fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Co kryją archiwa z czasów pontyfikatu Piusa XII?

Pontyfikat Piusa XII przypadł na lata 1939–1958 (na zdjęciu: papież udziela błogosławieństwa Urbi et Orbi z balkonu Bazyliki św. Piotra, 1950 r.)
AFP
W 2013 r. papież Franciszek zapowiedział otwarcie archiwów watykańskich z czasów pontyfikatu Piusa XII. Tym samym wyraził zgodę na dokładne zbadanie roli tego papieża w czasie II wojny światowej.

Panuje powszechne przekonanie, że wyniosła poza Piusa XII, czyli Eugenia Pacellego, była wynikiem wychowania w domu, w którym panowały arystokratyczne zwyczaje. W licznych publikacjach historycznych jest on przedstawiany jako potomek rodziny arystokratycznej lub nawet książęcej. Nic bardziej mylnego. Rodzina Pacellich dopiero w 1930 r., kiedy Eugenio był już kardynałem i sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, otrzymała z rąk papieża Piusa XI szlachectwo w nagrodę za liczne zasługi dla państwa kościelnego. Przodkowie ojca przyszłego papieża Piusa XII byli ludźmi niskiego stanu pochodzącymi z położonego ok. 80 km od Rzymu wiejskiego regionu Viterbo. Kiedy dziadek i ojciec Eugenia robili karierę w adwokaturach watykańskich, ich krewni z wioski Onano nadal żyli jak prawdziwi chłopi. Także ród matki, choć ściśle związany od pokoleń z Rzymem, należał do środowiska drobnomieszczańskiego.

Niemniej jednak rodzina Pacellich uznawała się zawsze za rzymską „czarną szlachtę". Nazwą tą określano nieliczną arystokrację Wiecznego Miasta, która mimo zjednoczenia Włoch pod rządami króla Wiktora Emmanuela II z dynastii sabaudzkiej nadal uznawała papieża za suwerennego władcę Państwa Kościelnego.

Zarówno rodzina Pacellich, jak i Graziosów uważała, że zjednoczenie Włoch było wielką tragedią dla Rzymu i całego Kościoła katolickiego. Taki pogląd ukształtował przede wszystkim dziadek Eugenia, Marcantonio Pacelli, który w 1834 r. został adwokatem w Trybunale Świętej Roty. Jego błyskotliwa kariera w krętym labiryncie papieskiej biurokracji zaprowadziła go na same szczyty władzy Państwa Kościelnego. Marcantonio Pacelli stał się najważniejszym urzędnikiem świeckim i osobistym doradcą papieża Piusa IX. W 1852 r. tenże papież, nazywany popularnie Pionono, mianował Marcantonia sekretarzem spraw wewnętrznych. Dziadek późniejszego papieża Piusa XII głośno wyrażał niechęć do demokracji i liberalizmu. Te poglądy zaszczepił swojemu synowi Filippo i wnukowi Eugenio. Niechęć do demokracji i liberalizmu nie oznaczała jednak stagnacji. Marcantonio był autorem licznych zmian w papieskim Rzymie. Zwolennicy Piusa IX podkreślają, że w czasie, kiedy Italia była ożywiona duchem nacjonalizmu i zjednoczenia pod sztandarami dynastii sabaudzkiej, Rzym nadal był miastem o średniowiecznym charakterze, w którym papież ten dokonał licznych znaczących reform. To za radą Marcantonia Pacellego już na początku swojego pontyfikatu papież Pius IX nakazał zlikwidować pochodzące jeszcze z czasów starożytnych żydowskie getto oraz proklamował zakaz modlenia się o nawrócenie rzymskich Żydów. Pius IX uznał przymusową katechizację ochrzczonych „przez przypadek" za haniebny sposób nawracania na chrześcijaństwo.

Przeciwnicy Piusa IX podkreślają z kolei, że jego początkowa tolerancja wobec Żydów rzymskich była całkowicie koniunkturalna, ponieważ żydowscy bankierzy sfinansowali jego powrót do Rzymu. Pożyczka miała być udzielona w zamian za zmiany, które Pius IX po niedługim czasie cofnął, ponieważ rzymscy Żydzi poparli włoską rewolucję narodową. Za karę musieli wrócić do getta oraz zapłacić karę pieniężną za sprzeniewierzenie się władzy monarszej biskupa Rzymu. Wydarzenia te zachowały się w pamięci rodziny Pacellich, którzy postrzegali środowisko żydowskie jako element awanturniczy, wylęgarnię kosmopolitycznych mącicieli gotowych służyć każdej władzy, która będzie chroniła ich odmienność kulturową i religijną.

Germanofil?

Światopogląd przyszłego papieża Piusa XII kształtował się pod silną presją ultrakatolickich poglądów dziadka i ojca. Zupełnie inną wizję świata wpajano mu w szkole państwowej Liceo Quirino Visconti, mieszczącej się w budynku dawnego rzymskiego uniwersytetu jezuickiego. Tam dziesięcioletni Eugenio Pacelli spotkał się po raz pierwszy z antyklerykalizmem i światopoglądem materialistycznym. Nie do końca znamy przyczyny, dla których Filippo Pacelli zdecydował się na posłanie syna do tej szkoły. John Cornwelle, angielski biograf Piusa XII, podkreśla, że „Filippo najwyraźniej był zdania, iż synowie skorzystają z bezpośredniej znajomości ze swoimi świeckimi »wrogami«, otrzymując zarazem najlepsze klasyczne wykształcenie dostępne w Rzymie". Nauka w Liceo Quirino Visconti uczyniła z Eugenio Pacellego człowieka znającego środowisko wrogie Kościołowi. Lata później, kiedy był już księdzem, za pontyfikatu ultrakonserwatywnego Piusa X, twierdził, że umie w mig rozpoznać źródła „sączące truciznę" europejskiego modernizmu.

Postawę niechętną Francuzom ukształtował u Pacellego przypadający na 1901 r. szczytowy okres szykan antyklerykalnych we Francji. Rząd Pierre'a Waldecka-Rousseau wydał w tym czasie rozporządzenie zakazujące nauczania wszystkim zakonom, które w dużej części opuściły swoje siedziby, udając się na emigrację do krajów ościennych lub do Stanów Zjednoczonych. Trzy lata później premier Emile Combes oświadczył z dumą przed Zgromadzeniem Narodowym, że kazał zamknąć 13 904 katolickie szkoły. XIX-wieczny porządek walił się na oczach młodego księdza. Apogeum tego zjawiska była największa katastrofa humanitarna i dziejowa, jaką dla Pacellego była bratobójcza wojna światowa i rewolucja bolszewicka w Rosji. W całej Europie instytucje kościelne znajdowały się pod ogniem zmasowanej krytyki. Trudno się więc dziwić, że pontyfikat Piusa X, w czasie którego Eugenio Pacelli piął się z ogromną szybkością w hierarchii watykańskiej, stał się okresem, który wielu historyków dość tendencyjnie nazywa „antymodernistycznym polowaniem na czarownice". Prawdziwym przełomem w życiu młodego prałata kurii było mianowanie go przez Benedykta XV nuncjuszem papieskim w Monachium, z jednoczesnym podniesieniem do godności biskupa tytularnego miasta Sardis w Azji Mniejszej.

W stolicy królestwa Bawarii świeżo wyświęcony biskup czuł się znakomicie. Do pomocy w prowadzeniu pałacu biskupiego przydzielono mu siostrę Józefinę Lehnert, która nosiła zakonne imię Pascalina. Ta młodziutka zakonnica z kongregacji Sióstr od Świętego Krzyża stanie się w przyszłości jedną z najpotężniejszych postaci Watykanu za pontyfikatu Piusa XII. To o niej historycy będą mówić, że była ostatnią papieżycą (La Papessa) w historii, powierniczką Eugenia Pacellego i jego opiekunką. Jest bezspornym faktem, że w pewnym momencie to ona decydowała, z kim papież się spotka i kogo wysłucha. Ona też odegrała ogromną rolę w akcji ratowania rzymskich Żydów przed prześladowaniami niemieckich zbrodniarzy.

Utrzymująca stały kontakt z żyjącymi w Niemczech przyjaciółmi i krewnymi siostra Pascalina była jedyną osobą z otoczenia sekretarza stanu kardynała Eugenia Pacellego, która mogła mieć orientację w tym, co działo się w Niemczech po dojściu Hitlera do władzy. Wiele powojennych publikacji opisuje ją jako żądną władzy zakonnicę, która wybielała przed swoim szefem zbrodnie nazistowskiego reżimu w Niemczech. Takiemu wizerunkowi zaprzeczają zarchiwizowane notatki siostry Pascaliny z lat 1930–1939, które wyjaśniają jej poglądy. Zadziwiające jest, że chociaż Pascalina była niemiecką patriotką, ani słowem nie wspomina o wizytach przewodniczącego Reichstagu Hermanna Göringa czy kanclerza Heinricha Brüninga ani nie pasjonuje się faktem ratyfikacji konkordatu przez III Rzeszę 20 lipca 1933 r.

List kardynała Pacellego do monachijskiego prałata Pfaffebüchlera, w którym sekretarz stanu Watykanu prosi Boga o wyprowadzenie Niemiec z chaosu, wskazuje, że Pacelli zdawał sobie sprawę z sytuacji w Niemczech. O tej wiedzy świadczyć też może przygotowany w języku niemieckim tekst encykliki Piusa XI „Mit brennender Sorge" (Z palącą troską), którego kilka kopii kardynał Pacelli wręczył metropolitom Wrocławia, Kolonii, Berlina i Münster. 16 marca 1937 r. tekst tej encykliki, opracowany przez Pacellego, trafił do rąk niemieckich biskupów, którzy odczytali go z ambon w Niedzielę Palmową 21 marca 1937 r.

Bardzo często słyszy się oskarżenie, że niemieckie duchowieństwo katolickie nigdy nie potępiło nazizmu. Kilka lat temu taką opinię wygłosił w jednym z programów telewizyjnych Jana Pospieszalskiego ówczesny poseł PO Paweł Śpiewak. Nie jest to prawdą – współautorami „Mit brennender Sorge" byli głównie dwaj niemieccy kardynałowie: abp Monachium Michael von Faulhaber oraz niezłomny przeciwnik hitleryzmu błogosławiony Klemens August kardynał hrabia von Galen, nazywany przez Niemców Lwem z Münster. To on ze smutkiem wspominał w rozmowie z kardynałem Pacellim o Marii Terwiel, studentce pochodzenia żydowskiego, która zgodnie z nauczaniem Episkopatu Niemiec kolportowała teksty antyhitlerowskich kazań kardynała von Galena, co przypłaciła życiem. Jak zapisała siostra Pascalina, to właśnie ten kardynał płakał w czasie audiencji u papieża Piusa XI, wspominając aresztowania wielu niemieckich księży: „Tak, Ojcze Święty, ale przez to, że powtarzali moje kazania, zgotowałem wielu moim najlepszym kapłanom pobyt w obozach koncentracyjnych, a nawet śmierć!". Eugenio Pacelli nigdy nie zapomniał tych słów.

W niektórych kręgach publicystycznych modne jest twierdzenie, że papież Pius XII milczał w obliczu straszliwego ludobójstwa, jakiego dopuścili się Niemcy w latach 1939–1945. Jest to skrajne nadużycie. Opinia ta narodziła się w 1963 r., kiedy dość przeciętny niemiecki dramaturg Rolf Hochhuth – były członek Hitlerjugend, który po wojnie głosił skrajnie lewicowe poglądy polityczne – wydał sztukę „Namiestnik". Każdy szanujący się historyk musi potraktować treść tego literackiego gniota jako całkowitą fikcję. Przedstawia on bowiem postać Piusa XII, który świadomie i z premedytacją milczy wobec zagłady narodów Europy, a szczególnie Żydów, z powodów czysto finansowych. I chociaż już w latach 60. XX wieku uznano tę sztukę za wyjątkową kalumnię, to pogląd ukazujący Piusa XII jako cynicznego adoratora Hitlera pozostał.

W lutym 2001 r. David G. Dalin, wybitny amerykański rabin, historyk i profesor nadzwyczajny filozofii żydowskiej w Żydowskim Seminarium Teologicznym, opublikował artykuł pod tytułem „Pius XII", w którym podsumował całą współczesną nagonkę na tego papieża: „Czynienie z Piusa XII celu naszego moralnego oburzenia przeciw nazistom i zaliczanie Kościoła katolickiego do rzędu instytucji, które utraciły swą wiarygodność ze względu na okropność Holocaustu, ukazuje brak historycznego zrozumienia. Prawie żadna z wydanych ostatnio książek o Piusie XII i Holocauście nie jest tak naprawdę o tym. Prawdziwym ich tematem okazuje się spór między samymi katolikami o kierunek działania dzisiejszego Kościoła, w którym Holocaust jest po prostu największą pałką dostępną dla liberalnych katolików, którą mogą wykorzystać przeciw tradycjonalistom".

Chrześcijańska caritas

Czy zatem istnieją argumenty, które rzetelnie obalają mit Piusa XII jako przywódcy Kościoła katolickiego, który swoim milczeniem akceptował zagładę narodów żydowskiego, polskiego, rosyjskiego, greckiego i wielu innych? Odpowiedź na to pytanie daje wspomniany żydowski historyk David G. Dalin, który podkreśla, że z 44 przemówień, jakie Pacelli wygłosił w Niemczech jako nuncjusz apostolski w latach 1917–1929, 40 potępiało jakiś aspekt rodzącej się ideologii nazistowskiej, a w marcu 1935 r. napisał list otwarty do biskupa Kolonii, nazywając nazistów „fałszywymi prorokami o pysze Lucyfera". To nie były słowa człowieka słabego.

W pierwszych dniach sierpnia 1942 r. papież Pius XII wydał list pasterski ostro potępiający deportacje Żydów na „Śląsk i do Rosji". Nawet amerykański „New York Times" umieścił 6 sierpnia obszerny tekst pod tytułem „Wieści o tym, że papież wstawiał się za Żydami przeznaczonymi do wywiezienia z Francji". Składający ten list w siedzibie rządu w Vichy nuncjusz papieski w ostrych słowach potępił tych, którzy przyczyniają się do deportacji.

Wspomniana siostra Pascalina napisała po wojnie w swoim pamiętniku: „Jak wiele uczynił Pius XII dla prześladowanych Żydów, których likwidacja od samego początku była celem, do którego zmierzał Hitler". Dopiero kiedy dowiedział się w sierpniu 1942 r., że Hitler kazał zabić 40 tys. holenderskich Żydów w odwecie za publiczny protest holenderskich biskupów przeciw prześladowaniom tego narodu, kompletnie zdruzgotany zszedł do jadalni apartamentu papieskiego, gdzie pracowała siostra Pascalina, i w piecu kuchennym spalił zapiski, jakie szykował do artykułu potępiającego hitleryzm. „Dziś miały się one ukazać w »L'Osservatore Romano«, ale skoro list biskupów holenderskich kosztował życie 40 tysięcy ludzi, to moje wystąpienie może spowodować zagładę nawet 200 tysięcy" – patrząc na płonący papier, mówił te słowa prawie z płaczem. Dopiero 24 grudnia 1942 r., pod koniec długiego bożonarodzeniowego orędzia radiowego, Pius XII przypomniał łamiącym się głosem „o setkach tysięcy, którzy nie z własnej winy, czasem tylko z powodu swej narodowości lub rasy, są skazani na śmierć lub stopniową zagładę". Podczas spotkania z wybitnym niemieckim filozofem i największym niemieckim wrogiem nazizmu Dietrichem von Hildebrandem, którego nazywał XX-wiecznym doktorem Kościoła, Pius XII stwierdził: „Nie jest możliwe żadne pojednanie pomiędzy chrześcijaństwem i nazistowskim rasizmem; są one jak ogień i woda".

Czy milczenie papieża było tylko jego własną decyzją? Na to pytanie świetnie odpowiada David Galin: „Bp Jean Bernard z Luksemburga, więzień Dachau (1941–1942), zawiadomił Watykan, że kiedy tylko pojawiają się protesty, natychmiast pogarsza się traktowanie więźniów, a pod koniec 1942 r. abp Sapieha z Krakowa i dwóch innych polskich biskupów, doświadczywszy dzikich nazistowskich działań odwetowych, prosili Piusa XII, aby nie publikował ich listu o warunkach w Polsce". Brak dalszych publicznych wypowiedzi papieża nie oznaczał jednak jego bezczynności czy obojętności. Kiedy we wrześniu 1943 r. wojska niemieckie zajęły Rzym, papież kazał natychmiast organizować pomoc charytatywną dla jego mieszkańców oraz ukrywać tych, którym groziłaby krzywda ze strony okupanta. W watykańskich pałacach i zwykłych rzymskich mieszkaniach ukrycie znalazły setki uciekinierów.

Szczególnie poruszająca jest tu historia Israela Zolli, naczelnego rabina Rzymu, któremu udzielono schronienia na osobisty rozkaz papieża. Kilka lat później były rabin Rzymu przeszedł na katolicyzm, twierdząc, że „żaden bohater historii nie dowodził znamienitszym, bardziej zwalczanym i heroicznym wojskiem, niż uczynił to Pius XII w imię chrześcijańskiej caritas".

Prawda oczyszcza

Na osobiste polecenie papieża akcją pomocy zaopatrzeniowej dla prześladowanych Żydów zajęli się monsignore Montini (późniejszy papież Paweł VI) oraz siostra Pascalina. Do 4 czerwca 1944 r., czyli dnia wyzwolenia Rzymu przez wojska alianckie, Watykan stał się jednym wielkim biurem pomocy humanitarnej. Obowiązek udziału w tej akcji dostały wszystkie zakony i klasztory, z którymi papież mógł nawiązać kontakt. Ale akcja ta nie zakończyła się wraz z końcem wojny. Kiedy ucichł huk dział, papieskie ciężarówki rozwoziły pomoc w najdalsze zakątki Włoch oraz do Węgier, Austrii, Francji, a nawet do Niemiec. W Boże Narodzenie 1944 r. najczęściej spotykanym napisem na murach wokół Watykanu było poruszające zawołanie „Abbiamo fame!" (Jesteśmy głodni). Kiedy papież się o tym dowiedział, polecił rozdać 12 tys. paczek rzymskim dzieciom. Oczywiście nie były to łakocie, ale bochenki chleba, konserwy i niewielkie ilości oliwy z oliwek. Sam Eugenio Pacelli kazał zmniejszyć racje żywnościowe w Watykanie do absolutnego minimum. Za Spiżową Bramą też głodowano.

Czy zatem w świetle tych wszystkich faktów nadal można utrzymywać, że papież Pius XII w jakikolwiek sposób wspierał, wspomagał czy akceptował piekło, jakie stworzył niemiecki narodowy socjalizm? Czy zasadny jest dalszy spór o to, że Kościół katolicki zrobił za mało, skoro za każde krytyczne kazanie do komór gazowych mogły trafić tysiące niewinnych ludzi? W samej tylko Polsce Niemcy zabili 20 proc. przedwojennego duchowieństwa. W Dachau zginęło 2794 księży, którzy nie potrafili milczeć.

Zwykłą obłudą jest zatem twierdzenie, że Pius XII był obojętny wobec tragedii Europy. Świadczą o tym choćby słowa Alberta Einsteina, które napisał do magazynu „Time": „Jedynie Kościół stanął w kategoryczny sposób na drodze kampanii Hitlera prowadzącej do zdławienia prawdy. Przedtem nigdy nie przejawiałem jakiegoś specjalnego zainteresowania Kościołem, ale teraz czuję wielką sympatię i podziw, ponieważ jedynie Kościół miał odwagę i wytrwałość stać po stronie intelektualnej prawdy i moralnej wolności. Z tego powodu zmuszony jestem wyznać, że to, czym kiedyś pogardzałem, teraz w pełni chwalę".

W październiku 2008 r. papież Benedykt XVI wstrzymał proces beatyfikacyjny Piusa XII. Być może to dobrze, bo jak mawiał wybitny indyjski jezuita Antony de Mello: „Niektórzy rodzą się świętymi, inni zdobywają świętość, jeszcze innym świętość jest narzucona". Papież Pius XII na pewno nie uważał się za człowieka świętego. Dlatego dobrze się stało, że obecny papież Franciszek zdecydował się na opublikowanie wszystkich materiałów z okresu pontyfikatu Eugenia Pacellego. To krok w dobrym kierunku, który zapewne ostatecznie oczyści imię wielkiego człowieka.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA