fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

77 dni oblężenia Khe Sanh

Walki o bazę w Khe Sanh przez ponad dwa miesiące pochłonęły tysiące ofiar po obu stronach konfliktu
CPA Media Pte Ltd/Alamy Stock/BE&W
9 lipca 1968 r. amerykańska baza w Khe Sanh przestała istnieć i największa bitwa wojny w Wietnamie dobiegła końca. Ale nie dlatego, że obóz zdobyli Wietnamczycy.

Amerykańska armia założyła bazę w Khe Sahn i długo broniła jej przed siłami Wietkongu. A potem zlikwidowała ją, demolując wszystkie struktury do gołej ziemi. Twierdza, która była tak ważna, że broniono je przez 77 dni kosztem wielu ofiar i ogromnym nakładem środków, przestała mieć znaczenie.

W 1962 r. zbudowano pas startowy w pobliżu starego francuskiego fortu, niedaleko wioski Khe Sanh. W 1965 r. bazę powstałą na terenie plantacji kawy zajmowała Military Assistance Command, Vietnam – Studies and Observations Group (MACV-SOG), czyli siły specjalne, które stąd starały się kontrolować szlak Ho Chi Minha i organizować wypady w górskie tereny przy i za granicą z Laosem. Partyzanci Wietkongu napływali do Wietnamu Południowego przez strefę zdemilitaryzowaną i z Laosu. Amerykanie, chcąc utrzymać kontrolę nad północną częścią kraju, musieli przerwać szlaki zaopatrzenia komunistów. Musieli kontrolować drogę nr 9, jedyną wiodącą z wybrzeża przez wyżyny, ku granicy z Laosem.

Bronić za wszelką cenę!

W 1967 r. w Wietnamie było 400 tys. amerykańskich żołnierzy, a nasilające się walki odbierały życie młodym Amerykanom w tempie 100 na tydzień. Położenie obozu w dolinie otoczonej szczytami przywoływało porównania z Dien Bien Phu, gdzie w 1954 r. siły Wietkongu rozgromiły francuskie siły Legii Cudzoziemskiej i spadochroniarzy, co zakończyło stuletnią obecność Francuzów w Wietnamie. Media pełne były analiz przypominających tę klęskę, kiedy średniowieczna taktyka oblężnicza powaliła nowoczesną armię Francuzów. Amerykański prezydent Lyndon Johnson obawiał się powtórki tego scenariusza do tego stopnia, że wymógł na szefie połączonych sztabów podpisanie oświadczenia, że Khe Sanh może być i będzie bronione za wszelką cenę.

Starcia wokół Khe Sanh przekonały generała Williama Westmorelanda o wadze Khe Sanh. W maju 1967 r. wysłał posiłki, by wzmóc działania przeciw partyzantom. Latem żołnierze Batalionów Roboczych US Navy rozbudowali pasy startowe, by mogły przyjąć ciężkie transportowce. Amerykanie marzyli o decydującej bitwie. Po doświadczeniach II wojny światowej i wojny w Korei chcieli wykorzystać swoją przewagę w technice i uzbrojeniu, by przeważyć szalę zwycięstwa. Komuniści konsekwentnie prowadzili wojnę partyzancką, zmuszając armię USA do uganiania się za małymi oddziałami – taktyki mało skutecznej i medialnie nieatrakcyjnej. Perspektywa starcia z dwoma wietnamskimi dywizjami, czołgami i możliwość wykorzystania lotnictwa i siły ognia do pokonania najlepszych sił, jakie Wietnam Północny mógł wystawić, była kusząca. Kluczowym dla obrony Khe Sanh było utrzymanie posterunków na wysuniętych o 5 mil od bazy wzgórzach 881 i 861. 400 żołnierzy z kompanii India 3. Batalionu 26. Pułku marines zajmowało ufortyfikowany szczyt wzgórza 881 South wielkości boiska. Baza mogła liczyć na wsparcie ciężkiej artylerii z obozów Camp Caroll i Rock Pile. 6000 marines i żołnierzy Południa oczekiwało na bitwę. Plan obrony Amerykanie nazwali operacją Scotland.

Do starcia szykowali się komuniści. Zebrali 40 tys. żołnierzy, a w odwodzie było kolejne 30 tys., co dawało im przewagę 6 do 1. Po laotańskiej stronie granicy, w jaskiniach, rozmieszczono haubicoarmaty kalibru 152 mm o zasięgu 17 km, które mierzyły w Khe Sanh. Miesiącami atakujący budowali swoje pozycje. Na wzgórza wnieśli na barkach 200 haubic i moździerzy. Naprzeciw Amerykanów stanęła wietnamska 325. Dywizja, jedna z sześciu określanych jako „stal i żelazo".

Deszcze monsunowe pod koniec 1967 roku zmyły drogę nr 9, uniemożliwiając zaopatrzenie drogą lądową. Nawet fortyfikacje nie oparły się intensywnym opadom, zapadając się pod ciężarem rozmiękłej gleby. Kolejne patrole Amerykanów wokół Khe Sanh napotykały siły wietnamskie i często dochodziło do wymiany ognia. Wszystko wskazywało na to, że zbliża się atak. Nieoczekiwany zwrot nastąpił 20 stycznia 1968 r. Kilka godzin przed pierwszym wystrzałem Amerykanie złapali północnowietnamskiego oficera, pomijanego przy kolejnych awansach i miesiącami nieotrzymującego listów od bliskich. Był tak sfrustrowany, że postanowił się poddać się i ujawnił plany ataku na wzgórze 861, który miał nastąpić o północy i na główną bazę o godzinie 5 następnego dnia.

Atak przed świtem

Nocą 20 stycznia zaświeciły flary i pociski zaczęły spadać na wzgórze 881. Patrole wysłane, żeby zbadać siły wroga, dostały się pod silny ogień i musiały się wycofać. Obsada posterunków wezwała na pomoc lotnictwo, by odeprzeć atak 250 wietnamskich piechurów. O godzinie 3 wzgórze 861 zaatakowało 300 wietnamskich żołnierzy. Ogień dział i moździerzy przycisnął marines z kompanii K do ziemi. O 5.30, gdy wciąż toczył się bój o wzgórze 861, zaczął się ostrzał bazy w Khe Sanh. Jeden z pierwszych pocisków trafił w główny skład amunicji, gdzie znajdowało się 1500 ton pocisków. Wybuchały pociski artyleryjskie, moździerzowe, granaty z gazem łzawiącym i amunicja strzelecka. Zapasy pocisków artyleryjskich skurczyły się z 11 do 4 tys. sztuk. Wybuchy trwały przez następne 48 godzin.

Po tak intensywnym przygotowaniu artyleryjskim wszyscy oczekiwali frontalnego ataku, jednak zamiast tego wróg zaatakował wioskę Khe Sanh. Silny ogień artylerii i ataki lotnictwa spowodowały załamanie się natarcia. Próba wzmocnienia garnizonu siłami wojsk południowowietnamskich skończyła się katastrofą. Posiłki trafiły na wojska Wietkongu i cały oddział został unicestwiony. Pierwszego dnia zginęło 18 żołnierzy, a 40 było rannych. Ostrzał zniszczył wszystkie budynki wznoszące się ponad poziom gruntu. Sytuacja marines zmieniła się diametralnie. Zamiast ścigać wroga, musieli bronić pozycji, kryjąc się przed wrogim ogniem i ginąc od przypadkowych pocisków.

Amerykanie odpowiadali ogniem dział 175 mm z Camp Caroll i Rock Pile na otaczające bazę wzgórza, jednak pozycje ciężkiej artylerii Wietnamczyków w Laosie były poza ich zasięgiem. Samoloty armii z bazy w Da Nang i marynarki z lotniskowców wykonywały 300 lotów dziennie, obrzucając pozycje Wietnamczyków bombami, rakietami i napalmem. Ostrzał bazy nie słabł. Dziennie spadało na Khe Sanh 1000 pocisków. By przeżyć, żołnierze zmuszeni byli kopać kryjówki. Nic, co wystawało nad ziemię, nie było bezpieczne. Zbudowane bunkry, w których nie dało się wyprostować, stały się teraz ich domem. A z nimi zamieszkały szczury. Bunkier zajmowało kilkunastu ludzi, którzy tłoczyli się na niewielkiej powierzchni, śpiąc jeden na drugim. Ludzie powoli przyzwyczajali się do ciągłego ostrzału i podłych warunków życia.

Podstępna taktyka Wietkongu

Pod koniec stycznia 1968 r. obie strony zadeklarowały dwudniowe zawieszenie broni z okazji święta Nowego Roku Księżycowego. Ale zamiast rozejmu komuniści rozpoczęli wielką operację w setkach miast, atakując amerykańskie ośrodki w całym kraju. W czasie pierwszych trzech dni ofensywy Teť tylko jeden pocisk spadł na Khe Sanh. Generał Westmoreland nadal był przekonany, że Khe Sanh jest głównym celem ofensywy. Mimo nowej taktyki komunistów nie zmienił swojej. Wietnamczycy, atakując bazę, osiągnęli dwa cele – związali armię USA walką na północy, a atakiem w setkach punktów kraju uniemożliwili wsparcie twierdzy. Amerykanie na początku lutego rozpoczęli operację Niagara, wysyłając bombowce strategiczne B-52 przeciw oblegającym. Startującym z Guam, 5500 mil od celu, bombowcom dotarcie do Khe Sanh zajmowało 12 godzin. Naloty prowadzone były całą dobę, a kolejne trójki B-52 pojawiały się nad bazą co 90 minut. Każdy niósł 27 ton bomb. Leciały na tak dużej wysokości, że nie mogły być ani widziane, ani słyszane przez Wietnamczyków.

Po 17 dniach oblężenia Wietnamczycy wspierani przez czołgi zaatakowali Lang Vei, posterunek leżący 7 km od bazy – broniony przez 400 południowowietnamskich żołnierzy i 40 komandosów. Obrońcy musieli dotrwać do świtu, kiedy to pojawiło się amerykańskie lotnictwo. Samoloty A-1 Skyraider zbombardowały placówkę, zmuszając Wietnamczyków do odwrotu. To jednak obrońcy musieli się wycofać. W bitwie zginęło 212 żołnierzy, 75 było rannych, a 10 trafiło do niewoli. Po zajęciu Lang Vei Wietnamczycy zaczęli ostrzeliwać pas startowy bazy.

Zaopatrzenie nie docierało regularnie. Woda stała się problemem, zwłaszcza dla pozycji na wzgórzach. Transportowce nie mogły lądować ze względu na mgłę, ostrzał i uszkodzenia pasa startowego. By kontynuować walkę, baza potrzebowała 160 ton zaopatrzenia dziennie. Jeden C-130 mógł dostarczyć 20 ton zaopatrzenia, ale rozładunek i manewr zawracania przed powrotnym lotem wymagał czasu. Każde lądowanie powodowało wściekły ostrzał wietnamskiej artylerii. 11 lutego Wietnamczycy trafili kołujący po pasie transportowiec C-130, który wiózł paliwo do śmigłowców. Sześć osób spłonęła w maszynie. Opracowano technikę polegającą na wyciąganiu obładowanych palet przez spadochron z samolotu, który leciał nisko nad lądowiskiem. W lutym mgła i niskie chmury wykluczały wszelkie loty na małej wysokości i jedyną opcją dostaw były zrzuty. Zaczęto racjonować żywność i amunicję.

Strefa zrzutu była jednak poza bazą i natychmiast stawała się celem dla wietnamskiej artylerii. Część zaopatrzenia trafiała w ręce wroga. O ile główna baza mogła liczyć na zrzuty, o tyle zaopatrzenie posterunków na wzgórzach zależało wyłącznie od śmigłowców. Żołnierze na wzgórzach stanowili 50 proc. ofiar oblężenia. Każde podejście śmigłowca powodowało ostrzał przeciwlotniczy Wietnamczyków, a gdy ten zbliżał się do ziemi dołączały się moździerze i karabiny maszynowe. Stoki wzgórz stały się cmentarzyskiem helikopterów. Dowódcy wiedzieli, że jeśli te posterunki padną, baza nie utrzyma się długo.

Nękający ogień, kiepskie warunki życia i braki w zaopatrzeniu podkopywały morale żołnierzy. Żeby je podnieść, kapitan Dabney na wzgórzu 881 dokładnie o 8 rano podnosił amerykańską flagę. Dokładnie na 25 sekund, bo tyle trwał lot wrogiego pocisku. Tyle samo czasu miały załogi śmigłowców dostarczających zaopatrzenie i zabierających rannych ze wzgórza.

Piechota stale próbowała atakować pozycje Amerykanów, szukając słabych punktów obrony. Nie mogąc zdobyć umocnień we frontalnym ataku, Wietnamczycy kopali rowy, by zbliżyć się do bazy i budowali transzeje 25 metrów od umocnień. Noce były bezksiężycowe i obawiano się natarcia pod osłoną ciemności. Naloty myśliwców i ostrzał odnosiły mierny skutek w niszczeniu okopów.

Wysłany 25 lutego 3. Pluton Kompanii B potwierdził koncentrację wojsk na południe od Khe Sanh. 47 marines trafiło w zasadzkę. Zaginęło lub odniosło rany 34, a 9 zaginęło. Nazwano tę akcję patrolem duchów. Amerykanie uznali, że tylko nalot dywanowy może zniszczyć umocnienia. 27 lutego, pod kontrolą stacji radiolokacyjnych, B-52 zrzuciły ładunek 1200 metrów od bazy i zniszczyły okopy.

Zakończenie operacji Scotland

Pod koniec marca wywiad donosił, że rozpoczął się odwrót spod Khe Sanh. 1 kwietnia oficjalnie zakończono operację Scotland. Wycofanie głównych sił nie oznaczało, że oblężenie się zakończyło. Amerykanie wreszcie mogli wyjść z okopów i ruszyć do natarcia. Rozpoczęto operację Pegasus, czyli akcję dotarcia do twierdzy drogą lądową. 9 kwietnia był pierwszym dniem, kiedy na bazę nie spadł żaden pocisk artyleryjski. Siły pancerne i 1. Dywizja Kawalerii Powietrznej, posuwając się drogą numer 9, otworzyły połączenie z bazą. Generał Westmoreland oświadczył, że oblężenie Khe Sanh dobiegło końca.

Od 1 listopada 1967 r. do czerwca 1968 r. zginęło 1215 żołnierzy amerykańskich i 229 południowowietnamskich, odpowiednio 5038 i 436 zostało rannych. Amerykanie znaleźli 1602 ciała żołnierzy Północy, Wietnamczycy oficjalnie przyznali się do 2469 poległych. Tajny raport amerykańskiego dowództwa szacował starty komunistów na 5500 zabitych. W czasie walk na oblegających spadło ponad 100 tys. ton bomb lotniczych i 158 tys. pocisków armatnich. W szczytowym okresie nalotów samoloty zrzucały co dzień trzykrotnie więcej bomb niż spadało dziennie w szczytowym okresie bombardowań podczas II wojny światowej. Choć większość lotów wykonały samoloty myśliwsko-bombowe, zrzucając głównie napalm, to za wagę zrzuconych bomb odpowiadały B-52.

W czerwcu 1968 r. Westmoreland rozkazał zrównanie bazy z ziemią. Zniszczono 800 wykopanych bunkrów i 460 km zasieków. Usunięto nawet stalowe pokrycie pasa startowego i wysadzono wraki rozbitych samolotów. Wielu z tych, którzy przetrwali oblężenie, czuło frustrację – skoro była tak ważna, by o nią walczyć za wszelką cenę, to czemu przestała być istotna, gdy została obroniona?

Obie strony po bitwie ogłosiły zwycięstwo. Jeśli Wietnamczycy mieli zamiar sprawić Amerykanom drugie Dien Bien Phu, to zamiar się nie powiódł. Armia USA utrzymała linie zaopatrzenia dla twierdzy, a załoga wytrzymała oblężenie i odparła ataki. Na szczęście nie sięgnięto po broń nuklearną, a takie rozważania miały miejsce w rozmowach generała Westmorelanda z prezydentem Johnsonem. Jeśli przyjąć, że utrzymanie twierdzy oznaczało militarne zwycięstwo Amerykanów, to decyzja o zniszczeniu umocnień i opuszczeniu bazy w oczach opinii publicznej stała się symbolem bezsensownej ofiary i mętnej taktyki dowódców, którzy pogrążyli szanse na sukces w tej wojnie.

Generał Nguyen Giáp twierdził, że ich celem nie było zdobycie twierdzy, lecz związanie sił amerykańskich w obliczu planowanej ofensywy Teť. Jeśli taki był plan, to odnieśli sukces. Być może byli gotowi zdobyć Khe Sanh, ale nie za wszelką cenę.

Z końcem marca po krwawych ofiarach ofensywy Teť i rosnących protestach w USA prezydent Lyndon Johnson oświadczył, że nie będzie się ubiegał o reelekcję. Generał Westmoreland dwa miesiące po zakończeniu oblężenia złożył dowództwo i wrócił do USA.

Naczelne dowództwo w Wietnamie uparcie wierzyło w szansę na pokonanie komunistów w decydującej bitwie, lecz starcie nie przyniosło rozstrzygnięcia. Jako pointę można przytoczyć słowa Sun Tzu z jego „Sztuki wojennej": na wojnie chodzi o zwycięstwo, nie o upór.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA