fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

USA: Impeachment nie jest prosty

Richard Nixon uniknął impeachmentu, składając wcześniej rezygnację z urzędu prezydenta USA.
AFP
W związku z niedawnym przesłuchaniem przed komisją senacką byłego dyrektora FBI Jamesa Comeya pojawiły się spekulacje prasowe na temat możliwości impeachmentu prezydenta Donalda Trumpa.

Artykuł II sekcja 4 Konstytucji Stanów Zjednoczonych przewiduje procedurę usunięcia z urzędu prezydenta, wiceprezydenta i każdego funkcjonariusza cywilnego w razie postawienia go przez Izbę Reprezentantów w stan oskarżenia i skazania za zdradę, przekupstwo lub inne ciężkie przestępstwa albo przewinienia. W rzeczywistości proces ten jest niezwykle długi i skomplikowany, czego dowodzą dwie dotychczasowe próby przeprowadzenia impeachmentu głowy państwa. Pierwszą podjęto w 1867 r., kiedy republikanie przedłożyli w Izbie Reprezentantów projekt rezolucji oskarżającej prezydenta Andrew Johnsona o „obalanie, podważanie i rozkład rządów Stanów Zjednoczonych". Odpowiedź Johnsona na te zarzuty była niezwykle prosta: „Niechaj oskarżają mnie o zdradę i niechaj będą potępieni".

24 lutego 1868 r. Izba Reprezentantów przyjęła rezolucję o usunięciu prezydenta Johnsona z urzędu. Dalszy los jego prezydentury znalazł się w rękach senatorów. Prezydenta USA można bowiem usunąć z urzędu jedynie głosami dwóch trzecich senatorów po wcześniejszym uznaniu zasadności takiego wniosku przez Izbę Reprezentantów.

5 marca 1869 r. prezes Sądu Najwyższego USA po raz pierwszy zasiadł na miejscu prezydialnym w sali plenarnej Senatu USA, co oznaczało, że rozpoczynał się trzymiesięczny proces prezydenta Andrew Johnsona, oskarżonego o naruszanie konstytucji, ustawy o Departamencie Skarbu oraz o „głośne wygłaszanie przemówień", co było aluzją do jego pijackich wpadek.

Proces budził ogromne emocje. Każdego dnia sala Senatu była szczelnie wypełniona przez reporterów. Ludzie o niczym innym nie rozmawiali na ulicach. Kiedy przyszedł dzień głosowania, napięcie w Waszyngtonie sięgnęło zenitu. W wyniku rotacji personalnych, zmiany postawy niektórych senatorów i równego podziału na zdeklarowanych zwolenników i przeciwników oskarżenia wszyscy wiedzieli, że głos rozstrzygający przypadnie senatorowi Edmundowi Rossowi ze stanu Kansas, który dotychczas nie zadeklarował, jak będzie głosował. Kiedy przyszło odebrać jego głos, cała sala zamarła w dramatycznym oczekiwaniu. Mimo że były tam setki osób, panowała grobowa, pełna napięcia cisza. Senator Ross powoli podniósł się z krzesła i spokojnym głosem powiedział: „Niewinny". Chwilę później sala zatrzęsła się od krzyków. Radykałowie byli zdruzgotani przegraną. Główny przeciwnik prezydenta, senator Thaddeus Stevens, zasłabł. Kiedy go wynoszono z sali, krzyczał: „Ten kraj idzie do diabła". Stevens najprawdopodobniej doznał zawału, ponieważ zmarł dwa miesiące później.

Impeachment Billa Clintona przebiegał w zdecydowanie spokojniejszej atmosferze. 19 grudnia 1998 r. Izba Reprezentantów wszczęła procedurę usunięcia z urzędu 42. prezydenta Stanów Zjednoczonych za krzywoprzysięstwo w sprawie pozamałżeńskiego romansu ze stażystką Monicą Lewinsky i utrudnianie śledztwa dotyczącego rzekomego molestowania seksualnego Pauli Jones. Na podstawie rezolucji nr 611 Izba Reprezentantów usunęła z urzędu prezydenta Clintona i przekazała swoje stanowisko do decyzji Senatu, w którym wprawdzie większość (55 na 100 miejsc) mieli republikanie, ale do przegłosowania impeachmentu wymagane były głosy 67 senatorów. 45 demokratów zagłosowało „niewinny" wobec wszystkich punktów oskarżenia. Clinton zachował urząd, chociaż na jego prezydenturze pozostała plama impeachmentu przegłosowanego przez izbę niższą Kongresu.

Hańby usunięcia z urzędu uniknął także prezydent Richard Nixon, który uprzedził Kongres, składając 9 sierpnia 1974 r. rezygnację z prezydentury na ręce sekretarza stanu Henry'ego Kissingera.

Od 1789 r., czyli od daty wejścia w życie amerykańskiej konstytucji, procedura impeachmentu była uruchamiana 62 razy. Z urzędu usunięto 19 federalnych oficjeli, w tym aż 15 sędziów okręgowych oraz 14 gubernatorów i 13 innych wysokich rangą przedstawicieli administracji stanowej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA