fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Dariusz Baliszewski, poszukiwacz prawdy

Dariusz Baliszewski (ur. 14 kwietnia 1946 r. w Warszawie, zm. 10 sierpnia 2020 r.). Historyk, dziennikarz i wieloletni publicysta miesięcznika „Uważam Rze Historia” i „Rzeczpospolitej”
TVP/PAP, Jan Bogacz
10 sierpnia br. zmarł mój serdeczny przyjaciel, nestor polskiego dziennikarstwa historycznego, redaktor Dariusz Baliszewski. Pozostała po nim pustka, której nie da się wypełnić.

Był dla mnie wzorem dziennikarza odkrywającego tajemnice przeszłości. Dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do mnogości efektownie wykonanych telewizyjnych programów popularnonaukowych, upowszechniających wiedzę historyczną. Ale w latach 70., 80. i w połowie pierwszej dekady obecnego stulecia tylko najbardziej wytrwali i zdeterminowani dziennikarze potrafili poradzić sobie na tym trudnym obszarze.

Trzeba było odwagi, energii i determinacji Dariusza Baliszewskiego, żeby ćwierć wieku po wojnie, w głębokim PRL-u, powstał taki program jak „Świadkowie". Cała Polska oglądała „na żywo", jak po latach rozłąki w studiu telewizyjnym odnajdywały się rozerwane przez wichry wojny rodziny. Rodzice spotykali swoje dawno utracone dzieci, małżonkowie i kochankowie, choć doświadczeni wiekiem i rozłąką, ponownie wpadali sobie w objęcia, przyjaciele mogli wreszcie podziękować sobie za pomoc w trudnych czasach okupacji i powstania. Trzeba było specyficznej wrażliwości Dariusza Baliszewskiego, żeby móc zrealizować taki program i to pod bokiem komunistycznej cenzury.

Po 13 grudnia 1981 r. Dariusz Baliszewski, podobnie jak wielu innych dziennikarzy, którzy nie zaakceptowali wprowadzenia stanu wojennego, musiał chwilowo odejść od swojego zawodu. Bez żalu wielokrotnie wspominał, jak przyszło mu być w tym czasie zwykłym dozorcą. Nie oznaczało to jednak, że porzucił swoją misję. Wrócił do telewizji ze wspaniałym pomysłem.

W 1989 r. rozpoczął produkcję programów z serii „Rewizja Nadzwyczajna". Na pierwszy rzut oka formuła tego programu wydawała się nieatrakcyjna. Prowadzący przeprowadzał długie rozmowy ze świadkami historii. Ale co to były za rozmowy! Tylko on mógł zrealizować program o takim charakterze. Zwykła rozmowa przed kamerą zamieniała się w pełne dramatyzmu zeznania i wspomnienia, które nagle, w najmniej spodziewanym momencie, obalały znane nam ugruntowane oceny pewnych wydarzeń historycznych. Zdumiewało, z jaką łatwością Dariusz Baliszewski przełamywał opory rozmówców do wyjawiania faktów, o których milczeli od dziesięcioleci. To świadczyło o jego nieprzeciętnych umiejętnościach psychologicznych i szczególnej wnikliwości. Rozmowa przed kamerą była zaledwie końcową fazą znakomicie przemyślanego i złożonego procesu przygotowywania wywiadu. Często sobie żartował, że musiał z tymi ludźmi mieszkać, jadać śniadania, chodzić do parku, gotować obiady czy uczestniczyć w ich spotkaniach rodzinnych. A były to osoby nieufne, które łatwo nie dawały się zwieść pozorom. Byli wśród nich działacze rządu polskiego na uchodźstwie, agenci wywiadu, żołnierze i reprezentanci elit II RP. Ludzie wzajemnie skłóceni, podejrzliwi, obawiający się prowokacji i bardzo niechętni do ujawniania zbyt wielu faktów. Dlaczego mu zatem ufali? Być może dlatego, że był człowiekiem bez reszty kochającym swoją rodzinę, co rozmówcy od razu dostrzegali. Tacy ludzie nie krzywdzą innych.

Liczę na to, że kiedyś zostanie wznowiona emisja „Rewizji Nadzwyczajnej". Nie tylko dlatego, że ten siedmioletni cykl programów telewizyjnych burzył ustaloną wcześniej podręcznikową wersję historii współczesnej, ale przede wszystkim dlatego, że my, dziennikarze zajmujący się historią, możemy się uczyć, jak opowiadać o historii bez zbędnego efekciarstwa, monotonii i schematyzmu.

Możemy się spierać co do interpretacji pewnych procesów historycznych proponowanych przez Dariusza Baliszewskiego w jego licznych artykułach i książkach, ale nie sposób odmówić mu najwyższego kunsztu warsztatowego. Niezależnie, co jest nośnikiem informacji – internet, prasa, telewizja, książka czy radio – zawsze ważne jest, aby poszukiwać prawdy. Historia nie jest bowiem nauką ścisłą, ale jedynie mizerną próbą – niemal zawsze opatrzoną dużym błędem – opisania świata, który minął i nigdy nie powróci. Historię zawsze piszą zwycięzcy, kształtują ją panujące systemy polityczne i koloryzują ci, którzy mają w tym określony interes. Żadna próba interpretacji wydarzeń z przeszłości nie jest trafna ani niezależna. Co najwyżej może być dalsza lub bliższa prawdzie.

Dariusz Baliszewski był jej najbliższy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA