fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Czy Adolf Hitler miał żydowskie korzenie?

Trzy pokolenia. Od lewej: Alois Hitler, ojciec Adolfa Hitlera, kilkunastomiesięczny Adolf i jego domniemany dziadek Salomon Mayer Rothschild.
Wikipedia
Czy Adolf Hitler mógł być potomkiem austriackich Żydów? Czy człowiek, który doprowadził do zagłady 6 mln europejskich Żydów, sam spełniał wymogi „czystości rasy" zawarte w ustawach norymberskich?

Te pytania są zadawane przez licznych biografów Hitlera od 90 lat. Pogłoski o żydowskim pochodzeniu przywódcy ruchu narodowosocjalistycznego pojawiły się już po ukazaniu się na niemieckim rynku wydawniczym pierwszego wydania „Mein Kampf".

Nawet wśród niskich rangą członków NSDAP krążyły pogłoski o semickich przodkach wodza. Często były one ubogacane przez głupie plotki i podsycane przez zwykłą ludzką złośliwość. W 1967 r. oksfordzki historyk i biograf Hitlera, Alan Louis Charles Bullock, który w czasie II wojny światowej był korespondentem BBC, opublikował obszerną biografię przywódcy III Rzeszy zatytułowaną „Hitler. Studium tyranii". W pierwszym rozdziale tej książki napisał, że w 1837 r. austriacka chłopka Anna Maria Schicklgruber ze Stronnes – babka Adolfa Hitlera od strony ojca – „powiła nieprawe dziecię znane pod imieniem Alois". Bullock podkreślił, że Alois przez pierwsze 40 lat swojego życia nosił nazwisko panieńskie matki Schicklgruber, żeby dopiero w 1876 r. zmienić je na Hitler – nazwisko utworzone od przezwiska męża matki. Pod takim też nazwiskiem został wpisany do dokumentów parafialnych i gminnych jego syn Adolf. Sprawa wiejskiego skandalu odeszłaby w mroki zapomnienia, gdyby tuż po wojnie nie wyciągnął jej na światło dzienne jeden z najbardziej zaufanych ludzi wodza.

Rewelacje Hansa Franka

Narodowosocjalistyczni etnolodzy niemieccy dowodzili, że w regionie zwanym Waldviertel, gdzie urodził się ojciec Adolfa Hitlera, dominują ludzie o bardzo upartym i zawziętym charakterze. Musieli przecież od wieków stawiać opór żywiołom, które od czasu do czasu pustoszyły te alpejskie doliny. Niemcy widzieli więc w swoim wodzu upartego górala, którego nie jest w stanie odstraszyć żadna przeszkoda. Był to region graniczący z Czechami i wiele wskazywało, że przodkowie wodza III Rzeszy byli częściowo tak znienawidzonymi przez niego Czechami.

Wokół rodowodu Adolfa Hitlera narosło wiele mitów i półprawd. Najdziwniejsze plotki o rzekomo żydowskim pochodzeniu Führera zaczął rozsiewać w 1945 r. nie kto inny, jak sam Hans Frank, były gubernator generalny okupowanych ziem polskich. W więzieniu norymberskim Frank przeszedł na wiarę rzymskokatolicką i zaprzyjaźnił się ze spowiadającym go amerykańskim kapelanem wojskowym i franciszkaninem, ojcem Sixtusem O'Connorem, któremu przed śmiercią podarował swoje zapiski z więzienia. Zgodnie z życzeniem byłego gubernatora generalnego rękopis miał trafić do archiwum klasztornego. Ojciec O'Connor uznał jednak, że jest on zbyt cenny z historycznego punktu widzenia i zgodził się na jego publikację w 1953 r. pod znamiennym tytułem „W obliczu szubienicy" („Im Angesicht des Galgens").

Były bawarski minister sprawiedliwości (od 1934 r.), minister Rzeszy bez teki i generalny gubernator okupowanej Polski opisał pewną ciekawą sytuację, która wydarzyła się w 1930 r. w Brunatnym Domu – centrali NSDAP znajdującej się przy ul. Briennerstraße 45 w Monachium. „Pewnego dnia – pisał Hans Frank – musiało to być mniej więcej pod koniec 1930 r., zostałem wezwany do Hitlera. (...) Pokazując mi jakiś list, Hitler powiedział, że ma do czynienia z »obrzydliwym szantażem« jednego ze swoich najbardziej odrażających krewnych. List, jak twierdził Hitler, dotyczył jego własnego pochodzenia. Jeśli się nie mylę, ten krewny to był syn jego przyrodniego brata Aloisa Hitlera juniora, który czynił delikatne aluzje, że z pewnością »w związku z pewnymi doniesieniami prasowymi istnieje zainteresowanie tym, aby nie rozgłaszać pewnych okoliczności naszej historii rodzinnej«. Te doniesienia prasowe, do których czyniono tutaj aluzje – pisał dalej Hans Frank – szły w tym kierunku, że Hitler miał w swoich żyłach krew żydowską i dlatego w opinii owego krewnego nie miał prawa do tego, aby być antysemitą. I ja z polecenia Hitlera zacząłem potajemnie badać tę sprawę. Na podstawie wszystkich możliwych źródeł stwierdziłem – konkludował Frank – co następuje: ojciec Hitlera był nieślubnym dzieckiem kucharki o nazwisku Schicklgrober z Leonding pod Linzem, zatrudnionej w pewnym gospodarstwie w Grazu. Dlatego zgodnie z prawem, według którego nieślubne dziecko przyjmuje nazwisko rodowe matki, nosił on do ok. 14. roku życia nazwisko Schicklgrober. Kiedy jego matka, czyli babka Adolfa Hitlera, wyszła za mąż za niejakiego Hitlera, jej nieślubne dziecko zostało uznane aktem prawnym per matrimonium subsequens za ślubne dziecko małżeństwa Schicklgrober-Hitler z wszelkimi jego prawami. (...) Najbardziej jednak zadziwiające jest, że ta kucharka Schicklgrober – babka Adolfa Hitlera – gdy urodziła dziecko, służyła w domu u pewnej żydowskiej rodziny o nazwisku Frankenberger. I ten Frankenberger, poczynając od urodzin aż do 14. roku życia dziecka, płacił tej Schicklgrober alimenty dla swojego syna. Cała ta historia – podsumował Frank – była doprawdy wielce nieprzyjemna".

Nie tylko ojciec Sixtus O'Connor dowiedział się o tajemnicy związanej z pochodzeniem Adolfa Hitlera. O swojej rozmowie z Hitlerem w 1930 r. Frank opowiedział także jednemu z przesłuchujących go oficerów amerykańskich. Uwagę historyków powinien zwrócić fakt, że w swoich zapiskach Hans Frank przekręcił nazwisko babki Hitlera, zapisując je jako Schicklgrober zamiast Schicklgruber.

O „wstydliwej" historii rodzinnej wodza wiedziało zarówno wielu wysokich rangą dygnitarzy III Rzeszy, jak i zwykłych Niemców, choć nikt nie ośmielał się mówić o tej sprawie głośno. Plotki o pochodzeniu Hitlera bardzo zainteresowały szefa SS reichsführera Heinricha Himmlera. 4 sierpnia 1942 r. nakazał on agentom Gestapo i SD przeprowadzić w tej sprawie tajne dochodzenia w Austrii. Misja ta została oznaczona w archiwum Gestapo sygnaturą B/23/h 22. Nie wiadomo, czy Adolf Hitler wiedział o tym śledztwie. Nie wiadomo też, czemu miało służyć. Być może Himmler chciał zgromadzić informacje, którymi mógłby szantażować Hitlera.

Niemiecki historyk Werner Maser twierdził, że autorem listu, o którym opowiadał Frank i który w 1930 r. tak rozwścieczył Hitlera, był prawdopodobnie jego przyrodni brat Alois Hitler junior, syn Aloisa Hitlera z drugiego małżeństwa z Franziską Matzelsberger. Ja uważam jednak, że Hans Frank wyraźnie wskazywał na przyrodniego bratanka Führera – Williama Patricka Hitlera. Jego matka, Bridget Elizabeth Dowling, słynęła z rozpowszechniania najbardziej nawet nieprawdopodobnych plotek o swoim szwagrze.

Autor listu, który Hitler pokazał Frankowi, sugerował ówczesnemu szefowi NSDAP, że zna prawdę o pochodzeniu jego ojca. Faktycznie w rodzinie Hitlerów sprawa pochodzenia Aloisa Hitlera seniora była tematem tabu. Urodził się on we wsi Stronnes pod Döllersheim w austriackim regionie Waldviertel jako nieślubne dziecko Marii Anny Schicklgruber i – jak głosiły pogłoski – „pewnego bardzo bogatego Żyda". O złym prowadzeniu się babki Hitlera było w regionie Waldviertel głośno od półwiecza.

Miejscowi twierdzili, że po urodzeniu dziecka Maria Anna Schicklgruber otrzymywała przez następne 14 lat alimenty od bogatego obywatela wyznania mojżeszowego o nazwisku Frankenberger. Hans Frank twierdził, że dowody na żydowskie pochodzenie Aloisa i jego syna Adolfa można znaleźć w długoletniej korespondencji między rodziną Frankenberger i spokrewnionymi z Hitlerem Raubalami. Po wojnie rodzina Raubalów zaprzeczyła jednak istnieniu takiej korespondencji, a Leo Raubal nazwał ją „głupim wymysłem Franka".

Hans Frank nie wiedział jednak, że sprawa rzekomego romansu babki Hitlera z Frankenbergerem była jedynie zasłoną dymną dla ukrycia o wiele większego skandalu, który – gdyby okazał się prawdą – mógłby nawet dzisiaj wzbudzić olbrzymie emocje.

Nieślubny syn Rothschilda?

Istnieją dowody, że tuż po aneksji Austrii specjalny oddział SS poszukiwał w okręgu Waldviertel dokumentów na temat rodziny Adolfa Hitlera. Nie wiadomo, czy sam Adolf Hitler wiedział, że taka akcja jest prowadzona, czy została ona przez niego zlecona. Jedna z plotek głosiła, że dochodzenie prowadził sam Reinhard Heydrich, późniejszy szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA), Sicherheitspolizei i Sicherheitsdienst (SD), służby bezpieczeństwa SS. Być może wtedy zgromadzono i zniszczono ślady po szczególnie kompromitującej Führera historii rodzinnej, według której Maria Anna Schicklgruber zaszła w ciążę, będąc kucharką w domu barona Salomona Mayera Rothschilda.

Był on założycielem wiedeńskiego oddziału banku Rothschildów, finansującym m.in. rozwój cesarskich kolei. Nagrodzony w 1822 r. przez cesarza Franciszka II Habsburga tytułem barona, stał się jednym z najbardziej wpływowych mieszkańców XIX-wiecznego Wiednia. Wraz ze swoim ojcem Mayerem Amschelem von Rothschildem (twórcą potęgi Rothschildów w Niemczech) oraz bratem Nathanem (człowiekiem, który zawładnął finansami Anglii), postawił sobie za cel stworzenie najpotężniejszego i bez wątpienia najbardziej wpływowego imperium finansowego w dziejach. Posiadający takie informacje Reinhard Heydrich nie wypuściłby ich z rąk. Stanowiłyby one największą gwarancję rozwoju jego kariery i służyłyby szantażowaniu samego Führera. Niektórzy obdarzeni szczególną wyobraźnią poszukiwacze teorii spiskowych uważają, że to właśnie ta wiedza doprowadziła do przedwczesnej śmierci Heydricha.

Herr Adolf Schicklgruber

Jakże straszną ironią losu byłby fakt, że Salomon Mayer Rothschild mógł być także dziadkiem przywódcy najbardziej antysemickiego ruchu społecznego w dziejach świata.

Nie istnieją żadne dokumenty ani twarde dowody rzeczowe, które wspierałyby tak bulwersującą hipotezę. Ale istnieją pewne poszlaki, które mogą wywoływać zrozumiały niepokój historyków.

Znamienne, że historią babki Hitlera interesowali się nie tylko Niemcy. Szczególną uwagę tej sprawie poświęcił rodak i jednocześnie jeden z najwcześniejszych i najgroźniejszych wrogów Führera, kanclerz Austrii dr Engelbert Dollfuss. Z dokumentów, jakie zachowały się ze specjalnego dochodzenia, które Dollfuss zarządził na początku lat 30. XX w., wynika jasno, że babka Hitlera została wyrzucona z domu Rothschildów dopiero wtedy, gdy jej ciąża „zaczęła być widoczna". Kilka miesięcy po opuszczeniu domu Rothschilda Maria Anna Schicklgruber zawarła związek małżeński z wiejskim młynarzem Johannem Georgiem Hiedlerem. Ślub odbył się prawdopodobnie za odpowiednią opłatą ze strony prawdziwego ojca dziecka i pod wstępnym warunkiem, że dziecko będzie wychowywane przez brata męża, gospodarza Johanna Nepomuka, nazywanego Hütler. Przezwisko to, zapewne o korzeniach czeskich, oznaczało w lokalnej gwarze chałupnika lub górnika.

Należy pamiętać, że zgodnie z ówczesnym prawem austriackim nieślubne dziecko przyjmowało nazwisko rodowe matki. Nie możemy zatem na tej podstawie dojść tożsamości tajemniczego dziadka Adolfa Hitlera. Niektórzy biografowie Hitlera uważają nawet, że sam Führer urodził się jako Adolf Schicklgruber i dopiero kiedy dowiedział się o skandalu rodzinnym, postanowił zmienić swoje nazwisko na przezwisko męża babki – Hütler vel Hitler. Byłoby to bez wątpienia sensacyjne odkrycie, dowodzące potrzeby ukrycia przez wodza III Rzeszy jakiejś tajemnicy rodzinnej. Zaprzecza temu list Hansa Franka, który twierdził, że Alois Schicklgruber zmienił nazwisko na Hitler, kiedy został usynowiony w wieku 14 lat. Informację tę potwierdza przechowywany w Archiwum Sądu Okręgowego w Allensteig oryginał umowy ślubnej.

Nie zmienia to jednak faktu, że wielu Niemców wiedziało o skandalu, który rodzina Hitlerów starała się ukryć. Nazwisko Schicklgruber stało się obiektem kpin i żartów już w czasach Republiki Weimarskiej. Przeciwnicy lidera NSDAP nazywali go pogardliwie „Herr Adolf Schicklgruber", np. minister obrony Niemiec (do 1932 r.) Wilhelm Groener, który tuż przed dojściem Hitlera do władzy napisał w liście do swojego przyjaciela generała Kurta Schleichera: „Sądzę, że złożyłem armii ofiarę, zsyłając tę bezużyteczną narzeczoną – SA – do Hadesu. Teraz to sprawa generałów, aby zatroszczyli się o to, żeby armia, niczym rozhisteryzowane kobiety, nie całowała pana Schicklgrubera po rękach".

Sprawę nazwiska ojca Adolfa Hitlera tłumaczy w sposób przekonujący brytyjski historyk David Lewis, autor cennej monografii „Człowiek, który stworzył Hitlera". Lewis odkrył, że dopiero w listopadzie 1876 r. 84-letni Johann Georg Hiedler przyszedł do księdza Josefa Zahnschirma, proboszcza parafii Döllersheim, z nietypową prośbą. Poprosił o dopisanie na świadectwie chrztu Aloisa, że jest jego ojcem. Na potwierdzenie tego wydarzenia Lewis wskazuje na przechowywaną w Krajowym Archiwum Dolnej Austrii fotokopię pisma urzędowego starostwa powiatowego Mistelbach z 20 listopada 1876 r., skierowanego prawdopodobnie do wspomnianego księdza Josefa Zahnschirma, w którym możemy przeczytać: „Cesarsko-królewski wyższy urzędnik celny Alois Schicklgruber jest w pełni uprawniony do noszenia rodowego nazwiska swego ojca »Hitler«. Powiadamiamy o tym Waszą Wielebność w odpowiedzi na pisma z 6 października i 2 listopada br. (...) w celu dalszego powiadomienia strony". Ta fotokopia obala więc hipotezę, że wódz III Rzeszy urodził się pod panieńskim nazwiskiem swojej babki ze strony ojca.

Obecnie biografowie Adolfa Hitlera nie dysponują żadnymi dokumentami wskazującymi, że Adolf Hitler mógł być wnukiem barona Salomona Mayera Rothschilda, jednego z najbardziej znanych Żydów w historii świata. Stosując jednak metody śledztwa poszlakowego, można całkiem racjonalnie dowieść wysokiego prawdopodobieństwa, że 42-letnia Maria Anna Schicklgruber zaszła w ciążę w okresie, kiedy pracowała u żyjącego w stanie kawalerskim bankiera Rothschilda. Nie wiemy, czy kobieta otrzymała od swojego pracodawcy jakąkolwiek odprawę pieniężną. Podejrzenia może nasuwać jedynie fakt, że młynarz ze Stronnes nie wahał się wziąć ślubu z kobietą, która urodziła bękarta, ale namyślał się aż 39 lat, aby ostatecznie dopiero pod koniec życia uznać Aloisa za swojego prawowitego syna.

„Gracki kompleks" Hitlera

Sam Adolf Hitler kłamał w wielu sprawach dotyczących swojej młodości i przodków. Szczególnie gdy dotyczyło to pochodzenia i zamożności jego rodziny. W „Mein Kampf" pisał: „Mój pradziadek (ojciec Anny Marii Schicklgruber) był biednym, bezrolnym chłopem". Ten opis jest z gruntu fałszywy i służyć miał zapewne propagandowemu wizerunkowi wodza „wywodzącego się z biednego ludu". Na podstawie dokumentów zachowanych w Archiwum Sądu Okręgowego w Allensteig można wysnuć wniosek, że rodzice Anny Marii Schicklgruber nie byli wcale biednymi, bezrolnymi chłopami, jak twierdził Hitler, ponieważ każdego miesiąca wypłacali jej 74,25 korony, a wraz z odsetkami 153 korony, które miały siłę nabywczą odpowiadającą obecnie ok. 700 USD.

Nie była to więc mała kwota i nie świadczyła o ubóstwie pradziadków Adolfa Hitlera. Tym bardziej że Schicklgruberowie płacili stałą pensję także dwóm innym córkom: Theresii i jej nieznanej z imienia siostrze. Wszystkie trzy córki dostały w spadku po rodzicach po 700 koron. O tym, że Johannes Schicklgruber, pradziadek Adolfa Hitlera, wcale nie był „biednym, bezrolnym chłopem", świadczą zachowane do dzisiaj w Archiwum Dolnej Austrii „uzgodnienia w związku z zawarciem małżeństwa" i spis „inwentarza" gospodarstwa Schicklgruberów. Opis pradziadka Johannesa, który Hitler zawarł w „Mein Kampf", dowodzi, że wódz NSDAP za wszelką cenę nie chciał być postrzegany jako potomek austriackiej, małomiasteczkowej, prowincjonalnej klasy średniej. Ale takim właśnie był. Jego przodkowie nie byli biednymi ofiarami ówczesnych stosunków gospodarczo-społecznych. Niemniej historia własnej rodziny zdawała się wywoływać u Adolfa Hitlera bardzo silne emocje.

Plotki o jego żydowskim dziadku jedynie nasiliły tę obsesję. Wspomniany Hans Frank nie wierzył jednak w prawdziwość tych plotek. „Ale któż mógłby obarczyć wnuka grzechami jego babki?" – pytał w Norymberdze swoich rozmówców były kat Polski, współodpowiedzialny za śmierć milionów ludzi, których jedyną winą było takie, a nie inne pochodzenie. „To, że Adolf Hitler w swoich żyłach na pewno nie miał żydowskiej krwi, wydaje się wynikać ewidentnie z całej jego istoty do tego stopnia, że nie potrzeba tu więcej słów" – podkreślał Frank w rozmowie z amerykańskim kapelanem O'Connorem.

„Nadto ten »gracki kompleks« jest jedynym źródłem, na podstawie którego w ogóle można by pomyśleć o związku pochodzeniowym pomiędzy Hitlerem a żydostwem – spekulował Frank. – Oczywiście, istnieje tu tylko jedna, jeśli już ponad wszystko dająca się uzasadniać opinia. Któż ponadto chciałby przedstawić tę całą wiedzę realnemu światu?" – pytał swojego rozmówcę Frank, po czym wbrew wypowiedzianej przed chwilą opinii stwierdzał: „Muszę zatem dodać, że całkiem niewykluczone, iż ojciec Hitlera – w świetle tego, co powiedziano – był w połowie Żydem, poczętym w wyniku związku pozamałżeńskiego Schicklgruber z Żydem z Grazu. Wedle tego samego Hitler byłby w jednej czwartej Żydem. Wówczas jego nienawiść do Żydów byłaby po części uwarunkowana powstałą ze wzburzonej krwi psychozą do krewnych. Któż potrafiłby to wszystko zinterpretować!" – konkludował Hans Frank, jeden z autorów rasistowskich ustaw norymberskich.

,,Dziedziczna skaza" Hitlera

Hans Frank mylił się, twierdząc, że przeszłość rodziny Hitlera jest bez znaczenia. Jeżeli prawdą jest, a wiele na to wskazuje, że Adolf Hitler mógł być wnukiem barona Salomona Mayera Rothschilda lub mężczyzny o nazwisku Frankenberger, konsekwencje mogłyby być bardzo poważne dla historii III Rzeszy. Zgodnie bowiem z art. 4 ustaw norymberskich Żydzi i „ludzie żydowskiego pochodzenia" nie mogli być obywatelami Niemiec. Z kolei art. 5 tegoż zbrodniczego prawa określał ich jedynie jako „gości przebywających chwilowo w Niemczech". Według art. 6 człowiek, którego choćby jeden z dziadków był pochodzenia żydowskiego, nie mógł piastować żadnych urzędów, „obojętnie jakiego rodzaju, tak w Rzeszy, jak i w kraju czy gminie".

Po dojściu Hitlera do władzy pół miliona niemieckich Żydów, którzy stanowili zaledwie 0,75 proc. populacji III Rzeszy, oskarżono o całe zło tego świata. Nazistowska propaganda ukazywała ich jako największego wroga wewnętrznego, szczególnie odpowiedzialnego za klęskę Niemiec w 1918 r. oraz za kryzys gospodarczy lat 20. Główny ideolog III Rzeszy Alfred Rosenberg uważał, że „żydostwo jest skazą dziedziczoną po przodkach" i żaden światopogląd ani postawa społeczna nie są w stanie wymazać „dziedzicznego obciążenia tą chorobą", nawet jeżeli tylko jeden z przodków był Żydem.

Ta obłędna ideologia odrzucała całkowicie indywidualną postawę każdego człowieka. Dlatego w III Rzeszy dochodziło do najbardziej absurdalnych sytuacji, jakie kiedykolwiek miały miejsce w „cywilizowanym" świecie. 17 sierpnia 1938 r. wprowadzono rozporządzenia wykonawcze do obowiązującego od dwóch lat prawa rasowego, które nakazywało wszystkim osobom zakwalifikowanym jako Żydzi lub „mieszańcy" noszenie drugiego imienia. Mężczyźni musieli nosić drugie imię Israel, a kobiety – Sara. Tak rozpoczęła się brutalna stygmatyzacja ludzi, którzy często nawet nie wiedzieli o swoim żydowskim pochodzeniu. Jeżeli wygłaszane przez Hansa Franka plotki o żydowskim dziadku Adolfa Hitlera byłyby prawdziwe, to wódz III Rzeszy powinien był nosić – zgodnie z obłędnym prawem stworzonym przez siebie – drugie imię Israel. A przecież wieści o żydowskim dziadku Hitlera nie były ściśle strzeżoną tajemnicą. W gruncie rzeczy wiedziało o nich wielu Niemców. Już w roku 1932 i 1936 popularny biograf Hitlera Konrad Heiden, sam pochodzenia żydowskiego, wskazywał na dowody świadczące o żydowskich korzeniach wodza III Rzeszy. Nic jednak się nie wydarzyło, nikt nie ośmielił się podjąć tego tematu i nikt nie zapytał, dlaczego Alfred Rosenberg nie dostrzega „dziedzicznej skazy" u swojego wodza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA