fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Groźna hrabina Wielopolska

Zamek Suski w I połowie XVIII w.
Wikipedia
Anna Konstancja Lubomirska znała swoje przeznaczenie: małżeństwo i nudna egzystencja. Ale rola rybki płynącej z prądem rzeki zdecydowanie jej nie odpowiadała. Postanowiła pomóc losowi.

W czasie jednego ze zjazdów rodzinnych Anna Konstancja dostrzegła stojącego w kącie ubranego na czarno chłopaka. Przypominał zjawę ledwie trzymającą się na nogach. Nie, proszę nie sądzić, że księżniczka planowała jakiś niecny czyn, np. ukręcenie mu głowy w ciemnym kącie. Jej plan był bardziej subtelny, chociaż nie mniej wyrafinowany.

Hrabia Jan Kazimierz Wielopolski, bo to właśnie on był obiektem zainteresowania naszej bohaterki, miał 23 lata, bał się kobiet i chciał zostać zakonnikiem. Teoretycznie nie było w nim niczego pociągającego, ale księżniczka uznała go za idealnego kandydata na męża. Przekonała rodziców do życzliwego spojrzenia na potencjalnego zięcia i ruszyła do boju. Była śliczną dziewczyną, lecz napotkała bardzo oporny materiał. Hrabia rumienił się i spuszczał wzrok w jej obecności, a gdy sprowadzała rozmowę na interesujący ją grunt, zmieniał temat i opowiadał o życiu w klasztorze.

Anna nie dała za wygraną. Sukces osiągnęła w ostatniej chwili, wyciągając go niemal siłą sprzed ołtarza, gdzie miał złożyć śluby zakonne. Słabowitemu mężowi wystarczyło wigoru tylko na spłodzenie syna Jana Dominika, po czym pozwolił żonie na oddawanie się jej pasji: zarządzaniu majątkiem i zmienianiu kochanków.

Jednym z nich był słynny zawadiaka z Suchej Beskidzkiej Jan Giertuch. Hrabina dała się przyłapać in flagranti w nastrojowej kotlince. Wyjściem z opresji było oskarżenie kochanka o gwałt, wytoczenie mu procesu i stracenie go na rynku w Krzeszowie.

Wydarzenie pobudziło męską ambicję hrabiego, który, chcąc sprostać wymaganiom żony, posiłkował się lokalnym afrodyzjakiem: zupką ze żmii, co okazało się fatalne w skutkach: po dwóch latach zmarł we własnej sypialni. Wdowa uroniła kilka łez i napisała list do prymasa z prośbą o unieważnienie małżeństwa. Podstawą miała być przypadłość anatomiczna małżonka, która uniemożliwiała skonsumowanie związku. Na pytanie, skąd wziął się w takim razie ich synek, bezradnie spuszczała wzrok, twierdząc skromnie, że przecież nie jest to pierwszy przypadek w dziejach świata...

Matrymonium non consumatum eliminowało czas żałoby, pod warunkiem że wysoka komisja medyków potwierdziła dziewictwo. Procedura mogła trwać latami, a młoda, piękna i wesoła wdowa nie chciała tracić czasu. Wkrótce stanęła na ślubnym kobiercu.

Oblubieńcem był Stanisław Małachowski. Potrafił wypić duszkiem garniec wina, a ponieważ nie lubił ograniczać się do jednego, sprowadzało to jego potencję do dobrych chęci. Ognista żona wierciła się przez kilkanaście miesięcy w zimnej łożnicy. Z pomocą przyszedł jej wypadek: w czasie polowania zorganizowano wyścigi konne po wertepach; pijany jaśnie pan wsiadł na narowistego ogiera, z którego spadł i skręcił kark.

Młoda wdowa miała już dość zniewieściałych ewentualnie zapitych małżonków. Zajęła się więc organizacją swych włości, zwanych od nazwiska pierwszego historycznego właściciela Państwem Suskim. Wkrótce uznała za konieczne zreformowanie lokalnego prawa karnego, które w jej mniemaniu było zbyt łagodne. Zaostrzenie systemu kar można uznać za uzasadnione. Na Podbeskidziu krzyżowały się szlaki kupieckie i grasowały ogromne bandy zbójników paraliżujące cały handel. Często w wioskach zostawały jedynie kobiety i małe dzieci, gdyż wszyscy zdolni do noszenia broni czaili się na gościńcach.

Nowy kodeks karny był bardzo restrykcyjny. Za drobne wykroczenie groziła chłosta, a cięższe karano śmiercią, przy czym różnicowanie kar dotyczyło formy kaźni. Za łagodną uchodziło ścięcie i powieszenie, a w katalogu było powieszenie na haku, łamanie kołem, nadziewanie na pal i wiele innych makabrycznych męczarni.

Większość egzekucji odbywała się na rynku w Suchej. Pani hrabina często w nich uczestniczyła. Dla jej wygody obok szafotu zbudowano osłoniętą altanę, przekształconą z czasem w karczmę zwaną Rzym, będącą do dzisiaj ozdobą ślicznego miasteczka.

Hrabina była piękną i wymagającą kobietą. Mogła mieć każdego kochanka, ale pociągały ją tylko podejrzane typy zatrzymywane na gościńcach. Do legendy przeszła jej komnata w Wieży Zegarowej, gdzie poza narzędziami tortur znajdowało się również obszerne łoże. Przesłuchiwała sama bez asysty kata. Często przez ściany docierały jedynie wrzaski torturowanych, których następnie tracono na rynku. Czasami jednak słychać było radosne okrzyki, mające raczej mało wspólnego z męczarniami.

Tylko jednemu zbójnikowi, Jakubowi Niedźwiedziowi z Krzeszowa, udało się zainteresować przez jakiś czas panią hrabinę. Pojawiał się nawet w jej sypialni. Oficjalny kochanek z gminu wywołał skandal. Hrabina była zmuszona oskarżyć go o zbójnictwo i przekazać sądowi w Lanckoronie, który skazał go na łamanie kołem i ćwiartowanie.

Hrabina Anna Konstancja Wielopolska zmarła jesienią 1726 roku, ale to nie koniec naszej opowieści. Pojawiła się później jako duch, początkowo w białej, a później w czarnej sukni, co jest ewenementem niespotykanym nawet w świecie duchów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA