fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Wojna domowa w Hiszpanii: Pomocnicy spod czerwonej gwiazdy

Dąbrowszczacy przed wycofaniem z Hiszpanii przysięgali wierność sprawie Republiki
Wikipedia
PRL-owska propaganda twierdziła, że dąbrowszczacy dzielnie walczyli przeciwko hiszpańskim i włoskim faszystom. W rzeczywistości chodziło im o ustanowienie w Hiszpanii komunizmu i uzależnienie tego kraju od ZSRR. Szlak bojowy dąbrowszczaków to tysiące gwałtów, rabunków i bestialskich zbrodni.

„Już czwarty tydzień zmaga się lud Hiszpanii w ciężkiej wojnie domowej, jaką mu narzucił rokosz faszystowskich generałów, burżujów i grando. Zbrojna walka faszystowskiej junty oficerskiej i klas posiadających przeciwko własnemu ludowi pokazuje nam, że możni tego świata poprzez morze krwi własnego ludu chcą zachować swą władzę i prawo wyzysku mas ludowych, że ci patentowani »patrioci« w nienawiści do ludu gotowi są zdradzić swój kraj i oddać go pod panowanie obcych faszystowskich mocarstw" – tymi słowami rozpoczynała się odezwa wydana w połowie sierpnia 1936 r. przez nielegalnie działającą Komunistyczną Partię Polski. W tych gorących letnich dniach prasa prześcigała się w relacjach z Hiszpanii, gdzie od kilku tygodni nasilała się wojna domowa między republikanami a siłami narodowców pod dowództwem generała Francisco Franco.

Walki zbrojne podzieliły nie tylko Hiszpanów, lecz również narody Europy. Generała Franco wsparli Hitler i Mussolini, jego przeciwnikom poparcia udzielił Związek Radziecki. To właśnie z Moskwy wysłano w Pireneje broń, pieniądze, doradców wojskowych i funkcjonariuszy służb specjalnych (NKWD), którzy mieli wesprzeć hiszpańskich komunistów i pomóc im przeprowadzić rewolucję. Bolszewicy, którzy zawsze przywiązywali ogromną wagę do propagandy, także i tym razem wykorzystali wszelkie możliwości, aby oczernić hiszpańskich nacjonalistów, a zwolenników komunizmu zachęcić do walki z nimi. Komunistyczne partie działające w Europie Środkowej (na Węgrzech, w Czechosłowacji i w Polsce) wydawały więc tajne odezwy do swoich członków, namawiając ich, by zostawiali wszystkie sprawy, wyjeżdżali do Hiszpanii i wstępowali w szeregi wojsk walczących przeciwko „faszystom".

„Rokosz faszystowskich generałów przeciwko legalnemu rządowi jeszcze raz potwierdza słuszność głoszonej przez komunistów prawdy, że klasy posiadające dobrowolnie władzy nie oddadzą, że lud do władzy poprzez kartkę wyborczą nie dojdzie (...), że władzę trzeba zdobyć w walce, tak jak to robi dziś proletariat Hiszpanii" – czytamy dalej w odezwie KPP, która kończyła się wezwaniem: „Towarzysze, Robotnicy, Obywatele! Klasa robotnicza Polski, szerokie masy ludu pracującego i wszyscy przeciwnicy faszyzmu nie mogą się biernie przyglądać temu, by Hitler i Mussolini uzbrajali reakcjonistów hiszpańskich i pomagali zgnębić lud hiszpański. Jak Polska długa i szeroka, musi się rozlec potężne wołanie mas pracujących: łapy faszyzmu precz od Hiszpanii! Tylko zdecydowana postawa proletariatu wszystkich krajów udaremni faszystowskiej kontrrewolucji plany ujarzmienia ludu hiszpańskiego".

Na front

Za akcją propagandową poszła akcja werbunkowa. „Czerwony Sztandar", pismo polskich komunistów, oficjalnie zachęcał członków KPP, zwłaszcza tych z przeszkoleniem wojskowym, do wyjazdu do Hiszpanii. Podawano adresy punktów kontaktowych już na miejscu, nazwiska oficerów zajmujących się rekrutacją, praktyczne wskazówki, jak dotrzeć bezpiecznie do celu.

Zachowane dokumenty wskazują, że istniały trzy szlaki przerzutowe. Pierwszy – statkiem z Gdyni do Francji i dalej do Hiszpanii; drugi – przez Niemcy i Francję; trzeci „południowy" – przez Czechosłowację i Austrię do Szwajcarii, a stamtąd przez Francję do Hiszpanii. Komintern, który finansował i organizował partie komunistyczne w całej Europie, zadbał o to (przy pomocy NKWD), aby naprędce stworzyć w tych krajach tajne punkty łączności, gdzie ochotnicy mogli się zatrzymać, przenocować i na jakiś czas zniknąć z oczu śledzących ich kontrwywiadów.

O tym, jak wyglądał werbunek, pisała wiele lat później w swoich wspomnieniach Romana Toruńczyk, działaczka Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej: „Cały system werbunku Polaków do Hiszpanii polegał na ilościowym i efekciarskim mnożeniu liczby ochotników. Brano każdego, kto podszedł, podstępem i okłamywaniem, czczą obietnicą i argumentem pieniężnym usiłowano ściągać do Hiszpanii kandydatów na dąbrowszczaków. Werbowano przypadkowych ludzi pod polskim konsulatem. (...) W naszym wydawnictwie polskim »Dzienniku Ludowym« było ogłoszenie, że jest praca rolna dla Polaków. W lokalu dowiadywali się dopiero o tym, że tu nie o pracę, a o wyjazd do Hiszpanii chodzi. Sama byłam świadkiem tego, jak Beger, aktywista w komitecie hiszpańskim, chwalił się, jak to w genialny sposób namówił na wyjazd dwóch nierozłącznych przyjaciół. Oto w ostatniej chwili przed odjazdem pociągu poszedł do każdego z nich z wiadomością o tym, że drugi jedzie do Hiszpanii. »Jak ci nie wstyd, on jedzie, a ty nie? Nie wierzysz? Chodź na dworzec, a zobaczysz go«. No i za pomocą takich argumentów udało mu się zmobilizować nowych ochotników. (...) Niemal wyłączną zasługą polskiego komitetu hiszpańskiego było przedostawanie się do brygady elementów nieświadomych, lumpowskich, często wrogich, co – jak wiadomo – przysporzyło niemało szkód w Hiszpanii".

Na apele „Czerwonego Sztandaru" jeszcze w sierpniu odpowiedziało 1200 sympatyków komunizmu z Polski. Zachowały się nazwiska czterech pierwszych, którzy wyjechali na hiszpański front. Byli to: Stefan Górecki, Bronisław Kowalczyk, Piotr Wasiluk i Józef Ziółkowski. W sumie do Hiszpanii pojechało około 5 tys. ochotników z Polski. Wśród nich 45 proc. stanowili Żydzi. To właśnie dlatego jidysz stał się jednym z głównych języków używanych w armii republikańskiej.

Polska brygada

Pierwsi ochotnicy z Polski dopłynęli do Hiszpanii 28 sierpnia 1936 r., następni dzień później. W kolejnych dniach dołączali inni. Stworzono z nich jednostkę o roboczej nazwie „Grupa 36", którą przekształcono później w kompanię karabinów maszynowych, włączono w struktury brygady „Libertad" (czyli „wolność") i wysłano do Madrytu. Nadano jej patrona – Jarosława Dąbrowskiego. Dąbrowski, oficer rosyjskiej armii, który wziął udział w powstaniu styczniowym i został skazany na katorgę, uciekł z transportu i po kryjomu przedostał się do Francji, gdzie został dowódcą wojskowym Komuny Paryskiej (uznawanej przez bolszewicką propagandę za pierwszą rewolucję proletariacką na świecie). Poległ 23 maja 1871 r. w Paryżu, a dla komunistów stał się wzorem wojownika o wolność. Dla upamiętnienia tego niezwykłego patrona batalion Polaków zaczęto nazywać dąbrowszczakami.

Polski batalion, podobnie jak wszystkie oddziały, miał bardzo rozbudowany aparat terroru i propagandy. Tą ostatnią zajmowali się oficerowie polityczni (pochodzili z organizacji komunistycznych, często byli absolwentami kursów w Moskwie). Do ich obowiązków należało urządzanie regularnych pogadanek politycznych dla żołnierzy i przedstawianie w odpowiedni sposób sytuacji na froncie. 28 stycznia 1937 r. komisarze działający przy polskim batalionie wydali pierwszy numer gazety „Dąbrowszczak". Pierwszym komisarzem politycznym w polskiej jednostce był komunista z Francji Stanisław Matuszczak.

Komisarze polityczni ściśle współpracowali z oficerami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo. Byli to funkcjonariusze sowieckiego aparatu terroru, mający wychwytywać domniemanych szpiegów i dywersantów. Sporządzali „czarne listy" nieprawomyślnych żołnierzy, których rozstrzeliwano na podstawie podejrzeń lub denuncjacji. Oprócz tego enkawudziści strzelali do tych żołnierzy, którzy podczas walk wycofywali się pod naporem wroga. Gdy zaś „antyfaszyści" zdobyli jakieś terytorium, sowieccy oficerowie do spraw bezpieczeństwa natychmiast zaprowadzali tam czerwony terror.

Jednym z dowódców dąbrowszczaków był Antoni Kochanek, niespełna 30-letni ideowy komunista. Zawdzięczał to swojemu doświadczeniu wojskowemu. Kochanek (używał pseudonimu konspiracyjnego „Antek"), syn małorolnego chłopa z Dąbrowy Tarnowskiej, skończył zaledwie cztery klasy szkoły podstawowej, ale w 1928 r. rozpoczął służbę wojskową i zakończył ją w stopniu kaprala. Dwa lata później wyjechał za pracą do Francji i tam na dobre związał się z ruchem komunistycznym (został członkiem Francuskiej Partii Komunistycznej). Ścigany przez francuską policję za działalność wywrotową, uciekł do Hiszpanii i szybko został dowódcą polskiego batalionu. Z wojny jednak nie wrócił. Został ciężko ranny w bitwie pod Almadrones i zmarł 2 stycznia 1937 r.

Zbrodnia za zbrodnią

11 września 1936 r. rozpoczął się szlak bojowy ochotników znad Wisły. Polscy komuniści zostali włączeni do sił „antyfaszystowskich" walczących pod Talaverą, potem wzięli udział w ataku na Pelahustan i bronili wzgórz Osso. Gdy tylko zdobyli jakąś wioskę lub miasteczko, ruszali do ataku na bezbronną ludność. Ich drogę bojową znaczyły gwałty i grabieże na ludności cywilnej.

W październiku wojska generała Franco rozpoczęły kontratak, wyparły komunistów z Pelahustanu i okrążyły większość ich jednostek. Ci, którym udało się wyrwać z okrążenia, ruszyli pod Madryt, oblegany przez frankistów. Pod koniec października polski oddział, coraz liczniejszy (dołączali kolejni ochotnicy z Polski), został skierowany do miejscowości Albacete, gdzie rozpoczęło się formowanie Brygad Międzynarodowych. Tak nazwano jednostki złożone z ochotników, którzy z całego świata wyruszyli do Hiszpanii, aby bronić komunizmu. Jednostki polskie połączono, tworząc XIII Brygadę im. Jarosława Dąbrowskiego. Ta właśnie brygada do samego końca wspierała republikanów walczących o to, by Hiszpania stała się państwem komunistycznym, zależnym od ZSRR. Czerwone wojska rozpoczęły brutalną i bezpardonową walkę, zostawiając na zajętych terenach trupy i zgliszcza. Nieliczni korespondenci wojenni podkreślali, że zajmowanie hiszpańskich wsi i miast zawsze miało trzy elementy: gwałcenie kobiet i dzieci, mordowanie wszystkich pozostałych przy życiu oraz niszczenie kościołów i cmentarzy. W zamyśle komunistów nowa Hiszpania miała być państwem ateistycznym i dla kościołów nie było w niej miejsca.

Miejscem wyjątkowo dotkniętym przez komunistyczny terror była prowincja Jaen w Andaluzji. Już na początku wojny kilka tysięcy mieszkańców (głównie okolicznych rolników) schroniło się przed prześladowaniami w sanktuarium Matki Boskiej z Cabeza w Sierra Morena. W sierpniu 1936 r. pod murami klasztoru pojawili się republikanie. Rozpoczął się szturm, w którym niechlubną rolę odegrali komuniści przybyli znad Wisły. 39-letni kapitan Santiago Cortez stanął na czele obrony klasztoru. Miał jednak pod swoim dowództwem zaledwie 165 członków gwardii cywilnej i 50 żołnierzy. Obległa ich armia licząca łącznie 20 tys. ludzi i dysponująca 15 czołgami, bronią maszynową i grantami. Garstka obrońców ze skąpymi racjami żywnościowymi odpierała ataki nieprzerwanie od sierpnia do końca kwietnia następnego roku. 1 maja 1937 r., gdy zabrakło amunicji, na wyczerpanych obrońców klasztoru ruszyło natarcie republikanów. Gdy byli już pod murami, ktoś z mieszkańców klasztoru ukrył cudowny wizerunek Matki Boskiej (nie znaleziono go do dziś). W ostatnim starciu garstka obrońców walczyła na bagnety i wręcz. Polegli wszyscy, a kapitan Cortez, wierny do ostatniej chwili, został śmiertelnie ranny i zmarł następnego dnia. Napastnicy wdarli się do klasztoru i rozpoczęli rzeź. Wymordowali tych, którzy przez wiele miesięcy ukrywali się w murach klasztoru, wśród nich starców, kobiety i dzieci. Komuniści szczególnie pastwili się nad duchownymi i zakonnicami (te przed śmiercią brutalnie zgwałcono), potem splądrowali klasztor, zniszczyli drogocenne przedmioty, sprofanowali pobliskie groby i wyrzucili z nich ludzkie zwłoki. Niektórzy robili sobie przy tym pamiątkowe zdjęcia zagrabionymi aparatami fotograficznymi (wiele zdjęć zachowało się do dziś). W tej bestialskiej zbrodni wzięli udział, niestety, dąbrowszczacy.

1 maja 1937 r. w Międzynarodowe Święto Pracy, gdy szturm się skończył, umilkły krzyki mordowanych ludzi, a nad klasztorem unosiła się łuna pożaru, w odwiedziny do dąbrowszczaków przyjechał Gustaw Reicher, przedstawiciel Komunistycznej Partii Polski. Wręczył im okolicznościowy sztandar oraz list od szefostwa KPP z zapewnieniem, że cały naród polski wbrew propagandzie rządu w Warszawie wspiera ich wysiłki i jest po ich stronie. Była to nieprawda. Pogląd na wojnę w Hiszpanii oczywiście podzielił Polaków, ale większość z nich popierała generała Franco, a nie republikanów. Rząd polski zaś sprawę wykorzystał do własnych rozgrywek: sprzedawał broń obu walczącym stronom. W ten sposób z jednej strony pozbywał się starej, niewiele wartej broni, z drugiej zarabiał pieniądze. Sama wojna była Warszawie na rękę, bo odciągała Hitlera od polskich granic.

Czas „żniw"

Po rzezi w klasztorze dąbrowszczacy ruszyli wraz z wojskami republikańskimi w stronę Madrytu. Dokumenty z tamtych czasów zachowane w sowieckich archiwach i odtajnione po siedmiu dekadach chwalą polskich komunistów za dzielność i odwagę m.in. w bitwie pod Guadalajarą. Wspominają również o tym, że dąbrowszczacy chętnie uczestniczyli w „pomocy przy żniwach". W ten sposób komisarze polityczni określali akcje pacyfikacyjne hiszpańskich wsi.

Właśnie po jednej z takich brutalnych akcji pacyfikacyjnych doszło do niecodziennego zdarzenia. Młody, ideowo zaangażowany komunista nie wytrzymał i zbuntował się przeciwko mordowaniu niewinnych ludzi. Twierdził, że te akty zbrodni niczym się nie różnią od tego, co robią „imperialiści" i „faszyści", zaś komunizm powinien ludziom przynosić wyzwolenie i wolność, a nie śmierć i zniszczenie. Za jego przykładem poszli inni, którzy również nie chcieli zabijać ludności cywilnej. Wówczas do zbuntowanej jednostki przyjechali komisarze polityczni i oficerowie NKWD. „Buntownicy" zostali pojmani i rozbrojeni, ich nazwiska trafiły na „czarną listę" dywersantów i szpiegów. Wkrótce postawiono ich przed plutonem egzekucyjnym. Skąpe źródła nie pozwalają jednak dokładnie określić liczby ochotników z Polski rozstrzelanych za sabotaż i dywersję. Historycy szacują, że spośród 5 tys. polskich komunistów biorących udział w wojnie domowej w Hiszpanii poległo 3,2 tys.

Ci, którzy przeżyli, walczyli do stycznia 1939 r. Wówczas wojska wierne generałowi Franco zdobyły Madryt i pozostałe miasta. Republikanie wycofali się za granicę francuską, gdzie natychmiast zostali rozbrojeni i internowani. Część osadzono w obozach w Afryce Północnej, resztę we Francji.

Choć komunistyczna propaganda próbowała wykreować dąbrowszczaków na bohaterów, polski rząd oceniał ich służbę w Hiszpanii jako akt zdrady stanu. W 1937 r. Sejm przegłosował ustawę odbierającą im obywatelstwo. Przeciwko tej decyzji zaprotestowała Komunistyczna Partia Polski w specjalnej odezwie, w której czytamy: „Nowa sława o Polsce, o prawdziwej Polsce, idzie z gór i nizin hiszpańskich poprzez świat cały. Sława Polski walczącej o wolność! Śród dąbrowszczaków żyje duch Polski ludowej i Polski nowego jutra. Polegli śmiercią bohaterską w bojach o wolność Hiszpanii Polacy oddali swe życie za świętą sprawę niepodległości Polski ludowej, wyzwolonej z jarzma sanacji, z jarzma kapitalistów i obszarników. Sztandary pułku Dąbrowskiego skąpane w serdecznej krwi naszych braci i synów to sztandary naszych bojów w Polsce z przemocą sanacyjnej tyranii. Śród dąbrowszczaków rozlegają się echa pamiętnych dni Krakowa i Lwowa, bohaterskich walk chłopskich Ropczyc, Rzeszowa, Hrubieszowa, Ukrainy i Białorusi Zachodniej, tam żyje duch rosnącego jednolitego i ludowego frontu w Polsce, frontu demokracji, frontu walki o chleb, ziemię, wolność i pokój".

Komunistyczne odezwy oczywiście na nic się zdały. Konsekwencją ustawy był rozkaz naczelnego wodza zakazujący weteranom wojny hiszpańskiej służby w polskiej armii. Doprowadziło to do paradoksu: gdy w 1939 r. Polska została zaatakowana przez Niemcy i ZSRR, dąbrowszczacy nie brali udziału w wojnie obronnej i nie ginęli od kul. Później zaś stali się narzędziem w rękach komunistów, którzy zaczęli budować nowy ustrój w Polsce. Henryk Toruński, były dąbrowszczak, został szefem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i rozpoczął brutalną walkę z podziemiem niepodległościowym i żołnierzami wyklętymi. Grzegorz Korczyński został wiceministrem bezpieczeństwa publicznego, Wacław Komar – szefem wywiadu wojskowego, a Eugeniusz Szyr – ministrem budownictwa i wicepremierem. Generał Karol Świerczewski „Walter" został zaś generałem Armii Czerwonej, oficerem polskiej armii w ZSRR i zastępcą dowódcy 1. Korpusu Polskich Sił Zbrojnych. Później, już po zakończeniu działań wojennych, pełnił funkcję wiceministra obrony narodowej. Zginął w 1947 r. w niejasnych do dziś okolicznościach.

Przez cały okres PRL propaganda przedstawiała dąbrowszczaków jako ideowych komunistów i dobrych żołnierzy. Te mity nie wytrzymują konfrontacji z faktami. Te ostatnie wskazują jednoznacznie, że polscy ochotnicy byli żołnierzami Stalina, walczyli o ustanowienie komunizmu w Hiszpanii, a ich szlak bojowy napisany został krwią brutalnie zamordowanej ludności cywilnej Hiszpanii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA