fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Krótka historia handlu niewolnikami

Przetrzymywani w nieludzkich warunkach niewolnicy często umierali z głodu, wycieńczenia lub od chorób, na które nie byli odporni
Wikipedia
501 lat temu Portugalczycy rozpoczęli regularne dostawy czarnej siły roboczej do brazylijskich kopalń złota i diamentów, na plantacje trzciny cukrowej, a później na plantacje bawełny. Tak zaczął się transatlantycki handel niewolnikami.

Niewolnictwo towarzyszyło rozwojowi cywilizacji niemal od samego początku. Archeolodzy odkryli, że już przeszło 10 tys. lat temu w pierwszych miastach zbudowanych w dolinie Indusu, takich jak Mohendżo-Daro czy Harappa, funkcjonowała gospodarka oparta na wykorzystaniu niewolniczej siły roboczej. Kultura harappańska jest starsza od starożytnych kultur Mezopotamii i Egiptu, co dowodzi, że budowa miast była ściśle związana z powstaniem gospodarki niewolniczej.

Czytaj także:

Kolonizacja obu Ameryk ochłodziła klimat

Mauretania skazuje za niewolnictwo

Niewolnictwo nie było też zjawiskiem lokalnym. Istniało na wszystkich kontynentach i niemal we wszystkich kulturach. Nie wszędzie ludzi zniewolonych traktowano w sposób jednakowy. Historycy zdefiniowali sześć kategorii niewolników w różnych kulturach i epokach.

W większości wypadków niewolnik traktowany był jak przedmiot, czyli część dobytku. Właściciel mógł z nim robić, co chciał. Mógł go sprzedać, a nawet zabić. Ten rodzaj niewolnictwa istniał od niepamiętnych czasów w dolinie Nilu i północnej Afryce. Wiadomości o nim docierały dzięki arabskim i europejskim kupcom.

Drugą kategorię stanowili niewolnicy pracujący jako służący w domu swojego właściciela. Mieli pewną dozę wolności. Mogli otrzymywać zapłatę za służbę w formie skrawka ziemi czy też wytwarzanych przez nich produktów. Bez nadzwyczaj ważnej przyczyny nie można było ich sprzedać. Mogli zawierać związki małżeńskie i przekazywać otrzymaną ziemię swoim dzieciom. Takie zasady panowały w starożytnej Grecji i częściowo także w Rzymie.

Niewolnik mógł być też zastawiony w lombardzie jako forma zabezpieczenia długu lub jako kaucja pod kredyt. Ta forma niewolnictwa była rozpowszechniona w długim pasie wybrzeża zachodniej Afryki jeszcze przed pojawieniem się tam Europejczyków. Praktyka zastawiania ludzi w lombardach była najczęściej stosowana w plemionach Akan, Ewe, Ga, Yoruba i Edo.

W świecie islamu powstawały jednostki wojskowe sformowane z niewolników niebędących muzułmanami, ale dowodzone przez islamskich dowódców. W średniowieczu żołnierzy niewolników, którzy przyjęli islam, nazywano mamelukami. Ta praktyka znana była głównie w dolinie Nilu, a zapoczątkowana została w Sudanie i Ugandzie. Wojska te działały jeszcze w XIX wieku na obszarach należących obecnie do Sudanu i Sudanu Południowego.

Arabowie na długo przed nadejściem islamu zajmowali się handlem niewolnikami. Jednak nie wszyscy na Bliskim Wschodzie akceptowali ten proceder. W czasach biblijnych na terenach Lewantu istniały sekty Esseńczyków i Therapeutów, które jednoznacznie potępiały wykorzystywanie niewolników i próbowały ich wykupywać oraz obdarowywać wolnością.

Osobną kategorię stanowili niewolnicy przeznaczeni na ofiary. Ofiary z ludzi były powszechne w zachodniej Afryce i kulturach prekolumbijskich, głównie wśród Azteków.

Czarni łowcy niewolników

Warto przy tym pamiętać, że przez tysiąclecia niewolnictwo nie było związane z jakimkolwiek kategoryzowaniem rasowym czy etnicznym. Niewolnictwo afrykańskie nigdy nie przyjęłoby tak wielkich rozmiarów, gdyby nie kolaboracja niektórych plemion, na przykład ludu Ashanti z dzisiejszej Ghany czy Yoruba z dzisiejszej Nigerii. Z kolei takie plemiona jak Imbangala z Angoli i Nyamwezi z Tanzanii specjalizowały się w wywoływaniu lokalnych wojen i konfliktów, co dostarczało im okazji do chwytania ludzi i sprzedawania ich jako niewolników. Brytyjscy historycy John Thornton i Linda Heywood udowodnili, że 90 proc. ludzi wysłanych przez Atlantyk do Ameryki zostało schwytanych przez ich czarnoskórych pobratymców. Wyprawy łowców niewolników były organizowane przez afrykańskie królestwa Yoruba, Kongo, Futa Toro, Koya, Khasso, Kaabu, konfederacje Fante i Ashanti. Prof. Henry Louis Gates z Uniwersytetu Harvarda podkreśla, że bez kompleksowej współpracy elit afrykańskich z europejskimi handlarzami chwytanie i wysyłanie niewolników do Nowego Świata byłoby niemożliwe.

Już w średniowieczu w zachodniej Afryce istniały wielkie targowiska niewolników w Aodaghost, Dżenne, Gao i Timbuktu. Stamtąd karawany z żywym towarem wędrowały przez Saharę w kierunku Marrakeszu, Algieru, Tunisu i Kairu. Jeden z ważnych szlaków kończył się w Sawakin nad Morzem Czerwonym i w Zeili w sułtanacie Adal, skąd transportowano niewolników do Dżuddy i Adenu na Półwyspie Arabskim oraz do Zatoki Perskiej.

Na wschodnim wybrzeżu Czarnego Lądu istniały takie porty jak Mogadiszu, Malindi, Kilwa czy Zanzibar, skąd wysyłano niewolników m.in. do Indii. Wśród handlarzy niewolnikami ponurą sławą okrył się niejaki Hamad bin Muhammad, bardziej znany jako Tippu Tip, który już w wieku 18 lat rozpoczął handel porwanymi ludźmi i wkrótce stworzył potężne imperium pomiędzy Górnym Kongiem, jeziorem Tanganika i Bagamojo. Ludzie porwani z tych rejonów byli przewożeni do Zanzibaru i tam sprzedawani zagranicznym kupcom. W pewnym momencie życia Tippu Tip był właścicielem 10 tys. niewolników.

W XIX wieku dzięki aktywności brytyjskiej dyplomacji w Afryce Wschodniej podjęto działania w celu stopniowego zniesienia handlu niewolnikami. W wyniku nacisków na islamskich władców tego regionu zawarto trzy traktaty. Były to: porozumienie Moresby'ego z 1822 r., porozumienie Hamertona z 1845 r. i wreszcie porozumienie z 5 czerwca 1873 r., podpisane przez brytyjskiego konsula w Zanzibarze Johna Kirka i sułtana Zanzibaru Bargasza, które uczyniło handel niewolnikami nielegalnym. Do 1889 r. wszyscy byli niewolnicy stali się ludźmi wolnymi, a w 1907 r. status niewolnika został całkowicie zniesiony w Brytyjskiej Afryce Wschodniej.

Nie wszyscy europejscy koloniści postępowali w ten sposób. Na przykład w rządzonej przez Niemców Tanganice niewolnictwo zniesiono oficjalnie dopiero w 1922 r. wraz z objęciem tego kraju protektoratem brytyjskim.

Handel Europejczykami

Nie zawsze Europejczycy porywali i handlowali niewolnikami z Afryki. Były długie okresy w historii, kiedy to Afrykanie porywali ludzi z Europy i handlowali nimi jako niewolnikami. Tak właśnie postępowali od XI do początków XIX stulecia berberyjscy piraci. Napadali na nadmorskie miejscowości na północno-zachodnim wybrzeżu Atlantyku i południowo-zachodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Ich bazami były porty Maroka, a także Algier, Tunis czy Trypolis. Głównym celem ich ataków było pojmanie jak największej liczby chrześcijańskich niewolników i handlowanie nimi na targowiskach północnej Afryki. Przez setki lat wybrzeże południowo-zachodniej Anglii było na łasce i niełasce bandytów z Afryki Północnej. Ofiarami ataków padali także mieszkańcy portowych miasteczek Irlandii, Szkocji, Devon i Kornwalii. Istnieją poszlaki, że bandyci berberyjscy dotarli nawet do Islandii.

W sierpniu 1625 r. piraci zaatakowali zatokę Mounty w Kornwalii, biorąc do niewoli 60 mężczyzn, kobiet i dzieci. W 1626 r. powtórzyli ataki w Saint Kaverne i zdobywszy statki w portach Looe, Penzance i Mousehole, wzięli do niewoli ich załogi. W tym czasie ataki piratów na wybrzeża Devon i Kornwalii stały się codziennością. Piraci nie ograniczali się do krótkich napadów na wybrzeża, ale stali się tak pewni siebie, że podejmowali wyprawy w głąb lądu.

Marynarka Królewska postanowiła się z nimi rozprawić. Wiceadmirał Devon John Elliot zadeklarował, że wybrzeża wokół Anglii będą należeć jedynie do Anglików. Jednak już w 1645 r. podczas kolejnego rajdu piraci uprowadzili 240 osób, wśród nich kobiety i dzieci. W następnym roku parlament angielski wysłał Edmunda Casona, aby negocjować wykupienie zakładników. Cason za każdego mężczyznę płacił 30 funtów. Kobiety wyceniano na wyższe kwoty.

Od 1650 r. ataki piratów były tak częste, że zaczęło to stanowić zagrożenie dla angielskich statków rybackich. Wtedy też Oliver Cromwell podjął decyzję, aby każdy schwytany pirat był przewożony do Bristolu i tam powoli topiony.

Porwani mieszkańcy nadmorskich hrabstw mogli zostać uwolnieni po wpłaceniu okupu. Patronat nad wykupywaniem objął Kościół anglikański, ale dotyczyło to jedynie tych, którzy pozostali przy wierze chrześcijańskiej. Ci, którzy przeszli na islam, aby ratować życie, nie mieli żadnych szans na odzyskanie wolności.

Chociaż nie istnieją żadne udokumentowane statystyki, prof. Robert Davis z uniwersytetu w Glasgow wyliczył, że między XVI a XIX wiekiem berberyjscy piraci uprowadzili i sprzedali na targowiskach Afryki Północnej i w innych regionach imperium osmańskiego 1–1,25 mln Europejczyków. Inny historyk, prof. David Earle z Uniwersytetu Zachodniej Florydy, uważa, że do tej szacunkowej liczby zakładników należy także włączyć niechrześcijańskich mieszkańców Europy Wschodniej, w tym głównie Żydów.

Dopiero w XVIII wieku Wielka Brytania, Francja i Hiszpania rozpoczęły kontrofensywę przeciw piratom berberyjskim, atakując ich mateczniki w Tunisie i innych portach. W 1803 r. do antypirackich działań dołączyła eskadra floty Stanów Zjednoczonych w sile dziesięciu okrętów. W dwóch wojnach przeciw piratom w latach 1801–1805 i 1815–1816 ich potęga została złamana. Po jednym z udanych ataków brytyjskich i holenderskich okrętów w 1816 r. uwolniono przeszło 4 tys. chrześcijan. Uważa się, że dopiero to wydarzenie zakończyło epokę panowania berberyjskich piratów na morzach. Pozostały po nich jedynie pełne grozy opowieści o ich okrucieństwie.

Również muzułmańscy władcy z północnej Afryki, pragnący normalizacji stosunków z rosnącą w siłę Europą, włączyli się w proces nakładania sankcji prawnych na morskich bandytów. Pierwszym z nich był rządzący Tunisem w latach 1830–1881 Ahmed-bej z dynastii Husajnidów.

Niewolnictwo po brazylijsku

Opisując dzieje niewolnictwa, nie sposób pominąć sylwetki angielskiego admirała Johna Hawkinsa, wielkiego modernizatora Marynarki Królewskiej. Był jednym z trzech kontradmirałów walczących z hiszpańską Wielką Armadą w 1588 r., kiedy to decydowały się losy brytyjskiego imperium. Postać warta przypomnienia nie dlatego, że wsławił się jako znakomity szkutnik i nawigator, ale dlatego, że był niezwykle pomysłowym handlarzem niewolników.

Biznes sir Johna Hawkinsa zaczął się rozkręcać w 1562 r. Admirał najpierw kupował towar w Anglii i płynął z nim do Gwinei. Tam wymieniał go na żywy towar, który dostarczali mu lokalni czarni łowcy niewolników. Sprytny Hawkins jak nikt inny potrafił prowokować konflikty plemienne w Afryce Środkowej i nakręcać popyt na dostarczanie czarnoskórych niewolników wprost na pokład jego statków. Przewoził ich do hiszpańskich posiadłości w Ameryce, tam wymieniał na inny stosowny towar, z którym płynął do Anglii. I koło handlowe się zamykało. Sir Hawkins był biznesmenem w pełnym tego słowa znaczeniu, choć nikt nie musiał wiedzieć, że tak naprawdę najważniejszym trybikiem tego mechanizmu był handel ludźmi.

Ale wbrew pozorom to wcale nie John Hawkins zapoczątkował atlantycki eksport czarnej siły roboczej do hiszpańskich posiadłości w Ameryce. Pierwsi zrobili to Portugalczycy. Żeglarze portugalscy już od 1441 r. eksplorowali wybrzeże Zatoki Gwinejskiej w poszukiwaniu złota i przypraw. Założyli kolonię na niezamieszkanej wyspie Sao Tome i zauważyli, że wulkaniczne tereny znakomicie nadają się pod uprawę trzciny cukrowej. Na nich właśnie pracowali pierwsi portugalscy niewolnicy.

W 1500 r. została odkryta Brazylia, która stała się największym odbiorcą niewolników z Afryki. W 1518 r., a więc 501 lat temu, Portugalczycy rozpoczęli regularne dostawy czarnej siły roboczej do brazylijskich kopalń złota i diamentów. Niewolnicy trafiali także na plantacje trzciny cukrowej, a wiele dekad później na plantacje bawełny. W epoce kolonialnej afrykańscy niewolnicy byli główną siłą roboczą napędzającą brazylijską gospodarkę. Największy kraj Ameryki Południowej wchłonął 3 mln niewolników, co stanowiło 35 proc. ogólnej liczby przywożonych z Czarnego Lądu nieszczęśników. Handel niewolnikami i ich eksploatacja trwały aż do uchwalenia przez parlament brazylijski w 1888 r. tzw. złotego prawa, które oficjalnie zniosło niewolnictwo. Rok później proklamowano Brazylię jako republikę federacyjną opartą na amerykańskich wzorach konstytucyjnych.

Ale czy niewolnictwo w Brazylii na pewno zakończyło się 131 lat temu? Niestety, nie. W latach 90. XX wieku w północnej Amazonii na pograniczu z Kolumbią wykryto szczególnie brutalną i odrażającą formę niewolnictwa, jaką jest handel nieletnimi dziewczynkami z indiańskich szczepów Tariana, Uanana, Tucano i Bare. Dzieci są towarem, za który płaci się cukierkami lub równowartością 10 euro. Rząd federalny, władze lokalne i Kościół katolicki w Brazylii usiłują walczyć z procederem handlu żywym towarem, ale z różnych powodów często jest to walka z wiatrakami. Klientami porywaczy i sutenerów są biali i bogaci mężczyźni mający mocne dojścia w skorumpowanych lokalnych układach władzy i policji.

Warto zapytać, dlaczego do obu Ameryk byli sprowadzani niewolnicy afrykańscy, skoro powszechną praktyką, potępianą zresztą przez Kościół katolicki, było niewolnicze eksploatowanie rdzennej ludności indiańskiej. Powodem były choroby. Hiszpanie jako pierwsi zauważyli, że choroby przywleczone przez Europejczyków dziesiątkują indiańskich robotników z Wysp Karaibskich. Dlatego zdecydowali się na import niewolników z Afryki. Pierwsza grupa Afrykanów przybyła na Kubę i Hispaniolę już w 1501 r.

W 1619 r. przywieziono pierwszych niewolników do Jamestown w Wirginii. W większości z 13 kolonii Nowej Anglii niewolnictwo było legalne. W 1806 r. Kongres USA przyjął ustawę zakazującą importu niewolników, ale można było handlować ludźmi, którzy już tam żyli. A było ich niemało, ponieważ Ameryka Północna przyjęła około 5 proc. wszystkich niewolników wywiezionych z Afryki. Dopiero w 1827 r. zniesiono niewolnictwo w Nowym Jorku, a podpisanie przez prezydenta Abrahama Lincolna 22 września 1862 r. dekretu o zniesieniu niewolnictwa na obszarach Skonfederowanych Stanów Ameryki okazało się wstępnym krokiem w długim i skomplikowanym procesie legislacyjnym, który doprowadził do wybuchu wojny secesyjnej.

Piastowski eksport niewolników

Na koniec warto sobie zadać pytanie, czy niewolnictwo znane było naszym przodkom. Niestety, kiedy na przełomie I i II tysiąclecia zaczęły się kształtować zręby polskiej państwowości, zdobywanie niewolników i handel nimi były stałym elementem obyczajowości tamtej epoki.

Prof. Henryk Samsonowicz podkreślał, że pierwsi Piastowie nie gardzili zasilaniem kasy państwa dochodami ze sprzedaży do Bizancjum i arabskich kalifatów niewolników zdobytych podczas podbojów sąsiednich regionów słowiańskich. Jeśli dzisiaj na terenie Polski archeologowie znajdują srebro bizantyjskie lub monety arabskie, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że pochodzą one z handlu żywym słowiańskim towarem.

Z kolei w książce „Zanim Polska została Polską" prof. Przemysław Urbańczyk postawił tezę, że pozyskiwany w ten sposób kapitał pozwalał Piastom w IX i X wieku na budowanie scentralizowanego, silnego ekonomicznie i militarnie państwa, które mogło prowadzić dalsze podboje. W podobny sposób budowali swoje państwa władcy Bałtów, Skandynawów, Finów, Wielkiej Morawy, a po jej upadku w 906 r. czeska dynastia Przemyślidów. Warto też dodać, że transportem niewolników do Bizancjum czy kalifatów arabskich zajmowali się zazwyczaj kupcy żydowscy.

Źródła arabskie podają, że od IX do XI wieku w kalifatach arabskich pełno było ludzi pochodzenia słowiańskiego. W IX wieku jeden z arabskich poetów wspominał o „słowiańskiej szarańczy" w Bagdadzie. W tym czasie w Palermo na arabskiej Sycylii istniała słowiańska diaspora, a jej mieszkańcy mieli swój meczet. Historycy arabscy wspominają, że nasycenie służby ludźmi pochodzenia słowiańskiego było tak wielkie, że emirowie z zachodniej Afryki uczyli się języka słowiańskiego, aby móc porozumiewać się ze służącymi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA