fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Krzysztof Kowalski: Nie pomoże blansz i róż, gdy niewiasta stara już

AdobeStock
W niektórych dziedzinach postęp bywa zablokowany nawet na tysiąclecia. Dobitnie ukazuje to najnowsze odkrycie w Pompejach.

W Pompejach odkopano znakomicie zachowaną perfumerię. To antyczne atelier do wytwarzania pachnideł powstało w II wieku przed Chrystusem i funkcjonowało do 79 roku po Chrystusie, kiedy to katastrofalny wybuch Wezuwiusza zniszczył Pompeje i sąsiednie Herkulanum. Archeolodzy wydobyli spod wulkanicznych popiołów piękne naczynia na wonności wykonane z delikatnej ceramiki, a także niezliczone fiolki z kolorowego szkła służące do przechowywania i mieszania komponentów. Wszystkie te niebieskawe, zielonkawe, czerwonawe flakony orientalnego pochodzenia, amfory wszelkich rozmiarów, dzbanki i miski zniknęły nagle przysypane wyplutymi przez wulkan popiołami i kamieniami – w tym samym czasie co reszta miasta. O odkryciu poinformowali archeolodzy hiszpańscy z Uniwersytetu w Granadzie, na łamach pisma „Archeopress".

Atelier znajduje się w Domu Ariany zajmującym powierzchnię 2 tys. metrów kwadratowych. Domostwo to ulokowane było naprzeciw macellum – wielkiego centralnego targowiska w Pompejach. Drugie wejście znajdowało się od strony Via della Fortuna – w sercu dzielnicy z najbardziej luksusowymi rezydencjami.

Naukowcy na podstawie tego, co odkopali, odtworzyli proces technologiczny produkcji perfum, maści, wszelkiego rodzaju wonności i pachnideł. Nie wdając się w biochemiczne szczegóły, pierwszy etap produkcji polegał na wytłaczaniu oliwek i kwiatów, aby uzyskać oleistą bazę. Następowało to w ręcznych prasach. Korzystanie ze świeżo wytłoczonej oliwy skłoniło producenta do zainstalowania systemu takich pras tuż koło atelier, w bezpośrednim sąsiedztwie Domu Ariany. Natomiast w centrum samego domostwa znajdowała się rozległa przestrzeń przeznaczona do obróbki aromatycznych kwiatów i roślin oraz uzyskiwania z nich zapachowych esencji.

W części domostwa wychodzącej na Via della Fortuna ulokowano szereg basenów służących do obróbki owczej wełny. Miejsce to zwano lanificari, płukano w nim i odtłuszczano świeżo ostrzyżone owcze runo – oddzielano z niego tzw. tłuszczopot, podstawowy surowiec do produkcji kosmetyków (odpowiednik współczesnej lanoliny). Pliniusz podaje, że nadawał on skórze gładkość i piękny wygląd. Jako spoiwo stosowano żelatynę uzyskiwaną ze świńskich łbów i racic – macerowano je z esencjami zapachowymi.

W Imperium Rzymskim (nie wyłączając niewolników) higiena, kultura ciała i kosmetologia stały na poziomie, który ludzkość osiągnęła ponownie dopiero po upływie dwóch tysiącleci. Antyczny Rzym kochał czystość i piękne wonie, panowało wówczas przekonanie, że ładny zapach dowodzi zdrowia (jedynie w kręgach chrześcijan tliła się niechęć do upiększania ciała, kręgi te preferowały „to, co otrzymały od Boga"). Pięknie pachniały dania, napoje, świątynie, powszechne było używanie wonności jako dodatku do darów wotywnych i podczas obrzędów pogrzebowych; pachnące maści i balsamy sprzedawano w łaźniach; perfumowali się widzowie zdążający do cyrku na walki gladiatorów.

Moda ta przyszła ze świata hellenistycznego i została twórczo rozwinięta. Peeling wykonywano oliwą i miałkim piaskiem, we włosy wcierano aromatyczne olejki, maseczki kładzione na twarz zawierały miód, sok z ogórka, wodę różaną. Ideałem kobiety była pani już dojrzała, ale wciąż jeszcze młoda, zadbana, niezasłaniająca szyi i ramion, która goliła całe ciało, malowała paznokcie, a w razie potrzeby korzystała z ozdobnych plastrów maskujących defekty.

Jednak upadek Imperium Rzymskiego położył kres kultowi czystego, zadbanego, wypielęgnowanego ciała. W Europie kosmetyka przestała się rozwijać, wiedza w tej dziedzinie poszła w zapomnienie. Wraz z rozpowszechnieniem się chrześcijaństwa ciało stało się grzeszne, kaznodzieje grzmieli przeciw deprawacji kobiet usiłujących poprawiać dzieło Boże. Znalazło to odbicie m.in. w kulturze staropolskiej, skądinąd jakże chętnie i bez najmniejszego powodu przyznającej się do paranteli ze starożytnym Rzymem. „Nie pomoże blansz i róż, gdy niewiasta stara już" – głosiło bardzo popularne przysłowie. Wyśmiewano same kosmetyki oraz ich stosowanie:

„Gach, doktor, prałat, dama swoje maszczą dłonie,

Tylko aby sabejskie od nich czuło wonie.

Skąd ten zapach? To wszystkim niech będzie tajno:

Uryna rysia, ptasi gnój i szczurze łajno" – pisał w 1674 r. Wespazjan Kochowski w dziełku „Epigramata polskie, po naszemu: fraszki".

A jednak oliwa sprawiedliwa na wierzch wypływa, zwłaszcza w kosmetyce. Chrześcijanie musieli w końcu przyznać rację starożytnym, bo to oni, a nie współcześni, wymyślili, że od wyglądu, higieny i prezencji człowieka bardzo dużo zależy w jego życiu, nie mówiąc już o jakości tego życia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA