fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

W cieniu krucjaty. Część III

Położona u podnóża góry Silpius Antiochia Syryjska miała tak długie mury, że wewnątrz miasta mieściły się sady i pola uprawne
Wikipedia
Potrafili jednym zamachem obalić całe imperium. W podstępny sposób zabijali przywódców świata islamskiego, zmieniając bieg historii. Wynieśli zabójstwo polityczne do rangi najdoskonalszej strategii politycznej.

Umiejętności i metody działania asasynów są dzisiaj studiowane na akademiach wojskowych i w szkołach służb specjalnych na całym świecie. Wykorzystują je także współcześni islamscy terroryści, którzy posługują się tą samą bronią co średniowieczne bractwo asasynów – jest nią strach. W ich strategii nie chodzi o planowe działania wojskowe na szeroką skalę, ale o wywołanie paniki przed niewidzialnym wrogiem. Publiczna psychoza była i nadal jest najważniejszą bronią tych ludzi. Skoro sekta może przeniknąć do najbardziej hermetycznych kręgów władzy, to oznacza, że nikt ze zwykłych ludzi nie może czuć się bezpiecznie.

Pod koniec XI w. Hasan ibn Sabbah założył tajemniczą sektę nizarytów. W ciągu blisko dwóch wieków posiadła ona twierdze, kryjówki i zamki położone od Morza Kaspijskiego aż po syryjskie wybrzeże Morza Śródziemnego. Przeciwnicy nizarytów nadali im obraźliwą nazwę asasynów, która dzisiaj jest synonimem zabójców. W pierwszych wiekach drugiego tysiąclecia po Chrystusie oznaczała raczej szaleńców narkotyzujących się haszyszowym dymem.

Hasan ibn Sabbah przemierzył całą Persję w poszukiwaniu doskonałej kryjówki, która stanowiłaby centralę jego organizacji. Takie miejsce znalazł w górach Elbrus na południe od Morza Kaspijskiego, w zamku Alamut.

W początkowym okresie swojego istnienia, jeszcze za życia Hasana ibn Sabbaha, nizaryci skupili się głównie na konfrontacji z sunnickimi Wielkimi Seldżukami. W tym okresie ich walka obejmowała głównie obszary ówczesnej Persji. W XII w. rozlała się na cały Bliski Wschód.

Nizaryci kojarzą się nam dzisiaj wyłącznie z fanatycznymi zabójcami. W rzeczywistości ten proceder był tylko elementem ich działalności. Zajmowali się głównie nawracaniem szyitów oraz – w miarę możliwości – przedstawicieli innych odłamów islamu na swoją wizję wiary w ukrytego imama, który ma rządzić światem.

Początkowo do tego celu wyznaczeni byli da'iowie, których – stosując nasze kategorie myślowe – nazwalibyśmy misjonarzami lub nauczycielami działającymi w imieniu ukrytego imama. W późniejszych dekadach „nawracanie" miało charakter siłowy. Kto nie był z nizarytami, ten musiał zginąć.

Hasan ibn Sabbah twierdził, że nie chce podbijać innych państw. Nie interesowały go pieniądze. Żył niczym eremita w surowych komnatach Alamutu, którego od momentu zakupu zamku aż do swej śmierci nigdy nie opuścił. Był człowiekiem o żelaznym charakterze, który nie potrzebował żadnych wygód życiowych. Ale przede wszystkim był wizjonerem, którego poglądy polityczne wybiegały daleko w przyszłość. Wierzył w idealną wspólnotę wiernych pod przywództwem oświeconego imama, bez nierówności ekonomicznych, podziałów, klas i niewolnictwa. Ta utopijna wizja doskonałej republiki islamskiej pobrzmiewała gdzieś głęboko ukryta w koncepcji budowy nowego Iranu po obaleniu szacha Mohammada Rezy Pahlawiego w 1979 r.

Hasan był bez wątpienia charyzmatycznym kaznodzieją, który mistrzowsko przyciągnął wielu ludzi do swojej organizacji. Wielu historyków uważa jednak, że nie nadawał się na przywódcę politycznego. Zamknięty w swojej ponurej siedzibie utracił kontakt z rzeczywistością. Jak każdy przywódca sekty fanatyków otoczył się ludźmi obsesyjnie mu oddanymi. Tych, którzy przejawiali jakiekolwiek wątpliwości, bezwzględnie likwidował. Nie miał litości nawet dla własnych synów.

Doktryna Hasana

Nie wiemy, czy nizaryci rzeczywiście stosowali narkotyki, żeby wprowadzić się w stan mistycznego uduchowienia i przełamać strach przed śmiercią. Jak w każdej legendzie, tak i w tej jest zapewne odrobina prawdy. Nikt o zdrowych zmysłach nie rzuca się z murów zamkowych w przepaść, aby udowodnić wierność swojemu przywódcy.

Brytyjski historyk Bernard Lewis obliczył, że za 35-letnich rządów Hasana ibn Sabbaha asasyni dopuścili się 50 morderstw o podłożu politycznym. To liczba zdecydowanie mniejsza niż podana w pismach perskiego historyka Raszida ad-Din Tabibiego, który wspomina o 75 udanych zamachach.

Zabójstwa te nie pozostawały bezkarne. Każdy zamach był okupiony odwetowym masakrami na społeczności nizaryckiej. Asasyni byli tak znienawidzeni, że nie sprzedawano ich nawet jako niewolników. Złapany nizaryta zazwyczaj ginął w straszliwych męczarniach. Historycy podkreślają, że większości morderstw asasyni dokonali za panowania Hasana ibn Sabbaha.

Oczywiście nie wszyscy współwyznawcy doktryny religijnej Hasana ibn Sabbaha byli zabójcami. Na zamachowców wybierani byli tylko najbardziej oddani i najlepiej przeszkoleni fidai. Asasyn, aby uniknąć pochwycenia go, uciekał się do samobójstwa, natomiast jako narzędzia zbrodni używał sztyletu.

A przecież większość ich ofiar stanowili ludzie uzbrojeni w miecze i otoczeni przeszkoloną ochroną. Nie byli to jednak wyłącznie emirowie, sułtani czy przywódcy wojskowi. Wśród ofiar zamachów asasyńskich było wielu sunnickich nauczycieli i kaznodziejów, którzy potępiali nizarytów jako diabelską sektę.

Intencją zamachów nie było wymierzenie kary konkretnej osobie, ale psychologiczne zastraszenie całej wspólnoty wiernych; wzbudzenie przekonania, że niewidzialne ostrze skrytobójcy kryje się w każdym cieniu, w każdym zaułku ulicy, w meczecie lub nawet na spotkaniu rodzinnym. Zabójcami okazywali się przyjaciele, krewni, uczniowie, najwierniejsi słudzy lub żołnierze. Celem asasynów nie była wyłącznie fizyczna eliminacja wrogów, ale zasianie wśród nich obsesyjnej paniki i podejrzliwości.

Nasza wiedza o asasynach opiera się głównie na kronikach i przekazach spisanych przez ich wrogów. W 1256 r. Mongołowie zniszczyli wielką bibliotekę nizarycką w Alamucie. Przetrwał jedynie fragment napisanej przez Hasana krytyki doktryny talim. Była to autorytatywna koncepcja szyicka, która odbierała ludziom możliwość poszukiwania prawdy religijnej, ponieważ – jak uważał Hasan – nie są oni do tego przygotowani. Sabbah wierzył, że gdyby ludzie mieli taką zdolność, Bóg nie musiałby im wysyłać proroka. A skoro to zrobił, to wszelka interpretacja prawa bożego musi być wykonywana przez wyznaczonych przez Boga imamów, z których każdy wyznacza swojego następcę. Według Hasana imam był zatem kimś nadzwyczajnym i niepowtarzalnym, a jego autorytet – absolutny. Wszyscy inni ludzie nie mogli rozumieć prawdziwej natury imama, ponieważ znać ją mógł tylko on sam i ten, który go przysłał na Ziemię.

Wszelkie kroniki – jeżeli w ogóle zostały spisane – oraz dzieła o charakterze teologicznym przepadły zatem w 1256 r. na zawsze. Prócz tego jedynego zachowanego fragmentu rękopisu Hasana ibn Sabbaha nie znamy żadnego innego stworzonego przez niego opisu nizaryckiej wizji świata, która tak bardzo przyciągała młodych ludzi gotowych w jej obronie oddać bez wahania swoje życie.

Historia nizarytów ma pewne punkty wspólne z historią katarów. Z tą jednak różnicą, że ci drudzy nie posługiwali się przemocą jako narzędziem prowadzącym do realizacji ich postulatów religijnych. I tak jak wokół katarów narosło wiele mitów stworzonych przez ich wrogów, tak zapewne ponura legenda asasynów była w znacznym stopniu dziełem ich wrogów.

Czarna legenda bractwa

Historycy sunniccy nazywali asasynów zdegenerowaną bandą „malahida" – heretykami, których pozorna religijność była jedynie przykrywką do działalności przestępczej. Od drugiej połowy XII w. do dzisiaj asasyni są przedstawiani w literaturze sunnickiej jako zwykli degenaraci. Winę za to ponosi wydany w 1123 r. i sporządzony za panowania fatymidzkiego kalifa al-Amira antynizarcyki traktat, w którym po raz pierwszy pada termin „hasziszijja". Autor dzieła nie podał znaczenia tego słowa. Dopiero wiele dekad później zinterpretowano to słowo jako „palacze haszyszu". Krążyły bowiem plotki, że przywódcy nizaryjscy każą swoim uczniom palić sprasowaną żywicę konopii indyjskiej w czasie ich pobytu w Ogrodzie Rozkoszy.

Co ciekawe, współcześni asasynom kronikarze sunniccy i szyiccy nigdy o takiej praktyce nie wspominali. Być może była to więc forma czegoś, co dzisiaj nazwalibyśmy w języku potocznym muzułmańskim czarnym piarem.

Pierwszym historykiem europejskim, który w 1809 r. przyjął tę interpretację słowa „hasziszijja", był Sylwester de Sacy. Później jednak podkreślał w swoich książkach, że „fidai" nie stanowili grupy zdegenerowanych narkomanów pod władzą bezlitosnego wodza. Bardzo często się uważa, że ludzie służb specjalnych działają pod wpływem jakichś środków uzależniających. Żaden narkotyk nie może jednak utrzymać człowieka w znakomitej formie fizycznej i umysłowej z jednoczesnym uzależnieniem od woli kogoś innego. Należy także pamiętać, że większość muzułmanów potępiała zażywanie jakichkolwiek środków halucynogennych. A Hasan ibn Sabbah wydawał się pod tym względem szczególnie rygorystyczny.

W maju 1124 r. Hasan ibn Sabbah ciężko zachorował. Zdał sobie sprawę, że należy wyznaczyć następcę, który poprowadzi stworzone przez niego bractwo. Kazał posłać po swojego zastępcę Buzurg-Ummida, którego jako jedynego człowieka darzył zaufaniem. Kiedy Buzurg przybył z zamku Lammasar do Alamutu, Hasan oświadczył mu, że odtąd zamieszka w tym miejscu jako jego następca. Hasan przydzielił mu radę składającą się z trzech mędrców: dowódcy armii ismailickiej Kii Ba Dża'fara, kaznodziei Dihdara Abu Aliego Ardistaniego i Hasana Adama Kasraniego. Teraz spokojny o swoją spuściznę siedemdziesięcioparoletni Hasan ibn Sabbah mógł się szykować do odejścia z tego świata.

Dziwnym zrządzeniem losu asasyni najbardziej kojarzą się nam z postacią syryjskiego przywódcy ismailitów Rashida ad-Din Sinana, o którym wspominają niektórzy europejscy kronikarze. Nim jednak nastały jego czasy, po śmierci Hasana ibn Sabbaha władzę nad nizarytami z twierdzy Alamut sprawowało siedmiu następców Starca z Gór: Buzurgumid, Muhammad, Hasan II, Muhammad II, Hasan III, Muhammad III i Churszach.

Zachód się budzi

Syria stanowiła doskonały grunt do krzewienia idei ismailickich. W XI w. kraj ten znajdował się na granicy państwa Fatymidów i sunnickich Seldżuków. Nie był to jednorodny twór państwowy. Wiele syryjskich miast-państw miało własnych emirów. Byli to zazwyczaj seldżuccy watażkowie, którzy nieustannie ze sobą walczyli. W rezultacie Syria, podobnie jak Palestyna, stały się polem walki między sunnitami i szyitami. Była to sytuacja sprzyjająca rozwojowi wszelkiego rodzaju radykalnych sekt.

Głównym ośrodkiem ismailickim w Syrii przed powstaniem fatymidzkiego kalifatu było miasto Salamija. Zresztą niechęć do Abbasydów była odczuwana w całej Syrii. Należy pamiętać, że przed Bagdadem stolicą kalifatu islamskiego był Damaszek. Mieszkańcy Syrii odczuwali przeniesienie stolicy jako degradację. Syria, jako obszar nękany nieustannymi konfliktami, przyciągała wszelkiej maści buntowników. W pierwszej połowie XII w. do Syrii dotarli druzowie, zwolennicy fatymidzkiego kalifa Al-Hakima. Podobnie jak później nizaryci z Persji znaleźli oni schronienie w ustronnych górskich miasteczkach na pograniczu Libanu.

Nieustanne konflikty wewnętrzne, które nękały świat islamu, spowodowały, że muzułmanie nie zauważyli niebezpieczeństwa, które powoli nadciągało z Europy. Zamiast się kłócić, powinni byli w porę dostrzec to, co działo się na Półwyspie Iberyjskim lub to, jak w 1072 r. Normanowie zmietli muzułmański Emirat Sycylii.

Dla mieszkańców Lewantu chrześcijaństwo było tożsame jedynie z cesarstwem bizantyjskim – państwem, które w opinii muzułmanów chyliło się ku upadkowi. Nikomu na Bliskim Wschodzie nie przychodziło do głowy, że oto przez seldżucką prowokację budzi się z długiego uśpienia Europa łacińska, zdolna do ogromnego wysiłku logistycznego, gospodarczego i ludzkiego, czyli wielonarodowej wyprawy zbrojnej w celu wyzwolenia Ziemi Świętej spod panowania skłóconych kalifów. Niezdolne do zgromadzenia własnej armii i kontrofensywy cesarstwo bizantyjskie poprosiło Zachód o ratunek. W 1096 r. bizantyjski cesarz Aleksy I Komnen zwrócił się do papieża Urbana II o wysłanie katolickich żołnierzy do walki z Turkami. Aleksy chciał dowodzić tymi najemnikami. Ale owładnięte uczuciami religijnymi tłumy wcale nie zamierzały walczyć dla Konstantynopola. Ich celem i marzeniem było wyzwolenie Jerozolimy i bazyliki Grobu Świętego spod panowania Seldżuków, którzy zabronili chrześcijanom przybywać do najświętszego miejsca chrześcijaństwa. Tym samym rozpoczynała się gigantyczna konfrontacja dwóch cywilizacji, z których każda, we właściwy dla siebie sposób, postrzegała Jerozolimę jako najświętsze miejsce na Ziemi.

Krucjata nędzników

Pierwsza krucjata była daleka od wyobrażeń, jakie serwują nam hollywoodzkie filmy. Główną grupę zbrojnego rycerstwa poprzedzały wielkie tłumy zwykłych, bardzo prostych i ubogich ludzi uzbrojonych w co się tylko dało. Trudno sobie wyobrazić, jak radzili sobie z podstawowymi problemami natury logistycznej – wyżywieniem, higieną, snem, obozowaniem, dyscypliną, zdrowiem itp. Nie mieli żadnego dowództwa, żadnej organizacji, żadnego przyzwoitego zaopatrzenia i żadnej wiedzy o miejscach, do których podążali. Wielu po drodze zmarło z wycieńczenia, głodu, dezynterii czy innych chorób, które nieustannie nękały tłum.

Do Konstantynopola dotarli w 1096 r. Przerażony widokiem tych nieszczęśników cesarz Aleksy I Komnen, z obawy przed epidemią i grabieżą, zabronił ich wpuszczać nawet na przedmieścia stolicy. Zdążyli zresztą już splądrować niejedno bizantyjskie miasto i wieś. Byli postrzegani bardziej jak zagrożenie niż pomoc przed poganami. Żeby pozbyć się problemu, cesarz kazał przewieźć ich na statkach do Azji Mniejszej. Tam, nim zdążyli zbudować obóz, zostali otoczeni przez seldżucką armię Kilidża Arslana I i wycięci w pień. Spontaniczna krucjata zwykłych chrześcijan z warstw niższych okazała się całkowitą porażką.

Jednak po pierwszej nieudanej wyprawie zwykłych ludzi do Azji Mniejszej przypłynęła mniej liczna, ale za to znacznie lepiej uzbrojona i zaopatrzona armia zbrojnego rycerstwa europejskiego, która wcale nie zamierzała podporządkować się cesarzowi bizantyjskiemu. Przekonany, że znowu ma do czynienia z motłochem, Kilidż Arslan nie spieszył się z uderzenie na chrześcijański desant. Tym sposobem dopuścił do oblężenia Nicei (dzisiejszego miasta ?Iznik). Kiedy już zorientował się, jak wielki popełnił błąd, nie był w stanie odbić miasta. Został pobity, a krzyżowcy ustanowili chrześcijański przyczółek, z którego mieli ruszyć z chwalebną misją wyzwolenia Ziemi Świętej i Grobu Pańskiego.

Zdobycie Jerozolimy

Teraz na ich drodze do świętego miasta stała starożytna twierdza Antiochia, która w I stuleciu była stolicą rzymskiej prowincji Syrii. Forteca była otoczona tak długimi murami, że broniący jej mieli zaopatrzenie z pól i sadów, które znajdowały się wewnątrz miasta. Oblężenie trwało od 20 października 1097 do 3 czerwca 1098 r. Krzyżowcom udało się zdobyć miasto, ale nie zdołali wedrzeć się do cytadeli. Już po tygodniu sami musieli się bronić przed odsieczą atabega Mosulu Kiwama ad-Daula Abu Sai'da Kurbugha.

28 czerwca 1098 r. chrześcijanie wyszli przed miasto i zaatakowali muzułmanów na otwartym polu. Tylko nieliczni żołnierze Kurbugha przetrwali uderzenie europejskiego rycerstwa. Tego dnia krzyżowcy zajęli także cytadelę, a władzę nad miastem powierzono Boemundowi I de Hauteville, synowi normandzkiego księcia Apulii i Kalabrii.

Dopiero teraz, w obliczu „najazdu" chrześcijan, ujawniła się słabość podzielonych przywódców muzułmańskich. Dziesięciolecia sporów religijnych tak osłabiły zdolności obronne wyznawców religii proroka Mahometa, że zdawało się, iż nic nie uratuje ich imperium od całkowitego upadku. Te miasta, które chciały uniknąć wyniszczającego oblężenia, płaciły krzyżowcom daninę lub składały przysięgę wierności. Dlatego pochód wojsk chrześcijańskich nie napotykał większego oporu i wkrótce rycerze dotarli do Jerozolimy. Fatymidzki garnizon miasta nie stawiał dłuższego oporu.

15 lipca 1099 r., 462 lata od zajęcia miasta przez Arabów, w miejscu, gdzie w 1009 r. fatymidzki kalif al-Hakim zburzył bazylikę Grobu Świętego, załopotał chrześcijański sztandar. Święte miasto niczym nie przypominało jednak wspaniałego grodu Dawida i Salomona, który możemy ujrzeć na średniowiecznych i renesansowych obrazach. Od czasu zbudowania w 691 r. Kopuły na Skale (Kubbat as-Sachra), miasto popadło w całkowitą ruinę. Krzyżowcy byli tak rozsierdzeni tym, co ujrzeli, że wymordowali większość muzułmańskich i żydowskich mieszkańców. Postanowili też odbudować miasto, zaczynając od restauracji bazyliki Grobu Świętego. Jerozolima została ustanowiona stolicą Królestwa Jerozolimskiego, jednego z czterech państw chrześcijańskich utworzonych przez uczestników krucjaty.

W czasie gdy chrześcijanie cieszyli się zdobyciem Jerozolimy, z Persji do Syrii wyruszyła grupa nizarytów pod wodzą al-Hakima al-Munadżdżima. Nie wiedzieli jeszcze, co dzieje się w Syrii. Byli przekonani, że stanie się ona bardzo podatnym gruntem dla ich nauki. Jednak ich przybycie do tego kraju w 1100 r. znacznie pogłębiło wewnętrzny kryzys, który nękał świat islamu. /©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA