fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Kaszaloty wykiwały wielorybników

stock.adobe.com
Oczywiście, że jesteśmy za chronieniem gatunków zagrożonych: tatrzańskich niedźwiedzi, bieszczadzkich wilków, białowieskich żubrów. Ale co nam do wielorybów? Czy nie bliższa koszula ciału?

Teraz tak, ale jeszcze stosunkowo niedawno bez polowania na wieloryby pół Polski nie byłoby w stanie żyć „na poziomie". Dziś trudno sobie wyobrazić, do jakiego stopnia jakość życia codziennego zależała od wielorybnictwa, mimo że dziwnym zrządzeniem losu praktycznie nie znalazło to odbicia w polskiej powszechnej świadomości. Dość powiedzieć, że w „Słowniku mitów i tradycji kultury" Władysława Kopalińskiego pod hasłem „wieloryb" czytamy: „łac. Cetus, konstelacja równikowa, widziana w Polsce jesienią i zimą". No właśnie, w polskiej tradycji i kulturze wieloryb to gwiazdozbiór.

Ale ponieważ polskie tradycje i kultura do wiodących w Europie nie należą, warto zobaczyć, jaką rolę rzeczywiście pełnił w Europie i na świecie Cetus, zwłaszcza że naukowcy dokonali ostatnio odkrycia, które skłania do uchylenia kapelusza przed tymi zwierzętami. Jednak najpierw garść informacji niezbędnych jako tło do wzmiankowanego odkrycia: mięso wieloryba nie może się równać z polędwicą wołową czy jagnięciną, nigdy nie było cenione dla jego smaku, ale jedynie dla obfitości, ponieważ stanowiło ważne źródło białka na niektórych obszarach, głównie arktycznych, np. dla Inuitów.

Lecz to nie Inuici et consortes doprowadzili populację wielorybów na skraj przepaści, ale rewolucja przemysłowa, która zaczęła ogarniać świat od połowy XVIII stulecia. Przede wszystkim olej wielorybi okazał się perfekcyjnym smarem – najpierw do wszelkiego rodzaju maszyn, a potem do wyrzutni torpedowych na okrętach podwodnych. W porównaniu z ilością zużywanego w ten sposób oleju wielorybiego ilość wypijanego tranu była po prostu dziecinna.

Niestety, olej wielorybi okazał się także znakomitym paliwem do latarni ulicznych, których przybywało lawinowo w miastach Europy, Ameryki, Australii czy Japonii. Zaczęto go używać na masową skalę do produkcji mydła, świec, maści aptekarskich; fiszbiny wielorybów grenlandzkich służyły do wytwarzania milionów parasoli, szczotek, łyżek do butów, damskich gorsetów, sprężyn zegarowych; z zębów kaszalotów fabrykowano guziki, klawisze do pianin i akordeonów, a także rzeźbione ozdoby kominkowe; ambra zalegająca w układzie pokarmowym kaszalota – stosowana w przemyśle kosmetycznym – osiągała cenę złota.

Mniejsza o to, czy polska jejmość zasznurowana w gorsecie z fiszbinów wieloryba grenlandzkiego zdawała sobie sprawę, czemu zawdzięcza oszałamiającą kibić. W polskiej świadomości wieloryb, jak sama nazwa wskazuje, to było coś wielkiego, największego:

„Był sobie pan Maluśkiewicz

Najmniejszy na świecie chyba.

wszystko już poznał i widział

Z wyjątkiem wieloryba (...)

Bo wieloryb jest przeogromny,

największy na świecie chyba" (Julian Tuwim).

Gdy w życie zaczęło wchodzić pokolenie wykształcone w „tysiąclatkach" i poważnie zaczynał się liczyć światopogląd naukowy, wielu wykształconych Polaków zaczęło podziwiać kaszaloty (Physeter macrocephalus) za ich umiejętność nurkowania na głębokość ponad kilometra w pogoni za budzącymi grozę ogromnymi „ośmiornicami". Takie nurkowania i polowania nie wymagają inteligencji, ale jedynie odpowiedniej fizjologii. Jednak nie pomogła ona w unikaniu statków wielorybniczych w tragicznym dla morskich olbrzymów okresie od połowy XVIII do końca XIX wieku. Traktuje o tym artykuł w „Biology Letters".

Dr Hal Whitehead z Dalhousie University w Kanadzie analizował przekazy historyczne dotyczące tego zagadnienia. Stwierdził na ich podstawie, że wielorybnicy uskarżali się na coraz większe kłopoty w XIX wielu podczas polowań na północnym Pacyfiku. Jego archiwalna kwerenda objęła ogółem 77 749 dni rejsowych, w tym 2405 dni bezpośredniego obserwowania kaszalotów. Wynik kwerendy zaskakuje: skuteczność polowań zmalała o 58 proc. Co się stało?

Zanim pojawili się ludzie na wielkich żaglowcach, największym zagrożeniem dla kaszalotów były orki. Broniąc się przed nimi, kaszaloty formowały krąg z młodymi w środku i odpędzały napastników potężnymi ogonami. Niestety, wobec statków wielorybniczych strategia ta była samobójcza – takie kręgi stanowiły wymarzony cel dla wielorybników. A jednak kaszaloty zrozumiały swój błąd i zamiast skupiać się w kręgi, zaczęły szybko płynąć wprost pod wiatr, czego nie były w stanie robić żaglowce; żaglowiec, aby posuwać się pod wiatr, musi halsować, płynąć zakosami, a nie po linii prostej.

„Pojawienie się takiej strategii kaszalotów można porównać do pojawienia się nowej idei, jaką było rolnictwo" – zauważa dr Whitehead. Niestety, strategia ta okazała się bezużyteczna, gdy morza opanowały statki poruszane maszynami. Skutek jest taki, że wkrótce i wielorybnictwo, i same wieloryby będą należały do kategorii „było, minęło".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA