fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Nie zapominajmy o Polakach z Mandżurii

Fabryka forniru Władysława Kowalskiego w Harbinie. Chiny, 1922 r.
EAST
Niewiele się o nich mówi i niewiele pamięta. Ale polska diaspora w Mandżurii zdobyła sobie uznanie i szacunek rodzimych mieszkańców tej ziemi.

Polacy żyjący w Chinach mieli znaczący wpływ na tamtejsze rolnictwo: wprowadzili uprawę buraka cukrowego, którego pierwsze sadzonki przyjechały z Lubelszczyzny, a także produkcję nabiału, piwa czy popularnych do dziś modeli mebli zwanych europejskimi. Polacy posiadali w Harbinie dwa kościoły, swój własny automobil, drużynę piłkarską i hokejową, oddziały ZHP, a także stałe połączenie kolejowe z Ciechocinkiem. W latach 1916–1949 na terytorium Mandżurii wydano ponad 220 publikacji w języku polskim.

Powstanie i upadek polskiej diaspory w Mandżurii związane jest z ciągiem wydarzeń historycznych, których ostatni akord stanowi wybuch rewolucji kulturalnej w 1966 r. W czasach, kiedy poszukujemy heroicznych postaw naszych przodków, warto pamiętać o życiu i działalności polskich księży, architektów i lekarzy – ambasadorów polskości na Dalekim Wschodzie. Nie zapominajmy również o urodzonych w Mandżurii polskich lotnikach, którzy zginęli w bitwie o Anglię, mając swoją polską ojczyznę na ustach. A przecież nigdy w niej nawet nie byli.

Kolonializm i rewolucje

Chińczycy, dumni ze swojego dziedzictwa kultury, są przekonani o jego wyjątkowości. Jednak w XIX w. stali się narzędziem w rękach zachodnich kolonizatorów. Wraz z wybuchami kolejnych powstań, inspirowanych przez najeźdźców, administracja w Pekinie pogrążała się w chaosie. Wśród kolonizatorów Chin kluczową rolę odegrali Brytyjczycy. Ówczesne supermocarstwo prowadziło politykę uzależnienia ekonomicznego cesarstwa w zamian za niczym nieograniczony dostęp do surowców oraz taniej siły roboczej. Za przyzwoleniem cesarskiego dworu na terytorium Chin powstawały eksterytorialne osiedla, m.in. kopalnie i fabryki przypominające kolonie karne, w których opłacani miską ryżu poddani cesarza pracowali ku chwale zachodnich przybyszy. W dobrze pojętym interesie Brytyjczyków, Francuzów czy Rosjan ubezwłasnowolnienie chińskich władców, chronionych przez wojska najeźdźców, dawało im pełen komfort działań. Układ ten nie odpowiadał Japonii. Niegdyś państwo politycznie uzależnione od Chin wraz z objęciem rządów przez cesarza Matsushito w okresie dwóch dekad z feudalnego kraju przeistoczyło się w azjatyckie mocarstwo. A mocarze potrzebują przestrzeni.

W 1894 r. doszło do wybuchu pierwszej wojny chińsko-japońskiej, w efekcie której Państwo Środka straciło obszerne terytoria, m.in. Tajwan, oraz zmuszone było do pokrycia kontrybucji wojennych. Pokłosiem zawartego 17 kwietnia 1895 r. traktatu z Shimonoseki było zawarcie umowy pomiędzy Pekinem a Petersburgiem. Na jej mocy Chiny, w zamian za pomoc finansową i wojskową, przystały na przeprowadzenie eksterytorialnej linii kolejowej komunikującej rosyjskie miasta Czyta z Władywostokiem. Rozpoczęto budowę Kolei Wschodniochińskich. Tak doszło do bezkrwawego podboju wschodnich Chin przez ministra – a później premiera – rządu cara Mikołaja II, Siergieja Witte. Tak też rozpoczęła się trwająca pięć dekad historia polskiej diaspory w Mandżurii.

„Mała Polska"

Przybywający do Chin Polacy w większości pracowali przy budowie Kolei Transsyberyjskich. W dużej mierze byli to uciekinierzy polityczni z zaboru rosyjskiego. Wśród nich znajdowali się lekarze, nauczyciele, architekci; osoby wykształcone, przedsiębiorcze i szukające możliwości rozwoju oraz godnego życia. Wychowani w atmosferze narodowej żałoby, świadomi konsekwencji upadku powstania styczniowego, dostrzegali szansę stworzenia namiastki ojczyzny na Dalekim Wschodzie. W przeciwieństwie do swoich rodziców wierzyli w idee pozytywizmu.

Kluczową postacią tworzącej się polskiej diaspory był inż. Stanisław Kierbedź. Bratanek warszawskiego Kierbedzia (konstruktora m.in. pierwszego mostu żelaznego na Wiśle) pełnił obowiązki wiceprezesa konsorcjum Kolei Wschodniochińskich. W istocie kierował nimi, gdyż jego chiński zwierzchnik był figurantem. Mając nieograniczone możliwości zarządcze, zbudował wokół siebie sztab specjalistów, absolwentów słynnego petersburskiego Instytutu Inżynierów Komunikacji w większości polskiego pochodzenia. Im też powierzał kluczowe zadania, przy okazji sowicie ich opłacając.

Na główny ośrodek administracji kolei wyznaczono miasto Harbin, erygowane 16 maja 1898 r. przez inż. Adama Szydłowskiego. Plan zagospodarowania przestrzennego miasta opracował inż. Stanisław Jokisz, a szefem logistyki budowy miasta został inż. Ludwik Czaykowski. Strategiczną budowę gmachu dworca głównego powierzono inż. Ignacemu Cytowiczowi, który przy projektowaniu bryły obiektu inspirował się dworcem w Siedlcach.

W pierwszej dekadzie XX w. polska diaspora liczyła ok. 7 tysięcy osób. Był to okres budowy Harbinu, który stworzył szansę wielu Polakom nie tylko znalezienia dobrze płatnej pracy, ale także życia w przyjaznym otoczeniu. Społeczność polska zainicjowała powołanie „komitetu kościelnego", będącego pierwszą polską organizacją działającą na terytorium Chin. 1 sierpnia 1909 roku bp Jan Feliks Cieplak dokonał konsekracji utrzymanego w stylu neogotyckim kościoła św. Stanisława, w którym probostwo na niemal trzy dekady objął ks. Władysław Ostrowski, postać nie do przecenienia w historii społeczności Harbinu.

Kulturę i edukację upowszechniało stowarzyszenie Gospoda Polska, mieszczące się przy ul. Głuchej w dwupoziomowym domu. Stowarzyszenie to organizowało imprezy rocznicowe, opłatkowe, doroczny „bal polski", wieczory poetyckie czy spektakle teatralne. Zanim zaczęły funkcjonować polskie szkoły, to właśnie Gospoda Polska prowadziła zajęcia edukacyjne, udostępniając zainteresowanym czytelnię i bibliotekę. Później pracownicy tej instytucji prowadzili również kursy językowe, a po roku 1924, kiedy na kolejach mogli pracować wyłącznie obywatele radzieccy i chińscy, zajęcia przyuczające do nowych zawodów.

Ze wszystkich polskich szkół działających w Harbinie najbardziej znane było gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza, które już w czasach odrodzonej Polski, od 1923 r., decyzją Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w Warszawie, mogło przeprowadzać matury. Absolwentami szkoły byli m.in. poeta Teodor Parnicki, wybitny sinolog i badacz historii Chin Edward Kajdański oraz Julian Samujłło, późniejszy profesor krakowskiej AGH, ojciec polskiego górnictwa odkrywkowego. Na terytorium wschodnich Chin wydawane były polskie gazety: dzienniki, magazyny, czasopisma specjalistyczne, druki okolicznościowe i publikacje książkowe.

Pomiędzy Warszawą a Harbinem

Około roku 1920 na terytorium Mandżurii przebywało w przybliżeniu 20 tysięcy Polaków. W tym też roku zainicjował działalność Konsulatu RP w Harbinie, który przez pierwszy okres mieścił się w Gospodzie Polskiej. Działająca nieprzerwanie do roku 1941 placówka dyplomatyczna dbała o interesy Polaków na Dalekim Wschodzie i koordynowała kolejne programy repatriacyjne.

W okresie międzywojnia Polacy w Harbinie, w przeciwieństwie do wzrastających polskich diaspor w Ameryce Północnej czy Południowej, wykazywali ogromną aktywność prospołeczną, angażując się m.in. w prace w lokalnych urzędach czy inicjując budowę szpitali i przytułków dla sierot. Włączali przy tym chińską oraz rosyjską społeczność do udziału w wydarzeniach upowszechniających i promujących polską kulturę. Działali efektywnie na rzecz regionu, doprowadzając m.in. do powstania na terytorium Mandżurii pierwszych młynów parowych, fabryk papierosów czy zakładów metalurgicznych. Wyzbyci byli kompleksów, czerpiąc garściami z wywalczonej uporem „małej stabilizacji", o której pomarzyć mogli ich przodkowie. Posiadali też wielką fantazję. Bawili się w polskim automobilklubie, urządzali bale tematyczne, a gdy podróżowali do Polski, wybierali superluksusowe pulmanowskie wagony kolejowe.

Najsłynniejszym polskim przedsiębiorcą działającym w Mandżurii był pochodzący z Podola Władysław Kowalski. Jego fortuna sięgała kilku milionów dolarów. Posiadając koncesję eksplantacji 10 tys. km. kw. lasów, wytwarzał m.in. ekskluzywne meble eksportowane na cały świat, a jego fabryki funkcjonują do dziś. Kowalski uchodził za najlepszego pracodawcę w regionie. Charakteryzowała go empatia (był znanym filantropem) oraz przywiązanie do polskich spraw. Zatrudniał ok. 8 tys. osób, przede wszystkim rodaków. Gdy zmarł w 1940 r., dziennikarz lokalnej gazety napisał, iż „odszedł jeden z budowniczych kraju, a wraz z jego śmiercią odeszła w przeszłość cała karta historii Mandżurii".

Lata 30. to okres nasilających się konfliktów pomiędzy chińskimi komunistami a demokratami i proklamowania marionetkowego cesarstwa Mandżukuo. To również czas stale zmniejszającej się liczebności polskiej diaspory. W 1937 r. wybuchła druga wojna chińsko-japońska, którą zakończyła bezwarunkowa kapitulacja Cesarstwa Japonii. Schyłkowy okres II wojny światowej przeobraził się w Chinach w kolejną fazę wojny domowej. 1 października 1949 r. Mao Zedong proklamował Chińską Republikę Ludową. Kilka miesięcy przed tym wydarzeniem doszło do akcji repatriacyjnej, zorganizowanej przez Warszawę. Liczebność diaspory oscylowała wówczas wokół 3 tys. osób. Na powrót do Polski zdecydowała się połowa przedstawicieli Polonii. Inni wybierali emigrację do Kanady, USA, Australii i Izraela. W Chinach pozostali tylko nieliczni, głównie polsko-chińskie małżeństwa, osoby starsze. Kiedy w roku 1966 wybuchła rewolucja kulturalna, w Mandżurii żyło już tylko około 20 Polaków.

Polak, Chińczyk dwa bratanki

Relacje łączące polską diasporę z lokalną społecznością znakomicie obrazują dwa przykłady. Pierwszy to anegdota opisana przez Marka Cabanowskiego, wybitnego znawcę tematyki Polonii dalekowschodniej, przytoczona za Stanisławem Akolińskim. „Mieszkaliśmy w domu zasiedlonym przez kolejarzy Polaków, Rosjan, Chińczyków i innych. Na podwórku bawiły się dzieci różnych nacji, rozmawiając po rosyjsku. Wiosną 1912 r. pod płotem leżał pijany kolejarz. Jakiś dzieciak, Rosjanin, powiedział, że leży Polak. Chińczyk starszy od nas powiedział, że Polacy nie upijają się tak, i że to leży Ruski. Doszło do zwady, a następnie zainteresowani zaczęli szarpać leżącego. On sklął ich po »matuszce«, a Chińczyk triumfalnie krzyknął: A mówiłem...!". Drugi przykład odnosi się do scen pożegnań Polaków w 1949 r. na dworcu kolejowym, opisanych przez Edwarda Kajdańskiego, uczestnika tych wydarzeń. Przywołany autor „Wspomnień z mojej Atlantydy" zawraca uwagę na fakt ogromnego zaangażowania Chińczyków, nieskorych do okazywania emocji. Opisują sztandary z hasłami pamięci i wiecznej przyjaźni oraz wskazują na ujmujące sceny ukwiecania przez nich wagonów, w których podróżowali przedstawiciele polskiej diaspory. Opisują rozdzierający smutek i płacze żegnających się sąsiadów, przyjaciół, pracodawców i pracowników. Trudno nie odnieść wrażenia autentycznej serdeczności, jaka towarzyszyła obustronnym relacjom.

Dzieje polskiej kolonii w Harbinie to ciągle temat niedostatecznie przebadany przez historyków. Z pewnością nie należy go łączyć wyłącznie z problematyką budowy i działalności Kolei Wschodniochińskich. Wielość wybitnych Polaków związanych z dalekowschodnią diasporą zaskakuje. Wystarczy przywołać kolejnych, tj. prof. Józefa Gieysztora, warszawskiego akademika, czy dr. Janusza Korczaka, który niósł pomoc ofiarom pierwszej wojny chińsko-japońskiej. Przywołana 50-letnia historia dalekowschodniej Polonii stanowi znakomity materiał dla specjalistów z zakresu dziejów polskiej kultury. Jednocześnie powinna służyć rozwojowi i zacieśnianiu relacji polsko-chińskich. To, co bez wątpienia odróżnia żyjących w Harbinie Polaków od ich rodaków w Chicago lub Kurytybie, to struktura społeczna. Dominowała w niej inteligencja, wyzbyta homogenicznych schematów i dodająca kolorytu wielokulturowej społeczności Mandżurii. Kolportująca naszą historię, wielowiekowe dziedzictwo, w pejzaż lokalnych tradycji.

Dr Andrzej Giza – wykładowca UPJPII, historyk i historyk sztuki; absolwent podyplomowych studiów w Instytucie Kultury oraz Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej UJ, dyplomat Akademii Dziedzictwa przy UE w Krakowie. Animator kultury. Od 2008 r. dyrektor Stowarzyszenia im. Ludwiga van Beethovena, organizatora m.in. Festiwalu Kultury Polskiej w Pekinie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA