fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Beria: Sowiecki Wallenrod?

Pogrzeb Józefa Stalina. Przy trumnie stoją od lewej: Beria, Malenkow, Bułganin i Woroszyłow
Getty Images
Czy to możliwe, że jeden z najbardziej zaufanych współpracowników Stalina był jego największym wrogiem?

Lawrenti Pawles dze Beria, bo tak brzmiało po gruzińsku imię i nazwisko bezlitosnego szefa NKWD, czuł się przede wszystkim gruzińskim patriotą. Początkowo wierzył, że Stalin będzie wspierał gruzińskie środowiska narodowe. Kiedy jednak poznał bliżej Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwilego, był nim bardzo rozczarowany.

Wiele wskazuje, że pod koniec 1952 r. Ławrientij Beria zaczął myśleć o zabiciu dyktatora i przejęciu władzy w Związku Radzieckim. Niektóre jego wypowiedzi i działania skłaniają do przekonania, że był wrogiem kultu jednostki i szczerze brzydził się sowieckim systemem władzy.

W 60. rocznicę śmierci Stalina odtajniono dokumenty, które w opinii rosyjskich historyków miały ponad wszelką wątpliwość potwierdzać, że przyczyną jego zgonu były jedynie poważne problemy zdrowotne i hulaszczy tryb życia.

Raport nosi znamiona wysokiej wiarygodności. 75-letni Józef Stalin cierpiał na bardzo zaawansowaną marskość wątroby oraz rozległą miażdżycę naczyń krwionośnych. Dokument z sekcji zwłok potwierdza, że bezpośrednią przyczyną zgonu tyrana był udar mózgu spowodowany alkoholem. Istnieją jednak poszlaki, które wskazują, że wydarzenia z 5 marca 1953 r. mają znamiona zamachu politycznego. W oficjalnym akcie zgonu Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwilego zaznaczono godzinę 21.50 jako czas, kiedy „przestało bić serce drogiego przywódcy, słońca postępowej ludzkości". Jednak wcześniejsze 48 godzin życia wodza jest osnute tajemnicą. Oficjalna wersja głosi, że po południu 5 marca Stalin napił się swojego ulubionego gruzińskiego wina, po czym nagle osunął się na podłogę i zapadł w śpiączkę. Pewne też jest, że w czasie agonii przebywało przy nim kilkadziesiąt osób, w tym córka Swietłana, syn Wasyl oraz stali bywalcy nocnych imprez, z Ławrientijem Berią, Wiaczesławem Mołotowem i Nikitą Chruszczowem na czele. Mimo że w domu i wokół niego znajdowała się ochrona i osobista służba medyczna dyktatora, nikt nie udzielił mu pomocy lekarskiej. Według opisu Swietłany pretorianie Stalina bezczynnie przyglądali się jego agonii.

Nie wszyscy zgadzają się z tą wersją wydarzeń. Brytyjski historyk Simon S. Montefiore twierdzi, że już 3 marca 1953 r. Ławrientij Beria przejął ster władzy w państwie, ponieważ Stalin znajdował się w śpiączce. W 2008 r. rosyjski historyk Nikołaj Dobriusza uzyskał dostęp do tajnych dokumentów archiwalnych FSB dotyczących śmierci Stalina. Zawarte w nich protokoły przesłuchań ochrony dyktatora mają datę 3 marca 1953 r. Wynika z nich, że generalissimusa znaleziono leżącego przy stole rankiem 1 marca. Na tym samym stole śledczy znaleźli wypitą do połowy butelkę wody. Ta butelka, po której potem ślad zaginął, stanie się głównym obiektem podejrzeń osób doszukujących się zamachu na życie Stalina. Dobriusza podkreśla zresztą, że w pokoju były też dwie inne butelki, ale tylko jedna – ta wypita do połowy – zaginęła bez śladu, mimo że miała być dostarczona na Łubiankę na rozkaz samego Grigorija Majranowskiego, szefa laboratorium trucizn NKWD. Według tej hipotezy domagający się analizy zawartości butelki Majranowski został aresztowany na osobisty rozkaz Berii jeszcze tego samego dnia i trafił na kilka lat do więzienia.

Lata później syn Ławrientija Berii oświadczył: „Już w 1952 r. mój ojciec zrozumiał, że nie ma nic do stracenia. Nie był ani tchórzem, ani baranem posłusznie idącym na rzeź. Nie wykluczam, że coś planował. W organach miał wielu oddanych ludzi. Prócz tego miał swój własny wywiad, całkiem niezależny". Syn Berii wierzył, że jego ojciec dodał Stalinowi do wina środek zapobiegający krzepnięciu krwi, który w ciągu kilku dni mógł spowodować wylew, a Chruszczow i pozostali mieli ograniczyć do minimum pomoc lekarską. Dowodem potwierdzającym tezę o przeprowadzonym w ten sposób zamachu są słowa Berii wygłoszone na pierwszym po pogrzebie generalissimusa posiedzeniu Biura Politycznego KPZR. Jako pierwszy przerwał żałobną ciszę i ku zdumieniu wszystkich stwierdził bez ogródek: „Ten szubrawiec! To ścierwo! Dzięki Bogu, uwolniliśmy się od niego! (...) On nie wygrał wojny! My wygraliśmy wojnę! Mało tego – wojny można było uniknąć!".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA