fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Krzysztof Kowalski: Herostrates parafialny

AFP
15 kwietnia minęły dwa lata od wybuchu pożaru w paryskiej katedrze Notre Dame. Płomienie objęły dach, znajdującą się na nim sygnaturkę i jedną z wież. Pożar ugaszono dopiero 16 kwietnia o godzinie czwartej rano.

Żywioł jeszcze szalał, gdy prezydent Francji Emmanuel Macron zapowiedział odbudowę najsłynniejszej gotyckiej świątyni, arcydzieła architektury sprzed 850 lat. Wydarzył się wówczas finansowy cud: zaledwie po dwóch dniach okazało się, że na odbudowę zebrano 833 miliony euro. Było to wydarzenie bez precedensu nie tylko w dziejach filantropii francuskiej, ale też światowej – wzięło w nim udział 340 tysięcy donatorów ze 150 państw: osoby prywatne, przedsiębiorstwa, instytucje.

Jednak blask tej dobroczynności przysłonięty był dymem i swądem spalenizny, pożar spowodował bowiem uwolnienie do atmosfery i otoczenia 460 ton ołowiu, a skażenie tym metalem okolic katedry przekroczyło normę 1300 razy. W promieniu półtora kilometra pozamykano przedszkola i szkoły. Robotnicy, inżynierowie, konserwatorzy i naukowcy przebywający wewnątrz katedry po zakończeniu pracy codziennie obowiązkowo brali prysznic i zmieniali kombinezony, które trafiały do dezynfekcji i pralni.

Szczęściem w nieszczęściu było to, że najcenniejsze zabytki zdołano w porę wynieść, m.in. koronę cierniową – jedną z najważniejszych relikwii chrześcijaństwa, XII-wieczne złote kielichy i XIII-wieczną tunikę króla Ludwika IX. Jednak wszystkiego wynieść nie zdołano. Ogień szalał, strażacy nie żałowali wody i środków gaśniczych, na posadzkę spadały belki, cegły, gzymsy, szkło. Powstałe w ten sposób rumowisko przeszukano drobiazgowo, aby nie usunąć wraz z nim zabytkowych elementów, aby nie powtórzyć błędu z 1994 r., gdy po pożarze w Palais du Parlement de Bretagne w Rennes usunięto całe rumowisko ze wszystkim, co w nim było.

Po pożarze w Notre Dame gruz, śmiecie i rumowisko zapakowano do 10 tys. worków, każdy o pojemności metra sześciennego, i drobiazgowo przeszukano. Rezultat tej operacji był następujący: zawartość 200 pojemników nadawała się do wykorzystania podczas odbudowy, natomiast 550 pojemników zgromadzono w specjalnym magazynie-laboratorium i oddano do dyspozycji naukowcom. Ci ostatni utworzyli zespoły, w skład których weszli specjaliści od metalu, drewna, kamienia, szkła itd.

Rozpoczęła się odbudowa. Uczestniczą w niej mistrzowie rzemiosł dawnych – ciesielstwa, murarstwa, witrażyści – w sumie specjaliści 15 zawodów z 68 pracowni i 215 przedsiębiorstw. Wybierają np. odpowiednie bryły w kamieniołomach, aby zastępować nimi kamienne elementy nadwątlone ogniem, odnawiają witraże zniekształcone wysoką temperaturą, przywracają do pierwotnego stanu dwa tuziny ołtarzy. Prace konserwatorskie naśladujące średniowieczne techniki rzemieślnicze nie mogą być prowadzone „na oko", dlatego nad wszystkim czuwa Comité d'?Expert du programme scientifique et universitaire de Restaurons Notre-Dame. Jonathan Truillet – czuwający nad pracami konserwatorskimi – przewiduje, że „grube" prace zabezpieczające dobiegną końca latem tego roku, natomiast w 2024 r. katedra zostanie doprowadzona do takiego stanu, że będzie można wpuszczać do niej wiernych i turystów. Oczywiście drobniejsze zabiegi konserwatorskie będą kontynuowane jeszcze przez 15–20 lat.

Kto nie widział na własne oczy tego średniowiecznego cudu budownictwa, ten być może czytał powieść Victora Hugo o Quasimodo, groteskowym dzwonniku z Notre Dame. Kto nie czytał powieści, być może oglądał jeden z kilkunastu filmów nakręconych na jej kanwie, w tym animowanych. Wbrew pozorom – jak stwierdza Władysław Kopaliński w swoim „Słowniku mitów i tradycji kultury" – „prawdziwym bohaterem powieści jest katedra Notre Dame ze swymi gargulcami, witrażami, labiryntem tajnych przejść i cudami architektury...".

Pożar – w niefortunny sposób – przypomniał światu o tym niezwykłym obiekcie i wzmógł zainteresowanie budowlą. W tym miejscu trzeba, niestety, przywołać haniebny czyn Herostratesa, szewca ze starożytnego Efezu, który w 356 r. przed Chrystusem podpalił świątynię Artemidy, uważaną za jeden z siedmiu cudów świata, aby zyskać rozgłos, by zapamiętano jego imię po wsze czasy. Nie, Notre Dame nikt nie podpalił (zawiniło zwarcie w instalacji elektrycznej), ale np. średniowieczną katedrę świętych Piotra i Pawła w Nantes – tak. W lipcu 2020 r. wybuchł pożar w tej gotyckiej świątyni, wprawdzie nie tak rozległy jak w paryskiej budowli, ale i tak całkowicie strawił XVII-wieczne organy. Już 26 lipca policja aresztowała kościelnego, dzwonnika, który opiekował się katedrą. Ten pseudo-Quasimodo przyznał się do podłożenia ognia dla zdobycia sławy. Ale jej nie zdobył – jego imienia świadomie nikt nie wymienia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA