fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Jak zlikwidowano niebezpiecznego hitlerowskiego urzędnika Emila Brauna

shutterstock
W grudniu 1943 r. polskie podziemie wydało wyrok śmierci na niebezpiecznego hitlerowskiego urzędnika Emila Brauna. Akcja przeprowadzona przez oddział „Agat" była perfekcyjna – trwała niecałą minutę, nie było strat własnych, a rezultat był dużo lepszy, niż zakładano.

Od dobrych kilkunastu minut „Dewajtis" niespiesznym krokiem przechadza się po ulicy Rozbrat i sąsiadującej z nią Górnośląskiej. Pierwsze zadanie: nie rzucać się w oczy kręcącym się tu licznie Niemcom. Nikt jednak nie zwraca na nią uwagi, dla okupantów jest tylko znudzoną i marnotrawiącą swój czas młodą dziewczyną. Bardziej nie mogą się mylić. Elżbieta Dziębowska, ps. Dewajtis, choć ma dopiero 14 lat, jest już doświadczoną wywiadowczynią oddziału dywersji bojowej Kedywu Komendy Głównej AK o kryptonimie „Agat". I właśnie wypełnia bardzo ważną misję – jest pierwszym ogniwem długiego łańcucha łączniczek, które wspomagają oddział bojowy w akcji likwidacji Emila Brauna, jednego z organizatorów ulicznych łapanek oraz wysiedleń mieszkańców stolicy.

W pewnym momencie „Dewajtis" coś dostrzega i szybkim krokiem rusza do pobliskiego sklepiku, gdzie przy telefonie czeka starsza od niej o dwa lata „Zojda" (Zofia Świeszcz-Łazorowa). Szepcze jej do ucha krótki meldunek. „Zojda" wykręca numer i przekazuje go w zaszyfrowany sposób „Kai" (Kazimiera Chuchla), która dyżuruje w mieszkaniu swoich kuzynów, tuż przy Daniłowiczowskiej, w pobliżu ratusza. „Kaja" zbiega natychmiast na dół i informuje o tym, czego się właśnie dowiedziała, Hannę Rewską ps. Hanka, która spaceruje w pobliżu gmachu opery. Wiadomość jest jednoznaczna: cel opuścił mieszkanie i odjechał czarnym Adler-Diplomatem o numerze rejestracyjnym 8605.

Grupa bojowa jest już na stanowiskach. Chwilę wcześniej od czterech łączniczek „agatowcy" otrzymali broń – 4 peemy, 6 pistoletów oraz granaty z podziemnych rusznikarni zwane filipinkami. Dowodzi Kazimierz Kardaś „Orkan", który ustawił się u wylotu Daniłowiczowskiej na pl. Teatralny. Nieco dalej czekają Zbigniew Dąbrowski „Cyklon" i Ryszard Dulniak „Daniel", a w pobliżu wejścia do Wohnungsamtu (urzędu kwaterunkowego), miejsca pracy Brauna, ulokowali się dwaj nierozłączni przyjaciele: Jerzy Kozłowski „Kastor" i Jerzy Sarnowski „Polluks". To oni mają wykonać wyrok kary śmierci wydany na Emila Brauna przez podziemny sąd. Odwrót mają zapewnić dwa samochody zaparkowane na Senatorskiej.

Tuż po godzinie 8 na pl. Teatralny, od strony Wierzbowej, wjeżdża czarny samochód. Chłopcy mocniej zaciskają dłonie na ukrytych w kieszeniach pistoletach. Auto toczy się w ich stronę, ale „Hanka" nie daje umówionego znaku. Numer rejestracyjny adlera kończy się bowiem na 01. Braun jest ostrożny, używa trzech takich samych samochodów, codziennie innego. Uczestnicy akcji wiedzą o tym, wywiad AK rozpracowywał bowiem Brauna od kilku tygodni. Dokładnie o 8.15 pojawia się druga limuzyna hitlerowca. „Hanka" przygląda się jej uważnie i nagle wyciąga z mufki wielką białą chustkę, udając że wyciera nią nos. To samo robi „Orkan", dając sygnał do rozpoczęcia akcji.

Elżbieta Dziębowska „Dewajtis”
Wikipedia

Adler wjeżdża w Daniłowiczowską i zatrzymuje się na wysokości numeru 1/3. Wysiada z niego Braun, jakiś szczupły, ubrany po cywilnemu mężczyzna i kobieta. „Kastor" i „Polluks" wybiegają spod podcieni pałacu Blanka i w ciągu kilku sekund są przy samochodzie. „Polluks" strzela do Brauna. Niemiec robi unik i pociski trafiają w auto. Zamieszanie wykorzystuje jego towarzysz: wyciąga z marynarki broń i z bliska oddaje dwa strzały do akowców. Ręka mu jednak drży. Pudłuje. Pada skoszony serią ze stena „Kastora". Również „Polluks" nie daje się drugi raz zaskoczyć. Strzela Braunowi w brzuch i dwukrotnie w głowę. Jego przyjaciel zabija towarzyszącą hitlerowcom kobietę, gdy ta z krzykiem rzuca się do ucieczki. Główny cel akcji został zrealizowany. Pozostało jeszcze bezpiecznie ewakuować się. Ale to nie będzie łatwe.

„Główka" Brauna

Jesienią 1943 r. komendant główny AK gen. Tadeusz Komorowski „Bór" wydał rozkaz rozpoczęcia akcji, która do historii przeszła pod nazwą „Główki". Na specjalną listę osób do zlikwidowania trafili skazani przez sądy podziemne najbardziej fanatyczni, okrutni i szkodliwi dla ruchu oporu i społeczeństwa polskiego funkcjonariusze Gestapo, policji, żandarmerii, niemieckiego wymiaru sprawiedliwości, administracji, propagandy i przemysłu. Ich śmierć miała być odwetem za coraz brutalniejsze, nasilające się od momentu objęcia we wrześniu 1943 r. przez SS-Brigadeführera Franza Kutscherę stanowiska dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski, represje skierowane przeciw warszawiakom, przede wszystkim publiczne egzekucje. Nazwa akcji nawiązywała do nazistowskiego symbolu Totenkopf – czaszek umieszczonych na uniformach SS. Zadanie likwidowania osób z listy otrzymały różne oddziały Kedywu, przede wszystkim sformowany latem 1943 r. przez cichociemnego kpt. Adama Borysa, ps. Pług, wydzielony oddział do zadań specjalnych „Agat" (skrót od Anty-Gestapo). Odział powstał na bazie Grup Szturmowych Szarych Szeregów i liczył około 90 dobrze wyszkolonych akowców, podzielonych na trzy plutony.

W czasie okupacji przez plac Teatralny często przejeżdżały niemieckie patrole. Mimo to Akcja Braun powiodła się
HANS GERKE/East News

Pierwsze akcje „Agatu" wymierzone były w niemiecką załogę Pawiaka – znanego z sadyzmu esesmana Franza Bürkla, zastępcę komendanta więzienia (zastrzelony 7 września 1943 r. na rogu ulic Marszałkowskiej i Litewskiej), podoficera SS Augusta Kretschmanna, zastępcę komendanta obozu na Gęsiówce (egzekucję przeprowadzono 24 września 1943 r. przy ulicy Rozbrat) i Ernsta Weffelsa, szefa oddziału kobiecego Pawiaka, którego zastrzelono 1 października w parku Ujazdowskim. Cztery dni później w alei Szucha, w samym „sercu" dzielnicy policyjnej, podczas próby zabicia Alfreda Milke, funkcjonariusza Gestapo stojącego na czele siatki konfidentów, przypadkowo gnie jego szef SS-Obersturmführer Joseph Lechner, kierownik referatu do walki z ruchem oporu na okręg warszawski. Sukces był więc większy niż przewidywano.

Jedną z kolejnych zlikwidowanych „główek" SS miał być Emil Braun, który kierował w dystrykcie warszawskim Urzędem Kwaterunkowym. Jego działalność była niezwykle szkodliwa – to on organizował uliczne łapanki, wywózki na roboty przymusowe do Rzeszy i wyrzucał Polaków z ich mieszkań, tworząc zamknięte dzielnice niemieckie. Jesienią 1943 r. wywiad AK dowiedział się, że Braun kończy prace nad planem masowych wysiedleń mieszkańców Warszawy, aby przyspieszyć przekształcenie stolicy w miasto przeznaczone prawie wyłącznie dla Niemców. Wydano na niego wyrok śmierci, który wykonać mieli żołnierze II plutonu „Agatu" i to tuż pod miejskim Urzędem Kwaterunkowym przy ul. Daniłowiczowskiej 1/3. Chodziło o to, aby udana akcja stała się również wyraźnym ostrzeżeniem dla innych dygnitarzy hitlerowskich w Warszawie. Było to jednak duże wyzwanie dla jej uczestników, ponieważ rejon placu Teatralnego należał – obok dzielnicy policyjnej wokół al. Szucha – do najbardziej nasyconych oddziałami niemieckimi rejonów Warszawy. Pałac Blanka i położony nieopodal pałac Brühla były siedzibami władz dystryktu i stacjonowały w nich silne oddziały policji. Na Daniłowiczowskiej 7 wznosił się gmach więzienia Centralniak, przy którym znajdował się areszt Kripo. Na ulicy Bielańskiej, koło Banku Polskiego oraz na Wierzbowej również stały niemieckie posterunki, a przez plac Teatralny co i rusz przejeżdżały silnie uzbrojone patrole zmotoryzowane.

Kazimierz Kardaś „Orkan”
Wikipedia

Rozpracowania Brauna dokonali ludzie Aleksandra Kunickiego „Rayskiego" – doświadczonego oficera przedwojennego polskiego kontrwywiadu. Jednak kluczowe dla powodzenia akcji miały być doskonała komunikacja między oddziałem szturmowym a wywiadowcami i łączniczkami oraz szybkie i sprawne działanie ubezpieczenia.

40 sekund

„Cyklon" spostrzega, że za biegnącymi w stronę samochodu Brauna „Kastorem" i „Polluksem" rusza człowiek, który początkowo zdał mu się zwykłym zabłąkanym przechodniem. I widzi, jak ten sięga do kieszeni płaszcza. Agent! Za chwilę strzeli chłopakom w plecy! „Cyklon" błyskawicznie jest przy nim. Agent szybko orientuje się w sytuacji, pada na kolana i rozpaczliwie błaga o życie. Żołnierz „Agatu" ma chwilę słabości – przegania go tylko w kierunku Senatorskiej. I od razu rozpoczyna ostrzał ze stena wejścia do budynku Daniłowiczowska 1/3, przy którym znajduje się posterunek złożony z trzech żandarmów. Następnie rzuca w ich kierunku filipinkę i biegnie w stronę samochodów. Razem z nim wycofują się wykonawcy zamachu. „Kastor" ostrzeliwuje jeszcze w biegu policjanta granatowego, który nadbiega od strony Bielańskiej, zamierzając wspomóc Niemców.

Kiedy na Daniłowiczowskiej padają pierwsze strzały, do akcji włącza się także „Orkan". Wybiega na róg pl. Teatralnego i rozpoczyna ostrzał bramy prowadzącej na dziedziniec pałacu Blanka, za którą ulokowany jest posterunek niemieckiej żandarmerii. Rzuca tam filipinkę i cofa się pod pobliskie filary. Niemcy są jednak uparci. Kiedy postacie w zielonych mundurach próbują wybiec na plac, „Orkan" ciska tam drugi granat. Tym razem żandarmi wycofują się. Po drugiej stronie Daniłowiczowskiej terkocze sten „Daniela", który trzyma pod ogniem okna i balkon narożnego domu, z którego próbują strzelać niemieccy żołnierze. Pierwsi do samochodów dopadają „Kastor", Polluks" i „Cyklon". Wystawiają z okien auta broń i osłaniają odwrót „Daniela" i „Orkana". Dowódca wycofuje się jako ostatni. Kierowca Bronisław Hellwig „Bruno" rusza z piskiem opon. Po chwili skręca w Miodową, kierując się w stronę pl. Krasińskich. Za nimi pędzi drugi, zapasowy samochód kierowany przez „Niemirę" (Tadeusza Kostrzewskiego). Po drodze „agatowcy" zgarniają „Dr Maksa" (Zbigniewa Dworaka), lekarza oddziału. Jego interwencja nie jest jednak konieczna. Nikt nie został nawet draśnięty. Nowiniarską i Świętojerską dojeżdżają do Freta. Tu zdają łączniczkom broń, teczkę zabraną Braunowi i rozpraszają się w labiryncie wąskich uliczek Starego i Nowego Miasta. Akcja jest perfekcyjna i błyskawiczna – od chwili oddania pierwszego strzału do odjazdu samochodów ubezpieczenia mija 40 sekund!

Nowe niemieckie miasto Warszawa

Niemieckie obwieszczenia, które w następnych dniach pojawiły się w Warszawie, były dosyć enigmatyczne. Warszawiacy mogli dowiedzieć się z nich, że „2 Niemców i 1 policjant, stojący w służbie niemieckiej oraz 1 osoba, zupełnie niezainteresowana Polka, [zostali] zastrzeleni". Zachowany niemiecki meldunek przynosił więcej szczegółowych informacji: „13 XII 43 o godzinie 8.20 na ulicy Daniłowiczowskiej pod urzędem starosty warszawskiego (Stadthauptmanna) zastrzeleni zostali przy opuszczaniu samochodu osobowego dwaj kierownicy urzędów w placówce Stadthaumptmanna; Friedrich Pabst i kierownik urzędu mieszkaniowego Emil Braun. Ciężko ranni zostali policjant i kobieta – Polka, towarzysząca Niemcom (zmarła w szpitalu) [...]".

Akcja „Agatu" okazała się więc podwójnie skuteczna, ponieważ Friedrich Pabst, niemiecki naczelny architekt Warszawy, był postacią równie wysoko postawioną w niemieckiej strukturze okupacyjnej co kierownik Urzędu Kwaterunkowego, a szkodliwość jego działań skierowanych przeciw Polakom była chyba jeszcze większa. Pabst był autorem zbrodniczego projektu Die neue Deutsche Stadt Warschau (Nowe niemieckie miasto Warszawa), który zakładał zniszczenie większości zabudowy stolicy i przekształcenie jej w podrzędny węzeł kolejowy i drogowy. Projekt ten wykonali już w 1940 r. na jego polecenie architekci Hubert Gross i Otton Nurnberger. Plan Pabsta był częścią zbrodniczego Generalplan Ost (GPO), czyli Generalnego Planu Wschodniego, który raz na zawsze miał rozwiązać problem braku przestrzeni życiowej (Lebensraum), której naród „nadludzi" rzekomo potrzebował, aby się swobodnie rozwijać.

Zdobycie Lebensraum wiązało się w sposób nierozerwalny z zagładą Żydów i planowanym wyniszczeniem większości Słowian, którzy mieli być eksterminowani lub przesiedlani na azjatyckie obszary Rosji. Realizację planu Pabsta podzielono na dwa etapy: pierwszym miało być planowe wyburzanie istniejącej zabudowy stolicy, które nazwano eufemistycznie „rozbiórką polskiego miasta", drugim – „budowa miasta niemieckiego". Nazistowscy architekci zakładali również dziesięciokrotne zmniejszenie liczby rdzennych mieszkańców Warszawy – z 1,3 mln do zaledwie 100–130 tys. osób. Na terenie Pragi miał docelowo powstać duży obóz pracy dla 30–80 tys. polskich niewolników.

Akcja Braun była tak udana, ponieważ razem „zagrało" kilka czynników – wywiad, rozpoznanie przed akcją, system łączności oraz wyszkolenie i doświadczenie wykonawców. Nie do przecenienia było także świetne ustawienie żołnierzy ubezpieczenia, którzy skoordynowali swoje działania w taki sposób, że niemieccy policjanci i żandarmi z okolicznych posterunków nie byli w stanie skutecznie zareagować. „Akcja spełniła podwójny cel – bojowy i psychologiczny. Braun, podobnie jak Lechner, Weffels i Bürkl, zginął w samej »jaskini lwa«, niemal na progu kierowanego przez siebie urzędu" – podkreśla Tomasz Strzembosz w książce „Akcje zbrojne podziemnej Warszawy 1939–1944".

Niestety, każda skuteczna akcja polskiego podziemia niemal natychmiast wywoływała krwawy odwet niemieckich okupantów. Nie inaczej było i tym razem. 15 grudnia na ulicach Warszawy pojawiły się znane już wszystkim mieszkańcom złowieszcze, wydrukowane na charakterystycznym różowawym papierze obwieszczenia, zawierające spis 270 więźniów Pawiaka rozstrzelanych w akcie zemsty za zabicie Brauna i Pabsta oraz inne akcje polskiego podziemia, m.in. wysadzenie pociągu wojskowego pod Starą Wsią.

Smutny był także późniejszy los wielu bohaterskich uczestników akcji. Na początku stycznia 1944 r. został aresztowany, a następnie rozstrzelany Tadeusz Kostrzewski „Niemira", główny kierowca oddziału, uczestnik większości akcji „Agatu". Wszyscy pozostali bezpośredni uczestnicy zamachu na Brauna zginęli w maju 1944 r. podczas tragicznej w skutkach akcji „Stamm" lub w powstaniu warszawskim.

Po aresztowaniu „Niemiry" obawiano się dekonspiracji, dlatego kryptonim oddziału został zmieniony na „Pegaz", co było skrótem od „Przeciw Gestapo". W maju 1944 r. na bazie oddziału utworzono batalion „Parasol", który w powstaniu warszawskim bohatersko walczył na Woli, Starym Mieście, Czerniakowie i Mokotowie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA