fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Zabójcza miłość w XIX-wiecznej Warszawie

Maria Julia Wisnowska (1861–1890) – popularna warszawska aktorka dramatyczna. W nocy z 30 czerwca na 1 lipca 1890 r. została zastrzelona przez Aleksandra Bartieniewa
Biblioteka Narodowa
Trudna miłość aktorki i rosyjskiego podoficera skończyła się wybuchem najgłośniejszej afery kryminalnej XIX-wiecznej Warszawy.

„1 lipca rano przyjechał Bartieniew, powiedział: »zabiłem Manię«. Na moje zapytanie »kogo«, odpowiedział, że zabił Wisnowską. Jednocześnie Bartieniew oddał mi swoje szlify. Obudziłem adiutanta i posłałem go dowiedzieć się, czy to prawda" – zeznanie tej treści złożył przed Warszawskim Sądem Okręgowym rotmistrz grodzieńskiego pułku huzarów lejbgwardii nazwiskiem Aleksander Lichaczew. To on był jednym z dowódców rosyjskiego garnizonu stacjonującego w Warszawie. Wojskowy opowiedział czteroosobowemu składowi sądzącemu, że z początku nie wierzył w tę relację, gdyż żołnierz Aleksander Bartieniew zachowywał się spokojnie, a przecież, gdyby rzeczywiście popełnił zbrodnię, byłby wzburzony i rozemocjonowany. Rotmistrz uważał, że pijany Bartieniew wymyślił coś sobie i usiłuje ściągnąć na siebie uwagę kolegów z garnizonu. Z powagi sytuacji zdał sobie sprawę dopiero kilkadziesiąt minut później, gdy adiutant potwierdził wiadomość, a na miejscu zbrodni zjawili się żandarmi i wojskowy prokurator. Kilka godzin później zabójstwo przy ulicy Nowogrodzkiej w warszawskim Śródmieściu stało się głównym tematem rozmów mieszkańców. Oto bowiem ofiarą zbrodni padła jedna z dwóch najbardziej popularnych w tamtym czasie aktorek teatralnych. Jeszcze bardziej szokujące było to, że stało się to tuż przed jej wyjazdem do Ameryki, który miał zapoczątkować jej międzynarodową karierę. Dziś o tej historii przypomina piękny pomnik na grobie Wisnowskiej na Starych Powązkach, tuż przy głównym wejściu. Jeden z tych, które nie ucierpiały podczas wojen.

Celebrytka numer jeden

Gdy rotmistrz Lichaczew sprawdzał szokującą wiadomość, Warszawa – wówczas stolica Kraju Prywislanskiego (zachodniej guberni Imperium Rosyjskiego) – przeżywała okres gospodarczego wzlotu. Od powstania styczniowego minęło ćwierć wieku, ruch socjalistyczny, który miał naznaczyć krwią polskie ziemie w roku 1905, dopiero raczkował. W Królestwie Polskim panował spokój, którego nie zaburzyła nawet intensywna rusyfikacja. W Warszawie, trzecim co do wielkości mieście Cesarstwa (po Moskwie i Petersburgu), dynamicznie rozwijała się przedsiębiorczość, handel, powstawały sklepy a la Wokulski, fabryki i banki. Uniwersytet Warszawski otworzył swoje bramy dla studentów z ubogich rodzin. Kilka lat wcześniej otwarto miejski system wodociągów i kanalizacji i uruchomiono system ogrzewania mieszkań wodą. Na trotuarach zamontowano rzędy lamp gazowych. Wzdłuż nowych ulic pojawiły się kamienice z dużymi, przestronnymi mieszkaniami, otwarto most Kierbedzia, zainstalowano pierwszą centralę telefoniczną. Po raz pierwszy na polskich ziemiach pojawiła się silna klasa średnia. Za tymi przemianami poszedł dynamiczny rozwój kultury. Niesłabnącą popularnością cieszyły się opera i teatry – przede wszystkim dwa najważniejsze: Narodowy i Dramatyczny. W tym ostatnim prawdziwą gwiazdą stawała się 28-letnia Maria Wisnowska (ur. 1861).

Maria J. Wisnowska
MUZEUM NARODOWE W WARSZAWIE

Za wielką sławą zawodową aktorki szła druga, nieco gorsza – dotycząca jej życia prywatnego. Jan Żak tak o niej pisał w „Encyklopedii Teatru Polskiego": „Aktorka była niewątpliwie piękna i niewątpliwie skompromitowana. O osobach skompromitowanych polska prasa pisać nie lubiła. Może dlatego komentarzy na temat tej tragedii pojawiło się stosunkowo niewiele, wśród nich jeden charakterystyczny, a okrutny: »szkoda aktorki, nie szkoda człowieka« (Sygietyński). Otoczona gronem wielbicieli Wisnowska przyjmowała u siebie m.in. znanego jej jeszcze ze Lwowa tenora Aleksandra Myszugę (miał się dla niej rozwieść, a tymczasem połamał jej pierścionek zaręczynowy, który otrzymała od kogo innego), literatów, jak Stefan Krzywoszewski, dziennikarzy, w zeznaniach świadków pojawia się też nazwisko Michałowskiego – czyżby Aleksandra? Co gorsza, przyjmowała Rosjan. Generał Palicyn, prezes teatrów warszawskich, za cenę uległości i wspólny wyjazd »gdziekolwiek na dwa tygodnie« miał jej obiecać wymarzony wyjazd za granicę. Chciała wyjechać, by – jak przypuszczano – uwolnić się od uciążliwego kochanka, wiecznie pijanego »kometa« armii rosyjskiej Bartieniewa, i rozpocząć karierę za granicą. Nie zdążyła. Bartieniew, który się z nią zaręczył, ale któremu ojciec zakazał się z aktorką żenić, zabije ją przedtem strzałem z pistoletu".

Głośny proces

7 lutego 1891 roku, pół roku po głośnej zbrodni, w głównej sali sądu na ulicy Leszno rozpoczął się proces Bartieniewa oskarżonego o zabójstwo Wisnowskiej. Akt oskarżenia podpisał baron von Raden – szef Wydziału Śledczego warszawskiej prokuratury. Także on wystąpił na procesie w roli oskarżyciela publicznego. Obrony podjął się najbardziej wówczas znany moskiewski adwokat Fiodor Nikołajewicz Plewako – słynny dzięki swoim talentom krasomówczym. Plewako, wynajęty przez rodziców oficera, specjalnie przyjechał z Moskwy do Warszawy, aby zapoznać się z aktami sprawy i reprezentować klienta. Proces odbywał się zgodnie z rosyjskim prawem. Prowadził go ówczesny prezes warszawskiego sądu nazwiskiem Czerniawski. Rozprawy prowadzono w języku rosyjskim, jednak dla tłumnie zgromadzonej publiczności oraz świadków (nie wszyscy biegle posługiwali się rosyjskim) zapewniono tłumacza przysięgłego.

W ławach dla publiczności zasiadł m.in. najgłośniejszy wówczas sprawozdawca sądowy – Maryjan Łodyga. Kilka miesięcy później Drukarnia Kupiecka wydała w formie książkowej jego sprawozdanie zatytułowane „Zabójstwo Maryi Wisnowskiej". Zgodę na wydanie carski cenzor podpisał 21 lutego 1891 roku – dwa tygodnie po wydaniu wyroku. Dziś jest to najważniejsze źródło wiedzy o tym głośnym procesie (akta z sądowego archiwum spłonęły podczas wojen).

Trudny romans

Skrupulatne śledztwo wykazało, że zdarzenia, które doprowadziły do dramatu, rozpoczęły się w lutym 1889 roku. Obok kasy Teatru Dramatycznego jeden ze znajomych Wisnowskiej przedstawił jej Aleksandra Bartieniewa. „Przyjemna powierzchowność znanej na wszystkich polskich scenach artystki uczyniła na Bartieniewie wrażenie – napisał w akcie oskarżenia prokurator von Raden. – W jakiś czas później złożył Wisnowskiej wizytę, lecz czując się w towarzystwie jej skrępowanym, bywał u niej rzadko i ograniczał się na przesyłaniu jej tylko bukiecików i z rzadka odwiedzał ją przed południem".

Jeśli wierzyć ustaleniom XIX-wiecznych śledczych, musiało minąć wiele miesięcy, aż rosyjski podoficer zakochał się w pięknej aktorce i postanowił się z nią ożenić. W akcie oskarżenia czytamy: „Na początku jesieni 1889 r. Bartieniew zaczął bywać u Wisnowskiej częściej i w październiku tegoż roku formalnie jej oświadczył, że pragnąłby zawrzeć z nią związek małżeński. Propozycja ta przyjętą nie była, lecz także i nie odrzuconą; wszystko to zależało od zgody na ten związek rodziców Bartieniewa, z którymi miał traktować o tem Bartieniew, wyjeżdżając za urlopem na święta Bożego Narodzenia".

Ta sprawa w śledztwie była dogłębnie zbadana przesłuchaniami świadków. Już na początku prokurator postawił bowiem tezę, że motywem zbrodni była niemożność zawarcia związku małżeńskiego. Całość tych ustaleń baron von Raden przedstawił w jednym z najważniejszych punktów aktu oskarżenia: „Przyjechawszy na wieś, Bartieniew z rodzicami o małżeństwie jakoś nic nie mówił, był bowiem z góry pewnym, że na to się nie zgodzą; wróciwszy zaś do Warszawy, Bartieniew oświadczył Wisnowskiej, że rodzice odmówili swego zezwolenia na ożenienie się z nią i błogosławieństwa na ten związek małżeński nie dali, przeto nie pozostaje mu nic innego, jak pozbawić się życia".

Grób Marii Wisnowskiej na Cmentarzu Powązkowskim
NAC

Z ustaleń śledztwa wynika jednak, że motywem zbrodni była nie tylko niechęć rodziców, by ich syn – rosyjski szlachcic – wziął sobie za żonę dziewczynę z ubogiej rodziny z dalekiej prowincji Rosji. Takie małżeństwa – bez zgody rodziców – w tamtym czasie nie były rzadkie i nie rodziły za sobą konsekwencji prawnych ani infamii otoczenia. Przyczyna tkwiła najprawdopodobniej gdzie indziej – w chorobliwej zazdrości. Oddajmy ponownie głos prokuratorowi: „Wisnowska tymczasem nie zmieniła trybu życia, to jest jak poprzednio była otoczoną przez wielbicieli, nie zmieniła się też w stosunku do Bartieniewa. Nadzieja wzajemności zwiększała się, to malała naprzemiany; odwiedziny Bartieniewa Wisnowskiej stały się bardzo częstymi, a przesyłane prawie co dzień na scenę i do mieszkania Wisnowskiej bukiety i drobne podarunki w rodzaju medalionów lub bransolet utrzymywały między Wisnowską a oskarżonym dobry stosunek. Stosunek ten zwyczajnej znajomości radykalnie zmienił się 26 marca (7 kwietnia) 1890 r. Wieczorem bowiem tegoż dnia, po spożyciu kolacyi w swem mieszkaniu, Wisnowska oddała się po raz pierwszy Bartieniewowi. Szczęście jednak Bartieniewa nie było zupełne. Wielkie powodzenie sceniczne, piękna powierzchowność i silnie rozwinięta kokieteryja Wisnowskiej pociągała ku niej mężczyzn, a odwiedzanie przez nich ukochanej kobiety wywołało u Bartieniewa uczucie zazdrości".

Dziwna prośba

Romansu znanej aktorki i młodego oficera nie udało się utrzymać w tajemnicy. Żandarmi, a po nich prokurator przesłuchiwali krewnych Wisnowskiej i osoby, które wraz z nią pracowały w Teatrze Dramatycznym. Z ich zeznań wynika, że odwiedziny oficera krępowały diwę. Jeden ze świadków zeznał, iż w kwietniu 1890 roku gwiazda poprosiła apsztyfikanta, aby przestał ją odwiedzać. Uzasadniła to tym, że te odwiedziny powodują „kompromitacye". Ten, rozgniewany, odesłał jej upominki, które od niej otrzymał, w tym rękawiczki i czapkę. Zażądał też zwrotu wszystkich prezentów, które jej wręczył, w tym medalionów i drogich kamieni. W odpowiedzi Wisnowska wysłała sekretny list: poprosiła, by wynajął mieszkanie „gdzieś w mieście", jeśli chce się z nią nadal widywać w sekrecie. Z relacji świadków wynika jednak, że aktorka nie dała Bartieniewowi tego, na czym najbardziej mu zależało – wierności. Utrzymywała bowiem z adorującymi ją mężczyznami relacje bliższe, niż powinna utrzymywać kobieta zaręczona z jednym mężczyzną.

Jakby tego było mało, wdała się w bliską znajomość z wpływowym rosyjskim generałem Palicynem, który w Warszawie nadzorował wszystkie instytucje kulturalne, głównie teatry. Ten zaproponował, że pomoże jej załatwić wyjazd do Ameryki, co oznaczało możliwość kariery międzynarodowej. W zamian Palicyn zażądał od Wisnowskiej, „aby była mu uległą" podczas dwutygodniowego wyjazdu, bez towarzystwa. Aktorka bardzo chciała jechać za ocean, ale nie mogła znieść myśli, że musi oddać się rosyjskiemu generałowi. „Szanuję go jako człowieka, ale znieść nie mogę myśli o jego we mnie zakochaniu" – powiedziała jednemu ze świadków, przesłuchiwanych później w sądzie.

Noc zbrodni

Dokładne okoliczności śmierci aktorki sąd poznał z relacji samego Bartieniewa. Już podczas pierwszego przesłuchania młody żołnierz przyznał się do zabójstwa. Prokuratorowi przedstawił bardzo dokładną relację: wieczorem 30 czerwca 1890 roku pojechał karetą po Wisnowską, aby zabrać ją na przejażdżkę i odbyć „szczerą rozmowę". Po spacerze oboje poszli do mieszkania przy ulicy Nowogrodzkej, które wcześniej Rosjanin wynajął jako tajne miejsce schadzek. Tam rozmowa weszła w fazę decydującą: „Dowodziłem, że mogę pozbawić siebie życia, ale zabraknie mi sił do zabicia jej – zeznawał Bartieniew prokuratorowi. – Mówiąc to, przykładałem do siebie rewolwer z odwiedzionym kurkiem. »Nie, to okrutne zabijać siebie w mych oczach; cóż ja pocznę wtedy« – zawołała Wisnowska. Po tych słowach wyjęła z kieszeni ubrania dwa słoiki: jeden z opium, a drugi z chloroformem, które na jej prośbę otrzymałem z apteki pułkowej, i zaproponowała mi wspólne wypicie trucizny, a następnie, gdy ona będzie w stanie nieprzytomnym, abym zabił naprzód ją, później siebie. Zgodziłem się na to. Zaczęliśmy oboje pisać kartki. Wisnowska pisała długo, darła kartki i na nowo pisać zaczynała. Ukończywszy kartki swe prędzej, zacząłem ją naglić. Po chwili Wisnowska napiła się opium razem z porterem, wypiłem także trochę zatrutego porteru. Następnie Wisnowska położyła się na otomanie i zmoczywszy dwie chustki od nosa w chloroformie, położyła je sobie na twarz. Po niejakim czasie siadłem na brzegu otomany i objąwszy lewą ręką nieprzytomną Wisnowską, przyłożyłem rewolwer, który miałem w prawej ręce, do obnażonej piersi i spuściłem kurek".

Złamane życia

Sekcja zwłok wykazała, że Wisnowska zginęła od razu. Kula rozerwała jej płuco, powodując wewnętrzny krwotok, który doprowadził do zgonu. Generał Palicyn nie zdążył jej posiąść i wysłać do Ameryki. Bartieniew od początku przyznawał się do winy, co sąd potraktował jako okoliczność łagodzącą. To dlatego proces trwał... jeden dzień. Wieczorem sędziowie wydali wyrok: siedem lat katorgi na Syberii i pozbawienie praw publicznych. Wiadomo, że Bartieniew odbył karę w całości. Był jeszcze widziany w Warszawie. Nie wiadomo, czy przychodził na cmentarz, by zapalić znicz ku pamięci byłej ukochanej. Grób Wisnowskiej otwarto tylko raz, w 1898 roku, aby obok pochować jej matkę, której ostatnią wolą było spocząć obok tragicznie zmarłej córki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA