fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Jak Węgrzy realizowali swoje imperialne ambicje

„Walka między dragonami austriackimi a węgierskimi huzarami podczas wojny o niepodległość na Węgrzech w 1849 r.”, obraz Antonina Zimmera z 1854 r.
Getty Images
Węgrzy wykorzystywali panowanie Habsburgów do realizacji własnych imperialnych ambicji.

Chociaż dla Węgrów, podobnie jak dla innych narodów Europy Środkowej, rozpad imperiów oznaczał pełnię suwerenności, ich reakcje na koniec Wielkiej Wojny były zupełnie odmienne. Gdy w Krakowie i Pradze zapanowała euforia wolności, Budapeszt i Koszyce przyjęły kres monarchii z pełnym rozczarowania niedowierzaniem, które ustąpiło poczuciu narodowej tragedii. Nowe państwa, zamiast gratulować Węgrom niepodległości, tworzyły koalicje, by madziarski potwór nigdy nie odżył.

Niech żyje zgoda!

Inaczej niż w rozdartej zaborami Rzeczypospolitej panowanie Habsburgów utrzymało integralność ziem Korony św. Stefana. Zalitawia przetrwała w historycznych granicach Królestwa Węgier, sięgającego od Adriatyku po Ruś.

Tę wieżę Babel pomieszanych języków i wyznań tylko z wygody można nazwać Węgrami. Jako monarchia przednarodowa królestwo spajało pojęcie Natio Hungarica – czyli narodu politycznego, górującego nad wiarą i przyrodzonym językiem. Dlatego Sándor Petőfi mógł być wieszczem i duchowym przywódcą narodowego powstania, choć urodził się jako Alexander Petrovics, syn Słowaczki i Serba z Siedmiogrodu. Jedność wzmacniało utrzymanie łaciny w roli języka urzędowego aż do początków XIX w. Rozumiejąc złożoność sytuacji, Józef II przysiągł nie narzucać ludom Zalitawii języka, mając na myśli zarówno niemiecki, jak i węgierski.

Wszystko zmieniła rewolucja 1848 r. Mniejszości niepokoił narodowy charakter węgierskiego powstania, co wyrażał skład rewolucyjnego rządu z Preszburga (obecnie: Bratysława). Lęk przed węgierską tyranią, karmiony z Wiednia obietnicami wolności narodowych i religijnych, wywołał antywęgierskie powstanie Serbów, a po stronie zbuntowanych Słowaków stanęli nawet Polacy z Orawy i Spiszu. Do walki z węgierską dominacją porwali się również Chorwaci, skupieni wokół własnego bohatera – bana Josipa Jelačicia.

Aż dwie dekady zajęło cesarstwu wysnucie wniosków z powstania. Węgry przegrały swobody sprzed rewolucji, lecz stan Austrii również był opłakany. Słabość – okazana poprzez wezwanie wojsk Paskiewicza – ośmieliła Rosję do mieszania w bałkańskim kotle i głowach słowiańskich poddanych. Węgrów trzymały w ryzach represje, jednak siedzenie na bagnetach uniemożliwiło reformy, bez których Habsburgom groził los peryferyjnych królewiąt na marginesie Rzeszy. Dominacja Habsburgów wśród państw niemieckich przepadła, a dwie przegrane wojny pogrążyły gospodarkę imperium.

Należało skłonić Węgrów, by spokój w Zalitawii uznali za narodowy interes, dlatego pomysł rozczłonkowania imperium na dwa równorzędne państwa był ryzykowny, ale obiecujący. Powstały zatem dwa suwerenne rządy i parlamenty, oddzielne systemy sądowe, budżety i podatki, a nawet granica celna między monarchiami, co w 1917 r. niemal zagłodziło Austrię, gdy Węgry wstrzymały eksport zboża do metropolii. Bezpiecznikiem było prawo Franciszka Józefa do wetowania ustaw, dymisji rządu i rozwiązania parlamentu, choć to zwykłe prerogatywy większości prezydentów. Wspólne były tylko: dyplomacja (nieobejmująca międzypaństwowych umów handlowych), emisja pieniądza oraz armia, w lwiej części finansowana przez Austrię. Siłą rzeczy poddanych Korony św. Stefana obdarzono węgierskim obywatelstwem, więc ich austriackie obywatelstwo również wygasło.

Trzydzieści lat później, gdy Węgrzy przyćmili parlament w Wiedniu bardziej ostentacyjnym budynkiem, sukces Austro-Węgier wyznaczały tysiące kilometrów linii kolejowych oraz największy przyrost gospodarczy w Europie. Podwójna monarchia mogła zmierzać ku świetlanej przyszłości, gdyby nie jej grzech pierworodny.

Wrodzoną wadą austro-węgierskiego projektu był sposób zawarcia kompromisu. Stroną porozumienia nie był naród w jakimkolwiek pojęciu, lecz wąski krąg ze szczytu stanów węgierskich, co rodacy uznali za zmowę elit. Za jedynych partnerów ugody Franciszek Józef uznał arystokratę Ferenca Deáka, prawnika i wroga rewolucji 1848 r., oraz magnata Gyulę Andrássyego, zaocznie powieszonego za udział w powstaniu, za to bliskiego znajomego cesarzowej Sissi. Owe elity, z cesarskiej łaski przejmujące władzę, łączyła jedna obsesja – że otoczeni wrogami, wykrwawieni na wojnach Węgrzy stanowią mniejszość we własnym kraju.

będziecie Węgrami

Według spisu z początków XIX w. populacja Madziarów nie przekraczała 40 proc. ludności ziem Korony św. Stefana, nawet wliczając zasymilowanych Niemców i Żydów. W trójmieście, składającym się na późniejszy Budapeszt, wśród prawie 90 tys. mieszkańców tylko niespełna 2 tys. było etnicznymi Węgrami. Rozproszeni po włościach ziemianie rzadko tworzyli zwarte skupiska, a gros miast, poza naddunajskimi miejscowościami w środkowych Węgrzech, było zdominowanych przez Niemców. Pamiętających reakcje Rumunów i Słowian na swoje powstanie Madziarów trawił lęk przed roztopieniem w wieloetnicznej zupie. Dlatego skłonność Węgrów do przyznania praw innym nacjom była mniejsza niż w Austrii, gdzie coraz śmielej luzowano pęta Polakom i Czechom. Tylko naciski Wiednia skłoniły Węgrów do przyznania autonomii Chorwacji, ale w bardzo ograniczonym zakresie.

Przedpowstaniowe status quo, łatwe do utrzymania w państwie stanowym, gdzie szlachta serbska i wołoska dawno uległa madziaryzacji, chwiało się w pierwszym zetknięciu z kartką wyborczą. Tym bardziej że większość Węgrów była przeciwna porozumieniu z Austrią, uznając kompromis za zdradę. Rządzący tkwili w podwójnym klinczu: między brakiem poparcia rodaków a obcą etnicznie większością.

Sytuację ratowała wymyślna ordynacja, w której system cenzusów uwzględniających stan społeczny, a nawet gęstość zasiedlenia okręgu, ograniczał liczbę głosujących do niespełna 6 proc. obywateli. Restrykcyjne prawa wyborcze pozwalały zasiąść w ławach Izby Reprezentantów bez uzyskania choćby 100 głosów poparcia. System niemal wykluczył przedstawicieli mniejszości, choć ich głosy utrzymywały rząd porozumienia z Austrią u władzy. Słowianie i Rumuni popierali go z lęku przed węgierską większością głosującą na narodowych radykałów. Jednak myśl, że system polityczny opiera się na chwiejnym paradoksie, nie dawała władzy spokoju.

Kiedy rząd Andrássyego ustanowił węgierski językiem urzędowym królestwa, odsyłając do lamusa archaiczną łacinę, na pozór modernizował administrację, natomiast obawy łagodził zgodą na języki pomocnicze w biurach niskiego szczebla. Jednak większość obywateli wkrótce pozbawiono tego luksusu, niemal odcinając ich od urzędów. W rzeczywistości był to krok ku wywróceniu pojęcia Natio Hungarica na nice. Odtąd mieszkańcy mogli być prawdziwymi obywatelami Węgier dopiero wtedy, gdy zostali Węgrami.

Powstał projekt budowy państwa narodowego za pomocą gruntownej madziaryzacji. Narzędziem stała się edukacja, ponieważ mniejszości były oświatową tabula rasa. Wśród wszystkich wykształconych mieszkańców Węgier tylko 6 proc. wywodziło się z mniejszości etnicznych. Brakowało w nich elit, bo np. tylko jeden na 20 Słowaków dostąpił jakiejkolwiek nauki.

Nauka węgierskiego w szkołach powszechnych jako języka urzędowego byłaby naturalna, gdyby nie likwidacja szkół prywatnych z innym językiem. Po nich przyszła kolej na szkoły kościelne, a zwłaszcza wyższe uczelnie ewangelickie, choć niższych szkół katolickich również nie oszczędzono. Sprawą polityczną stała się nawet modlitwa. Ponieważ Cerkiew uznano za narzędzie wpływów rosyjskich, węgierski miał być również językiem liturgii.

Jeżeli autonomia Kościołów nie była przeszkodą, tym bardziej zwalczano organizacje społeczne. W 1875 r. rozwiązano Macierz Słowacką, narodowe towarzystwo edukacyjne w Turczańskim Świętym Marcinie. Mimo że sam Franciszek Józef wsparł stowarzyszenie kwotą 1000 guldenów, budynek przeznaczono na sąd rejonowy. Na Słowacji przetrwała tylko jedna organizacja kobieca i pisane po słowacku „Katolicke Nowiny". Wszystkie inicjatywy oświatowe zastąpiono FEMKE, czyli węgierskim Stowarzyszeniem Edukacji Górnych Węgier.

Przegrane zwycięstwo

Białe rękawiczki były coraz mniej potrzebne, odkąd do represji wprzęgnięto opiekę społeczną. Od 1874 r. przez kilka kolejnych lat setki słowackich sierot wywieziono do czystych etnicznie regionów Węgier. Wszystkich i wszystko przerabiano na węgierskie, choć z Madziarami miało zgoła niewiele wspólnego. Odkąd pisarz Simon Rubin uznał się za Węgra i zmienił nazwisko na Telkes, zapragnął, by całe państwo poszło w jego ślady, inicjując akcję madziaryzacji obcych imion i nazwisk. Gdy ze wsparciem państwa powołał specjalistyczną organizację, urzędowa perswazja nakłoniła blisko 50 tys. rodzin do przekształcenia nazwiska.

Niemal równocześnie wprowadzono ustawę hrabiego Miklósa Bánffyego, która wymuszała zmianę wszystkich nazw geograficznych na węgierskie, nawet jeśli dotąd nie miały madziarskiego odpowiednika (w takim wypadku wymyślał je specjalny urząd państwowy). Nie darowano nawet czysto niemieckim miastom Burgenlandu – np. stare Bruckneudorf zmieniono na Királyhida.

W 1880 r. ustalono, że odsetek Węgrów wzrósł w Budapeszcie do 50 proc., co motywowało władze do podwojenia wysiłków. Czas nauki węgierskiego zwiększono do 24 godzin w tygodniu, ale to również nie wystarczyło rządowi. W 1907 r. Albert Apponyi jako minister kultury i edukacji wprowadził bezpłatne szkolnictwo elementarne. Jednak dostępność powszechnej oświaty miała haczyk, wyrażony w przemówieniu rekomendującym ustawę: „Ktokolwiek żyje w tym państwie, jest Węgrem", a przede wszystkim „wszystko, co węgierskie, jest w najwyższym stopniu doskonałe". Kończąc czwartą klasę, uczniowie musieli dowieść znajomości języka na wymaganym poziomie, co dotyczyło również pacierzy. Za brak satysfakcjonujących efektów nauczycieli karano dożywotnim zakazem pracy w zawodzie. Ustawa objęła szkoły niepubliczne, wśród których przeważały instytucje kościelne. Pamięć historyczna Słowaków utrwaliła sceny znane Polakom z czasów Hakaty i przymusowej rusyfikacji. Zlikwidowano setki szkół podejrzewanych o sabotowanie ustawy, a tysiące nauczycieli straciło pracę.

Wszakże cały wysiłek przyćmiła masakra Słowaków w Černovej. Kiedy mieszkańcy wioski zbudowali kościół, ufundowany ze zbiórek społecznych, zwrócili się do biskupa, by świątynię wyświęcił Andrej Hlinka, otoczony szacunkiem proboszcz z Ružomberka. Wszakże Sandor Párvy, rodowity Węgier, stanowczo odmówił, wyznaczając innego proboszcza. Hlinka, jako działacz wywrotowy, trafił do więzienia za działalność antypaństwową. W dniu uroczystości wściekli parafianie urządzili blokadę kościoła, powstrzymując wysłannika biskupa. Z niejasnych przyczyn oddział węgierskiej żandarmerii, choć składał się również z rdzennych Słowaków, otworzył ogień. Zginęło 15 manifestantów. Sprawa wywołała oburzenie i reperkusje wśród opinii publicznej Europy i świata pod patronatem największych osobistości epoki, z Lwem Tołstojem na czele. Dzięki temu pamięć o Černovej przetrwała na Zachodzie aż do traktatu w Trianon, gdzie chętnie ją odświeżono.

Niemniej program madziaryzacji odniósł doraźny sukces. Tuż przed I wojną światową liczba obywateli, którzy deklarowali narodowość węgierską, po raz pierwszy przekroczyła 50 proc. Ale powodzenie było pozorne, gdy w Wiedniu z bezsilną irytacją obserwowano, jak niebezpieczna polityka Węgier staje się rosnącym obciążeniem dla Austrii i całości imperium. Od czasu umiarkowanej liberalizacji w cesarstwie Węgry stały się główną przyczyną niepokoju i narastania rewolucyjnych nastrojów. Wszystko w atmosferze rosnącego napięcia międzynarodowego i ze świadomością, że to węgierski minister spraw zagranicznych wpędził imperium w bośniacką awanturę i środek bałkańskiego kotła, z groźbą wojny światowej na horyzoncie. Dlatego arcyksiążę Ferdynand, nim padł od kul w Sarajewie, zabiegał o wydzielenie trzeciego, słowiańskiego, członu monarchii. Starania nie były skutkiem sympatii do Słowian, ponieważ następca tronu darzył ich głęboką pogardą. Celem było osłabienie rosnącej pozycji Węgier, coraz mocniej przypominającej ogon, który kręci psem. Wielu sądzi, że to Budapeszt był najbardziej winny złej reputacji Austro-Węgier, a w efekcie rozpadu imperium.

Madziarzy słono zapłacili za błędy, lecz sprawa wciąż nie ginie w zamierzchłej przeszłości. Kiedy rząd Orbána przyznał paszporty 2 milionom Węgrów, których traktat w Trianon pozostawił za granicą, Słowacja zakazała podwójnego obywatelstwa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA