fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Ludzie Charlesa Mansona

Od lewej: Susan Atkins, Patricia Krenwinkel i Leslie Van Houten, zabójczynie z inspiracji Charlesa Mansona. Podczas procesu śmiały się i śpiewały, dumne ze swoich czynów.
Getty Images
W rezydencji, do której przybyli w nocy zabójcy, miał mieszkać ktoś inny. Omyłkowo zginęła Sharon Tate i jej przyjaciele. Jednego z najbrutalniejszych mordów w historii USA dokonał człowiek, który nawet nie dotknął swoich ofiar.

9 sierpnia członkowie bandy Charlesa Mansona zamordowali ciężarną aktorkę Sharon Tate, żonę Romana Polańskiego oraz cztery inne osoby przebywające w willi Polańskiego w Beverly Hills. W rocznicę tej zbrodni przypominamy tekst sprzed kilku tygodni z "Rzeczy o historii".

Charles Manson poznał Catherine Share latem 1968 r. Podjechał do niej samochodem i zaproponował, żeby popływali. Spojrzał jej prosto w oczy i powiedział: „To twój sen, mała, żyj nim". Share miała 25 lat. Trzy czwarte życia spędziła jako dziecko kwiat z LSD i trawką. Teraz spotkała magicznego człowieka, który ją oczarował. Był dokładnie tym, czego potrzebowała. Powiedział, że należy do niego, że stanowią jedność. Był czuły i opiekuńczy. Catherine potrzebowała wsparcia, bliskich i uwagi. To wszystko odnalazła w grupie skupionej wokół Charlesa Mansona. Nazywali siebie Rodziną. 20 osób poszukujących akceptacji. Ich guru zdawał się im to dawać. Wierzyli, że ma monopol na prawdę. „Każdego wieczoru jedliśmy wspólną kolację. Przekazywaliśmy sobie z rąk do rąk wielkie misy z jedzeniem, paliliśmy trawkę i śpiewaliśmy – opowiadała po latach Catherine „Gypsy" Share. – Jego pieśni były bardzo długie, hipnotyzujące. To ciągnęło się godzinami. Człowiek zapominał o świecie. Chłonęliśmy jak gąbki wszystko, co chciał nam przekazać. Ludzie wciąż go odwiedzają. Dla wielu osób nadal wiele znaczy, dla mnie też. Jest jak ja".

Manson był drobny, miał niewiele ponad 160 cm wzrostu i niezbyt dbał o higienę. Mimo to zniewalał kobiety seksem. Sprawiał, że traciły nad sobą kontrolę. Działał na nie jak narkotyk. Zdobywał je nie tylko fizycznie, ale również mentalnie. Nigdy nie mówił, że jest bogiem, ale tak myśleli jego wyznawcy. Nie chcieli go naśladować, chcieli być nim. „Każdy chciał być Charliem" – opowiadała Share.

Manson skupił wokół siebie osoby młodsze o dekadę. Wmawiał im, że „myślenie śmierdzi", że należy działać instynktownie. Nie wolno było mieć wątpliwości, bo wątpliwości to myślenie. Należało podążać za odczuciami, za Charliem. Brak kontaktu ze światem, z rodziną, bez prasy i telewizji – wszystko to sprawiało, że jedynym źródłem informacji był sam Manson. Wyizolowani ludzie z Rodziny zanurzali się powoli w patologicznych wizjach swojego przywódcy. Wmawiał im, że świat ich nienawidzi. A to on nienawidził świata. Głębokie pragnienie ukarania społeczeństwa za wszystkie cierpienia, jakich doznał, przelewał do umysłów członków swojej sekty. A oni brali to razem z narkotykami, którymi ich uzależniał, pozornym ciepłem, akceptacją i poczuciem wspólnoty. Mieli się bać świata, który pozostawili za sobą. „Śmierć jest przecież złudzeniem – mawiał guru. – A może raczej wyzwoleniem? W każdym razie czasem jest potrzebna. Na przykład żeby oczyścić świat z bogaczy, którzy zakazili ziemię kultem pieniądza". Nic dziwnego, że w końcu wyznawcy zaczęli fanatycznie pragnąć nadejścia Helter Skelter – ostatecznej wojny ras, która miała wkrótce nastąpić. Tylko Rodzina miała przetrwać apokalipsę. „Prorokował przyszłość. Mówił o morderstwach, rzeziach, pogromach, o walce białych z czarnymi. Wszyscy mieli zabijać wszystkich – wspominała Catherine Share. – Musiałam mu wierzyć. Dlaczego? Nie chciałam zginąć jak inni w płonących miastach upadającej cywilizacji. Chciałam przeżyć. Chciałam wziąć udział w tym wielkim, fascynującym wydarzeniu".

Gdy zapowiadany kataklizm nie nastąpił we wskazanym czasie, Manson musiał zrobić coś ze swoimi wyznawcami. Po trzech latach prania mózgów mogło się okazać, że wszystko, co głosił, jest iluzją. Nie nastąpił Helter Skelter, więc może i inne rzeczy, o których mówił Charles, są nieprawdą. Share uważa, że właśnie w tym czasie Manson postanowił, że jeśli świat sam nie pogrążył się w chaosie ostatecznej wojny, on musi wziąć sprawy w swoje ręce.

Susan

Charles Manson koncentrował się na werbowaniu młodych osób, białych, z zamożnych rodzin. Wyjątkiem była Susan Atkins. Urodziła się w 1945 r. w Kalifornii. Gdy miała 13 lat, jej matka zmarła na raka. Ojciec popadł w alkoholizm i w końcu uciekł, pozostawiając dziewczynkę samą z młodszymi braćmi. Rodzeństwo zamieszkało u krewnych. Tam prawdopodobnie Susan została po raz pierwszy wykorzystana seksualnie i ostatecznie w wieku 17 lat wyrzucona z domu.

Pociągali ją ekscentryczni ludzie. W 1966 r. w San Francisco poznała Antona LaVeya, założyciela Pierwszego Kościoła Satanistycznego. Był to bardzo wpływowy człowiek. Obracał się w towarzystwie Johna Kennedy'ego, Marilyn Monroe, znał Romana Polańskiego. Był też konsultantem w filmie „Dziecko Rosemary". Zagrał tam rolę szatana w końcowej scenie. Susan często uczestniczyła w obrządkach jego Kościoła. Odurzona środkami halucynogennymi grała wampirzycę lub leżała w trumnie. Ciągnęło ją do niebezpiecznych rozrywek.

Krótko później poznała 33-letniego Charlesa Mansona. Mieszkała wówczas z przyjaciółmi w hipisowskiej dzielnicy San Francisco – Haight-Ashbury. Gdy pojawił się dziwny, niski i drobny mężczyzna z gitarą, natychmiast został otoczony przez krąg młodych kobiet. „Usiadł na kanapie, a ja usiadłam przy nim na podłodze – opowiadała później Susan. – Śpiewał stary przebój »The Shadow of Your Smile«. Brzmiał jak anioł. Podniosłam oczy i spytałam, czy mogę to zagrać. Wręczył mi gitarę, a mnie przeszło przez głowę: przecież ja nie umiem tego grać. On, jakby czytając w moich myślach, powiedział: »Umiesz, jeśli tylko chcesz«. Zrozumiałam, że on jest w mojej głowie. Uosabiał coś ukrytego w głębi mnie, czego od dawna szukałam. Pochyliłam się więc i ucałowałam jego stopy". Nie przypuszczała, że za trzy lata będzie o tym opowiadać przed ławą przysięgłych.

Już po kilku dniach rozgorzał płomienny romans. Przez całe lato 1967 r. przemierzali wybrzeże Kalifornii rozklekotanym busikiem Charliego. Ich wędrówka ciągnęła się dalej: Meksyk, Nevada, Arizona, Teksas. W drodze zaczęły się przyłączać do nich inne osoby. Manson sypiał ze wszystkimi kobietami z ich małej komuny. Susan początkowo była zazdrosna, jednak szybko dała się przekonać, że to nie zwykłe uprawianie seksu, ale przekazywanie miłości.

Postanowili osiedlić się na starym ranczu w pobliżu Hollywood. Podział obowiązków był jasny. Kobiety zajmowały się domem, a mężczyźni remontowali baraki, samochody i zdobywali narkotyki. Środki pozyskiwali od nowych członków komuny. Żeby przystąpić do Rodziny, należało oddać wszystko, co się posiadało. Manson brał na celownik dzieci zamożnych rodziców, dlatego nie cierpieli niedostatku. Mieli też inne sposoby na pozyskanie środków, a w zasadzie Charles miał te sposoby. Wystarczało, że zauważył: „Przydałyby się nam karty kredytowe". Nie musiał nikogo namawiać. Jego życzenia były jak zaklęcia. Ukraść dla Charliego? Przecież on za każdego z nich oddałby życie. Ciepły, życzliwy, delikatny dla zwierząt. Był wegetarianinem. Nawet nie pozwalał deptać trawy. Dla nikogo nie miało znaczenia, że 17 z 33 lat życia Manson spędził za kratkami – w poprawczakach i więzieniach, gdzie trafiał za wyłudzenia, stręczycielstwo, brutalne gwałty, również homoseksualne. Nikt z wyznawców nie dałby temu wiary.

Susan „Sadie" Atkins urodziła syna. Ojcem dziecka był kolega z sekty. Charles osobiście odebrał poród. Nadał dziecku imię Ze Zo Zo Se Zadfrack. Spędzał z nim sporo czasu na szalonych zabawach. Susan kochała go bezgranicznie. Krytycznej nocy z 8 na 9 sierpnia 1969 r., pakując się do samochodu wraz z dwiema koleżankami i kolegą z Rodziny, krzyknęła do niego: „Jedziemy załatwić kilka pieprzonych świń". Charlie pomachał jej na pożegnanie. Zapytany o dziewczynę podczas późniejszego śledztwa odpowiedział: „To głupia dziwka. Przespałem się z nią ze dwa czy trzy razy, ale później, gdy urodziła dziecko i straciła figurę, przestała mnie obchodzić".

Jak wywołać wojnę?

Minęło lato, a wojna ras nie nastąpiła. Wtedy Manson stwierdził, że trzeba trochę „dopomóc czarnym". Rozpoczął szkolenie swojej sekty: „Chwytasz za włosy, odginasz głowę do tyłu i przejeżdżasz nożem od ucha do ucha". Tak należało zarzynać „ludzkie świnie". Charles stwierdził, że należy w jakiś sposób wywołać falę nienawiści między rasami. Wpadł na pomysł, że jeśli nastąpi atak na znienawidzoną wpływową klasę społeczną, winą z pewnością zostaną obarczeni Afroamerykanie. Nie chciał jednak „brudzić sobie rąk".

8 sierpnia 1969 r. członkowie Rodziny: Charles „Tex" Watson, Patricia Krenwinkel, Susan Atkins i Linda Kasabian wyruszyli, by zrobić to, czego od nich oczekiwano. Manson, powierzając Texowi broń, powiedział, że „liczy na coś porażającego". Susan miała się ubrać na czarno, wziąć nóż i we wszystkim słuchać kolegi.

Najpierw mieli odwiedzić Rudiego Altobellego, agenta wielu gwiazd. To była po części sprawa osobista. Charles miał żal do menedżera, że nie zainteresował się jego twórczością muzyczną. Do nocnego spotkania jednak nie doszło. Bojówka w starym fordzie dotarła na Ciello Drive 10050. To był ich drugi przystanek. Tex poinformował resztę, że jadą do domu, który niedawno zajmował Terry Melcher, syn aktorki Doris Day. Mają zabrać wszystkie pieniądze, jakie znajdą, i zabić każdego, kogo tam zastaną. Nie wiedzieli, że dom wynajmowali już inni lokatorzy.

Było po północy. Linda Kasabian została na czatach. W tym czasie Watson, Atkins i Krenwinkel pokonali płot rezydencji. Nagle do budynku podjechał biały samochód, a jego reflektory oświetliły włamywaczy. Tex polecił dziewczynom, by się ukryły, a sam podszedł do kierowcy z wycelowanym w niego rewolwerem. Pechowym przybyszem okazał się 18-letni Steven Parent, student dorabiający w firmie kurierskiej. Watson zabił go trzema strzałami i wypchnął samochód za bramę.

W rezydencji nikt nic nie usłyszał, dlatego cała trójka swobodnie weszła do salonu. Na kanapie spał producent filmowy Wojtek Frykowski, przyjaciel Romana Polańskiego. Obudziły go odgłosy kroków. Przetarł oczy i myśląc, że to jacyś goście, zapytał o godzinę. Tex w odpowiedzi wycelował mu rewolwer prosto w twarz i rozkazał: „Bądź cicho. Nie ruszaj się albo zginiesz". Frykowski na to: „Kim jesteście?". W odpowiedzi usłyszał: „Jestem diabłem i przyszedłem tu robić diabli interes".

Na polecenie kolegi Susan zaczęła przeszukiwać dom. W jednej z sypialni zastała pogrążoną w lekturze Abigail Folger, 25-letnią dziedziczkę potentatów kawowych. Kobieta zareagowała przyjaźnie. Pewnie i ona pomyślała, że to gość. Uśmiechnęła się i wróciła do książki. Przy kolejnej sypialni Susan pozostała niezauważona. Żona Romana Polańskiego, będąca w ósmym miesiącu ciąży Sharon Tate, rozmawiała z jakimś mężczyzną. Później okazało się, że był to hollywoodzki stylista fryzur Jay Sebring.

Watson sprawnie kierował akcją. Polecił dziewczynom przywiązać Frykowskiego do kanapy i sprowadzić na dół resztę osób przebywających w rezydencji. Sam udał się po Abigail Folger, a Susan wysłał po Tate i Sebringa. Gdy wszyscy zebrali się w salonie, Tex nakazał mieszkańcom położyć się na brzuchach. Sebring próbował go przekonać, by Sharon ze względu na zaawansowaną ciążę mogła usiąść. Nie zdążył. Watson zabił go strzałem z bliska. Poczuł, że opanował sytuację, po czym przystąpił do ograbiania ofiar. Okazało się, że Abigail ma przy sobie jedynie 72 dolary i karty kredytowe, które były dla napastników bezużyteczne.

Należało skrępować pozostałych przy życiu. Susan próbowała związać ręcznikiem Wojtka Frykowskiego, ale nie dała sobie z tym rady. I po raz kolejny Tex wziął wszystko w swoje ręce. Wyciągnął przyniesioną ze sobą nylonową linkę i związał wszystkich razem za szyje, włącznie z nieżyjącym stylistą. Sznurek przerzucił przez sufitową belkę, dzięki czemu jednym ruchem mógł wszystkich poderwać na nogi. Wydał polecenie Susan. Ma zabić producenta filmowego. Frykowskiemu jednak udało się uwolnić i skoczył na dziewczynę. Niestety, Atkins w szamotaninie dźgnęła go cztery razy nożem. Mężczyzna rzucił się do ucieczki. Zdążył wybiec z domu, krzycząc o pomoc. Dopadł go Tex. Strzelił dwukrotnie, po czym skończyła mu się amunicja. Wściekły zaczął bić Frykowskiego po głowie tak mocno, że rewolwer rozpadł mu się w rękach. Zmienił broń na nóż. Sekcja zwłok wykazała, że Watson uderzył nożem 51 razy.

Ta scena wyrwała Abigail z chwilowej apatii. Rzuciła się na Patricię. Podczas gdy kobiety walczyły, Sharon próbowała się oswobodzić z pętli. W tym czasie Tex zorientował się, że stylista jeszcze żyje, więc i jego wielokrotnie uderzył nożem. Dopiero po chwili zatopił ostrze w piersi Abigail. Sharon nie miała szans na ucieczkę. Watson chciał, by zabiła ją Susan. Ta jednak zamarła na chwilę. Być może ciąża kobiety wywołała w niej wahanie. Ostatecznie Tate zginęła z ręki Texa, podtrzymywana przez Susan. Ta dopiero po latach przyznała się do tej chwili „słabości". Długo z dumą przypisywała sobie śmierć aktorki. Została zatrzymana przez policję z powodu zupełnie innych podejrzeń. Powiązano ją ze zbrodnią, gdy w więzieniu zaczęła się przechwalać, że zabiła żonę Romana Polańskiego.

Rodzina Mansona nie poprzestała na zabiciu mieszkańców rezydencji. W przerażający sposób zmasakrowali zwłoki, kopiąc je i dźgając nożami. Na koniec Susan Atkins krwią Sharon Tate napisała na drzwiach słowo „PIG".

Nikt nic nie słyszał, nikt nie widział zbrodni. Mordercy odjechali przez nikogo niezatrzymywani. Nie cieszyli się jednak wolnością zbyt długo. Proces grupy Mansona zakończył się w styczniu 1971 r. Do zarzutu morderstwa przy Ciello Drive 10050 doszło jeszcze makabryczne zabójstwo rodziny LaBianca oraz nauczyciela muzyki Gary'ego Hinmana. Na ławie oskarżonych zasiadła również Leslie Van Houten, która brała udział w „wypadzie" do państwa LaBianca. Charles Manson nie uczestniczył osobiście w zbrodniach, jednak jego rola została bezsprzecznie udowodniona. Nie stwierdzono też u niego choroby psychicznej ani jakichkolwiek oznak niepoczytalności. Dlatego wszyscy otrzymali najwyższy wymiar kary i mieli się pożegnać się z życiem. Krótko po procesie stan Kalifornia zakazał jednak wykonywania kary śmierci, dlatego wyroki zamieniono na dożywocie bez możliwości wcześniejszego zwolnienia.

Mimo wzorowego zachowania, nawróceń i pozytywnej aktywności w więzieniu członkowie sekty konsekwentnie otrzymywali odmowy skrócenia kary. Psychiatrzy twierdzą, że o ile w wypadku kobiet można mówić o resocjalizacji, o tyle Charles „Tex" Watson to bezwzględny psychopata, dlatego Manson był w stanie w pełni zaufać jego „rzetelności".

Ostatnia sprawiedliwa

Barbara Hoyt spotkała Charlesa, gdy miała 17 lat. Wydawał się jej czysty, nieskażony, charyzmatyczny, jak anioł. Miała wrażenie, że zna jej myśli, że całkowicie ją rozumie. Nie miała jednak pojęcia, co działo się w najbliższym otoczeniu guru. Nie wiedziała też, do czego posunęli się jej przyjaciele.

Po morderstwach Rodzina zaszyła się na pustyni w Barker Ranch. Wtedy przestało być zabawnie. Atmosfera stała się napięta. „Kazali mi włączyć telewizor. Leciały wiadomości – opowiadała później Barbara. – Kiedy mówiono o morderstwach Tate i LaBianca, wszyscy się śmiali. Myślałam, że coś ze mną jest nie tak, skoro robi to na mnie wrażenie. Bałam się. Wtedy usłyszałam o tych zbrodniach. Dotąd nie wiedziałam, że mieszkam z mordercami". Pod koniec sierpnia Barbara usłyszała, jak Sadie opowiadała koledze z Rodziny o śmierci Sharon Tate, Abigail Folder i państwa LaBianca. Mówiła, że Tate wzywała matkę, a Tex gonił Abigail i gdy ją dopadł, dosłownie wypatroszył na trawniku. Susan chwaliła się, że powiedziała do Sharon, że ma w nosie jej ciążę, że wyzywała ją i dźgała, aż ta przestała się ruszać.

Barbara okazała się za „słaba" na Rodzinę. Jej słabością było sumienie. Gdy dowiedziała się, że mieszka z mordercami, uciekła, pokonując pieszo 43 km pustyni. Zaczęła zeznawać, ale to był dopiero początek jej koszmaru. Manson siedział już w więzieniu i zza krat wszystkim sterował. Sekta zaczęła naciskać na Barbarę, by wyjechała na Hawaje. Otrzymywała pogróżki, straszono ją śmiercią. Z jednej strony chciała współpracować z policją, z drugiej bała się o życie swoje i rodziny. Pozwoliła członkom sekty zabrać się na Hawaje. Była przerażona, że jej bliskich spotka ten sam los co poprzednie ofiary.

Ruth Ann, która towarzyszyła jej w podróży, poczęstowała Barbarę hamburgerem. Gdy wsiadały do samolotu, rzuciła prowokacyjnie: „A gdyby tam było 10 tabletek kwasu?". Barbara szybko się zorientowała, że koleżanka nie żartowała. To była śmiertelna dawka. Kobieta jednak przeżyła. W przebłyskach świadomości w szpitalu wykrzykiwała swoje imię, nazwisko, adres i prosiła, by wezwać Vincenta Bugliosiego, policjanta, który prowadził sprawę morderstw. Po opuszczeniu szpitala Hoyt wróciła do Los Angeles. Ta sytuacja napełniła ją odwagą i determinacją. Zaczęła ponownie zeznawać. Manson nawet w sali sądowej próbował wywierać presję na Barbarę, ale pozostała nieugięta.

Charlie, Charlie

Manson robił wszystko, żeby uniknąć kary śmierci. Był zaznajomiony z więzieniem. Dobrze się czuł wewnątrz murów. Po ostatniej odsiadce błagał władze, by pozostawiły go tam, gdzie żył z przerwami przez 17 lat. Bał się, że nie poradzi sobie na wolności. Teraz przeraziła go „zielona mila". Nie chciał trafić do komory gazowej. Dlatego naciskał na członków sekty, by próbowali go bronić na wszelkie sposoby. Bojówka była już stracona. Poza tym morderczynie w sali sądowej zachowywały się tak, jakby postradały rozum. Śmiały się, śpiewały, okazywały dumę. Manson zrzucił na nie całą winę, a one wzięły ją na siebie, zeznając, że ich guru nie miał nic wspólnego ze zbrodniami.

Próbował też desperacko innych sposobów, włącznie w oskarżeniem Johna Lennona o to, że pod wpływem jego piosenki dał sobie pozwolenie na głoszenie swojej filozofii. Nakazywał wyznawcom, by opowiadali wszystkim o jego niewinności i publicznie okazywali mu oddanie. Dlatego pięciu członków sekty, w tym Catherine Share, przeszło na czworakach kilka ulic aż do budynku sądu. Bez względu na wszystko był dla nich niewinny. I tym właśnie najbardziej zapisał się w historii psychopatii – wyjątkową, niespotykaną zdolnością do manipulowania ludźmi.

Po dwóch latach od procesu sekta nadal była silna. Przystępowało do niej coraz więcej osób zwabionych dreszczem grozy i filozofią Mansona. Członków Rodziny ujęto podczas próby obrabowania sklepu z bronią. Wyznawcy planowali porwać samolot i wymienić na swojego guru. Podczas strzelaniny Catherine Share została ranna w ramię. Twierdzi jednak, że nie miała pojęcia o pomyśle odbicia Mansona. Teraz uzależnienie od Charliego ma za sobą. On zaś odbywa karę w kalifornijskim więzieniu stanowym w Corcoran. Ma zakaz występowania publicznie. Jednak na początku lat 70. zaczął „karierę" muzyczną, by zbierać fundusze na adwokatów. Wydał album „Lie: The Love and Terror Cult" z pogranicza bluesa i psychodelicznego rocka. Jego działalność artystyczna nie ma jednak większej wartości poza tym, że jest pewnego rodzaju ciekawostką.

Za to sam Manson nieustannie inspiruje mrocznych artystów. Jest żywym wcieleniem zła, idolem zbuntowanych nastolatków, symbolem ich nienawiści do świata. Otrzymuje więcej listów niż jakikolwiek więzień w USA. Ma ogromny wpływ na ludzi, dlatego nadal jest niebezpieczny. I wciąż uwodzi. W 2014 r. jako 80-latek wziął ślub z 26-letnią Elaine Burton. Kobieta od dziewięciu lat była jego zagorzałą zwolenniczką i regularnie go odwiedzała. Żona Charlesa Mansona nie wierzy w jego winę.

Skąd się wziął ten człowiek? Dzieciństwo miał jeszcze smutniejsze niż Susan. Urodziła go piętnastolatka. Dzieciak przeszkadzał jej w imprezach. Podrzucała go wszystkim i wszędzie, kiedyś nawet oddała go kelnerce za dzbanek piwa. Ojca nie znał. Tułał się po krewnych. Właściwie wychowywała go ortodoksyjna babcia i sadystyczny wuj. Nie był też miłym chłopcem. Nie lubili go ani koledzy, ani kuzyni. Od dzieciństwa kłamał, oszukiwał i oskarżał innych o swoje występki. Ożenił się z nastolatką o imieniu Rosalie. Urodziła mu syna Charlesa Mansona juniora, który w latach 90. popełnił samobójstwo. Wprawdzie przyjął nazwisko ojczyma, ale wstyd go przerósł.

Wbrew legendom Manson nie był geniuszem. Jego IQ mieści się w normalnym zakresie. Jego styl działania i światopogląd ukształtowały się pod silnym wpływem scjentologii i książki Dale'a Carnegie „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi". Ta lektura nie jest receptą na manipulację otoczeniem, raczej wyostrzyła jego naturalne predyspozycje i dała narzędzia psychopacie. Jeff Guinn, autor biografii „Manson. Ku zbrodni", pisze: „Obawiam się, że człowiek ten nie jest ani wyjątkowy, ani też wyjątkowo skrzywdzony przez los. W jego pasjach, marzeniach, priorytetach i zachowaniu także nie można się dopatrzyć niczego spektakularnie różnego od zachowań patologicznych, zamykanych jednak w pewnych normach". Czyli nic szczególnego. Czy to oznacza, że fenomen jego popularności bierze się po prostu z pragnień jego fanów?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA