fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Józef Mehoffer i dziwny ogród

Muzeum Narodowe w Warszawie
Józef Mehoffer, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli sztuki Młodej Polski, wielokrotnie portretował swą żonę. Uwielbiał też przebywać wśród bujnej przyrody i czerpać z niej natchnienie.

Spójrzmy na obraz. Lato w pełni: wakacje pośród obfitych darów natury. Życie w rozkwicie: piękna żona, upragniony – i jedyny – syn, uosobienie witalności i niewinności, do tego uginające się od owoców konary jabłoni i kwiaty mieniące się feerią barw. Wiejska sielanka: dobrze sytuowana rodzina krakowskiego artysty, której towarzyszy ludowa piastunka do dziecka, podczas spaceru po sadzie zażywa kąpieli słonecznych... Tę idyllę burzy monstrualnych rozmiarów ważka usytuowana nad głowami głównych postaci – co prawda, oddana z dużą dokładnością, lecz jej nienaturalna wielkość zakłóca kompozycję dzieła, a w widzach budzi niepokój. Napięcie się wzmaga, gdy uświadomimy sobie, że żadna z postaci utrwalonych na płótnie zdaje się nie dostrzegać gigantycznego owada.

Gdyby nie obecność monstrualnej ważki, patrzylibyśmy na banalny obrazek szczęśliwej rodziny będący zarazem ucieleśnieniem powiedzenia „wsi spokojna, wsi wesoła" oraz odzwierciedleniem młodopolskiej chłopomanii i umiłowania natury. Ale Józef Mehoffer był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli Młodej Polski, okresu w sztuce z dominującą rolą symbolizmu. Ważka stała się więc zagadką, nad którą głowią się kolejni interpretatorzy sztuki.

Tyrolskie korzenie

Kiedy w zachodniej Europie, głównie we Francji w latach 80. XIX wieku, rozkwitał symbolizm – prąd artystyczny w literaturze, malarstwie i muzyce, który na przełomie stuleci stał się najważniejszym składnikiem nowatorskich poszukiwań estetyczno-warsztatowych – Józef Mehoffer był ledwie nastolatkiem. Urodził się 19 marca 1869 r. w podkarpackich Ropczycach. Jego ojciec, Wilhelm, wywodził się z rodu o tyrolskich korzeniach, matka zaś, Aldona z domu Polikowska, była polską szlachcianką herbu Junosza. Ród Mehofferów od dziesięcioleci poświęcał się pracy urzędniczej na Morawach i w Galicji.

W tekście Waldemara Bałdy, zamieszczonym w albumie „Józef Mehoffer artysta wszechstronny", możemy przeczytać, że „Wilhelm Mehoffer, absolwent studiów prawniczych na Uniwersytecie Lwowskim z praktyką w Sądzie Krajowym we Lwowie, przyjechał do Ropczyc, aby objąć stanowisko starosty powiatu politycznego, wchodzącego w skład cyrkułu tarnowskiego. Posadę tę zajmował długo, od 1855 do 1868 r., po czym mianowany został naczelnikiem (prezesem) Sądu Powiatowego; nie jest jednak wykluczone, że od początku piastował jednocześnie obie te funkcje. W 1870 r. awansował na radcę Sądu Krajowego w Krakowie i wraz z rodziną wyjechał do nowego miejsca pracy. Małżonkowie dochowali się pięciu synów: Eugeniusza, Alfreda, Wiktora, Józefa i Wilhelma (...). Trudy wychowania ich spadły na matkę, gdyż radca Mehoffer, urodzony w 1825 r. w Stanisławowie, zmarł przedwcześnie, zaledwie trzy lata po przenosinach do Krakowa".

Józef Mehoffer miał niewiele ponad rok, gdy wraz z rodzicami i braćmi znalazł się w Krakowie. To w grodzie Kraka uczęszczał do szkoły powszechnej, następnie ukończył najstarsze w mieście gimnazjum – św. Anny (zaprzyjaźnił się w nim m.in. ze Stanisławem Wyspiańskim, Stanisławem Estreicherem i Lucjanem Rydlem), tam też w 1887 r. rozpoczął równolegle studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz w Szkole Sztuk Pięknych (pod opieką m.in. Jana Matejki). Naukę kontynuował w wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych i na tamtejszym uniwersytecie, na rok powrócił do Krakowa, by w 1891 r., po zdobyciu stypendium, wyjechać do Paryża (via Wiedeń, gdzie uzyskał absolutorium z prawa).

Przez kolejne pięć lat podróżował po Europie oraz pogłębiał swą wiedzę i umiejętności na francuskich uczelniach plastycznych. W tym też czasie zacieśniła się jego przyjaźń ze Stanisławem Wyspiańskim, z którym wspólnie wynajmował w Paryżu pracownię. W stolicy miłości poznał również absolwentkę studiów malarskich, Jadwigę Janakowską – w 1899 r. zakochani wzięli ślub, a w następnym roku urodził się ich jedyny syn, Zbigniew.

Artysta z Krakowa

Józef Mehoffer był człowiekiem niezwykle pracowitym i wszechstronnie uzdolnionym. Odnosił sukcesy jako wykładowca, pnąc się po szczeblach akademickiej kariery w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, by w 1905 r. uzyskać stopień profesora zwyczajnego (w późniejszych latach aż trzykrotnie pełnił funkcję rektora ASP). „Znajdował również czas na działalność społeczną. W 1897 r. był wśród założycieli Towarzystwa Artystów Polskich »Sztuka«, należał do Towarzystwa »Polska Sztuka Stosowana«, Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa, zasiadał we władzach Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych, legitymował się członkostwem francuskiego Société Nationale des Beaux-Arts.

Jako artysta zajmował się wieloma dziedzinami: malarstwem sztalugowym, portretem kredkowym, grafiką warsztatową i użytkową, polichromiami, projektowaniem witraży. Historycy sztuki nazywają go mistrzem secesyjnej dekoracyjności. Oprócz dzieł plastycznych, pozostawił bogaty dorobek piśmienniczy. W 1897 r. wydał książkę »Uwagi o sztuce i jej stosunku do natury«, wiele publikował w prasie artystycznej, w latach 1891–1897 prowadził dzienniki" (Waldemar Bałda, op. cit.).

W kolejnych latach Mehofferowie mieszkali w Krakowie, choć na dekadę przenieśli się do kupionego majątku w Jankówce koło Wieliczki, gdzie Józef chętnie zajmował się zaprojektowanym przez siebie ogrodem (i równie chętnie go malował). W 1917 r. Mehofferowie sprzedali Jankówkę i powrócili do Krakowa – najpierw zamieszkali w kamienicy Szołayskich przy ul. Szczepańskiej 11, a w 1932 r. w Pałacu pod Szyszkami, gdzie przyjmowali gości spośród krakowskiej bohemy. Po wybuchu wojny rodzina wyjechała do Koniuszek koło Sambora, a następnie do Lwowa. Kiedy Józef próbował powrócić do Krakowa, został aresztowany przez Niemców i wywieziony do obozu w Aš (miasto w czeskich Sudetach). Dzięki interwencji wpływowych przyjaciół – u przedstawicieli ówczesnego włoskiego rządu, a nawet watykańskiej dyplomacji – artystę uwolniono. Od czerwca 1940 r. rodzina w komplecie doczekała końca wojny w Pałacu pod Szyszkami. Józef Mehoffer zmarł 8 lipca 1946 r. w szpitalu w Wadowicach, gdzie trafił z sanatorium w Zebrzydowicach koło Kalwarii. Został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

W jego krakowskim domu przy ul. Krupniczej 26 powstało muzeum. Artysta pozostawił po sobie setki prac. Zasłynął polichromiami, m.in. wspólnie wykonanymi ze Stanisławem Wyspiańskim w kościele Mariackim, a także w skarbcu katedralnym oraz Kaplicy Świętokrzyskiej i Szafrańców na Wawelu; w katedralnej nawie głównej znajdują się jego witraże (choć te najsłynniejsze można podziwiać w katedrze św. Mikołaja w szwajcarskim Fryburgu). Dziełem artysty są również monumentalne stacje drogi krzyżowej w bazylice franciszkańskiej w Krakowie, pełne wyposażenie artystyczne kościoła w Turku w Wielkopolsce, w katedrach łacińskiej i ormiańskiej we Lwowie, w katedrach w Płocku i Włocławku. Na Podkarpaciu jego witraże zobaczymy m.in. w zamku w Baranowie Sandomierskim i archikatedrze w Przemyślu.

Tajemnicza ważka

Powróćmy jednak do prezentowanego tu obrazu. „Dziwny ogród" – olej na płótnie o wymiarach 217 x 208 cm, obecnie w ekspozycji Muzeum Narodowego w Warszawie, którego malowanie rozpoczął Mehoffer latem 1902 r. (ukończony w roku następnym w krakowskiej pracowni) – to artystyczna wizja sadu przy domu włościan Grzymalskich w miejscowości Sielec (obecnie Siedlec) koło podkrakowskich Krzeszowic. Mehofferowie spędzili tam wakacje. Tu warto tylko dodać, że w Muzeum Narodowym w Krakowie znajduje się „Studium postaci kobiecej do obrazu »Dziwny ogród«" (olej na tekturze o wymiarach 53 x 37 cm). Ową kobietą była żona artysty, do której w trakcie pracy nad płótnem Mehoffer napisał w liście z 29 lipca 1902 r.: „Teraz jesteś dla mnie prawie synonimem szafirowego koloru". Namalował Jadwigę „całą w szafirach" – zarówno elegancka suknia o dekoracyjnych i pofałdowanych falbanach, jak i kapelusz są tej barwy. Kobieta skrywa się w cieniu rozłożystej i obficie owocującej jabłoni; prawą ręką sięga po jeden z owoców i spogląda z uśmiechem w stronę malującego ją męża (a tym samym widza).

Ale nasz wzrok w pierwszej chwili znacznie bardziej przyciąga dwuletni syn artysty – przypominający antycznego cherubina skąpanego w słońcu, a przez swą nagość zjednoczonego z naturą. Dzierżąc w dłoniach ogromne czerwone malwy, beztrosko prowadzi swą matkę oraz widoczną z tyłu piastunkę (w stroju ludowym) ku przygodzie, ku nieznanej przyszłości. Ową przyszłość symbolizuje dziecko, nowe pokolenie, dziedzic rodu. Ale jaka ona będzie? Czy równie beztroska i sielska?

Spoglądamy na ważkę ze skrzydłami namalowanymi niczym witraż. Różnie ów monstrualny owad bywa interpretowany, m.in. jako symbol artysty roztaczającego opiekę nad rodziną, ale też – z powodu niepokoju, jaki wzbudza u patrzących – jako zapowiedź nieuchronnych nieszczęść, które są nieodłącznym składnikiem życia. Ważka „wyraża to, co niewyrażalne" i pozostaje tajemnicą, zgodnie z założeniami symbolizmu modernistycznego, którego Józef Mehoffer był wybitnym przedstawicielem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA