fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Ten niepokorny Charles de Gaulle

25 sierpnia 1944 r. gen. Charles de Gaulle wkraczał do Paryża jako przywódca wyzwolonego państwa.
AFP
Charles de Gaulle zawsze szedł pod prąd historii. Nieprzewidywalność i upór w dążeniu do realizacji własnej wizji państwa stały się sygnaturą jego osobowości.

W 1903 r. w gimnazjum jezuickim przy ulicy Vaugirard w Paryżu wystawiono sztukę napisaną przez jednego z nauczycieli, zakonnika należącego do Bractwa Chrześcijańskich Szkół Świętego Tomasza z Akwinu. Była to typowa, niezwykle modna w tamtych czasach, grafomańska, religijno-patriotyczna tragedia, którą wystawiono z zadęciem i patosem. Aktorami byli uczniowie gimnazjum, a główną rolę króla Francji powierzono wyróżniającemu się wzrostem i władczym spojrzeniem 13-letniemu Charles'owi de Gaulle'owi, który był synem nauczyciela retoryki Henriego de Gaulle'a. Matka przyszłego prezydenta Francji – Jeanne Maillot de Gaulle – pochodziła z miejscowości Lille, a jej przodkowie mieli irlandzkie korzenie. Wywodzący się ze zubożałej szlachty Henri de Gaulle był patriotą, mocno wierzącym katolikiem, frankofilem i zdeklarowanym monarchistą (od 1898 r. należał do Akcji Francuskiej). Swojej rodzinie zabraniał świętowania rocznic wybuchu rewolucji francuskiej, uznając ją za największą hańbę narodową, która zniszczyła przewodnią pozycję Francji w świecie, jej historię i kulturę. Jego zdaniem uzurpatorskie rządy Napoleona Bonapartego, krótkie trwanie dynastii orleańskiej, rok 1848 i powszechne prawo wyborcze były czynnikami prowadzącymi Francję do anarchii, chaosu i nieszczęść narodowych, których apogeum upatrywał w klęsce w wojnie z Prusami w 1871 r. Marzył o odrodzeniu monarchii Bourbonów i powrocie do macierzy utraconych w 1871 r. ziem Alzacji i Lotaryngii. Wszystkie te poglądy znajdowały wyraz nie tylko w dalekich od bezstronności wykładach w gimnazjum, ale także w monologach wygłaszanych każdego dnia przy rodzinnych stole. Henri de Gaulle określał siebie mianem katolickiego legitymisty, a wszelkie laicyzujące działania rządów francuskich na przełomie XIX i XX wieku uważał za element niszczycielki, stale pogłębiający podział społeczeństwa i ciągnący kraj na dno upadku politycznego i moralnego.

Zadekretowana w 1905 r. całkowita separacja Kościoła od państwa uwolniła władze francuskie od zobowiązań wynikających z konkordatu podpisanego przez Napoleona Bonapartego. Ostry konflikt na linii Paryż–Watykan doprowadził do zamknięcia gimnazjum jezuitów przy ulicy Vaugirard. Ostatni rok szkoły Charles de Gaulle spędził w belgijskim mieście Antoing. W tym czasie obok historii i przyrody uczył się intensywnie języka niemieckiego. Jego edukację zakończył roczny pobyt w gimnazjum Stanislas przy Notre Dame des Champs w Paryżu. W październiku 1909 r. młody Charles rozpoczął roczną służbę wojskową w 33. Pułku Piechoty w Arras. Wkuwanie na pamięć obszernych tekstów pisarzy starożytnych, w tym głównie Juliusza Cezara, Cycerona czy Owidiusza, zostało zastąpione nauką strategii, musztry, strzelania, fechtunku i przyswajaniem sobie żołnierskiego żargonu przetykanego wulgaryzmami, którymi koledzy na siłę raczyli wychowanka szkół jezuickich. Nieśmiały 19-latek musiał znosić wszelkie udręki żołnierskiego drylu, wobec którego nie ukrywał pogardy. Nie lubiano go za to. Dla kolegów kadetów był po prostu inny. Nawet niezmienny zwyczaj noszenia białych rękawiczek postrzegano jako przejaw nonszalancji. Być może to właśnie ten protekcjonalizm spowodował, że na koniec rocznej służby dosłużył się jedynie stopnia kaprala, a nie sierżanta, jak większość jego kolegów.

„Szparag" z Saint Cyr

14 października 1910 r. marzący o szlifach oficerskich kapral Charles de Gaulle rozpoczął naukę w uczelni wojskowej w Saint Cyr, gdzie koledzy nie szczędzili mu złośliwych żartów i kpin z jego wzrostu (196 cm), chudej sylwetki i wielkiego nosa. Nazywano go „dwumetrowcem", „szparagiem" i „tyką". Kadet de Gaulle znosił te złośliwości z godną podziwu cierpliwością. Szybko zrozumiał, że to część tradycji szkoły, w której starsze roczniki prześladowały rekrutów. Miał bardzo przeciętne wyniki i był słabym strzelcem. Podobno lubił śpiewać, choć koledzy wspominali, że wychodziło mu to jeszcze gorzej niż strzelanie. Wydawał się człowiekiem chłodnym i beznamiętnym. Był to jedynie pozór, bo gdy dochodziło do rozprawiania o historii Francji i dziejach wojskowości, zmieniał się w strasznego gadułę. Dla kolegów jego niekończące się monologi były nużące, a nawet irytujące. Ta skłonność do gadulstwa połączonego z silną gestykulacją stała się najbardziej rozpoznawalną cechą jego osobowości.

We wrześniu 1912 r. de Gaulle opuścił mury Saint Cyr z pagonami podporucznika i korzystając z możliwości wyboru jednostki, powrócił do 33. Pułku Piechoty w Arras. Dowódcą pułku był jego znajomy, pułkownik Henri Philippe Petain, również absolwent Saint Cyr. Mimo dzielącej ich różnicy wieku byli do siebie podobni. Pochodzili z północy Francji i mieli za sobą katolickie szkoły. Obaj mieli buntowniczy charakter i nie znosili schematycznego myślenia. Różniło ich jedynie pochodzenie. De Gaulle miał szlachecki rodowód, Petain urodził się w rodzinie chłopskiej. We wrześniu 1913 r. Petain awansował de Gaulle'a do stopnia porucznika.

Philippe Petain rozpoczął I wojnę światową w stopniu pułkownika, ale już w 1914 r. awansował na generała brygady i dowódcę korpusu pod Arras. We wrześniu 1914 r. pokazał niezwykły talent dowódczy w bitwie nad Marną. Potem był chwalebny szlak zaznaczony obroną Verdun, a 15 maja 1915 r. objęcie naczelnego dowództwa armii francuskiej. 21 listopada 1918 r. w aureoli bohatera narodowego Petain został mianowany marszałkiem Francji. W tym czasie późniejszy jego pupil, jak zaczęto po wojnie nazywać de Gaulle'a, walczył w 33. Pułku Piechoty. Jako dowódca plutonu brawurowo poprowadził żołnierzy do walki o most w Dinant i w lutym 1915 r. został awansowany na stopień kapitana i odznaczony Krzyżem Wojennym. Rok później w czasie krwawych walk pod Verdun 33. Pułk Piechoty został rozbity we wsi Douaumont i praktycznie przestał istnieć. Podczas desperackiej walki wręcz kapitan de Gaulle został raniony bagnetem w lewe udo i dostał się do niemieckiej niewoli, w której spędził resztę wojny, choć pięciokrotnie próbował z niej uciec. O jego determinacji świadczy fakt, że aby wywołać objawy zatrucia, zjadał maść na odmrożenia, którą otrzymywał z domu od matki. W więziennym Forcie IX w Ingolstadt w Bawarii poznał rosyjskiego jeńca Michaiła Tuchaczewskiego. To od de Gaulle'a przyszły marszałek Związku Radzieckiego nauczył się języka francuskiego. O tym, jak dziwnie układają się ludzkie losy, może świadczyć fakt, że w 1920 r. Charles de Gaulle został instruktorem w armii polskiej, a jego dawny towarzysz niedoli Michaił Tuchaczewski dowodził bolszewickim atakiem na Polskę.

Charles de Gaulle i Jan XXIII. Prezydenta Francji jako żarliwego katolika łączyły z Watykanem bardzo dobre relacje.
AFP

Pięciokrotnie ponawiane próby ucieczek nie powiodły się, ale były wymownym przykładem odwagi de Gaulle'a i jego determinacji w dążeniu do celu. Nieudane ucieczki, pojmania i surowe kary, które znosił ze stoickim spokojem, dowodzą, że był człowiekiem o niezwykle silnej konstrukcji psychicznej i fizycznej. Monotonię życia jeńca wypełniał pracą w więziennej bibliotece i stałym uzupełnianiem wiedzy. Często wygłaszał pogadanki dla współwięźniów, a jego pełen współczucia i zrozumienia stosunek do innych jeńców budził podziw, sympatię i szacunek. Jednocześnie zapamiętano go jako człowieka pełnego ostrożnej rezerwy. Znamienne, że nawet jako więzień nie był z nikim na „ty", co jest raczej niezwykłe w warunkach obozowych. Skrupulatnie też pilnował swojej intymności i nikt nie widział go nago.

Wspomniany okres pobytu de Gaulle'a w odrodzonej Polsce stał się dla niego czasem nabywania cennych doświadczeń militarnych i politycznych. Jako francuski instruktor w armii polskiej w Kutnie, a później w Rembertowie, zauważył, że w obliczu sowieckiego najazdu Polacy wykazują niezwykłą solidarność i poświęcenie dla ratowania ojczyzny. 16 sierpnia wojska polskie rozgromiły armię bolszewicką w bitwie pod Warszawą, a ostateczne unicestwienie wroga nastąpiło w bitwie nad Niemnem. Kapitan Charles de Gaulle zakończył swą misję w Polsce przed czasem. Przed wyjazdem wygłosił do przebywających tam kolegów Francuzów wykład, w którym powiedział: „Żeby upilnować Niemców, potrzebujemy godnego zaufania sojusznika. Polska będzie tym sojusznikiem". To były wnioski natury politycznej. Militarne spostrzeżenia wynikłe z wojny polsko-bolszewickiej utwierdziły de Gaulle'a w przekonaniu, że współczesny sposób walki powinien polegać na dynamicznym prowadzeniu działań operacyjnych przy silnej koncentracji ognia artyleryjskiego i mobilnej akcji czołgów czyszczących przedpole dla piechoty.

Po powrocie do Francji 7 kwietnia 1921 r. poślubił o dziesięć lat młodszą Yvonne Vendroux. Państwo de Gaulle mieli trójkę dzieci: syna Philippe'a, który dostał imię na cześć Petaina, córkę Elisabeth i najmłodszą Anne, która urodziła się z zespołem Downa. Mimo choroby to właśnie ją rodzice kochali najbardziej i jej poświęcali najwięcej czasu. Bawiąc się z Anne, sztywny i formalny oficer i polityk stawał się niezwykle ciepłym ojcem, klaunem, mimem, nucił córce piosenki, tańczył dla niej i tworzył pantomimiczne widowiska. W 1945 r. de Gaulle'owie powołali działającą do dzisiaj Fundację Anne de Gaulle, pomagającą chorym dzieciom. Pierwszą jej przewodniczącą została Yvonne de Gaulle. Przyszła pierwsza dama Francji była konserwatywną katoliczką o niezwykle krytycznym spojrzeniu na obyczajowość Francuzów. Nienawidziła „podkasanej mody Francuzek", pornografii i nagości w mediach. Z uwagi na te cechy charakteru zaczęto ją nazywać „ciocią Yvonne". Kiedy była już żoną prezydenta Francji, starała się unikać mediów. Dużo zajmowała się domem, gotowała i prała. Charles de Gaulle zachowywał się w stosunku do żony ze staromodną elegancją.

Lata 20. i 30. XX wieku to mozolne wspinanie się de Gaulle'a po stopniach kariery wojskowej. W 1921 r. odmówił powrotu do regularnej służby i został asystentem na wydziale historii w jego dawnej uczelni Saint Cyr, gdzie nareszcie mógł rozwinąć swe niewątpliwe talenty krasomówcze, których podstawy zdobył w szkole jezuitów. Jego wykłady o historii wojskowości cieszyły się ogromną popularnością wśród znużonych monotonią Saint Cyr słuchaczy. 2 maja 1922 r. po pomyślnym zdaniu egzaminów kapitan Charles de Gaulle rozpoczął studia w sławnej Ecole Supérieure de Guerre w Paryżu. Program nauczania opierał na stałym analizowaniu wojny obronnej i na doświadczeniach walk pod Verdun. De Gaulle uznał te wykłady za nudne i schematyczne. Bogatszy o doświadczenia polskie odnosił się do tych przestarzałych teorii z nieukrywanym lekceważeniem.

Swoimi krytycznymi uwagami budził niechęć wykładowców. Z racji wyniosłego sposobu bycia nazwano go „królem na wygnaniu". Otrzymał końcową ocenę „bien" – wynik przeciętny. Oburzony niską oceną swojego protegowanego marszałek Petain odegrał się na wykładowcach uczelni, inicjując kilka wykładów de Gaulle'a. Tematem była m.in. rola jednostki o wybitnej, silnej osobowości w czasie kryzysów i przełomowych wydarzeń. Żelazna wola, bezkompromisowość, brak uległości i determinacja w głoszeniu własnych, niezależnych poglądów to cechy, które często nie ułatwiają kariery ludziom wybitnym. Krótko mówiąc, Charles de Gaulle w sposób aluzyjny opowiedział studentom o sobie samym i o lekceważącym sposobie, w jaki potraktowano go na uczelni. Profesorowie, którzy wysłuchali jego wykładu, nie kryli oburzenia, ale byli też pod wrażeniem, że przemawiający do nich oficer swobodnie cytuje z pamięci obszerne fragmenty dzieł Lukrecjusza, Platona, Cezara, Tołstoja, Goethego czy Bergsona. Do świadomości słuchaczy zaczęło docierać, że oto pojawił się ktoś wybitny, ktoś, kto być może czeka na swój czas.

Wojna, która zamieniła żołnierza w polityka

Ten czas nadszedł w 1940 r. Od 1 września 1939 r. trwała już II wojna światowa, ale dopiero w maju 1940 r. pancerne zagony Wehrmachtu, wspomagane silnym ogniem artyleryjskim i atakami Luftwaffe, z łatwością zajęły Belgię, Holandię i Luksemburg. Ignorując Linię Maginota i kierunek na Paryż, parły w szybkim marszu ku kanałowi La Manche, rozprawiając się po drodze ze źle dowodzonymi, a często pogrążonymi w chaosie oddziałami francuskimi. Nieudolny naczelny dowódca armii francuskiej gen. Maurice Gamelin został zastąpiony przez 73-letniego gen. Maxime'a Weyganda. Dowodzący silną jednostką czołgową pułkownik, a wkrótce generał brygady Charles de Gaulle nie mógł sprostać atakom czołgów gen. Heinza Guderiana, wspomaganych z powietrza przez sztukasy. Bezskutecznie usiłował wymóc na dowództwie przysłanie wsparcia lotniczego w czasie bitwy pod Abbeville. Furia i bezkompromisowość de Gaulle'a w obliczu chaosu i nieudolności dowództwa znalazły swój wyraz w próbie interwencji u premiera Paula Reynauda, któremu zarzucił niszczenie Francji przez powierzanie jej losów ludziom minionej epoki, takim jak 84-letni Petain (z którym był już wówczas skonfliktowany) czy Weygand. Próba nakłonienia naczelnego dowództwa do utworzenia wyspecjalizowanych dywizji pancernych pod wodzą de Gaulle'a spełzła na niczym. W zamian 5 czerwca 1940 r. Reynaud powierzył mu stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Oderwany od pola bitwy de Gaulle stał się politykiem i był głęboko przekonany, że jego krajowi potrzebny jest silny, stabilny rząd. Kiedy 17 czerwca 1940 r. poleciał do Londynu na spotkanie z brytyjskim premierem Winstonem Churchillem, rozpoczął nowy okres swojego życia, który z czasem zaprowadził go na szczyt światowej polityki. Wieczorem 18 czerwca 1940 r. za zgodą Churchilla wygłosił na falach Radia BBC apel, w którym wzywał Francuzów do dalszej walki. Tego dnia powstał Komitet Wolnej Francji, a 10 dni później Wielka Brytania uznała de Gaulle'a za „przywódcę wszystkich Wolnych Francuzów". Do świadomości Francuzów powoli zaczęło docierać, że bliżej nieznany generał Charles de Gaulle wypowiedział posłuszeństwo istniejącemu szczątkowo rządowi premiera Paula Reynauda. Rzucił w eter słynne „Francja to ja" i nie uznał kolaborującego z III Rzeszą rządu marszałka Petaina w Vichy. W latach 1940–1944 de Gaulle, walczący z własną anglofobią, musiał lawirować między sprzyjającym mu premierem Churchillem a popieranym przez prezydenta Franklina D. Roosevelta współprzewodniczącym Francuskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego gen. Henrim Giraudem. Celem de Gaulle'a było m.in. pozyskanie na rzecz Francji Walczącej sił zamorskich terytoriów Francji. Reakcją Paryża na apel de Gaulle'a było zaoczne skazanie go na cztery lata więzienia, a później wyrok trybunału wojskowego w Vichy, który skazał go na degradację, karę śmierci i konfiskatę majątku. Petain, który stał za wyrokiem, nie mógł bardziej przyczynić się do rozwoju kariery politycznej de Gaulle'a. Początkowe osamotnienie powoli przeradzało się w sukces.

3 czerwca 1944 r. uznany przez aliantów koalicji antyhitlerowskiej Francuski Komitet Wyzwolenia Narodowego został przekształcony w Tymczasowy Rząd Republiki Francuskiej, na którego czele stanął Charles de Gaulle. 25 sierpnia 1944 r. triumfalnie wkraczał do Paryża jako szef wyzwolonego państwa. Natychmiast rozpoczęła się odbudowa francuskiej armii, która wkrótce miała liczyć 1,25 mln żołnierzy. Już w grudniu 1944 r. wojska francuskie pod dowództwem gen. Jeana de Lattre de Tassigny wzięły udział w wyzwoleniu i przywróceniu Francji Alzacji i Lotaryngii. Marzenie Henriego de Gaulle'a spełniło się 12 lat po jego śmierci.

Odrodzona Francja bezwzględnie rozprawiła się z kolaborantami i zwolennikami rządu Vichy. Historycy podają, że stracono 10 522 osoby, w tym sami członkowie ruchu oporu dokonali samosądu na przeszło 8 tys. osób. Rozstrzelany został m.in. premier Pierre Laval. Żeby powstrzymać spiralę rozliczeń, de Gaulle ułaskawił 1303 osoby. Skazanemu na śmierć marszałkowi Petainowi wyrok śmierci zamienił na dożywotnie więzienie. Tuż po wojnie de Gaulle zaprzysiągł rząd, w skład którego wchodzili przedstawiciele Ruchu Republikańsko-Ludowego, socjaliści i komuniści. W odpowiedzi na działania Komisji Konstytucyjnej, ograniczającej rządy prezydenckie, gen. de Gaulle odszedł z rządu w styczniu 1946 r. 13 października tego samego roku odbyło się referendum, w którym Francuzi zaakceptowali nową konstytucję i utworzenie IV Republiki.

Okres 1946–1958 został nazwany przez gaullistów „marszem przez pustynię". W tym czasie bowiem de Gaulle próbował bezskutecznie zaistnieć w życiu politycznym Francji. Jednocześnie w jej zamorskich koloniach rodziły się ruchy niepodległościowe. 7 maja 1954 r. Francuzi ponieśli dotkliwą klęskę pod Dien Bien Phu. Bitwa ta zakończyła istnienie Indochin Francuskich. Najbardziej palącym problemem stała się jednak sprawa Algierii. W 1954 r. wybuchło powstanie zainicjowane przez algierski Front Wyzwolenia Narodowego. Przez osiem lat toczyła się jedna z najokrutniejszych wojen, jakie dotknęły północnej Afryki. Pacyfikacje algierskich wiosek, osadzanie w więzieniach działaczy niepodległościowych i wzmożona cenzura mediów jedynie nakręcały spiralę przemocy. Algierczycy rewanżowali się zamachami na Francuzów nie tylko w Algierii, ale i we Francji. Przyszłość Algierii podzieliła naród francuski. Zamachy i krwawo tłumione demonstracje przy jednoczesnej chwiejnej postawie rządu doprowadziły Francję na krawędź wojny domowej. I znowu de Gaulle miał się okazać mężem opatrznościowym. W maju 1958 r. prezydent Rene Coty poprosił go o utworzenie rządu ocalenia narodowego. 1 października 1958 r. powstała Unia na rzecz Nowej Republiki, a 21 grudnia Charles de Gaulle został wybrany na prezydenta V Republiki. Nowa konstytucja dawała mu znacznie większą władzę w zakresie polityki zagranicznej. W kwietniu 1962 r., po trwającym prawie osiem lat konflikcie zbrojnym, którego ofiarą padło milion osób, Algieria uzyskała niepodległość. Od tej chwili prezydent de Gaulle mógł już bez przeszkód kształtować politykę zagraniczną Francji. Jego zawsze krnąbrny charakter wyrażał się w działaniach, które budziły na świecie zarówno podziw, zdumienie, jak i oburzenie.

Enfant terrible światowej polityki

24 lipca 1967 r. prezydent Charles de Gaulle, przemawiając na wiecu w Montrealu we francuskojęzycznej prowincji Quebec, wzniósł okrzyk, który wywołał entuzjazm kilkusettysięcznego tłumu: „Niech żyje Quebec! Niech żyje wolny Quebec! Niech żyje francuska Kanada! Niech żyje Francja!". Słowa de Gaulla wprawiły w osłupienie przedstawicieli kanadyjskiego rządu, który potraktował incydent jako niedopuszczalne i bezprecedensowe mieszanie się w wewnętrzne sprawy Kanady. Premier Lester Pearson nie spotkał się już z francuskim prezydentem, który musiał skrócić swoją wizytę w tym kraju. W kręgach politycznych na świecie pojawiły się opinie, że de Gaulle „tańczy szybciej, niż pozwala muzyka". Ale on sam niewiele sobie z tego robił. Niedługo po dyplomatycznym skandalu w Montrealu wzniósł kolejny okrzyk, tym razem podczas wizyty w Polsce. 9 września 1967 r. na wiecu w Zabrzu zawołał: „Niech żyje Zabrze, najbardziej śląskie miasto ze wszystkich śląskich miast, czyli najbardziej polskie ze wszystkich polskich miast". Należy pamiętać, że był to okres zimnej wojny, a gen. Charles de Gaulle jako pierwszy zachodni polityk uznał granicę Polski na Odrze i Nysie. 27 kwietnia 1969 r. podczas przyjęcia na zamku w Dublinie wzniósł w obecności premiera Irlandii Jacka Lyncha toast „za zjednoczoną Irlandię".

Te manifestacje wskazywały wyraźnie, że prezydent Francji nie przejmuje się reakcjami świata wielkiej polityki. Czuł się po prostu w pełni suwerennym przywódcą, który nie jest uwikłany w żadne krępujące go międzynarodowe układy i ma pełne prawo wypowiadać w imieniu Francji swe niezawisłe poglądy. I takim pozostał do końca swojej prezydentury. Pisząc list do Ho Chi Minha, otwarcie wyrażał sprzeciw wobec interwencji USA w Wietnamie. We wrześniu 1965 r. ustami swego ministra spraw zagranicznych Maurice'a Couve de Murville'a oświadczył, że Francja nie będzie brała udziału w integracji w ramach NATO. W 1964 r. rząd francuski oficjalnie uznał komunistyczne Chiny, a w następnym roku Couve de Murville zadeklarował, że Paryż będzie dążył do przyjęcia Chin w poczet stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. Kolejnym kontrowersyjnym krokiem było embargo na dostawy broni do Izraela w 1967 r. Niechęć do amerykańskiej supremacji politycznej i gospodarczej wyraził de Gaulle podczas podróży do Ameryki Łacińskiej, gdzie na licznych wiecach w sposób mniej lub bardziej zawoalowany krytykował prezydenta Lyndona Johnsona.

Jako żarliwy katolik de Gaulle pozostawał w dobrych kontaktach ze Stolicą Apostolską i papieżem Pawłem VI. Zawsze znalazł miejsce i czas, aby wziąć udział w mszy i przyjąć komunię, nawet w Leningradzie czy Stambule. To de Gaulle polecił, aby w Pałacu Elizejskim zbudowano kaplicę, gdzie uczestniczył w mszach. Mówiąc o Francji i jej wielkiej historii, zawsze podkreślał rolę chrześcijaństwa w budowaniu tożsamości narodowej Francuzów, a zwłaszcza ich patriotyzmu. Już po ustąpieniu z urzędu prezydenta wypowiedział następujące słowa: „Patriotyzm jest wtedy, gdy na pierwszym miejscu jest miłość do własnego narodu; nacjonalizm wtedy, gdy na pierwszym miejscu jest nienawiść do innych narodów niż własny".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA