fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Trudne relacje Sikorskiego i Andersa

Władysław Sikorski, naczelny wódz Polskich Sił Zbrojnych oraz premier rządu RP na uchodźstwie, i Władysław Anders, dowódca 2. Korpusu Polskiego.
NAC
Stosunki między Sikorskim i Andersem nie układały się najlepiej. Ten drugi był nawet oskarżany o współudział w zamachu na naczelnego wodza.

Takie oskarżenia padały z wielu stron, choć do dzisiaj nie ma żadnego jednoznacznego dowodu na to, by gen. Władysław Anders miał coś wspólnego z katastrofą gibraltarską. Konflikt pomiędzy nim a Sikorskim był jednak faktem, co było nieuniknione, biorąc pod uwagę, że były to chyba dwa najsilniejsze charaktery w środowisku polskiej emigracji w okresie II wojny światowej. Anders lubił mieć własne zdanie, miał tendencję do niesubordynacji i bardzo silną pozycję wśród żołnierzy, którzy razem z nim uciekli z nieludzkiej ziemi, a później stanowili trzon najsilniejszego zgrupowania Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, czyli 2. Korpusu Polskiego. Zbyt mocna pozycja Andersa musiała być dużym problemem dla Sikorskiego, który miał tendencje absolutystyczne i bezwzględnie eliminował swoich przeciwników politycznych. Można wręcz powiedzieć, że miał pewnego rodzaju kompleks Andersa, o czym świadczy scena opisana we wspomnieniach generała Zygmunta Szyszko-Bohusza, szefa sztabu Armii Polskiej w ZSRR, a później zastępcy dowódcy 2. Korpusu, który spotkanie Sikorskiego i Andersa w Teheranie podczas pierwszej wizyty naczelnego wodza na Wschodzie zrelacjonował następująco: „Wywiązała się krótka rozmowa na temat podróży generała i jego wrażeń z Tobruku. W chwili krótkiej ciszy Sikorski zupełnie niespodziewanie obrócił się do Andersa i tonem wykluczającym żart powiedział: – Mówiono mi, że pan zaczyna mi wyrastać ponad głowę! – Nie wydaje mi się, żeby pan generał był człowiekiem, któremu można byłoby wyrosnąć ponad głowę, a zresztą jest to tylko jedno z kłamstw, które panu o mnie usłużni ludzie opowiadają – odpowiedział spokojnie Anders". I miał sporo racji. Kompleks Sikorskiego był bowiem bardzo umiejętnie podsycany przez niektórych jego bliskich współpracowników, przede wszystkim szarą eminencję rządu londyńskiego prof. Stanisława Kota.

Anders oskarżony

Mimo upływu ponad 70 lat od katastrofy gibraltarskiej nadal nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie o prawdziwą przyczynę śmierci gen. Sikorskiego. Coraz więcej faktów wskazuje jednak na to, że mógł to być zamach. Jeśli tak, to kto był jego zleceniodawcą? Kluczem do wyjaśnienia tej zagadki są zapewne wciąż utajnione dokumenty przechowywane w archiwach brytyjskich i niemieckich. Dopóki nie zostaną one udostępnione i przebadane przez profesjonalnych historyków, dopóty wątek rzekomej współodpowiedzialności gen. Andersa za tę zbrodnię będzie powracał.

Nie jest to pomysł nowy. Pierwsze tego typu insynuacje pojawiły się jeszcze podczas wojny; expressis verbis zostało to jednak wyartykułowane nieco później. Wiarygodność tych oskarżeń jest jednak mocno wątpliwa, ponieważ padały one z ust osób uwikłanych we współpracę z komunistami. Gwoli ścisłości należy jednak powiedzieć, że jako pierwszy wyraźnie zasugerował to premier Stanisław Mikołajczyk, który na kongresie Polskiego Stronnictwa Ludowego w 1946 r. publicznie stwierdził, że „moralnym sprawcą śmierci generała Sikorskiego jest generał Anders". Był to jednak tylko wstęp do bardziej brutalnych ataków. 24 czerwca 1947 r. na posiedzeniu sejmu zaatakował Andersa gen. Gustaw Paszkiewicz, były zastępca dowódcy 1. Korpusu Polskiego, który po powrocie do Polski stał się gorliwym wyznawcą nowego zbrodniczego systemu. Paszkiewicz twierdził, że podczas rozmowy z gen. Andersem, poprzedzającej spotkanie gen. Sikorskiego z około 600 oficerami polskimi, ten miał namawiać Paszkiewicza, aby przyłączył się do spisku, którego celem było zastrzelenie naczelnego wodza podczas tego spotkania. Paszkiewicz oczywiście odmówił, a nawet miał zagrozić Andersowi, że sam zostanie zastrzelony, jeśli zrealizuje swój zbrodniczy zamiar. Trudno dziś brać tego typu wynurzenia komunistycznego pieczeniarza za wiarygodne; była to raczej część zaplanowanej akcji, a jej celem było zdeprecjonowanie postaci gen. Andersa w oczach społeczeństwa, którego duża część nadal wierzyła, że kiedy wybuchnie nowa wojna, to właśnie Anders będzie tym, który poprowadzi naród do walki o niepodległość.

Drugą osobą, która jawnie oskarżyła gen. Władysława Andersa o udział w przygotowaniu zamachu na gen. Sikorskiego, był rotmistrz Jerzy Klimkowski. Swoje insynuacje zawarł w wydanej w 1959 r. książce „Byłem adiutantem gen. Andersa". W tym wypadku oskarżenia były o tyle poważniejsze, że Klimkowski przez długi czas był bardzo blisko dowódcy 2. Korpusu Polskiego i znał wiele jego tajemnic. Obaj oficerowie znali się jeszcze sprzed wojny, Klimkowski służył bowiem w Nowogródzkiej Brygadzie Kawalerii, którą dowodził gen. Anders. Kiedy Anders został dowódcą Armii Polskiej w ZSRR, uczynił Klimkowskiego swoim adiutantem. Był to jeden z jego największych błędów personalnych. Jak się później okazało, Klimkowski był gorliwym agentem NKWD i odegrał wielce negatywną rolę w kwestii wzajemnych relacji gen. Sikorskiego i gen. Andersa. To właśnie z powodu działalności tego agenta naczelny wódz zdecydował się na inspekcję polskiej armii w czerwcu 1943 r., co miało swój tragiczny finał w Gibraltarze. Jednym z priorytetów owej wizyty była bowiem chęć pacyfikacji nastrojów wśród młodych oficerów, którzy zbuntowani przez Klimkowskiego zawiązali sprzysiężenie, którego celem było odsunięcie Sikorskiego od władzy. Spiskowcy uważali bowiem, że premier i naczelny wódz prowadzi zbyt ugodową politykę wobec Sowietów, działając wbrew interesowi Polski i wbrew polskiej racji stanu. Wśród różnych teorii próbujących tłumaczyć przyczyny śmierci gen. Sikorskiego są również te oskarżające ową oficerską konspirację o przeprowadzenie zamachu. Czy jest w tym choć ziarno prawdy, nie wiemy. Faktem jest natomiast, że Klimkowski, zapewne zgodnie z dyrektywami płynącymi z Moskwy, umiejętnie siał ferment wśród polskiej emigracji i wzmacniał spory toczone przez jej przywódców.

Generał Anders długo bronił swojego adiutanta, ale w końcu zdecydował się na jego odsunięcie, a ostatecznie na uwięzienie. Podobno w podjęciu tej decyzji pomogła mu dopiero lektura donosu na niego do Anglików, podpisanego przez „wiernego adiutanta". Klimkowski trafił do więzienia na dwa lata, a po powrocie do Polski, zdominowanej już przez komunistów, mógł ujawnić swoje prawdziwe oblicze. Odtąd bezpardonowo i z wielką zajadłością atakował Andersa, czego przejawem była m.in. wspomniana książka.

O ile trudno brać na poważnie oskarżenia rzucane na Andersa przez agentów sowieckich, o tyle nie da się przejść obojętnie obok stanowiska, jakie wyraziła wdowa po gen. Sikorskim. W 1963 r., w 20. rocznicę katastrofy gibraltarskiej, wywołała ona spory skandal w środowisku polskich emigrantów, gdy w oficjalnym liście skierowanym do gen. Andersa zażądała, aby ten nie pojawiał się na uroczystościach. Nie podała uzasadnienia swojej decyzji, ale nieco światła na całą sprawę rzuca list, który historyk Dariusz Baliszewski odnalazł w jej prywatnym archiwum. Helena Sikorska pisze w nim do gen. Kukiela: „(...) Staraniem mego śp. Męża było dążenie do ułożenia »życzliwej współpracy« z gen. Andersem. To jest prawda. A jak na to reagował gen. Anders? Zamiast, jak prawdziwy żołnierz, być posłusznym rozkazom swego Naczelnego Wodza, przeciwstawiał Mu się otwarcie na odprawie w Londynie, na której był obecny i Pan Generał – i w liście do Prezydenta Raczkiewicza żądał usunięcia mego Męża – a w końcu jawnym, zorganizowanym buntem wraz ze swoją kliką dążył do zabójstwa swego Naczelnego Wodza. Pan Anders pragnie »pochylić czoła« przed grobem swego Naczelnego Wodza. Ten człowiek, którego mój śp. Mąż przywrócił do życia, był przecież główną przyczyną śmierci Jego, mojej śp. Córki i tylu wartościowych osób. To jest bezczeszczenie pamięci mego Męża". Bardzo mocne słowa, ale do dziś nie wiemy, na jakiej podstawie wdowa po Sikorskim wysnuła takie wnioski.

Trudna współpraca

Sikorski i Anders nie przepadali za sobą. Trudno mieć w tej kwestii wątpliwości. Jednocześnie jednak darzyli się szczególnego rodzaju szacunkiem, jaki zdarza się pomiędzy przeciwnikami doceniającymi wzajemnie swoją siłę. Zapewne Sikorski niejednokrotnie zastanawiał się nad zdymisjonowaniem, było nie było, swojego podkomendnego, ale ostatecznie, mimo pewnych manewrów czynionych w tym zakresie, nie zrobił tego. Nigdy nie zaatakował Andersa w sposób tak bezpardonowy, jak było to np. w wypadku Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego. Podobnie Anders – jawnie sprzeciwiał się polityce Sikorskiego, nie ukrywał, że wolałby widzieć na jego stanowisku kogoś innego, ale zawsze w swoich atakach starał się być merytoryczny.

Sikorski chciał, aby wodzem tworzonej w ZSRR armii został gen. Stanisław Haller, ten jednak, o czym naczelny wódz nie mógł wtedy wiedzieć, od kwietnia 1940 r. spoczywał w masowym grobie pod Charkowem, zamordowany przez NKWD. Dlaczego na jego miejsce wybrał Andersa? Być może niebagatelne znaczenie miał fakt, że Anders podczas przewrotu majowego stanął po właściwej, zdaniem Sikorskiego, stronie. Generał Anders zapewnił o swojej lojalności w telegramie z 21 sierpnia 1941 r.: „Mogę zapewnić pana Generała, że uczynimy wszystko, co w naszej mocy, aby nie zawieść pokładanych w nas nadziei i walcząc ramię przy ramieniu ze sprzymierzonymi armiami, uwolnić Polskę od najeźdźcy (...)". Początkowo nic nie wskazywało więc na to, że coś obu generałów poróżni. Pierwsze zgrzyty pojawiły się, kiedy Anders omówił wzięcia udziału w tropieniu dawnych piłsudczyków w tworzącej się armii, do czego usilnie namawiał go Stanisław Kot.

Prawdziwy konflikt rozgorzał jednak na tle kwestii wyprowadzenia części lub całości sił polskich z ZSRR na Bliski Wschód. Sikorski początkowo kategorycznie się temu sprzeciwiał. Anders uważał, że wobec postawy Sowietów nie ma na co czekać, zaczął więc stawiać naczelnego wodza przed faktami dokonanymi. Ewakuację części oddziałów ustalił podczas bezpośredniej rozmowy ze Stalinem w marcu 1942 r., a Sikorski mógł tylko ten fakt przyjąć do wiadomości. Naczelnego wodza, wyjątkowo czułego na punkcie swojej władzy, musiało to bardzo zaboleć, ale rozpoczętej akcji nie był już w stanie zatrzymać. Konflikt zaognił się podczas odprawy w sztabie naczelnego wodza, która odbyła się pod koniec kwietnia 1942 r. w Londynie, i podczas kolejnej fazy ewakuacji.

Sytuacja uspokoiła się na chwilę po przetransportowaniu do Iranu całości polskich sił sformowanych w ZSRR. Żołnierze, oficerowie i cywile ewakuowani z sowieckiego piekła w dużej mierze pochodzili z Kresów, dlatego dość ugodowa polityka, jaką prowadził Sikorski wobec Moskwy, budziła ich niechęć. Anders, który zdawał sobie sprawę, że ustępstwa wobec Sowietów nic nie dają, a jedynie prowokują ich do jeszcze większej agresji, podsycał te niechętne Sikorskiemu nastroje, m.in. za pomocą artykułów publikowanych w wydawanej przez jego sztab gazetce „Orzeł Biały". O tym, jak nieprzyjazna dla naczelnego wodza atmosfera panowała w polskiej armii na Wschodzie, pisze w swojej książce „Opcja niemiecka" Piotr Zychowicz. W efekcie nawet tajne służby niemieckie, wykorzystując spenetrowaną przez nich organizację podziemną „Miecz i Pług", w lipcu 1943 r. próbowały nawiązać bezpośredni kontakt z dowódcą 2. Korpusu. Całą akcją dowodził Hans Merz z radomskiego gestapo, jednak zakończyła się ona całkowitym fiaskiem.

Konflikt między Andersem i Sikorskim narastał, ale wielu świadków tamtych wydarzeń podkreślało, że do pewnego odprężenia w stosunkach pomiędzy naczelnym wodzem a Andersem doszło podczas drugiej wizytacji Polskich Sił Zbrojnych na Wschodzie w czerwcu 1943 r. Anders był ugodowy, wyraźnie chciał zakopać topór wojenny. Zapewnił także Sikorskiego, że żołnierze są wobec niego lojalni, a spiski są marginesem: „Wyjaśniłem gen. Sikorskiemu, że to, co mu mówiono, nie odpowiada rzeczywistości, że gdy będzie wśród wojska, sam się najlepiej zorientuje w nastrojach, że włos mu z głowy nie spadnie w czasie pobytu wśród armii polskiej na Wschodzie. [...] Generał Sikorski uspokoił się, jak już nieraz się zdarzało, natychmiast i całkowicie i nastrój rozmowy stał się szczery i serdeczny". Prawdą jest, że gen. Anders nie pożegnał się z Sikorskim, gdy ten wracał do Londynu. Jednak wbrew teoriom spiskowym jedyną tego przyczyną była jego choroba – zapadł na malarię.

Osobiste ambicje, piekiełko emigracji, a także krecia robota obcych wywiadów były zarzewiem niechęci pomiędzy generałami, eskalującej od czasu do czasu w otwarty konflikt. Czy jednak były to wystarczające powody, by sięgnąć po środki niczym z szekspirowskiego dramatu i za pomocą skrytobójstwa wyeliminować przeciwnika? Można mieć poważne wątpliwości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA