fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

II wojna światowa: Co się stało z jeńcami Armii Czerwonej?

Rosjanie branych do niewoli Niemców przeganiali ulicami miast. Na zdjęciu: Moskwa, 13 września 1944 r.
AFP
Los żołnierzy państw Osi, którzy dostali się do radzieckiej niewoli, to jedna z mniej znanych kart historii II wojny światowej.

Wbrew pozorom historia jeńców wojennych w ZSRR nie zaczęła się w czerwcu 1941 r. z chwilą wybuchu konfliktu hitlerowsko-radzieckiego. Po raz pierwszy Kreml dotknął problemu w 1939 r., gdy Stalin wspólnie z Hitlerem dokonał rozbioru Rzeczypospolitej. Na skutek zdradzieckiego ataku ze Wschodu od 17 września 1939 r. do niewoli radzieckiej trafiło 450 tys. żołnierzy naszej armii, a także funkcjonariuszy Korpusu Ochrony Pogranicza, Policji Państwowej i innych służb mundurowych. Uwięzionych zostało tysiące urzędników państwowych. Wtedy na polecenie Stalina przy NKWD powołano Główny Zarząd ds. Jeńców Wojennych i Osób Internowanych (GUPWI). Połączenie dwóch kategorii osób wynikało z następujących przesłanek. ZSRR nie ratyfikował międzynarodowych konwencji genewskich, definiujących pojęcia jeńca wojennego i osoby internowanej, wraz z ich odmiennym traktowaniem w świetle prawa. Drugą przesłanką była ideologia, która kazała traktować obywateli polskich jako grupę wrogą ZSRR. I wreszcie, ogromną rolę odgrywały czynniki ekonomiczne. Radziecka gospodarka była oparta o niewolniczą pracę społeczeństwa podzielonego na dwie kategorie. Formalnie wolną, choć tak naprawdę złożoną z przymusowych pracowników, takich jak kołchoźnicy i robotnicy fabryczni. Ich status określał bardzo represyjny kodeks pracy, który uległ dodatkowemu zaostrzeniu po formalnym włączeniu ZSRR do wojny. Drugą grupę stanowili więźniowie Gułagu, czyli jeszcze bardziej opresyjnego systemu NKWD, który wykorzystywał ich niewolniczą pracę w celach ekonomicznych. Taki punkt widzenia został przeniesiony na wszystkich jeńców wojennych i internowaną ludność cywilną. Obowiązywał zatem także wobec żołnierzy państw Osi walczących przeciwko ZSRR.

Statystyka i interpretacja

W lipcu 1941 r. GUPWI NKWD zorganizował kilkanaście obozów jenieckich, ale równie szybko zlikwidował większość, bo wzięcie przeciwnika do niewoli było niezwykle rzadkim aktem. Jak szacuje historyk Oleg Budnickij (na antenie radia Echo Moskwy), do końca 1941 r. w obozach znalazło się nie więcej niż 9 tys. jeńców Osi. Taka sytuacja utrzymywała się do listopada 1942 r. Był to wynik tyleż niekorzystnego dla ZSRR przebiegu kampanii, co okrutnego obchodzenia się z przeciwnikiem, zresztą z obu stron. Ale tragiczny los 5,5 mln jeńców radzieckich w niemieckiej niewoli był rezultatem polityki zaplanowanego ludobójstwa. Natomiast o krokach Armii Czerwonej decydował głównie odwrotowy charakter działań, niepozwalających na ewakuację jeńców. Należy wobec tego założyć, że jeśli żołnierze Osi dostawali się do niewoli, to byli po prostu zabijani na podstawie doraźnych decyzji. Oczywiście, niebagatelny wpływ na takie morale armii miał stosunek Stalina do własnych żołnierzy. Kreml uważał za zdrajcę każdego, kto poddał się wrogowi, bez względu na okoliczności takiego czynu. Identyczne myślenie przenoszono na żołnierzy Osi.

Sytuacja zmieniła się dopiero na przełomie lat 1942 i 1943 i od tego czasu jeniecka „krzywa" rosła wprost proporcjonalnie do sukcesów militarnych ZSRR. Zgodnie z oficjalnymi danymi Moskwy w toku kolejnych ofensyw, a zwłaszcza tzw. kotłów, czyli wielkich okrążeń, do radzieckiej niewoli dostało się 4,5 mln wrogich żołnierzy, z czego tylko ok. 2,5 mln było Niemcami. Według raportu GUPWI z 1945 r. w 300 obozach jenieckich, bo do tylu wzrosła ich liczba, znajdowali się przedstawiciele 16 narodowości. Poza Niemcami kolejne grupy narodowościowe pod względem liczebności stanowili: Austriacy, Węgrzy, Rumuni, Włosi i Słowacy. Regularne jednostki tych państw brały udział w wojnie z ZSRR jako sojusznicy III Rzeszy. Wśród żołnierzy Wehrmachtu znalazło się także ok. 60 tys. osób deklarujących narodowość polską, co należy tłumaczyć przymusowym poborem na terenach Rzeczypospolitej włączonych do III Rzeszy w 1939 r. Odrębną grupę jeniecką stanowili żołnierze japońscy z rozgromionej w sierpniu 1945 r. Armii Kwantuńskiej. Wśród jeńców znajdowali się także wcale licznie Hiszpanie (Błękitna Dywizja), Holendrzy, Francuzi, Belgowie, Duńczycy i Norwegowie, czyli ochotnicy z narodowych legionów Waffen SS.

W tym momencie zaczynają się różnice pomiędzy statystykami strat wojennych Niemiec i ich sojuszników oraz danymi radzieckimi. Na przykład liczba 2,5 mln jeńców niemieckich jest zdaniem Berlina zaniżona o co najmniej 700 tys. żołnierzy. Z kolei oficjalne dane radzieckie dotyczące jeńców japońskich mówią o 1,077 mln żołnierzy, z czego do 1956 r. repatriowano ok. 750 tys. Jednak Tokio wskazuje na powrót jedynie 670 tys. jeńców. Podobnie różnice występują w przypadku Włochów, bo ZSRR twierdzi, że do niewoli dostało się 70 tys., z czego w obozach zmarło ok. 20 tys. Historycy włoscy nie mogą się doliczyć aż 60 tys. rodaków. Jak tłumaczyć tak znaczące rozbieżności?

Oleg Budnickij wskazuje, że najtrudniejszą sztuką dla jeńca w ZSRR było przeżycie pierwszych dni niewoli przed dotarciem do stałego obozu i ewidencją. Jako przykład podaje los żołnierzy 6. Armii marszałka Fridricha Paulusa, którzy poddali się w stalingradzkim kotle, oraz żołnierzy włoskich z 8. Armii rozbitej w tym samym czasie pomiędzy Wołgą a Donem. Około 75 proc. wszystkich jeńców zmarło w ciągu pierwszych dni po kapitulacji. Powodem było nieprzygotowanie strony radzieckiej do przyjęcia takiej liczby wrogich żołnierzy. Oprócz elementarnego niedoboru żywności jeńcy Stalingradu zostali pognani piechotą przez step. W warunkach surowej zimy pokonanie 150–200 km do stacji kolejowych równało się marszowi śmierci. Szczególnie dla Włochów, którzy nie mieli zimowego umundurowania. Oczywiście, do tak masowych ofiar przyczynili się konwojenci NKWD, którzy zabijali bez skrupułów wszystkich rannych i osłabionych na tyle, że opóźniali marsz. W rezultacie z 300 tys. żołnierzy okrążonych w Stalingradzie przeżyło 150 tys. Jednak w ewidencji jenieckiej znalazło się już tylko 91 tys., po wojnie zaś do domu wróciło jedynie 5 tys. żołnierzy. Ponadto przez cały 1943 r. GUPWI borykał się z ogromnym problemem wyżywienia jeńców, którym udało się dotrzeć do stałych obozów. Reszty dokonały więc głód i choroby, takie jak dur brzuszny i tyfus, wynikające z braku opieki medycznej, które dosłownie dziesiątkowały mieszkańców jenieckich łagrów. Sytuacja uległa poprawie dopiero w połowie kolejnego roku, a najważniejszą przyczyną zmian była decyzja o włączeniu rosnących rzesz jenieckich do systemu niewolniczej pracy Gułagu.

Reparacje w naturze

Historycy współczesnej Rosji twierdzą, że choć ZSRR nie podpisał konwencji o ochronie jeńców wojennych, to w praktyce kierował się ich duchem. Na nieco inne traktowanie wskazują jednak starania władz radzieckich podjęte na forum koalicji antyhitlerowskiej, dotyczące przyznania ZSRR prawa do tzw. reparacji, tj. odszkodowań w naturze. Podczas wszystkich spotkań Stalina, Roosevelta i Churchilla strona radziecka konsekwentnie żądała prawa internowania cywilnej ludności państw okupowanych (głównie Niemiec), aby odpracowała zniszczenia dokonane przez armię hitlerowską i jej sojuszników. Ujawnione dokumenty wskazują, że w planach Kremla leżało przymusowe pozyskanie ludzkiego kontyngentu, który pracowałby na rzecz ZSRR aż do 1955 r. Liczba internowanych miała zapewnić stały poziom 5 mln takich robotników.

Co więcej, istniały już wojenne precedensy w obszarach działania 1. Frontu Ukraińskiego i 2. Białoruskiego, podczas walk na terenie Rzeszy. Ludność niemiecka na tyłach obu związków strategicznych była przymusowo zmobilizowana do odbudowy szlaków komunikacyjnych i innych zadań logistycznych. Jak mówią szacunki, operacja objęła od 150 tys. do nawet 250 tys. niemieckich cywilów. Ale jako że zachodni alianci z moralnych względów podchodzili do niewolniczej koncepcji negatywnie, Stalin odstąpił formalnie od swoich żądań. Oczywiście, w praktyce radzieckiej strefy okupacyjnej armia i NKWD robiły, co chciały, przewożąc na własne terytorium nie tylko wyposażenie fabryk i biur konstrukcyjnych, ale także ich wykwalifikowany personel. Jednak kwestii ludzkich odszkodowań nie porzucono, a tylko przeformułowano na wykorzystanie przymusowej pracy jeńców wojennych. W tym celu od połowy 1944 r. GUPWI otrzymał dostateczne środki w celu doprowadzenia jeńców do stanu umożliwiającego pracę. Tym samym obozy jenieckie zostały włączone do Gułagu. Na mocy międzyresortowych porozumień i pod kuratelą NKWD, a potem MGB, żołnierze w niewoli zostali „wykupieni na pniu" przez cywilne ministerstwa gospodarcze. Był to swego rodzaju „ożywczy dopływ tlenu" dla istniejących wcześniej cywilnych łagrów pracy, bo ich wydajność została nadszarpnięta w okresie wojennym. Dzięki jeńcom wojennym liczebność Gułagu została niemal podwojona, osiągając w latach 1946–1951 prawie cztery miliony niewolników.

Gdzie pracowali jeńcy? Wszędzie, bo na okupowanych przez Niemców terenach w gruzach leżał cały przemysł, podobnie jak infrastruktura użytkowa. Największą liczbę absorbowały oczywiście trzy resorty: górnictwa oraz przemysłu czarnej i kolorowej metalurgii. Oprócz tego jeńców wykorzystywano do odbudowy zniszczonych obiektów energetycznych oraz ukraińskiego Donbasu. Ponadto spora grupa pracowała w budownictwie, zarówno cywilnym, jak i specjalnym. To jeńcy wojenni budowali ośrodki naukowe, produkcyjne oraz poligony na użytek radzieckiego projektu atomowego i rakietowego. Podstawą prawną niewolniczej pracy był dekret Stalina o „odkupieniu własną pracą" zniszczeń materialnych poczynionych ZSRR w trakcie wojny przez państwa Osi. Byli żołnierze zostali podzieleni na trzy kategorie przydatności: ciężkich i lekkich prac fizycznych oraz czasowej niezdolności do pracy. Była jeszcze kategoria czwarta – kalek i trwale chorych oraz wycieńczonych, która posłużyła ZSRR do podwójnej manipulacji. Jej pierwszą płaszczyznę stanowiły porozumienia zawarte pomiędzy aliantami, które zobowiązywały Moskwę do szybkiej repatriacji jeńców. Takie warunki, z propagandowym szumem, udało się wypełnić dzięki ewakuacji czwartej kategorii, co jednocześnie pozwoliło zachować przydatną siłę roboczą. Ponadto repatriacja chorych i wycieńczonych obniżała poziom jenieckiej śmiertelności, redukując znacząco koszty ich utrzymania i leczenia. Jak wyglądały zatem losy tych, którzy musieli odpracować swój udział w działaniach bojowych?

Obozy śmierci

Ze współczesnych publikacji rosyjskich wyłania się na ogół przerażający, choć czasem również groteskowy obraz jenieckiego życia w radzieckich realiach. Najgorzej jeniecki los obszedł się z Włochami, choć jak sami przyznają, rosyjski personel obozowy, o cywilach nie wspominając, wyrażał większą empatię wobec nich niż było to w przypadku Niemców lub innych narodowości. Żołnierze Duce byli kompletnie nieprzystosowani do surowych warunków Rosji i dlatego większość jeńców zmarła w czasie transportu. Ponadto Włochów dziesiątkowały prymitywne warunki obozowe: początkowo żyli w jamach ziemnych przeznaczonych dla 80 osób. Panował taki głód, że w największym włoskim łagrze zbudowanym w obwodzie tambowskim dochodziło do wcale nie pojedynczych przypadków kanibalizmu. Warunki poprawiły się dopiero po włoskiej kapitulacji w 1943 r. I to tak diametralnie, że władze obozowe zezwoliły, aby wzięci do niewoli kapelani wojskowi odprawiali msze. Opinia o roboczej przydatności Włochów dla Gułagu była jednak tak negatywna, że byli pierwszą narodowością wysłaną do domu.

Zupełnie inaczej było z jeńcami węgierskimi, na co złożyło się kilka przyczyn. Honwedzi traktowali wojnę bardzo serio, czym zasłużyli sobie na miano drugiej po hitlerowcach tak bezwzględnej armii. Ponadto w przeciwieństwie do Rumunów, Słowaków czy Finów pozostali w Osi do końca. Dlatego pomimo ogromnej presji ideologicznej Moskwie nie udało się stworzyć z węgierskich jeńców proradzieckich sił zbrojnych, które wkroczyłyby na Węgry z armią radziecką. Zatem 425 tys. jeńców, którzy znaleźli się maju 1945 r. na terenie ZSRR, traktowano bez żadnej taryfy ulgowej. Węgrzy byli celowo dyskryminowani żywieniowo i dyscyplinarnie, pracując w najcięższych kopalniach Magadanu i Workuty. Odmianę losu przyniosła dopiero komunizacja kraju, jaka dokonała się w 1947 r. W geście dobrej woli większość została repatriowana rok później, ale w obozach pozostało ok. 8 tys. więźniów skazanych za przestępstwa wojenne lub dyscyplinarne.

Z kolei Rumuni, których w radzieckich obozach było ok. 200 tys., szybko przystosowali się do rzeczywistości, na co złożyły się z pewnością surowe warunki życia w ich ojczyźnie. Zresztą już w 1944 r. król Michał udanie zmienił front, przystępując do walki po stronie aliantów. Wpłynęło to wydatnie na warunki niewoli. Z jeńców utworzono dwie dywizje piechoty, które bardzo przydały się do uzupełnienia krwawych strat zadanych Rumunom w Transylwanii przez niedawnych sojuszników niemieckich, a szczególnie węgierskich.

Trzeba zaznaczyć, że po zakończeniu wojny władze radzieckie poprawiły generalnie politykę wobec wszystkich jeńców. Poza względami ekonomicznymi Kreml kierował się myślą o stworzeniu prokomunistycznego kontyngentu, który włączy się w budowę „ludowej demokracji" w nowych państwach satelickich. Taka sama myśl ubrana w słowa o „proradzieckiej sympatii" przyświecała zmianie stosunku do jeńców z Europy Zachodniej, nie wyłączając Niemców. Obozowe życie nie obywało się bez groteski, a jej podłożem była masowa fraternizacja, czyli intymne relacje z Rosjankami. Ponieważ radzieccy mężczyźni zginęli w czasie wojny lub nadal służyli w armii, kobiety sprawowały wiele funkcji obozowych. Kierowały też pracą jeńców poza miejscami ich odosobnienia. Wiodło to naturalnie do romansów, a masowa skala zjawiska zaskoczyła nawet siły bezpieczeństwa. NKWD i MGB wydawały specjalne rozkazy, ale wszystkie bezskutecznie. Biologia i chęć normalności wyrażana przez obie strony kontaktów były silniejsze. Na radzieckie kobiety przypuszczono więc zmasowany atak ideologiczny, apelowano bowiem do ich klasowej świadomości. Jeśli nie pomagała doktryna, piętnowano ofiary na zebraniach partyjnych, usuwając z miejsc pracy. Co ciekawe, najbardziej kochliwi okazali się Niemcy, którzy preferowali radziecki personel medyczny. Doszło do tego, że kilkunastu jeńców odmówiło repatriacji, wnosząc o przyznanie obywatelstwa radzieckiego i wyrażenie zgody na zawarcie małżeństwa. Oczywiście, prośby nie odniosły skutku, przyspieszając za to wysyłkę do ojczyzny. Czy stan afektu miał wpływ na ilość ucieczek? W każdym razie, jak twierdzi „Rossijskaja Gazieta", w latach 1943–1948 taką próbę podjęło 11,4 tys. jeńców, z których zatrzymano 10,44 tys. W czasie pościgu zabito 300 jeńców, los 3 proc. uciekających pozostaje nieznany do dziś. Wszyscy złapani trafili do specjalnych obozów o zaostrzonym rygorze.

Na zakończenie trzeba dodać, że jeniecki los dopełnił się po śmierci Stalina, choć polityczna odwilż miała znaczenie drugorzędne. Najbardziej masowa fala repatriacji miała miejsce w latach 1954–1956. Dla przykładu Niemcy byli zwalniani od 1955 r. na skutek wizyty kanclerza Konrada Adenauera w Moskwie. Ale do takiej decyzji najbardziej przyczyniły się czynniki ekonomiczne. W 1947 r. jeńcy, podobnie jak wszyscy niewolnicy Gułagu oraz obywatele ZSRR, przeżyli drugą fazę głodu, związaną ze wstrzymaniem zachodniej pomocy żywnościowej i klęską nieurodzaju. Jeśli chodzi o inne analogie z losem radzieckich obywateli, to żołnierze państw Osi w niewoli mieli nawet większe prawa niż cywilni więźniowie systemu NKWD. Formalnie zagwarantowano im ośmiogodzinny czas pracy, 3200 kalorii pożywienia dziennie, a nawet wynagrodzenie miesięczne w wysokości 25 rubli. Tyle że była to pełna fikcja i widzimisię władz łagrów. Jednak to system niewolniczej pracy okazał się po prostu nieefektywny. Potrzeby supermocarstwowej rywalizacji naukowej i przemysłowej wymuszały reformowanie coraz bardziej niewydolnego systemu stalinowskiej gospodarki opartej na represyjnej mobilizacji ludzkiej i surowcowej. Wyliczenia GUPWI z 1952 r. wykazały dobitnie, że wydajność pracy nie zwraca nawet kosztów utrzymania jeńców i infrastruktury obozowej, o korzyściach dla gospodarki nie wspominając. I chyba ten czynnik w największym stopniu przyczynił się do zmiany polityki Moskwy wobec niedawnych przeciwników. Dla europejskich i japońskich jeńców ZSRR – na szczęście.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA