fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

U stóp Rzeczypospolitej

Jan Matejko, „Carowie Szujscy na Sejmie Warszawskim”, obraz z 1892 r.
Anaerto/wikimedia commons
W październiku 1611 roku zdetronizowany car Rosji i jego dwaj bracia złożyli na Zamku Królewskim w Warszawie uroczysty hołd królowi polskiemu. Rosyjska i radziecka propaganda starała się wyrugować ten fakt z historii i świadomości Polaków.

29 października 1611 r. na Krakowskim Przedmieściu stanęły tłumy mieszczan i szlachty, które miały być świadkami pierwszego w dziejach hołdu składanego przez władcę rosyjskiego polskiemu królowi Zygmuntowi III Wazie. Około południa ich oczom ukazał się wspaniały orszak, na którego czele jechał hetman wielki Stanisław Żółkiewski, a tuż za nim, w asyście husarzy, car Wasyl IV Szujski oraz jego dwaj bracia: Dymitr i Iwan, a także wojewoda smoleński Michaił Szein i patriarcha Moskwy Filaret Romanow. „Jak niegdyś wodzowie Rzymscy, jak u nas Xiążę Ostrogski i Tarnowski wiódł Żółkiewski w tryumfie pojmanych Carów. Wszyscy Pułkownicy i Rotmistrze na bogato przybranych koniach postępowali przodem, za niemi szło do sześćdziesięciu karet" – pisał przeszło 100 lat później o tym niebywałym pochodzie Julian Ursyn Niemcewicz.

To, co działo się dalej, zapamiętali kronikarze. Pochód kierowany przez Żółkiewskiego dotarł do Zamku Królewskiego, gdzie miała się odbyć wspólna sesja sejmu i senatu prowadzona przez króla. Monarcha, nie spiesząc się, rozpoczął obrady, by uroczyście je przerwać. A wówczas – jak pisze Niemcewicz – „stała się rzecz niezwykła. Car Wasyl IV ukorzył się przed majestatem Rzeczypospolitej". Car najpierw pochylił głowę przed polskim królem, skłonił mu się, dotknął palcami posadzki, a potem poprzysiągł mu posłuszeństwo i przyrzekł, że Rosja już więcej na Polskę nie napadnie. XVII-wieczny kronikarz – świadek tego wydarzenia – zanotował, że po carze uczynili to samo jego bracia. „Dymitr uderzył czołem raz jeden, a Iwan uczynił to z płaczem po trzykroć". Posłowie i senatorowie zareagowali na tę deklarację brawami, po czym uroczystą przemowę wygłosił hetman Żółkiewski. W podniosłych słowach wychwalał „wiktorię wiekopomną pod Kłuszynem odniesioną" i zapewnił majestat królewski, iż „pokój tak długo oczekiwany w granice Najjaśniejszej Rzeczypospolitej zawitał". Potem król poprowadził uroczysty pochód do pobliskiej katedry świętego Jana, gdzie prymas odprawił mszę świętą dziękczynną za wspaniałe zwycięstwo i modlitwę o dalszą przyszłość Polski.

Luksusowe uwięzienie

Rosyjskich jeńców odprawił król Zygmunt III Waza pod strażą do Pałacu Mokotowskiego. Jako prawosławni nie mieli brać udziału w katolickiej mszy. Jak zauważył historyk Przemysław Słowiński, choć car i jego bracia byli jeńcami, król wspaniałomyślnie kazał traktować ich z szacunkiem godnym monarchów. Dlatego zamiast do zamkowego więzienia wysłał ich do podwarszawskiego pałacu, straży kazał pilnować ich bezpieczeństwa i oddał służbę do ich dyspozycji. Ta wspaniałomyślność zaskoczyła i cara, i jego braci. Spodziewali się, że jako pojmani jeńcy zostaną zgładzeni, co spotkałoby ich na terenie Rosji. Wszyscy niedługo cieszyli się jednak gościnnymi progami Pałacu Mokotowskiego. W grudniu 1611 r. – dwa miesiące po słynnym hołdzie – król kazał ich przenieść do zamku w Gostyninie na Mazowszu. Pojechali tam pod strażą wraz z całą służbą. Car Wasyl zmarł w tym zamku po kilku tygodniach, 26 lutego 1612 r., a jego brat Dymitr siedem miesięcy później, 17 września. Oficjalnym powodem śmierci była epidemia, która pustoszyła wówczas Mazowsze. Historycy spekulują jednak, że książęta mogli zginąć z rąk polskich opiekunów pracujących tajnie dla Rosji, bo ich śmierć otworzyła drogę do wyboru na Kremlu nowego władcy. Najmłodszy Iwan został sam, ale starzejący się król Zygmunt tak go polubił, że w końcu darował mu wolność i pozwolił wyjechać. Ale Iwanowi Szujskiemu tak spodobała się Polska, że nie wrócił do Moskwy. Przyjął służbę u księcia Władysława IV.

Racja stanu

Szujskich pochowano początkowo w Gostyninie, lecz król Zygmunt i jego doradcy uznali, że władcę sąsiedniego państwa, zwłaszcza takiego, który oddał hołd polskiemu monarsze, należy upamiętnić w szczególny sposób. W 1620 r. wzniesiono dla nich prawosławną kaplicę i pochowano ich w jej podziemiach. Wybór miejsca był nieprzypadkowy. Kaplica stanęła na skrzyżowaniu Traktu Królewskiego z Traktem Soleckim, czyli ówczesną drogą na Ruś, i Traktem Czerskim wiodącym w stronę Czerska, Lublina i Sandomierza. Dziś jest to miejsce, gdzie krzyżuje się Nowy Świat z ulicą Świętokrzyską. Kaplica miała nie tylko stać się miejscem wiecznego spoczynku rosyjskich władców, lecz również przypominać chwałę polskiego oręża wszystkim gościom udającym się do Warszawy.

Polski kompozytor barokowy Adam Jarzębski, który w 1643 r. przyjechał do Warszawy, tak zapamiętał kaplicę: „Niedaleko kościoła św. Krzyża iest Kaplica Moskiewska, w niey na marmurowey tablicy wyryte są złotymi literami zwycięstwa nasze, w tenczas, gdy poymany Car Moskiewski z bracią swemi, stawieni byli przed Seymem w Warszawie. Posłano ich potem do Gostynia, gdzie pomarli. Pochowano ich w tey kaplicy, przyiechał potem Poseł Moskiewski, prosząc Maiestatu Królewskiego, o ciało ich, darował JMći Król Władysław, i z ceremoniami na stolice były odwiezione...". Nad wejściem do kaplicy król Zygmunt kazał umieścić tablicę, na której w języku łacińskim napisano: „Jezusowi Chrystusowi Synowi Bożemu, Królowi Królów, Bogu zastępów, Chwała. Zygmunt Trzeci Król Polski i Szwecji zwyciężywszy wojska moskiewskie pod Kłuszynem, przyjął kapitulację stołecznej Moskwy, przywracając Smoleńsk Rzeczypospolitej. Wasyl Szujski, Wielki Książę Moskiewski, i jego brat Dymitr, dowódca, ujęci prawem wojennym i przyjęci. Mieszkając pod strażą w Zamku Gostynińskim, tamże dokonali żywota, pomny na los ludzki, składa tu ich szczątki. I choć ci wrogowie bezprawnie władali i bezprawnie berła dzierżyli, nie zostali pozbawieni pogrzebu. Na tym wzniesionym pomniku dla powszechnej pamięci potomnych rozkazuje umieścić swoje imię. Roku [Pańskiego] od narodzenia z Dziewicy 1620. Królowania Naszego w Polsce 33. w Szwecji 26".

Kaplica Moskiewska, która przypominała o czasach największej świetności Rzeczypospolitej oraz o hołdzie złożonym przez władców Rosji, stała się solą w oku późniejszych władców Kremla. Także dlatego, że ich posłowie, jadąc do Warszawy, zawsze ją mijali. Gdy na tron moskiewski wstąpił Michaił Romanow, wysłał do Polski deputatów, którzy upomnieli się o zwrot zwłok cara Wasyla i jego rodziny. Władysław IV Waza zgodził się i w 1635 r. szczątki Szujskich wróciły do Moskwy. 12 lat później – w roku 1647 – car Aleksy Romanow wysłał delegację z żądaniem zburzenia kaplicy. Tym razem polski król odmówił, a rosyjskim gościom przypomniał, że kaplica jest jedyną taką budowlą prawosławną w Warszawie. Zwrócono natomiast tablicę nagrobną. Od tamtego czasu rosyjski poseł w Polsce był bardzo wyczulony na punkcie jakiegokolwiek nagłaśniania hołdu. Ktokolwiek chciał na ten temat pisać, musiał się liczyć z tym, iż poseł – w imieniu swego władcy – zażąda spalenia dzieła i ścięcia autora za znieważenie majestatu władcy. W 1678 r., gdy królem był Jan III Sobieski, car Fiodor Romanow zwrócił się o wydanie dwóch obrazów wiszących na ścianach Zamku Królewskiego, które przedstawiały hołd cara i jego braci. Sobieski – wrażliwy na punkcie wszystkiego, co upamiętniało świetność Polski – nie zgodził się. Dopiero jego następca August II Mocny sprezentował te obrazy carowi Piotrowi Wielkiemu. Dziś te dzieła sztuki uważa się za zaginione.

W końcówce rządów Stanisława Augusta Poniatowskiego rosyjski ambasador Nikołaj Repnin wymusił, aby zniszczyć tablicę ufundowaną przez króla Zygmunta III Wazę. W 1818 r. (Warszawa znajdowała się wówczas w granicach Imperium Rosyjskiego) resztki kaplicy zburzono, przez co nie zachował się żaden jej fragment. W 1939 r. projekt odbudowy kaplicy wykonał warszawski architekt Marian Lalewicz, jednak prace się nie rozpoczęły z powodu wybuchu wojny. Także w 1945 r. próbowano odrestaurować kaplicę, ale nie zgodziła się na to władza komunistyczna. Dziewięć lat później zburzono resztki kościoła (dziś w tym miejscu znajdują się budynki uniwersyteckie).

Do końca PRL władze dbały o to, aby hołd ruski wyrugować z pamięci Polaków. Historia rosyjskiego cara deklarującego posłuszeństwo królowi polskiemu nie wplatała się przecież w lansowaną wizję komunistycznej Polski zależnej od ZSRR. Ale nie tylko o to chodziło: władze bały się, że dociekliwi historycy mogą przypominać Polakom także te wydarzenia, które poprzedzały hołd ruski.

„Bitwa pod Kłuszynem” (4 lipca 1610 r.), obraz Szymona Boguszowicza
mathiasrex/wikimedia commons

Wielka smuta

W 1598 r. w Moskwie zmarł Fiodor Rurykowicz – ostatni władca z tej dynastii. Rozpoczął się okres nazwany przez historyków wielką smutą (czas wewnętrznego chaosu w carstwie rosyjskim). Po kilkumiesięcznym bezkrólewiu Sobór Ziemski w Moskwie wybrał na cara księcia Borysa Godunowa – niegdyś doradcę Iwana Groźnego. Godunow zatroszczył się o rozwój gospodarczy (fundował nowe miasta), rozpoczął ekspansję na wschód, jednak jego plany pokrzyżowała klęska suszy, która spowodowała głód w całej Rosji, a to pociągnęło za sobą wędrówki chłopów i walki między nimi. Chaos postanowili wykorzystać polscy magnaci, aby osadzić na rosyjskim tronie swojego człowieka. Rozpuścili plotkę, że wciąż żyje syn Iwana Groźnego Dymitr. I to jemu zgodnie z prawem i zwyczajem należał się rosyjski tron.

W 1603 r. ów Dymitr, który głosił, że jest synem Iwana Groźnego i prawowitym następcą tronu, ruszył na Moskwę. W rzeczywistości był to Grigorij Otriepiew, rosyjski mnich, który zbiegł z klasztoru i schronił się na dworze księcia Adama Wiśniowieckiego na Polesiu. Wiśniowiecki w roku 1603 wyposażył go w oddział 2500 żołnierzy i wysłał na Moskwę. Po drodze dołączyło do nich jeszcze 2000 Kozaków. W czerwcu 1605 r. Dymitr zajął Moskwę i zdetronizował Borysa Godunowa, ale sam nie rządził długo. Wasyl Szujski zorganizował przeciwko niemu bunt dworzan. Walka zakończyła się śmiercią Dymitra i wstąpieniem na tron Wasyla. Duma bojarska wybrała go na cara 29 maja 1606 r. Nowy władca chciał przywrócić w kraju dawny porządek, ale sytuacja mu nie sprzyjała. Część rosyjskich możnowładców nie chciała uznać jego panowania, co musiało doprowadzić do wojny wewnętrznej. Najpierw przeciwko carowi wystąpił książę siewierski Grigorij Szachowski, po nim chłop Iwan Bołotnikow zorganizował powstanie, do którego przyłączyło się aż 100 tysięcy chłopów niezadowolonych z warunków życia. Pojawił się też drugi Dymitr Samozwaniec, który pokonał wojska cara i zagroził jego pozycji. Jeśli Wasyl chciał się utrzymać na tronie, musiał poszukać sojuszników. Zaczął pertraktacje z Zygmuntem III Wazą i królem szwedzkim Karolem IX Wazą. Ostatecznie zdecydował się na sojusz z tym drugim i 10 marca 1609 r. w Wyborgu podpisał traktat pokojowy, który zakładał wspólne działania zbrojne przeciwko Polsce.

Zapomniane zwycięstwo

Zygmunt III Waza nie zamierzał tolerować sojuszu szwedzko-rosyjskiego. Tym bardziej że uważał się również za króla Szwecji, zatem Karol IX był jego osobistym przeciwnikiem. Polskie wojska otoczyły Moskwę, aby zamknąć do niej drogę armii szwedzko-rosyjskiej. Sam król Zygmunt III ruszył na Smoleńsk. Wielka wojna rozpoczęła się od oblężenia tego miasta. W lutym 1610 r. do obozu króla Zygmunta przybył patriarcha Moskwy Filaret, który był przeciwnikiem cara Wasyla, a poza tym chciał uchronić Rosję od zguby i wojny domowej. Zaproponował, że królewicz Władysław IV Waza obejmie tron w Moskwie, jeśli tylko zgodzi się zagwarantować wolność wyznania religii prawosławnej. Król Zygmunt zgodził się, jednak porozumienie nie mogło zostać wcielone w życie, dopóki car Wasyl dysponował silną armią.

Car wysłał swego brata na czele ok. 35-tysięcznej armii, która miała się rozprawić z Polakami. Przeciwko niemu wyruszył hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski na czele 7 tysięcy jazdy i 200 piechurów. Obie armie spotkały się pod wsią Kłuszyno. Genialna strategia dowodzenia Żółkiewskiego (zaatakował znienacka część sił) zakończyła się jednym z największych zwycięstw w historii polskiego oręża. Przy minimalnych stratach własnych Polacy rozbili w puch siły szwedzko-rosyjskie. Prosto z pola bitwy Żółkiewski wyruszył na Moskwę, przejmując po drodze twierdze rosyjskie, które poddawały mu się jedna po drugiej. W końcu w październiku wkroczył do Moskwy i zajął Kreml, gdzie tron objąć miał królewicz Władysław IV.

Car Wasyl został zdetronizowany przez bojarów zrozpaczonych sytuacją po klęsce pod Kłuszynem. Były władca został odesłany wraz z żoną do klasztoru. Po wejściu Żółkiewskiego do Moskwy Wasyl uznał panowanie królewicza Władysława. Bojarzy wydali więc cara w ręce Polaków. Tak oto były car, który jeszcze rok wcześniej roił o sojuszu przeciwko Rzeczypospolitej, stał się niespodziewanie jej więźniem. Rok później, w sierpniu 1611 r., Żółkiewski opuścił Moskwę i wyruszył w drogę powrotną do Polski. Jako jeńca zabrał ze sobą właśnie Wasyla IV i jego braci. Dwa miesiące później świetny orszak wjechał do Warszawy Traktem Królewskim i tutaj były car musiał się ukorzyć przed polskim królem.

Zła polityka

Ta wielka dziejowa szansa nie została jednak odpowiednio wykorzystana. Król Zygmunt III Waza, stojąc jeszcze pod Smoleńskiem, zaczął się wahać i w końcu wpadł na pomysł, że sam obejmie tron moskiewski zamiast swojego małoletniego syna. Kluczową sprawą były ambicje prywatne. Uważał się przecież za króla Szwecji, a Karol IX, który praktycznie nią władał, nie chciał się z nim dzielić władzą. Tron rosyjski umożliwiłby królowi Zygmuntowi zmontowanie kolejnego sojuszu (tym razem polsko-rosyjskiego przeciwko Szwecji), wyprawę na czele połączonej armii, przepędzenie Karola IX i objęcie tronu Szwecji. Gdyby plan się powiódł, polski król stałby się najpotężniejszym władcą ówczesnej Europy. Jednak bojarzy, którzy zgodzili się na małoletniego Władysława, nie chcieli słyszeć o tym, aby tron objąć miał sam Zygmunt. To zaś oznaczało powrót bezkrólewia i dalszy chaos wewnętrzny w Rosji.

W czerwcu 1611 r., po krwawym szturmie, wojska polskie zdobyły Smoleńsk. Szwedzi wykorzystali tę sytuację, aby zgłosić swojego kandydata do tronu carskiego. Stał się nim Karol Sudermański. Chwilę później w Niżnym Nowogrodzie wybuchło antypolskie powstanie zbrojne dowodzone przez lokalnego kupca Kuźmę Minina. Kniaź Dymitr Pożarski sformował armię, która miała usunąć polską załogę z Moskwy. Dwukrotnie z odsieczą polskiej załodze ruszał wielki hetman litewski Jan Karol Chodkiewicz, ale dwukrotnie ponosił klęskę.

7 listopada polska załoga na Kremlu skapitulowała i zgodziła się opuścić Moskwę. Król Zygmunt, który szedł z odsieczą swoim żołnierzom, zatrzymał się przy mieście Wołokołamsk. Szansa objęcia moskiewskiego tronu została ostatecznie pogrzebana. Rok później Sobór Ziemski w Moskwie wybrał na cara syna metropolity Filareta Michaiła Romanowa, który zapoczątkował dynastię władającą Rosją przez kolejne 300 lat. Jakby na otarcie łez król Zygmunt uzyskał rozejm w Dywilinie, w wyniku którego Polska uzyskała ziemię czernichowską i siewierską, a Wielkie Księstwo Litewskie – ziemię smoleńską. Od tego momentu terytorium Rzeczypospolitej obejmowało obszar prawie miliona kilometrów kwadratowych i była to największa powierzchnia w historii Polski. Ten wielki rozkwit terytorialny zakończył się jednak już dwa lata później. Rzeczpospolita zawarła pokój ze Szwecją, na mocy którego oddała Inflanty. Tej wielkiej świetności polskiego państwa uwięziony car Wasyl nie doczekał, bo zmarł w gostynińskim zamku.

Prawda niepożądana

Historia wojny polsko-rosyjskiej, jedyna szansa na objęcie przez polskich królów tronu Moskwy oraz hołd złożony przez zdetronizowanego cara władcy Rzeczypospolitej były precedensem w dziejach ówczesnej Europy. Wydarzenie to tak bardzo wryło się w pamięć XVII-wiecznych mieszkańców kontynentu i zostało odnotowane w tylu kronikach, że rosyjskie władze musiały przez kilka następnych stuleci zabiegać o to, aby ten epizod wyrugować z pamięci narodów Europy, w tym przede wszystkim Polaków. W czasach upadku Rzeczypospolitej, powstań i zrywów narodowych, potem zaś w mrocznym okresie PRL nic bardziej wymownie nie mogło przypominać o świetności dawnej Polski i jeszcze większej słabości Rosji. Wieloletnia praca rosyjskich dyplomatów i historyków przyniosła, niestety, efekty. Hołd ruski na całe dziesięciolecia zniknął z podręczników historii, z polskiej tradycji i kultury. A przecież niewiele epizodów w naszej historii daje nam takie powody do dumy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA