fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Polska wojna prewencyjna

Spotkanie marszałka Piłsudskiego z Josephem Goebbelsem w Warszawie (1934 r.). Towarzyszą im ambasador Hans von Moltke (pierwszy z lewej) i minister Józef Beck
Getty
Polska wojna prewencyjna przeciw Niemcom nie jest wymysłem fantastów. Była poważnym planem marszałka Piłsudskiego, który chciał powstrzymać zbliżającą się katastrofę. Gdyby ten plan zrealizowano, Polska uchroniłaby świat przed największym koszmarem w historii.

Ta wojna zaczęła się właściwie w październiku 1925 r. w szwajcarskim Locarno. To dlatego marszałek Piłsudski na pytanie płka Józefa Becka, co ma odpowiadać, gdy będzie pytany o polski stosunek do traktatu w Locarno, miał powiedzieć: „Niech pan najlepiej zadeklaruje, że każdy przyzwoity Polak spluwa, jak słyszy to słowo". 16 października 1925 r. Francja, która publicznie głosiła, że to jej Polska zawdzięcza odzyskaną niepodległość, bo to ona zapłaciła za zwycięstwo w wojnie światowej pięcioma milionami ofiar, Francja, która na pozór otoczyła Polskę siostrzaną opieką i nawet zainstalowała w Warszawie własną misję wojskową, by czuwać nad jej bezpieczeństwem, ta sama Francja otworzyła Niemcom w Locarno drogę ekspansji na wschód, na Polskę, zupełnie nie dbając o nasze granice i interesy.

Tak zwany ład wersalski w tych właśnie dniach walił się w gruzy. Nie stanowił dla powojennej Europy żadnego systemu bezpieczeństwa, nie zawierał w sobie żadnej nadziei na pokój, był wyłącznie narzędziem zapewnienia przewagi zwycięskim mocarstwom. Głównie Anglii i Francji. Osamotniona Polska dobrze zrozumiała to już podczas wojny z bolszewicką Rosją w 1920 r., a później w styczniu 1921 r., gdy rząd Wielkiej Brytanii powiadomił rząd Francji, że odmawia zgody na objęcie Polski traktatem gwarancyjnym, a także na interwencję wojskową w razie zaatakowania polskich granic. W Niemczech w czasach Republiki Weimarskiej dążenie do rewizji traktatu wersalskiego było powszechne. Nie było żadnych różnic w tym względzie między rządem i społeczeństwem, między zwalczającymi się partiami politycznymi. Najsłabszą częścią traktatu było dla Niemiec ogniwo polskie i jego atakowanie wydawało się najbardziej uzasadnione, racjonalne i sprawiedliwe. Warto w tym miejscu przywołać zapomnianą opinię prof. Stanisława Sierpowskiego, że w całej tysiącletniej historii stosunków polsko-niemieckich (pomijając okres wojen) nie było gorszego okresu niż czasy Republiki Weimarskiej.

Hitler chce rewizji granic

O zbliżającej się wojnie mówiło się powszechnie. Tym głośniej, że w Niemczech rosła w siłę nowa formacja polityczna – agresywna i bezwzględna Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników. Żerowała ona na przekonaniu o krzywdzie i niesprawiedliwości, jakie spotykają Niemcy, które według Adolfa Hitlera, przywódcy NSDAP, nie zostały zwyciężone, a jedynie pokonane przez wewnętrzne zdarzenia polityczne, takie jak komunistyczna rewolucja w Berlinie. W 1930 r. stan posiadania NSDAP w Reichstagu wzrósł z 12 do 107 mandatów, a w 1932 r. do 230 mandatów. W kwietniu 1930 r. w Niemczech zatwierdzono plan potrojenia sił Reichswehry w wypadku wojny z Polską. 10 sierpnia 1930 r. niemiecki minister do spraw terenów okupowanych Gottfried Treviranus wystąpił z żądaniem rewizji granic wschodnich, to jest granic z Polską. Może warto przypomnieć tę postać, choćby z uwagi na polską akcję pod hasłem „Odpowiedź Treviranusowi", podczas której cała Polska zbierała pieniądze na łódź podwodną. Z zebranych środków, jak wiadomo, zakupiono ORP „Orzeł", który w czasie II wojny światowej stał się legendą.

W 1931 r. niewypowiedziana niemiecka wojna z Polską prowadzona była poprzez zniemczone Wolne Miasto Gdańsk. Pomijając już kwietniowe antypolskie ekscesy, w lipcu Senat WM Gdańska wypowiedział Polsce umowę w sprawie port d'attache, czyli portu macierzystego dla polskich okrętów wojennych. Umowa ta, obowiązująca od stycznia 1923 r., dawała Polsce prawo przyjmowania w Gdańsku wizyt obcych flot, a także regulowała status generalnego komisarza Rzeczypospolitej Polskiej w WM Gdańsku czy prawa ludności polskiej. Jednocześnie zniesiono ograniczenia paszportowe w ruchu między WM Gdańskiem a Prusami Wschodnimi. 11 grudnia 1931 r. Stały Trybunał Sprawiedliwości Międzynarodowej w Hadze orzekł, że Polsce nie przyznaje się prawa utrzymywania w Gdańsku okrętów wojennych. Niedługo potem (17 kwietnia 1932 r.) na zjeździe NSDAP w Bytomiu Adolf Hitler publicznie złożył deklarację przywrócenia Niemcom granic z 1914 r.

I tego już Piłsudski miał dość. 1 maja zawiadomił Francuską Misję Wojskową, że od 1 sierpnia z powodów oszczędnościowych rezygnuje z jej usług. Likwiduje też stałe polsko-francuskie narady sztabowe. W Warszawie decyzje te skwitowano dowcipnym komentarzem, że Polska nie potrzebuje już francuskiej guwernantki. Inne decyzje Marszałka, jak odstąpienie od wyposażania wojska polskiego w broń jednolitą z uzbrojeniem wojska francuskiego, musiały pozostać tajne. Tajny był też wyjazd Marszałka do Inspektoratu Armii w Toruniu, gdzie – jak podaje gen. Jerzy Kirchmayer – zostały wykonane pewne prace przygotowawcze skierowane przeciwko Prusom Wschodnim. Generał Kirchmayer zetknął się tu z dokumentami gry wojennej prowadzonej przez inspektora armii gen. Jana Romera, której założeniem było polskie uderzenie w celu opanowania Prus Wschodnich. Miał też w ręku studia wykonane przez 16. Dywizję Piechoty, osobiście nakazane w 1932 r. przez marszałka Piłsudskiego, w związku z jej zadaniem na wypadek polskiej akcji zaczepnej w Prusach Wschodnich. Kirchmayer nie miał wątpliwości, że to, co zobaczył, pozostawało w bezpośrednim związku z planowaną wówczas przez Piłsudskiego wojną prewencyjną przeciwko Niemcom.

Piłsudski naciska na Francję

W tym samym czasie na rozkaz Marszałka udał się do Paryża Bolesław Wieniawa Długoszowski, adiutant Piłsudskiego i oficer do zadań specjalnych. Jan Bociański, attaché wojskowy polskiej ambasady w Paryżu, w istocie wysoki oficer Oddziału II, w swoim opracowaniu na temat wojny prewencyjnej, przechowywanym w Instytucie Piłsudskiego w Londynie, nie ma najmniejszej wątpliwości co do prawdziwego charakteru misji Wieniawy. Oficjalnie przyjechał on do Paryża, by się „przewietrzyć", ale nieoficjalnie ambasador Alfred Chłapowski organizuje mu spotkania z przywódcami Francji i generalicją. Między Warszawą a Paryżem krążą w tym czasie liczne depesze szyfrowe, tak jednak tajne, że klucz do nich ma jedynie ambasador. Według Bociańskiego misja Wieniawy kończy się jednak fiaskiem.

„W tym też czasie – pisze Bociański – zaszedł wypadek, który mógł mieć wpływ na historię świata. Mianowicie ni stąd, ni zowąd Anglia zawiadamia Polskę, że wysyła do Gdańska – nie do Polski – eskadrę torpedowców z oficjalną wizytą i to właśnie w momencie, kiedy umowa polsko-gdańska o port d'attache wygasła". Wobec tego, jak relacjonuje Bociański, marszałek Piłsudski wezwał do Belwederu płk. Kazimierza Glabisza, dowódcę floty polskiej admirała Józefa Unruga oraz dowódcę ORP „Wicher" komandora Tadeusza Podjazd-Morgensterna i w obecności Becka dał dowódcy „Wichra" rozkaz przywitania angielskiego dywizjonu na redzie Gdańska. Gdyby to jednak nie było możliwe, „Wicher" miał wejść do portu gdańskiego w pełnej gotowości bojowej i tam czynić honory gospodarza. Gdyby – zdecydował Marszałek – przy tych czynnościach nastąpiła ze strony Gdańska obraza flagi polskiej, dowódca „Wichra" miał rozkaz zbombardować najbliższy gmach publiczny w Gdańsku. Wojna wisiała na włosku.

Dywizjon angielski stanął na redzie Gdańska, ale dowodzący nim komandor Pridham-Wippel, tłumacząc się brakiem czasu, nie przyjął wizyty Polaka i spróbował wejść do portu gdańskiego. Tymczasem „Wicher" wszedł pierwszy i przycumował do nabrzeża Westerplatte. Dowódca złożył wizytę Anglikowi, a ten, choć niechętnie, ale zgodnie z morskim zwyczajem, odwzajemnił wizytę. Gdańsk był jak wymarły, bojówki hitlerowskie zniknęły z ulic. Nie było obrazy polskiej flagi, nie było bombardowania i... nie było wojny. Tyle że Janowi Bociańskiemu udało się ustalić, iż owa niespodziewana wizyta angielskiej eskadry nastąpiła na skutek prośby Francuzów, którzy naciskani przez Piłsudskiego w sprawie wojny prewencyjnej posunęli się wobec Polski do tej obrzydliwej prowokacji.

W lipcu 1932 r. doszło do podpisania w Lozannie umów uwalniających Niemcy od zadłużenia reparacyjnego, a w grudniu podpisano w Genewie deklarację pięciu mocarstw – Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, USA i Niemiec – przyznającą Niemcom równouprawnienie w zakresie zbrojeń. Tym samym w Niemczech przestał obowiązywać ład wersalski, który ograniczał ich siły zbrojne do 100 tys. żołnierzy, wykluczał posiadanie lotnictwa, marynarki i ciężkiej artylerii. Co wydaje się nie bez znaczenia, deklaracji tej nie przyjęły do wiadomości ani Polska, ani Rosja.

24 października 1932 r. o godzinie 17.30 marszałek Piłsudski w obecności szefa Sztabu Głównego gen. Janusza Gąsiorowskiego przyjął w Belwederze nowego attaché wojskowego Francji płka Charles'a d'Arbonneau. Uprzedził go, że w Warszawie spotka się z chłodem i podejrzliwością, co jest skutkiem pożałowania godnej polityki Francji wobec Polski. „Francja nas porzuci, Francja nas zdradzi – oto co u nas myślą i dlatego mówię to panu jak żołnierz żołnierzowi". Kilka dni później w Paryżu Jan Bociański otrzymał od ambasadora Alfreda Chłapowskiego polecenie odszyfrowania tajnej i bardzo pilnej („statissime") depeszy z Warszawy od Józefa Becka. Fakt, że nie była to jeszcze depesza od ministra, pozwala na jej datowanie na koniec października, ponieważ Beck objął ministerstwo spraw zagranicznych 2 listopada 1932 r. Bociański został uprzedzony, że o treści depeszy nikt nie może wiedzieć. Owa depesza, chyba jedyny ujawniony światu dokument tajemniczej polskiej wojny prewencyjnej, brzmiała: „Z polecenia Pana Marszałka Józefa Piłsudskiego uda się Pan Ambasador niezwłocznie do prezydenta (Alberta) Lebrun i wobec definitywnego odrzucenia przez Rząd Francuski inicjatywy Pana Marszałka oświadczy mu, że Pan Marszałek widzi się zmuszony uregulować stosunki z Niemcami na swój własny sposób". Aby jednak do końca rozszyfrować tę depeszę i zrozumieć, co to znaczy „na swój własny sposób", historia musiała poczekać jeszcze ponad rok.

Warszawa grozi Berlinowi wojną

Tymczasem w styczniu 1933 r. NSDAP pod wodzą Hitlera wygrała wybory w Niemczech. Już 12 lutego Adolf Hitler, nowy przywódca Rzeszy, udzielił wywiadu brytyjskiemu „Sunday Express". Powiedział w nim, że „polski korytarz musi być zwrócony Niemcom, bowiem nie ma niczego, co by naród niemiecki odczuł jako większą niesprawiedliwość". To, że dzień później zdementował to oświadczenie, nie zmienia faktu, że poszło już w świat i dotarło do Warszawy. W Europie w tych dniach zrobiło się gorąco, tym bardziej że bojówki hitlerowskie napadły na polski konsulat w Berlinie, a nad granicami Polski Niemcy palili ognie. Niejako w odpowiedzi trzy dni później minister Beck oznajmił, że „nasz stosunek do Niemiec i ich spraw będzie dokładnie taki sam jak stosunek Niemiec do Polski. W praktyce zatem więcej zależy w tej sprawie od Berlina niż Warszawy". Jednak dla Polski był to czas dramatycznie trudny, zwłaszcza że niemiecka prasa, rozzuchwalona stanowiskiem kokietujących Hitlera Anglii i Francji, biła w Polskę bez opamiętania. I wówczas Marszałek polecił posłowi RP w Berlinie Alfredowi Wysockiemu pójść na Wilhelmstrasse i w rozmowie z dyrektorem departamentu polskiego użyć zwrotu, w którym będzie mowa o grożącej wojnie polsko-niemieckiej. Wysocki wykonał to polecenie 17 lutego 1933 r., przy czym celowo przekroczył otrzymane instrukcje, nadając rozmowie specjalnie ostry ton. Zanotował, iż na Wilhelmstrasse zapanowała konsternacja.

Niebawem dotarła do Warszawy wiadomość, że Senat WM Gdańska wypowiedział Polsce umowę o wspólnej policji portowej. Reakcja Piłsudskiego była nieoczekiwana i wręcz wojenna. Oto 6 marca 1933 r. zdecydował się powiększyć wojskową obsadę składnicy amunicyjnej na Westerplatte, liczącą 82 żołnierzy, o 120 żołnierzy, czyli o całą kompanię. Liga Narodów jednomyślnie potępiła to posunięcie, więc Beck musiał tę kompanię z Westerplatte wycofać, ale wrażenie polskiej siły i determinacji miało pozostać na długo.

W tych dniach Europa zajęła się nowym tematem. 17 marca przywódca Włoch Benito Mussolini przedstawił nową, powersalską propozycję organizacji bezpieczeństwa zbiorowego w Europie. Miał to być tzw. pakt czterech. Francja, Wielka Brytania, Niemcy i Włochy zdecydowały się podjąć zadania regulacji kwestii spornych w Europie. Jak należało oczekiwać, Polska zareagowała szybko i stanowczo ustami ambasadora Polski w Wielkiej Brytanii Konstantego Skirmunta. Stwierdził on, że rząd Polski uważa za niedopuszczalne grupowanie się mocarstw europejskich w celu narzucenia swej woli innym państwom. Jak wiadomo, z paktu czterech nic nie wyszło. Choć został podpisany w Rzymie 15 lipca, nigdy nie wszedł w życie. Według wielu badaczy tego okresu była to zasługa Józefa Piłsudskiego i jego planu wojny prewencyjnej.

Niemcy przepraszają Polaków

Jak udało się ustalić polskiemu wywiadowi, 7 kwietnia 1933 r. na posiedzeniu rządu Rzeszy minister spraw zagranicznych Konstantin von Neurath ostrzegł Hitlera przed grożącym ze strony Polski niebezpieczeństwem wojny prewencyjnej. Ostrzeżenie zabrzmiało tym prawdziwiej, że właśnie na kwiecień marszałek Piłsudski zarządził wielką rewię Wojska Polskiego w Wilnie. Kilka dni później niemieckie ministerstwo przeprosiło polskiego posła za napad na konsulat i pobicie polskiego obywatela, Żyda. A 2 maja kanclerz Adolf Hitler przyjął posła RP Alfreda Wysockiego, by podkreślić „zdecydowany zamiar rządu niemieckiego utrzymywania swego nastawienia i postępowania jak najściślej w ramach istniejących traktatów". Poza tym wyraził życzenie, aby oba kraje swe wspólne interesy rozpatrywały i traktowały bez namiętności.

Diametralnej zmianie uległy też nagle polskie stosunki z WM Gdańskiem. 23 czerwca 1933 r. prezydent Senatu WM Gdańska stwierdził: „Co do stosunku WM Gdańska z Polską, oświadczamy się za zasadniczą polityką pokoju, polityką poszanowania istniejących traktatów i porozumień". Podczas lipcowego spotkania w Warszawie prezydenta WM Gdańska Hermanna Rauschninga i jego zastępcy Arthura Greisera z Józefem Piłsudskim i ministrem Beckiem Marszałek powiedział: „Cieszę się, że szukacie jedynej rozsądnej drogi w naszych wzajemnych stosunkach. Nie życzę wam przybycia tu w charakterze wrogów, źle by się to dla was skończyło, gorzej niż to sobie wyobrażacie". Po takim powitaniu podpisanie układów między Polską a WM Gdańskiem o uprawnieniach ludności polskiej i wykorzystaniu portu musiało już przebiec bez żadnych problemów. We wrześniu w Genewie już z inicjatywy niemieckiej odbyły się rozmowy Józefa Becka z ministrem spraw zagranicznych Konstantinem von Neurathem i ministrem propagandy Josephem Goebbelsem. Zdecydowano się rozpocząć rokowania gospodarcze. W swym „Dzienniku" pod datą 27 września Goebbels zapisał: „Wtorek. Pułkownik Beck mądry i zachowuje się normalnie. Chce się uwolnić od Francji i bardziej zbliżyć do Berlina. Z Polską można sobie poradzić".

Podpisanie deklaracji o nieagresji

14 października Adolf Hitler w „Proklamacji do Narodu" ogłosił decyzję o wystąpieniu Niemiec z konferencji rozbrojeniowej w Genewie i z Ligi Narodów. Co wydaje się znamienne, dziesięć dni później rozkazał gen. Wernerowi von Blombergowi opracować plan strategiczny na wypadek rozpoczęcia polskiej wojny prewencyjnej. Jak widać, wyraźnie obawiał się reakcji Polski na wystąpienie Niemiec z Ligi Narodów. Wszystko zresztą wskazuje na to, że intuicja go nie zawiodła. Oto bowiem 21 października po tajnej nocnej konferencji w Belwederze z udziałem ministra Józefa Becka, wiceministra Jana Szembeka, gen. Janusza Gąsiorowskiego, płka Kazimiera Glabisza, płka Leona Strzeleckiego i płkaWitolda Warthy Józef Piłsudski kazał wezwać Ludwika Morstina, zaprzyjaźnionego z francuskim generałem Maxime Weygandem, i zlecił mu tajną misję we Francji. Za pośrednictwem Weyganda miał w imieniu rządu polskiego postawić rządowi francuskiemu dwa pytania, prosząc o odpowiedź: tak czy nie.

1) Czy w razie zaatakowania Polski przez Niemcy na jakimkolwiek odcinku jej granicy Francja odpowie ogólną mobilizacją wszystkich sił zbrojnych?

2) Czy wystawi w tym wypadku wszystkie rozporządzalne siły zbrojne na granicy Niemiec?

Podobno rząd francuski obradował dwukrotnie pod przewodnictwem prezydenta Alberta Lebruna. Ustalono, że na oba pytania Francja odpowie „nie". Deklaruje natomiast swą pomoc w sztabach, uzbrojeniu, amunicji i urabianiu opinii świata.

W tej sytuacji 15 listopada nowy poseł RP w Berlinie Józef Lipski poprosił o pilną audiencję u Adolfa Hitlera. Stwierdził, że wobec wystąpienia Niemiec z Ligi Narodów Józef Piłsudski „zmuszony jest rozważać sytuację jako osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo swego kraju. Pan Marszałek nie chciałby obciążać atmosfery między obu krajami przez wprowadzenie w życie zarządzeń wzmacniających bezpieczeństwo Polski, zanim nie zwróci się całkiem lojalnie do Kanclerza Hitlera z zapytaniem, czy Kanclerz nie widziałby możliwości wyrównania w bezpośrednich stosunkach polsko-niemieckich ubytku tego elementu bezpieczeństwa". Hitler zadeklarował chęć ułożenia dobrych stosunków z Polską i czyniąc wyraźną aluzję do polskich planów wojny prewencyjnej, dodał: „Wojny nigdy nic nie dały oprócz zniszczenia".

28 listopada 1933 r. ambasador Niemiec w Polsce Hans von Moltke wręczył Józefowi Piłsudskiemu niemiecki projekt deklaracji o nieagresji. 9 stycznia 1934 r. polski projekt deklaracji wręczył w Berlinie Hitlerowi Józef Lipski.

26 stycznia Konstantin von Neurath i Józef Lipski podpisali polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy z dziesięcioletnią datą ważności. Miesiąc później w Berlinie podpisano tzw. akt rozbrojenia moralnego między Polską i Niemcami. Strony zobowiązywały się do wzajemnego nieatakowania się w prasie, radiu, filmie i teatrze. A 7 marca 1934 r. w Warszawie ambasador Rzeszy Hans von Moltke i minister Józef Beck podpisali protokół o normalizacji stosunków gospodarczych między Polską a Niemcami. Tym samym polska wojna prewencyjna z Niemcami została zakończona.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA