fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Gatunek literacki, który zmienił kino

„Metropolis” (1927), monumentalne dzieło Fritza Langa, to mroczna wizja społeczeństwa przyszłości
AFP
Przełom XIX i XX wieku był czasem gwałtownych zmian w nauce, technice i kulturze. Wydawało się, że dla ludzi nie ma rzeczy niemożliwych. Stąd też tak wielką popularnością zaczęła się cieszyć fantastyka naukowa.

Ojcem fantastyki naukowej w literaturze był francuski pisarz Juliusz Verne. Nawet dzisiaj jego książki nie przestają fascynować i zadziwiać wizjonerskimi pomysłami. W 1902 r. jego rodak Georges Mélies zaprezentował mu swój 14-minutowy film „Podróż na Księżyc". Dzisiaj bawią nas sceny z dżentelmenami spacerującymi po powierzchni Księżyca we frakach i cylindrach, ale na początku ubiegłego wieku zrobiły one piorunujące wrażenie na pisarzu. Ten pierwszy film fantastycznonaukowy – choć niezgodny z jakąkolwiek wiedzą o Księżycu – był świadectwem pomysłowości i wyobraźni Méliesa, który przy jego produkcji był jednocześnie scenarzystą, scenografem, reżyserem, operatorem kamery, montażystą i kinooperatorem. Wszystko było nowe. Mélies eksperymentował na przykład z podwójną ekspozycją. Dzisiaj wydaje się to prymitywne i śmieszne, niemniej Georges Mélies uważany jest za prekursora efektów specjalnych w filmie. Scenariusz powstał na motywach opowiadania Verne'a „Podróż na Księżyc" i powieści drugiego z ojców fantastyki naukowej, angielskiego pisarza Herberta George'a Wellesa „Pierwsi ludzie na Księżycu".

Nie tylko Verne

W 1910 r. powstała adaptacja powieści grozy Mary Shelley „Frankenstein". Reżyserem filmu był James Searle Dawley. W ten sposób do fantastyki naukowej dołączył nowy gatunek filmowy – horror s.f. Producentem filmu był Thomas A. Edison, który zgodził się zastosować szereg prostych, ale wywołujących silne wrażenie efektów specjalnych. Uzyskiwano je na przykład, cofając i montując ujęcia od końca. Innym efektem było podzielenie klatki filmowej na dwie części. Technikę tę nazwano „split frame technique". Widzowie ją uwielbiali. Jedyna kopia filmu, ocalała z wielkiego pożaru w wytwórni Edisona w 1914 r., pozwala nam zajrzeć w świat prostych trików, które naprawdę przerażały ówczesnych widzów. Monstrum będące efektem eksperymentów naukowych pojawia się też w nakręconej w 1912 r. adaptacji powieści Roberta Louisa Stevensona „Dr Jekyll i pan Hyde". Ten 12-minutowy amerykański film reżyserował Lucius Henderson.

W tym samym roku Georges Mélies nakręcił „Zdobycie bieguna", a cztery lata później amerykański reżyser Stuart Paton zekranizował kolejne dzieło Verne'a: „20 000 mil podmorskiej żeglugi". Ta powieść zresztą miała wzięcie wśród filmowców przez kolejne 90 lat. Najsłynniejszą ekranizację nakręcił w 1954 r. Richard Fleischer. Sceny z płetwonurkami spacerującymi po dnie oceanu robiły piorunujące wrażenie na widzach. Również dzieła Herberta George'a Wellesa były często przenoszone na ekran. Do najbardziej udanych adaptacji należały „Wyspa doktora Moreau" (1932) w reżyserii Erle'a C. Kentona i „Niewidzialny człowiek" (1933) Jamesa Whale'a.

W epoce kina niemego równie znaczący był wkład kinematografii niemieckiej. W 1913 r. nakręcono film „Student z Pragi" w reżyserii Stellana Rye'a i Paula Wegenera. Powstał na kanwie dwóch utworów: „Grudniowej nocy" Alfreda de Musseta oraz opowiadania Edgara Allana Poe „William Wilson". Był to pierwszy niemiecki film w ogóle, jednocześnie uznawany za pierwszy horror.

Za szczytowe osiągnięcie ekspresjonizmu niemieckiego uważa się „Gabinet doktora Caligari" (1920) Roberta Wiene. Mroczna atmosfera tego dzieła oddawała marazm panujący w społeczeństwie Republiki Weimarskiej po przegranej wojnie. Przedstawiony w tym obrazie somnambulik, który na rozkaz swego pana gotów jest popełnić każdą zbrodnię, jest proroczą zapowiedzią zbliżającej się epoki nazizmu w Niemczech. To pierwszy tak dojrzały artystycznie niemiecki thriller. Ale jeszcze większe wrażenie robi powstały w 1922 r. horror „Nosferatu – symfonia grozy" w reżyserii Friedricha Wilhelma Murnaua. Jest niedoścignionym wzorem filmu grozy. Jego magia polega na niezwykłej grze światła. To dzieło nie tyle straszne, ile skrajnie posępne, mające w sobie mroczny, gotycki klimat. Nakręcono je na podstawie powieści Brama Stokera „Drakula", przedstawiającej historię krwawego wołoskiego władcy, który za straszne grzechy i pakt z diabłem nie może umrzeć, egzystując jako upiór. Dzięki temu obrazowi postać Drakuli weszła na stałe do kinematografii, komiksów, a nawet późniejszych gier komputerowych.

Ulubiony film twórcy rakiet V2

10 stycznia 1927 r. odbyła się premiera filmu „Metropolis" w reżyserii Fritza Langa, jednego z największych twórców w historii kina. Był tak znakomitym reżyserem, że mimo częściowo żydowskiego pochodzenia minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels namawiał go do pozostania w Niemczech. Lang wyemigrował jednak do Ameryki. Jego „Metropolis" wpisuje się w nurt ekspresjonizmu niemieckiego, snując futurystyczną i utopijną wizję społeczeństwa podzielonego na dwie grupy. Pierwszą z nich jest wąska i uprzywilejowana kasta intelektualistów (reprezentujących rozum), którzy kierują żyjącymi w podziemnych osiedlach robotnikami zachowującymi się jak roboty. Ci zaś są rękami społeczeństwa. Przesłaniem filmu są końcowe słowa: „Pomiędzy rozumem a rękami musi być serce". Intelektualiści i robotnicy muszą znaleźć płaszczyznę porozumienia. „Metropolis" był majstersztykiem operatorskim, montażowym i scenograficznym.

W 1929 r. Lang nakręcił „Kobietę na Księżycu", 162-minutowy niemy obraz uważany za pierwsze poważne dzieło fantastycznonaukowe. Za scenariusz posłużyła powieść Thei von Harbou, żony i współpracowniczki reżysera. Film opowiada o wyprawie na Księżyc przy użyciu rakiety wielostopniowej. Po raz pierwszy przy produkcji zatrudniono doradcę, niemieckiego specjalistę od rakiet Hermanna Obertha. Film był tak dopracowany naukowo, że stał się ulubionym filmem Wernera von Brauna. Pierwsza rakieta V2 wystrzelona z Peenemünde została oznaczona logo użytym w filmie.

Film science fiction powoli wkraczał w nową epokę, w której twórcy zaczynali respektować realia nauki, a przy tworzeniu scenariuszy konsultantami byli naukowcy. Pomysłowość twórców wymuszała powstawanie nowych, dziwnych kostiumów, scenografii, charakteryzacji, produkcji nowych typów kamer wyposażonych w nowe generacje obiektywów. Gatunek science fiction, choć często wyśmiewany, przyczynił się też do unowocześnienia technik zapisywania dźwięku i doskonalenia taśmy filmowej. Pojawienie się filmu dźwiękowego dało możliwość wprowadzenia nowych doznań estetycznych. Teraz widz nie tylko śledził obraz, ale także chłonął „kosmiczne" dźwięki, odgłosy dochodzące z jądra Ziemi czy ryk prehistorycznych gadów. Żaden inny gatunek filmowy nie był tak twórczy w poszukiwaniu nowych pomysłów jak fantastyka naukowa.

W kinie wszystko jest możliwe

Na początku lat 30. wszystko się zmieniło. Takie filmy jak „Just imagine" w reżyserii Davida Butlera, „King Kong" Meriana C. Coopera i Ernesta Schoedsacka, „Niewidzialny człowiek" Jamesa Whale'a czy „Rzeczy, które nadejdą" Williama Camerona Menziesa wyznaczyły nowy kierunek rozwoju kinematografii. Być może dlatego do dzisiaj ich pomysły są powielane w licznych sequelach. Rozwój science fiction nabrał przyspieszenia w latach 50. Atmosfera zimnej wojny stwarzała poczucie zagrożenia atomowego, a jednocześnie zwracała uwagę na rozwój techniki militarnej. Kino s.f. zaglądało w świat owianych tajemnicą, często nieetycznych badań w tajnych laboratoriach. Ukazywało scenariusze nie zawsze przyjaznych odwiedzin „obcych" i pobudzało wyobraźnię przyszłych twórców programów kosmicznych. Takie filmy jak „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia" w reżyserii Roberta Wise'a czy „Istota z innego świata" Christiana Nyby ukształtowały niejednego przyszłego naukowca.

Dopiero połączenie w 1955 r. science fiction z elementami horroru i thrillera w filmie Roberta Gordona „To przyszło z głębin morza", w którym zastosowano technikę animacji poklatkowej, czy scenografia „Zakazanej planety" z 1956 r. w reżyserii Freda M. Wilcoxa spowodowały, że efekty specjalne przestały być jedynie uzupełnieniem, ale stały się najważniejszym elementem tego gatunku.

Stąd też kolejne kasowe produkcje, m.in. „Planeta małp" w reżyserii Franklina J. Schaffnera czy „Odyseja kosmiczna 2001" Stanleya Kubricka, były cenione przede wszystkim za mistrzowską iluzję, scenografię i charakteryzację. Apogeum przerostu efektów specjalnych nad przesłaniem przyniosły „Gwiezdne wojny" George'a Lucasa, które wprowadziły kino w nową erę fantastyki filmowej. Od tej pory na ekranie wszystko stało się możliwe. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA