fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Krzysztof Kowalski: Siła do życia i balsam na nerwy zamknięte w szkle

AdobeStock
Mimo że znał ją już starożytny Egipt, to do tej pory nie wymyślono niczego lepszego, prostszego i tańszego do transportu i serwowania wina, whisky – alkoholu w ogóle – niż butelka.

W Szkocji, w Leith – dzielnicy Edynburga – podczas prac budowlanych natrafiono na wspaniały zabytek techniki. Pochodzi z czasów największego rozkwitu i potęgi imperium brytyjskiego, czyli  globalizacji a la XVIII stulecie. W Edynburgu natrafiono na hutę szkła wyspecjalizowaną w bardzo specyficznej produkcji:

„Na świecie naszym żyć jest niemiło,

Zmartwień i smutków nawał tak wielki,

Że człek by zginął, gdyby nie było

Butelki".

W hucie funkcjonowało sześć stożkowatych pieców. W ich pobliżu archeolodzy znaleźli dużo butelek, które stłukły się w ciągu XVIII i XIX wieku. Butelki produkowane w tej hucie napełniano winem i whisky

– trunkami rozprowadzanymi po całym imperium w czasach, gdy rosło w siłę i odczuwało coraz większe pragnienie. – Odnoszę wrażenie, że ta fabryka butelek została zbudowana jako odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie – mówi John Lawson, konserwator w radzie do spraw archeologii miasta Edynburga. Porto, madera, malaga, burgundy, ale także „zwyczajne" wina oraz  whisky, koniaki, armaniaki i spirytualia z całego świata były nalewane do butelek wytwarzanych w piecach hutniczych w Leith. W szczytowym okresie funkcjonowania, w latach 70. XVIII stulecia, produkcja huty sięgała miliona butelek tygodniowo:

„A gdy się żona zwykłą koleją

Na czarownice zmieni z karmelka,

Po kłótniach w domu jest dlań balsamem

Butelka".

Gdy produkcja szła pełną parą, popyt i moda wpłynęły na technologię. W hucie w Leith zaczęła przeważać produkcja butelek ze szkła przezroczystego. Fraser Parkinson, przewodnik z Select Scotland Tours i lokalny patriota, oprowadzając turystów, podkreśla – może nieco na wyrost – że butelkowy przemysł z Leith przyczynił się w poważnym stopniu do  wyklarowania się współczesnej koncepcji butelki do wina.

Skoro szło tak świetnie, dlaczego wszystko diabli wzięli, a fabryka upadła? Zadecydowało o tym w przeważającej mierze uniezależnienie się od Londynu 13 kolonii za Oceanem Atlantyckim, co w konsekwencji doprowadziło do powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Huta utraciła kolosalny rynek zbytu. Poza tym dobił ją postęp technologiczny – wykorzystywanie gazu do produkcji przemysłowej (nie tylko szkła) położyło kres przestarzałym technologiom, m.in. piecom hutniczym bazującym na takim paliwie, jak: drewno, węgiel i torf. W grudniu 1874 r. szkocka prasa odnotowała zamknięcie fabryki:

„Kiedy okrutny los człowiekowi

Nielitosnego spłata figielka,

Siłę mu daje na dalsze życie

Butelka".

Zabudowania fabryczne w Leith zostały wynajęte, maszyny, sprzęt i zapasy butelek sprzedano na aukcjach i wyprzedażach. Ostatni stożkowy piec zburzono w 1912 r.

Historia huty w Edynburgu skłania do refleksji, że butelka w gruncie rzeczy jest niedoceniana, traktujemy ją z pobłażaniem, ponieważ w zasięgu ręki mamy jej niezliczone egzemplarze, w dodatku znikające dzięki recyklingowi. Na przykład „Mały słownik języka polskiego" PWN zawiera hasło „butelka", ale już „Encyklopedia powszechna" PWN takiego hasła nie zawiera (poprzestaje na „butelce lejdejskiej").

Butelka trafiła pod strzechy dopiero w XVII w., gdy angielski arystokrata Kenelm Digby sprawił, że butelki zaczęto zatykać korkiem. Od tej chwili szkło doceniono jako opakowanie. Jego zalety to przezroczystość: w butelce widać kolor wina, w skórzanym bukłaku – nie widać. Szklana butelka jest odporna na działanie substancji chemicznych, m.in. kwasów zawartych w winie.

Szklanej butelce można łatwo nadawać rozmaite kształty, co ma ogromne znaczenie w handlu i reklamie. Takie opakowania dają się bez trudu myć i używać ponownie, także jako surowiec wtórny. 60–70 proc. masy szklanej butelki stanowi kwarc uzyskiwany z piasku, a ten nie osiąga zawrotnych cen.

Poczynając od XVII stulecia, szklana butelka zdążyła mocno wrosnąć w życie codzienne, w kulturę, w warstwę językową; miliony ludzi „zaglądają do butelki" i wcale nie mniej osób jest „nabijanych w butelkę". Samo słowo w języku polskim pochodzi z francuskiego „bouteille", a we francuskim z łacińskiej „buticula". Zważywszy te wszystkie zalety, Antoni Orłowski (1869–1921) napisał cytowaną już wyżej „Odę do butelki" kończącą się taką oto strofą:

„A więc za taką życzliwość szczerą,

Za tyle usług korzystnych wielce,

Zupełnie słusznie cześć się należy

Butelce".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA