalissimusa Józefa Stalina nigdy nie została udowodniona. Istnieją jednak poszlaki, które wyraźnie wskazują, że wydarzenia z 5 marca 1953 r. mają znamiona zamachu politycznego. W oficjalnym akcie zgonu Józefa Wissarionowicza Dżugaszwilego zaznaczono godzinę 21.50 jako czas, kiedy „przestało bić serce drogiego przywódcy, słońca postępowej ludzkości". Jednak wcześniejsze 48 godzin życia wodza jest osnute tajemnicą. Oficjalna wersja głosi, że wcześniej tego samego dnia Stalin napił się swojego ulubionego gruzińskiego wina, po czym nagle osunął się na podłogę i zapadł w śpiączkę. Nie wiadomo, czy tej nocy w Kuncewie miała się odbyć kolejna libacja sowieckiej wierchuszki. Pewne jest, że w momencie śmierci przy Stalinie przebywało kilkadziesiąt osób, w tym córka Swietłana, syn Wasyl oraz stali bywalcy nocnych imprez, z Wiaczesławem Mołotowem, Nikitą Chruszczowem i Ławrientijem Berią na czele. W domu i wokół niego bez wątpienia znajdowała się ochrona daczy i osobista służba medyczna dyktatora.

Jedyną osobą z tego grona, która płakała nad konającym tyranem, była jego 27-letnia córka Swietłana Alliłujewa, która wówczas nazywała się jeszcze Swietłana Iosifowna Stalina. Ale i ona wiele lat później napisze: „Przez 27 lat byłam świadkiem duchowej destrukcji swojego ojca i dzień po dniu przyglądałam się, jak traci wszelkie cechy ludzkie i staje się stopniowo swoim własnym ponurym pomnikiem". Nigdy też nie zapomniała, co ojciec zrobił jej matce, dlatego po śmierci dyktatora przyjęła nazwisko panieńskie zamordowanej matki. „Uważam, że śmierć mojej matki, którą on uznał za osobistą zdradę, pozbawiła go ostatnich resztek ludzkiego ciepła" – oskarżała ojca. A jednak śmierć ojca nie sprawiła jej radości ani ulgi. Do końca życia pozostała jego prywatnym więźniem. Jej opis śmierci Stalina jest bardzo realistyczny i trudno go uznać za próbę konfabulacji: „Jego twarz ściemniała i zmieniła się, rysy stały się nierozpoznawalne (...). Agonia była straszna. Dusił się na oczach wszystkich. W pewnym momencie – nie wiem, czy rzeczywiście, ale tak mi się wydawało – otworzył oczy i powiódł wzrokiem po stojących dookoła. Było to przerażające spojrzenie, na poły bezmyślne, na poły gniewne i przepełnione strachem przed śmiercią. Ojciec uniósł lewą rękę i ni to wskazał gdzieś w górę, ni to pogroził nam wszystkim. W następnym momencie dusza, uczyniwszy ostatni wysiłek, wyrwała się z ciała. (...) Twarz taty zbladła i przyjęła swój zwykły wygląd (...) stateczny, piękny, opanowany. Nie wiem, ile czasu staliśmy tak w milczeniu, oniemiali".

Opis ten wskazuje, że przyczyną śmierci był udar mózgu, nazywany wtedy apopleksją. Ale dowodzi on także, że Stalinowi nie udzielono żadnej profesjonalnej pomocy medycznej. Nie zawieziono go nawet do szpitala. Umierał, popuszczając mocz w cuchnącym dymem tytoniowym pomieszczeniu kuncewskiej daczy. Ludzie, którzy jeszcze kilka dni wcześniej byli gotowi na najmniejsze skinienie jego palca odebrać sobie życie, teraz w grobowej ciszy bezczynnie przyglądali się jego agonii. Ale czy aby na pewno nic nie zrobili?

Tajemnicza butelka

W 2008 r. rosyjski pisarz i historyk Nikołaj Dobriusza uzyskał dostęp do tajnych archiwalnych protokołów Federalnej Służby Bezpieczeństwa, dotyczących okoliczności śmierci Stalina. Swoje wnioski z lektury tych materiałów opublikował w książce „Jak zamordowano Stalina". Dobriusza, podobnie jak wielu znanych biografów Stalina, w tym znakomity brytyjski historyk Simon Sebag Montefiore, twierdzi, że Ławrientij Beria już 3 marca 1953 r. przejął ster władzy w państwie, ponieważ Stalin już wtedy znajdował się w śpiączce. Dobriusza odnalazł dokumenty świadczące o tym, że Beria już 3 marca przygotował do druku pełen patosu artykuł o śmierci „największego skarbu ludzkości". „W nocy z pierwszego na drugiego marca u J.W. Stalina, znajdującego się w swoim mieszkaniu w Moskwie, nastąpił wylew krwi do mózgu, na podłożu choroby hipertonicznej i zaawansowanej arteriosklerozy" – podkreśla Dobriusza. Oznacza to, że cała historia z wydarzeniami w Kuncewie może być mistyfikacją, a wszyscy opisani w tych wydarzeniach świadkowie byli w rzeczywistości wspólnikami największego spisku w dziejach Rosji.

Dobriusza wskazuje także, że protokoły przesłuchań ochrony Stalina na okoliczność jego choroby mają datę 3 marca 1953 r. Z ich zeznań wynika, że dyktatora znaleziono leżącego przy stole rankiem 1 marca. Zgodnie z protokołem na stole znajdowała się wypita do połowy butelka wody. Ta butelka, po której potem ślad zaginął, stanie się największym obiektem podejrzeń osób doszukujących się zamachu na życie Stalina. Dobriusza podkreśla zresztą, że w pokoju były też dwie inne butelki, ale tylko jedna – ta wypita do połowy – zaginęła bez śladu, mimo że miała być dostarczona na Łubiankę na rozkaz samego Grigorija Majranowskiego, szefa laboratorium trucizn NKWD. Zadziwiające, że domagający się analizy zawartości butelki Majranowski został aresztowany jeszcze tego samego dnia na rozkaz Berii.

Istnieje także trzecia wersja wydarzeń, łącząca wersję oficjalną z wynikami badań takich historyków jak Dobriusza. Prawdopodobnie konającego już Stalina zawieziono do jego kuncewskiej daczy i tam sfabrykowano historię o gruzińskim winie i wylewie. Tymczasem aresztowany Grigorij Majranowski, uświadomiwszy sobie swój błąd, słał błagalne listy do Berii: „Apeluję do waszej wielkoduszności. Wybaczcie mi kryminalne błędy, jakie popełniłem. Mam wiele nowych pomysłów na poprawę naszych technologii, co do których macie absolutną rację, że są przestarzałe". Beria nie mógł jednak zostawić śladu podejrzeń. Majranowskiego – notabene zbrodniarza i sadystę z Łubianki, który niczym doktor Mengele eksperymentował na więźniach – rozstrzelano kilka dni później.

A jednak Beria

Czy opisywane we wszystkich podręcznikach historii wydarzenia z 5 marca 1953 r. są fikcją opracowaną przez grono ludzi, którzy bali się starczej paranoi Stalina? Wychodzące na światło dzienne dokumenty wskazują, że wydarzenia w Kuncewie mogły być tylko epilogiem świetnie zorganizowanego spisku przeciw najpotężniejszemu człowiekowi świata. Lata później syn Ławrientija Berii oświadczył: „Już w 1952 r. mój ojciec zrozumiał, że nie ma nic do stracenia. Mój ojciec nie był ani tchórzem, ani baranem posłusznie idącym na rzeź. Nie wykluczam, że coś planował. W organach miał wielu oddanych ludzi. Prócz tego miał swój własny wywiad, całkiem niezależny". Ten wywiad potwierdził fakty opisane przez Swietłanę Alliłujewą. Już 22 grudnia 1952 r. Stalin zaprosił do daczy w Kuncewie nieodłączną trójkę uczestników wieczornych libacji – Berię, Chruszczowa i Malenkowa. W pewnym momencie odwrócił się do Chruszczowa i stwierdził: „Myślicie, że nie wiem, że informujecie o wszystkim Mołotowa i Mikojana? Skończcie z tym! Nie będę tego tolerował". Dwaj dawni przyjaciele Stalina – Wiaczesław Mołotow i Anastas Mikojan – już dawno popadli w niełaskę dyktatora. Teraz jednak groziła im fizyczna eliminacja wraz z całym aparatem politycznym.

Wstępem do planowanej czystki w KC i Biurze Politycznym miała być rozpoczęta 13 stycznia 1953 r., szykowana od blisko pięciu lat, fala histerycznego antysemityzmu, wywołana osobistym artykułem Stalina w „Prawdzie" o aresztowaniu żydowskich lekarzy. Sam Stalin nazwał ich „podłymi szpiegami i mordercami pod maską profesorów lekarzy". Ujawniony przez Stalina „brak czujności w organach bezpieczeństwa" oznaczał wyrok na Berię. Ten jednak nie miał ochoty podzielić losu swoich poprzedników – Jeżowa i Jagody. Pozostała tylko jedna metoda zatrzymania szaleńca: zaprojektowany i zrealizowany w najmniejszych szczegółach spisek. Rozkręcona przez dyktatora histeria wymierzona przeciw „lekarzom mordercom" została wykorzystana przez spiskowców. Już 2 marca osobisty lekarz Stalina, zamiast ratować mu życie, znalazł się w kazamatach na Łubiance, oskarżony o liczne zaniedbania obowiązków.

Prawdopodobnie zamachowcy starannie podzielili się obowiązkami – Beria miał dodać Stalinowi do wina środek zapobiegający krzepnięciu krwi, który w ciągu kilku dni mógł spowodować wylew, a Chruszczow i pozostali mieli ograniczyć do minimum pomoc lekarską. Dowodem potwierdzającym tezę o przeprowadzonym w ten sposób zamachu są słowa Berii wygłoszone na pierwszym po pogrzebie generalissimusa posiedzeniu Biura Politycznego KPZR. Żałobną ciszę pierwszy przerwał Beria, który ku zdumieniu wszystkich stwierdził bez ogródek: „Ten szubrawiec! To ścierwo! Dzięki Bogu, uwolniliśmy się od niego! (...) On nie wygrał wojny! My wygraliśmy wojnę! Mało tego – wojny można było uniknąć!".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA