fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Rozkwit i upadek imperium templariuszy

Rycina przedstawiająca proces Jakuba de Molay, ostatniego wielkiego mistrza templariuszy.
Wikipedia
Utrata Akki i ostatnich zamków w Syrii w 1291 r. to był znak, że epoka wypraw krzyżowych i misja wojenna zakonów rycerskich dobiegają końca. Mnisi-rycerze musieli na nowo określić cel swojego istnienia.

Rycerze zakonni byli ostatnią formacją zbrojną, która opuszczała bezpowrotnie utraconą Ziemię Świętą. Elita tych wojsk, jaką stanowili templariusze, ewakuowała się do Europy przez Cypr. Po powrocie do macierzy Zakon Świątyni znalazł się przed koniecznością całkowitego przeorganizowania.

Poza sferą duchową bracia okazali się nie tylko najpotężniejszą i najlepiej wyszkoloną formacją militarną swoich czasów, co dzisiaj określilibyśmy jako przeszkolenie na poziomie sił specjalnych, ale także korporacją finansową wybiegającą swoją pomysłowością daleko w przyszłość.

Komturie – filie wielkiego banku

Ubodzy Rycerze Chrystusa byli właścicielami i nader sprawnymi zarządcami finansowego i militarnego imperium, na które składały się pochodzące z nadań i darowizn wielkie latyfundia, w których centralną rolę stanowiły zawsze silnie umocnione zamki lub obwarowane klasztory. Siedziby te, stanowiące centra zakonnych jednostek administracyjnych, nosiły tytuł komandorii. Dowodzili nimi komturzy zwani także komandorami. W czasie wojny ich zadaniem było dowodzenie sztabami prowincji, a w czasach pokoju kierowanie filiami wielkiego mechanizmu bankowego Świątyni.

Przypuszcza się, że najważniejszym miejscem każdej takiej komandorii był skarbiec. I tak jak we współczesnych czasach skarbiec jest najsilniej strzeżonym punktem banku, tak trezory zakonne były najlepiej strzeżonym pomieszczeniem znajdującym się zazwyczaj w podziemiach twierdzy. Tu w ciężko okutych metalem i wymyślnie zamykanych skrzyniach znajdowały się bogactwa zakonne. Z dokumentów, które przetrwały do naszych czasów, możemy wnioskować, że wnętrza tych skrzyń wypełniały złote monety, wszelkiej maści precjoza, a także pierwsze w historii dokumenty bankowe. Zadaniem zakonnych buchalterów było pomnażanie tego bogactwa. Każda pożyczka, jakiej zakon udzielał pod zastaw zamku, majątku ziemskiego czy kosztowności, znajdowała swoje udokumentowanie w rejestrach bankowych. Dzięki tym operacjom pożyczkowym ogromny już majątek Templum powiększał się w postępie wykładniczym o nowe latyfundia, całe wsie, gospodarstwa, młyny, pastwiska i ogromne obszary uprawne, na których pracowali dzierżawcy i chłopi zależni. Także zakonne ogrody i sady rozwijały się pod czujnym okiem zarządców komandorii, których dzisiaj nazwalibyśmy najwyższej klasy menedżerami korporacyjnymi. Agronomowie zakonni potrafili przemienić nieużytki rolne w doskonale nawodnione obszary rolne. Inżynierowie z czerwonym krzyżem na ramieniu budowali groble, znali techniki osuszania terenów podmokłych, torfowisk i bagien, i przekształcali je w krainy mlekiem i miodem płynące.

Organizacja zakonu

Niezwykła, jak na owe czasy, była struktura zakonu templariuszy. Na jego czele stał wielki mistrz wybierany na dożywotnią służbę przez 13-osobowe kolegium składające się z ośmiu rycerzy, czterech serwientów i kapelana. Te osiem osób reprezentowało wszystkie warstwy struktury zakonnej. Wielki mistrz miał władzę autorytarną, ale wzorując się na władcach świeckich, podejmował decyzje, zasięgając rady kapituły zakonnej, która była organem kolegialnym. W jej skład wchodzili: seneszal, pełniący funkcję zastępcy wielkiego mistrza, stojący na czele wojska marszałek, opiekujący się skarbem Świątyni komandor Królestwa Jerozolimskiego oraz czterej komandorzy: Jerozolimy, Akki, Trypolisu i Antiochii. Seneszal pełnił także funkcję głównego organizatora zaopatrzenia, był kimś w rodzaju szefa logistyki zakonu. To nad jego, a nie wielkiego mistrza, namiotem powiewał baussant – sztandar bojowy Świątyni. Opiekę nad skarbem Świątyni sprawował komandor Królestwa Jerozolimskiego i to także on odpowiadał za ochronę pielgrzymów chrześcijańskich podróżujących po niegościnnych drogach Ziemi Świętej. Wraz z komandorem Królestwa Jerozolimskiego przebywało na stałe dziesięciu rycerzy, którzy mieli strzec podróżującej z hufcem komandora Królestwa Jerozolimskiego relikwii Świętego Krzyża. Relikwia ta została utracona 4 lipca 1187 r. w bitwie stoczonej z wojskami Saladyna pod Hittin. Ciekawa była też struktura terytorialna zakonu. W Europie templariusze posiadali 13 prowincji, na czele których stali mistrzowie prowincji. Te z kolei dzieliły się na baliwaty – jednostki odpowiadające przeoratom w zakonach nierycerskich oraz jeszcze mniejsze komandorie. Te ostatnie często tylko z nazwy były twierdzami. Najczęściej były to klasztory zarządzane przez własne kapituły zwykłe i zbierające się od czasu do czasu kapituły generalne.

Także wśród samych zakonników panował ścisły podział na grupy: braci rycerzy (fratres milities), braci służebnych (fratres servientes armigerii), kapelanów (fratres capellani) mających przywilej odprawiania mszy świętej oraz rzemieślników (servients famuli et officii). Wszyscy oni nosili wyróżniające ich stroje. Tylko nieżonaci bracia mieli zaszczyt nosić białe habity i płaszcze z czerwonym krzyżem, których przywilej noszenia przyznał im papież Eugeniusz III. Pozostali nosili habity czarne lub brązowe. Wśród zakonników była też grupa żonatych braci tymczasowych. Zajmowali się oni zazwyczaj pracą w kuchni lub w kuźniach.

Wbrew pozorom klasztory i komandorie templariuszy w niczym nie przypominały klasztorów innych zakonów nierycerskich. Panowała tu żelazna dyscyplina regulowana licznymi przepisami. Odnosiło się to także do sposobu ubierania i wyglądu mnichów. Templariusze mieli obowiązek nosić włosy krótko obcięte, a ich stroje i uzbrojenie musiały być pozbawione elementów ozdobnych. Wszelkie odstępstwa od reguły były surowo karane, z karą chłosty włącznie.

Wiedza przywieziona ze Wschodu

Wielu współczesnych badaczy próbuje rozwikłać zagadkę tajemniczej wiedzy templariuszy, którą zakonnicy wyróżniali się na tle innych organizacji późnośredniowiecznej Europy. Bez wątpienia w ciągu blisko 200 lat istnienia zakonu (1118–1312) źródłem owej tajemniczej wiedzy były doświadczenia nabyte na Bliskim Wschodzie. Łączność z niezwykle rozwiniętym wówczas intelektualnie światem islamu nie zawsze była nacechowana religijną nienawiścią. Większość powojennej historiografii europejskiej ukazywała Ubogich Rycerzy Chrystusa jako skrajnych fanatyków religijnych zabijających pogan w imię zasady „Non nobis, non nobis, Domine Sed nomini tuo da gloriam" („Nie nam, nasz Panie, stworzeniu podłemu, ale czyń sławę imieniowi swemu!" – w tłumaczeniu Jana Kochanowskiego). W rzeczywistości obie strony konfliktu wykazywały szeroko rozumiany obopólny szacunek, którego przykładem może być wydzielenie przy kwaterze głównej templariuszy w Jerozolimie specjalnego pomieszczenia modlitewnego dla wyznawców religii proroka Mahometa.

Wielu miłośników teorii spiskowych doszukuje się w historii tych kontaktów wątków z pogranicza fantastyki, skandali obyczajowych czy nawet pewnej formy apostazji. Nic bardziej mylnego. Kontakt elity europejskiego rycerstwa z arabskimi uczonymi nie owocował uprawianiem przez braci czarnej magii, kabalistyki czy innych rytuałów o charakterze bluźnierczo-satanistycznym, lecz w wymiarze nowych osiągnięć architektonicznych, agrarnych czy urbanistycznych. W przeciwieństwie do ówczesnych mitów prowadzących prosto do mniej lub bardziej prymitywnych teorii spiskowych, a później do rozkwitu okultyzmu, wiedza, którą templariusze przywieźli do Europy, była daleka od mistyki. Narodziła się przed wiekami w Indiach, aby potem poprzez Persję szlakiem Aleksandra Macedońskiego trafić na Bliski Wschód do wielkich bibliotek świata islamu. Bez wątpienia templariusze zetknęli się z rozwiniętą astronomią arabską, dzięki której poczynili ogromne postępy w europejskiej nawigacji morskiej i kartografii. Sprowadzenie przyrządów nawigacyjnych przyczyniło się do rozbudowy niemającej sobie równych, jak na tamte czasy, floty zakonnej oczekującej na wypłynięcie z francuskiego portu La Rochelle czy portugalskiego Porto. Poznanie arabskiej algebry, geometrii i architektury zaowocowało także rozkwitem strzelistego stylu gotyckiego, który swoim rozmachem zepchnął w niebyt mizerne budownictwo romańskie.

W komandoriach zakonnych powstał nowy cech wolnych rzemieślników. Byli to mistrzowie murarscy i architekci, którzy, zdając sobie sprawę, jak wielkim skarbem jest wiedza, zaczęli tworzyć elitarne i zamknięte organizacje regulujące zasady nauczania fachu młodych adeptów. To te zamknięte kręgi mistrzów i uczniów staną się podstawą przyszłego wolnomularstwa.

Medycyna arabska odkryła przed rycerzami Templum sekrety ciała ludzkiego i sposoby leczenia chorób, a matematyka z jej zastosowaniem w buchalterii cyfr arabskich, systemu dziesiętnego, procentów i stosowania zera stały się solidną bazą dla nowoczesnej księgowości, kalkulowania i generowania zysków płynących ze stałego obrotu pieniądza.

Historiografia europejska ma w zwyczaju przedstawiać upadek trzeciej krucjaty i władzy „łacinników" na biblijnych obszarach Bliskiego Wschodu jako wielką porażkę cywilizacji chrześcijańskiej. Nic bardziej mylnego. Templariusze wcale nie wrócili do Europy jako pokonani. To stary system feudalny poniósł największą klęskę. Świeccy uczestnicy wypraw wracali do swoich zrujnowanych, częstokroć pozastawianych majątków, wlokąc ze sobą choroby tropikalne, alkoholizm, a nawet dziwną nową przypadłość, jaką było uzależnienie od haszyszu. Na krzyżowym szlaku powrotnym świeckie żołdactwo „łacinne" zdołało jeszcze złupić prawosławnych braci w wierze, pozostawiając po sobie nienawiść na stulecia.

Europejska korporacja bankowa

Jedynie Uboga Milicja Chrystusa stale rosła w siłę. Ogromne nadania ziemskie za walki z Maurami na Półwyspie Iberyjskim czy pozyskiwanie i zaludnianie nowych obszarów osadnikami, np. na obszarach Dolnego Śląska i Pomorza Zachodniego w dobie rozbicia dzielnicowego Polski, stale powiększały bogactwo Świątyni. Ale bracia nie spoczywali na laurach, żyjąc jedynie z jałmużny. Wśród wielu pomysłów przywiezionych z Bliskiego Wschodu jeden miał rewolucyjnie zmienić system finansowy Europy.

Relatywnie skromne dochody, jakie na początku przynosił wynalazek czeku podróżnego wystawianego pielgrzymom zmierzającym niebezpiecznym szlakiem do Jerozolimy, przyniósł zakonowi na gruncie europejskim prawdziwą rzekę złota. Prowincjonalne komandorie obsługiwały ogromne sumy wystawione na weksle zastawne. Dzięki temu centra bankowe Templum w Paryżu czy Londynie pracowały na pełnych obrotach. Templariusze stali się zarówno finansistami monarchów, wielkich panów feudalnych, jak i zwykłych mieszczan powierzających im pod opiekę swoje oszczędności, co tworzyło specyficzną sieć układów personalno-finansowch. Przy czym w sprawach kredytowania bankierzy Templum zachowywali pełną neutralność.

Ich bank działał uniwersalnie i był neutralny politycznie. Zdarzało się więc, że centrala paryska Templum finansowała wyprawę wojenną jednego feudała, kiedy „oddział" londyński pożyczał pieniądze jego przeciwnikowi. Nie można tego nazwać inaczej jak pierwszym w dziejach Europy uniwersalnym mechanizmem bankowym oferującym zestaw nowoczesnych produktów, zarządzającym ryzykiem bankowym i generującym zyski. Mechanizm gwarantujący bezpieczeństwo bankowe i jednocześnie kierujący się jedynie rachunkiem strat i zysków był dla średniowiecznej Europy zdumiewającym novum. Od tej pory nie tytuł arystokratyczny, ale zdolność kredytowa decydowała o przyznaniu dobrej pożyczki zakonnej. Należy przy tym podkreślić, że templariusze wykazywali się tak dalece posuniętą dyscypliną i uczciwością bankową, że papieże uznali ich za najlepszych kolektorów podatków krucjatowych, które były wysyłane zakonnym transportem do Ziemi Świętej.

Król, który „psuł monety"

W szczytowym okresie działalności bankowej Świątyni najpopularniejszą monetą funkcjonującą w Europie Zachodniej był solid, jednostka obrachunkowa o wadze srebra od 25–30 gramów, dzieląca się na 12 srebrnych denarów. Pewne wyobrażenie o sile nabywczej tej waluty daje fragment korespondencji ostatniego mistrza zakonu templariuszy Jakuba de Molay, z której dowiadujemy się, że budowa jednego okrętu kosztowała zakon ok. 6000 solidów. Templariusze obracali też inną popularną w ówczesnym obiegu monetą – złotym bizantem o wadze ok. 3,2 g czystego kruszcu. Moneta ta była bita przez niewielkie państwa chrześcijańskie (np. hrabstwo Trypolisu) na potrzeby handlu bliskowschodniego. Stąd też bizanty posiadały dość nietypową ornamentykę z wyobrażeniami chrześcijańsko-arabskimi. Złotego bizanta nie należy jednak mylić z funkcjonującym głównie na Cyprze bizantem białym, lokalną monetą o niskiej zawartości drogocennego kruszcu. Złote bizanty cieszyły szczególną popularnością wśród władców muzułmańskich, którzy kazali sobie wypłacać okupy za jeńców według przelicznika: 1 funt toureński – 2 złote bizanty.

W II połowie XIII w. rozpoczęto bicie dwóch monet, które powoli zaczęły wypierać inne monety i stały się niezwykle popularne w całej Europie – złotego florena z 1252 r. i weneckiego dukata. Ta różnorodność waluty nie stanowiła problemu dla zakonnych banków. Wręcz przeciwnie: do innych ról dochodziły jeszcze funkcje ówczesnych kantorów walutowych. Banki zakonu swobodnie i sprawnie operowały różnymi walutami, a wspomniane czeki podróżne zawsze były gwarantem bezpiecznego, bezgotówkowego przewozu pieniędzy.

Wygnanie w 1306 r. przez bankrutującego króla Francji Filipa Pięknego bankierów żydowskich, a potem Lombardów, co było bardzo nierozsądnym sposobem na pozbycie się wierzycieli, uczyniło na krótki czas templariuszy monopolistami francuskiego systemu bankowego. Niestety, Filip Piękny postanowił pozbyć się całej „finansjery" swoich czasów. Bankierzy zakonni z coraz większym niepokojem obserwowali poczynania króla, który „psuł monety" poprzez zmniejszanie zawartości kruszcu, a uzyskane „oszczędności" chował do królewskiej szkatuły.

Dramatyczny przełom w relacjach Świątyni i dworu królewskiego nastąpił wówczas, gdy król Filip po raz kolejny zwrócił się do zakonu o pożyczkę, której templariusze nie mogli mu już udzielić. Spotkawszy się z odmową, despota nakazał rozpowszechniać najohydniejsze kalumnie na temat rycerzy zakonników. Fałszywe wieści o heretyckich praktykach, chciwości braci, rzekomej lichwie systemu kredytowego i wyuzdanych ekscesach homoseksualnych rozpaliły chorą wyobraźnię pospólstwa. Korzystając z materiałów podrzucanych prze siatkę szpiegowską działającą wewnątrz zakonu, zaciekły wróg wszelkiej władzy kościelnej, pełniący rolę królewskiego kanclerza rycerz Wilhelm de Nogaret, zaczął gromadzić od 1305 r. materiały dowodowe przeciw templariuszom jako heretykom. Piotr Dubois, doradca prawny króla, szacował, że same tylko roczne dochody zakonników z posiadłości ziemskich wynoszą aż 800 tys. funtów. Filip, marząc o potężnej, rządzonej przez Kapetyngów Francji coraz bardziej zdawał sobie sprawę, że rozprawa z zakonem jest nieunikniona. Oto bowiem tuż pod nosem władcy wyrosła całkowicie niezależna od jego woli potęga finansowo-militarna, z którą jego monarchia nie mogła się równać. W dodatku sieć szpiegów królewskich wewnątrz Świątyni zaczęła przesyłać niepokojące informacje o planach nowej krucjaty i sumach na nią przeznaczanych. Ta gigantyczna fortuna była potrzebna królowi Francji do prowadzenia wojen tu, na kontynencie europejskim, a nie gdzieś za morzem.

Dziedzictwo kulturowe Świątyni

Dalsze wydarzenia, mimo że powszechnie znane, do dzisiaj wywołują wielkie spory historyków. W feralny piątek 13 października 1307 r. zbrojne oddziały króla zaskoczyły i aresztowały wielkiego mistrza Jakuba de Molay i 60 notabli zakonu zgromadzonych w paryskim Templum. Król spodziewał się znaleźć w samej tylko centrali paryskiej zakonu 12 skrzyń ze złotem, srebrem i 150 tys. złotych florenów przeznaczonych na nową krucjatę. Pozostaje tajemnicą, czy ten wielki skarb wpadł w ręce ludzi Filipa. A może był to ten tajemniczy ładunek, który wywiozły wozy z sianem, które ku zdumieniu paryżan w pośpiechu opuściły siedzibę Templum w przeddzień aresztowania? Po wielkim bogactwie Świątyni zaginął wszelki ślad. Wieki później stał się on tematem dla łowców mitów, poszukiwaczy skarbów i historyków.

Unicestwienie podległego wyłącznie papieżowi zakonu oznaczało konflikt z najwyższymi hierarchami kościelnymi. Stary i schorowany awinioński papież Klemens V przy całej swojej niechęci i zawiści do templariuszy nie wierzył w ich czary i bałwochwalstwo, co wykazał dobitnie odkryty w 2001 r. przez Barbarę Frale w Archiwum Watykańskim tzw. pergamin z Chinon. Dokument ten zawiera orzeczenie sądu papieskiego, który oczyszcza zakon z zarzutów o niegodne heretyckie rytuały. Zdesperowany i wściekły król Filip Piękny przestał się liczyć z papieżem i całym duchowieństwem. W 1308 r., po raz drugi w historii, francuski monarcha zwołał Stany Generalne, aby poparły kasatę Zakonu Świątyni i spalenie jego przywódców na stosie. Francuski monarcha zagroził papieżowi utworzeniem narodowego kościoła Francji, jeżeli ten nie dokona kasacji zakonu. Pomny losu swojego poprzednika, słaby i schorowany papież Klemens V zwołał w 1312 r. sobór w Vienne, na którym wymusił kasację Świątyni.

Wraz z męczeńską śmiercią wielkiego mistrza odeszła bezpowrotnie jego koncepcja zwołania kolejnej wielkiej krucjaty opłaconej z kumulacji wielkiego kapitału Świątyni. Bracia zakonni, którzy uniknęli losu swojego przywódcy, rozpierzchli się po Europie i prawdopodobnie w dalszym ciągu, choć w innym tempie, wywierali wpływ na rozwój cywilizacji europejskiej. Dowodem na to jest fakt, że szczyt rozwoju Krzyżaków i joannitów przypada na okres napływu uciekinierów z Zakonu Świątyni, a dziedzictwo ich wiedzy owocuje już w XV w. ekspansją kolonizacyjną Portugalii i Hiszpanii, gdzie, jak uważa wielu historyków, zakon nie tylko przetrwał w niewiele zmienionej postaci, ale wywarł wielki wpływ na rozwój niemal wszystkich dziedzin nauki i bankowości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA