fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Elżbieta Rakuszanka, matka królów Europy

Kazimierz IV Jagiellończyk poślubił Elżbietę Rakuszankę 10 lutego 1454 r.
Wikipedia
Elżbieta Rakuszanka, z domu Habsburg, miała trudne i smutne dzieciństwo. Naszą bo-haterkę łączyły więzy pokrewieństwa z polską dynastią Piastów.

W jej rodzinie przechowywano tradycje pochodzenia po kądzieli od wnuczki Kazimierza Wielkiego – też Elżbiety, żony cesarza Karola IV, a matki Zygmunta Luksemburczyka – niedoszłego króla Polski. Elżbieta Rakuszanka przyszła na świat jako trzecie z czworga dzieci księcia austriackiego Albrechta V Habsburga, od grudnia 1437 r. króla Węgier i Czech, a od 18 marca 1438 r. obranego pod imieniem Albrecht II królem rzymsko-niemieckim, oraz Elżbiety, jedynej córki cesarza Zygmunta Luksemburskiego, króla Czech i Węgier. Elżbieta Rakuszanka spokrewniona była z Anna Cylejską, trzecią żoną Jagiełły, a nawet w dalekim stopniu z Jadwigą Andegaweńską, która dzisiaj jest wpisana w poczet świętych.

Trudne dzieciństwo księżniczki

Skąd przydomek Rakuszanka? W tamtych czasach Austrią nazywano jedynie ziemie wokół rzeki Enns ciągnące się po Las Wiedeński, a więc dzisiejszą Austrię Górną i Dolną z Wiedniem, których władcą był ojciec Elżbiety. Dawna Austria nosiła nazwę Rakuzy, stąd w polskiej historiografii Elżbieta nazywana jest wymiennie Rakuską lub Rakuszanką. Po różnorakich ustaleniach historycy doszli do wniosku, że Rakuszanka urodziła się w pierwszej połowie 1436 roku. Jako córa domu habsburskiego nazywana jest także Elżbietą Habsburżanką.

Po niespodziewanej śmierci ojca, Albrechta II, jej matka królowa Elżbieta postanowiła przejąć władzę dla swego nienarodzonego jeszcze syna, który będzie nazywany Władysławem Pogrobowcem. Jednak w styczniu 1440 roku sejm węgierski w Budzie powołał na tron węgierski króla Polski Władysława Jagiellończyka, później nazwanego Warneńczykiem. Mała księżniczka Elżbieta, przeżywając początki rywalizacji rodzinnej o koronę, nie mogła mieć pojęcia, że oto niebawem rozpocznie się wojna domowa jej matki z jej przyszłym szwagrem. Ba! Barbara Cylejska, cesarzowa Zygmuntowa, widząc, że miesiące życia cesarza są policzone, pragnęła wyjść za Władysława Jagiellończyka (Warneńczyka), co – gdy wyszło na jaw – spowodowało wybuch gniewu u cesarza i za-mknięcie małżonki do lochu. Albrecht zamienił jej wkrótce więzienie na banicję: wygnańcze lata spędziła więc w Sandomierzu... I pomyśleć, że Władysław miał zaledwie lat dwanaście, gdy Barbara cesarzowa swoje małżeńskie plany z nim roiła! Żeby tego było mało, dodać trzeba, że na pewnym etapie rywalizacji Jagiellończyka z cię-żarną Elżbietą pożenić chciano Władysława. Syn Jagiełłowy byłby zatem ojczymem Elżbiety. I zapewne do małżeństwa z jego bra-tem Kazimierzem nigdy by nie doszło.

Mała Elżbieta miała niespełna 4 lata, gdy 20 stycznia 1440 roku urodził się jej brat Władysław Pogrobowiec. Jego matka zgłosiła synowe prawa do tronu i rozpoczęła wojnę z Jagiellonem. Przyszła polska królowa często musiała słyszeć o tych walkach, co opisała zresztą jej piastunka Helena Kottanerin. To wszak ona, z narażeniem życia, wykradła koronę św. Stefana z opieczętowanej skrzyni na zamku wyszehradzkim. Kottanerin była nie tylko nauczycielką małej Elżbietki, ale także uznanym kronikarzem wydarzeń. Dzięki jej zapisom wiemy, że na chrzcie Pogrobowca mała królewna po raz pierwszy pokazała się bez żałoby po ojcu w czerwonej sukience. Wydarzenie to nastąpiło na dzień św. Zofii 1440 roku w Białogrodzie. Kottanerin podaje nawet takie szczegóły, że dziewczynkę zaprowadzono na chór, gdzie stała przy organach, bo obawiano się, że ciekawscy ją stratują. Całą katedrę wypełniły krzyki i płacz 12-tygodniowego monarchy. Ulryk Cyllejski trzymał nad nim koronę, a przysięgę w zastępstwie syna składała królowa-matka. Kiedy niemowlę miano pasować na rycerza, jego matka z przerażeniem zawołała: „W imię Boga, niech nie czuje bólu". Symbolicznie uderzono wtedy piastunkę.

Uczennica papieża

Władysław III Jagiellończyk zajął jednak Budę i 17 lipca tego samego roku otrzymał koronę – sejm węgierski ogłosił go jedynym legalnym władcą. Wtedy Elżbieta uciekła do Austrii, powierzając swe dzieci kuzynowi, cesarzowi Fryderykowi III Habsburgowi pod opiekę. 19 grudnia 1442 roku, po negocjacjach pokojowych z Władysławem Jagiellończykiem, zmarła matka Elżbiety i Władysława Pogrobowca. Natychmiast rozeszły się plotki, że Jagiellończyk ją otruł. Stał się on przecież jedynym władcą Węgier i rozpoczął przygotowania do wyprawy przeciw Turkom.

Rakuszanka przebywała w tym czasie pod opieką głowy habsburskiego rodu, ale wieść gminna niosła, iż opiekun nie troszczył się o dzieci zmarłej Elżbiety. Maluchy były bardzo zaniedbane. Na szczęście bezpośredni nadzór nad nimi miała wspomniana pani Helena Kottanerin. Nauczycielem małej Elżbiety został sam ksiądz Eneasz Sylwiusz Piccolomini, wielki humanista, pisarz, kanclerz dworu wiedeńskiego, autor prekursorskiej książki w nowo-żytnej myśli pedagogicznej „O wychowaniu dzieci" (1443 r.), który w przyszłości zostanie wybrany na papieża i przyjmie imię Pius II. Jego książka okaże się niezwykle ważna, także jako przyszły wzorzec dla pisarstwa edukacyjnego dla naszej królewny. Dzięki lekcjom pani Heleny i cesarskiego kanclerza przyszła matka Jagiellonów nie tylko nauczyła się czytać, poznała łacinę, historię i geografię, co było dość niezwykłe jak na dziewczynkę w tamtych czasach, ale też otrzymała staranne wychowanie moralne, uważane wówczas za ideał edukacji kobiecej. Do dziś tak naprawdę nie wiadomo, jak to się działo, że mając zapewnione tak staranne kształcenie, dziecko to jednocześnie cierpiało biedę i głodowało, co miało się w przyszłości odbić nawet na jej kręgosłupa. 12 grudnia 1452 r., podczas posiedzenia stanów, Urlich von Eizing wprowadził na ambonę w kościele karmelitów małą Elżbietkę i ukazał zebranym jej nędzę i zaniedbanie, wołając, że chodzi gorzej ubrana i ma lichsze obuwie od zwykłej mieszczki. Podczas tej sceny dziewczynka płakała, wzywając pomocy dla siebie i brata. Mimo królewskiego rodowodu niełatwe było życie osieroconego rodzeństwa zdanego na łaskę obcych ludzi. Ale w uszach królewny pobrzmiewało proroctwo zasłyszane od starego astrologa: Twoje łono zrodzi władców Europy.

Przepowiednia zaczęła się spełniać, kiedy w sierpniu 1452 roku Kazimierz Jagiellończyk wysłał do Austrii poselstwo z prośbą o rękę królewny. Uzyskał wstępną zgodę i równo rok później rozpoczęły się w tej sprawie rokowania we Wrocławiu, zwieńczone 9 lutego 1454 roku przyjazdem 18-letniej księżniczki do Krakowa. Następnego dnia w katedrze wawelskiej odbył się ślub królewskiej pary i koronacja Elżbiety na królową Polski. Rzecz jasna, otrzymała ona także tytuł Wielkiej Księżnej Litewskiej. A potem, przez lat 38, żyli długo i szczęśliwie, mając 13 dzieci, choć dwie córki zmarły w dzieciństwie. Reszta zaszła bardzo wysoko, a je-den – św. Kazimierz – najwyżej, bo aż do nieba.

Trzech królów, kardynał i święty

Wielki historyk, profesor Aleksander Gieysztor, ujął rzecz krótko i najtrafniej: Rakuszanka w sprawach polskich i litewskich niewidoczna, w rachubach zagranicznych odznaczała się ambicją, aby ujrzeć swoich synów na tronach sąsiednich, a córki wydawać za władców, z którymi warto mieć alianse. Program realizowany z Krakowa wyróżniał się wy-czuciem możliwości wykorzystywanych z powodzeniem przynajmniej na miarę kilkudziesięcioletniej koniunktury. Przedstawmy najpierw – pisze zawsze szarmancki Gieysztor – małżeństwa córek.

Najstarszą z nich, Jadwigę, wydano w 1475 roku za Jerzego, księcia bawarskiego na Landshut; a ich potomstwo stanowiło wygasłą szybko linię Wittelsbachów. Następna, Zofia, w tym samym roku wyszła za margrabie-go brandenburskiego Fryderyka na Ansbach i Bayreuth w podobnej do małżeństwa swej siostry kombinacji antyhabsburskiej. Ze związku Zofii i Fryderyka pochodziła linia Hohenzollernów na Ansbach wymarła w XVII wieku. Kolejna, Anna, poślubiła w 1490 roku księcia pomorskiego Bogusława X i była matką licznego grona synów i córek, których potomstwo w linii męskiej książąt na Szczecinie wygasło w 1637 roku. Przedostatnia córka, Barbara, dostała się w roku 1496 Jerzemu Brodatemu, księciu saskie-mu na Miśni i stała się prababką istniejącej do dziś gałęzi domu Wettinów. Ostatnim dzieckiem Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki była księżniczka Elżbieta, która długo po śmierci rodziców wyszła w 1515 roku za Fryderyka, księcia legnickiego; ta linia Piastów wymarła w piątym pokoleniu męskim w roku 1672, a w żeńskim w 1707.

Ze znalezieniem tronu dla najstarszego syna Kazimierz Jagiellończyk nie czekał długo – podaje w skrócie Aleksander Gieysztor – przeznaczając sukcesję polsko-litewską dla jego braci. Pierworodny Władysław objął więc w roku 1474 tron czeski po śmierci króla Jerzego z Podiebradu, a w 1490 r. tron węgierski po zgonie innego króla narodowego, Macieja Korwina, i to w konkurencji nawet zbrojnej do swego brata Jana Olbrachta, popieranego zrazu przez ojca. Nie zawsze interesy obozów rządzących w tych państwach pokrywały się z interesami dynastii. Sy-nem Władysława, władcy uległego wobec swoich magnatów (stąd jego przezwisko Rex bene), i z Anny de Foix Grailly był król Czech, Węgier i Chorwacji Ludwik II. W roku 1526 poległ on w wieku 20 lat w bitwie z Turkami pod Mohaczem. Na nim zakończyła swe istnienie krótka gałąź czesko-węgierska Jagiellonów. Ich krew i trony weszły do rodu Habsburgów przez cesarzową Annę, córkę Władysława i żonę cesarza Ferdynanda I.

Kolejnym synem Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety był Kazimierz, który w 1471 roku kandydował na króla Węgier, a przez dwa lata sprawował namiestnictwo w imieniu ojca w Królestwie Polskim. Miał lat 26, gdy za życia rodziców zmarł na gruźlicę. Rychło jego świątobliwą pamięć otoczył kult. Kazimierz został kanonizowany w roku 1602 i stał się patronem Litwy. Jego brat Jan Olbracht dobijał się tronu węgierskiego, a po przegranej otrzymał od swego brata Władysława czeskiego i węgierskiego odszkodowanie w postaci księstwa śląskiego na Głogowie. Miał je jeszcze parę lat po swej elekcji na tron polski w 1492 roku. Bezżenny, nie pozostawił potomstwa. Był to wychowanek, podobnie jak bracia, znakomitego historyka Jana Długosza, który przybrał sobie za doradcę humanistę Filipa Buonaccorsi Kallimacha. Snuł z młodym królem szerokie plany polityczne w stronę Mołdawii i Wołoszczyzny oraz Turcji, zniweczone niefortunną wyprawą wojenną na Bukowinie oraz niszczącymi zagonami tatarskimi. Przeciwstawiał się cesarzowi Maksymilianowi w sprawie zakonu krzyżackiego. Mąż to był rycerski, porywczy, wykształcony, „osobliwie w historiach kochał się", którego śmierć po ośmiu latach panowania przekreśliła szansę potwierdzenia zapowiedzi rządów wybitnego władcy.

Osobowość jego młodszego brata Aleksandra rysuje się słabszym pokrojem intelektualnym, choć zadziwia jego umiejętność doboru doradców i współpracowników. Ożeniony przez ojca z Heleną, córką Iwana III, wielkiego księcia moskiewskiego, dla uspokojenia ekspansji teścia na Litwę, co nie zostało osiągnięte, wielkim księciem litewskim został jeszcze z desygnacji ojca, a w 1501 roku, po śmierci Jana Olbrachta, królem polskim. Rychła śmierć w 1506 roku uwolniła go od brzemienia rządów, których nie znosił, a przyczyną śmierci, podobnie jak zgonu jego brata Jana Olbrachta i drugiego brata kardynała Fryderyka, arcybiskupa gnieźnieńskiego, dwukrotnego regenta Królestwa, był morbus gallicus (kiła) w swej wczesnej, najzjadliwszej postaci.

Złoty wiek panowania Zygmunta Starego

Dziedzicem tronów został zatem Zygmunt I, przedostatni z synów Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Rządził najpierw księstwem głogowskim, potem opawskim i Łużycami z poręki najstarszego brata. Po śmierci króla Aleksandra, zrzekłszy się uposażenia śląskiego, objął Wielkie Księstwo Litewskie i w tymże 1506 roku Królestwo Polskie. Władca sprawiedliwy i patriarchalny, utrzymywał się w granicach praworządności. Rozważny, z wiekiem bywał coraz mniej stanowczy. Na inskrypcji ponad drzwiami krużganka swego zamku na Wawelu umieścił aforyzm z Seneki szczególnie mu bliski: „Czego rozum nie może, często uzdrowi zwłoka". Był światłym mecenasem epoki renesansu w jego włoskiej odmianie. Majestatyczny, ale przystępny. Cieszył się dużą popularnością poddanych. Pierwszą jego żoną była Barbara Zapolya, siostra przyszłego króla węgierskiego Jana. Córka Zygmunta I i Barbary, Jadwiga, która swym małżeństwem z Joachimem II margrabią brandenburskim umocniła dogodny sojusz, stała się prababką żyjącej do dziś linii Hohenzollernów.

Druga żona Zygmunta I, Bona Sforza dAragona, księżniczka mediolańska, okazała się silną indywidualnością, skrzętną administratorką swych dóbr, kobietą o dużych ambicjach politycznych i dynastycznych. Jeszcze za życia swojego królewskiego małżonka wywalczyła koronację swojego syna Zygmunta Augusta na wielkiego księcia i króla Polski.

Od tej pory poddani zwali króla Zygmunta I przydomkiem Stary. Monarcha ten prowadził politykę realistyczną. Po zwycięskiej wojnie z Zakonem Krzyżackim, mającym silne poparcie międzynarodowe, poszedł na kompromis, ułatwiony przekształceniem się katolickiego państwa zakonnego w protestanckie i świeckie pod rządami ostatniego mistrza Albrechta Hohenzollerna, a teraz księcia w Prusach i lennika króla polskiego. To uznanie przez króla zmiany religii pozbawiło Albrechta wsparcia cesarskiego i papieskiego, a był to pierwszy w Europie układ między państwem katolickim i luterańskim. Po wygaśnięciu mazowieckiej linii dynastii Piastów Zygmunt I wcielił lenno mazowieckie z Warszawą do Korony. Równie śmiałą decyzją było zawarcie na trzy lata przed traktatem francusko-tureckim trwałego pokoju z Turcją, co uspokoiło na lat prawie sto granice polskie i litewskie od południowego wschodu. Zygmunt Stary czuł się związany z tradycją Habsburgów; wprowadził odziedziczony po matce ich herb do swojej pieczęci, nadał też swojemu synowi imiona cesarskie – Zygmunt August.

Podsumowując rządy osobiste Jagiellonów, przede wszystkim w polityce międzynarodowej, Aleksander Gieysztor podkreśla, że stawiali oni czoła wzrostowi Moskwy, ponosili konsekwencje ostatecznego upadku Bizancjum w 1453 roku, brali udział w burzach religijnych Europy Środkowej od husytyzmu przez ruch soborowy aż po reformację protestancką. Najżywiej, bo rodzinnie, zainteresowani w zbieraniu tronów tej części Europy współzawodniczyli w tym z Habsburgami. Montowali koalicję z udziałem książąt Rzeszy.

Ten krótki wykład znakomitego mediewisty uświadomił nam jasno, jak szczególny był udział w tej wielkiej grze dynastycznej Elżbiety Rakuszanki, matki Jagiellonów. Aż strach pomyśleć, co mogło się stać, gdyby Kazimierz IV, mój władca umiłowany, dokonał innego wyboru! Mamy także ważny historyczny dowód, że Rakuszanka była matką-wychowawczynią świadomą swoich zadań. Badacze podkreślają, że była często nadmiernie dumna, a nawet pyszna z powodu swoich korzeni oraz dokonań własnych. Ale miała do tego prawo, co udowodniła za swego życia, jak również... po śmierci, wpływając na późniejsze dzieje Europy. Gdy miała 66 lat, spod jej pióra miał wyjść traktat „De institutione regii pueri" („O wychowaniu królewskiego dziecka") napisany w formie listu do syna, Władysława (1502 r.), który oczekiwał męskiego potomka. Utwór ten, będący wynikiem przemyśleń osoby, która wprowadziła na trony królewskie i książęce tyle cór i synów, zawiera też nadzwyczajne refleksje z dawnych wieków, uwzględniające traktaty pedagogiczne świata starożytnego. U badaczy zrodziło to wątpliwości, a także spory, czy matka królów była naprawdę autorką, czy jej to autorstwo się tylko przypisuje, a tak naprawdę pracowało nad tym dziełem edukacyjnym – bodaj pierwszym w polskich dziejach – kilku uczonych skrybów. Tak czy owak, to ona firmowała ów utwór pedagogiczny, wzorowany głównie na wcześniejszym traktacie, napisanym przez jej nauczyciela Eneasza Sylwiusza Piccolominiego, z myślą o jej bracie Władysławie Pogrobowcu.

Onus rex – Amor patriae

Do tych słów można sprowadzić myśl przewodnią tego listu do syna, Władysława. Ponieważ przekaz doświadczonej matki, zawierający istotne myśli zwłaszcza w sferze ducha i moralności przyszłego władcy, jest nader ważny, warto przytoczyć zakończenie owego traktatu, streszczającego całość, z zachowaniem cech jej języka.

„Trzeba zatem dać królewiczowi jak najzacniejszą karmicielkę i najlepszego i najbardziej wykształconego wychowawcę, aby od niego nie mniej nauczył się dobrych obyczajów, jak sztuki pisania i gramatyki, aby poznał poetów i historyków, aby serdeczną miłością wielbił Boga, naszego Zbawcę, i błogosławioną Dziewicę, aby nigdy nie chodził bez książeczki zawierającej modlitwy na chwałę Matki Niepokalanej. Niech codziennie słucha mszy świętej, niech w jadle będzie umiarkowany i wstrzemięźliwy, niech wczesnym rankiem przykłada się do nauk, oddaje się ćwiczeniom ciała, unika bezczynności i lenistwa, nigdy nie daje posłuchu słodkim słowom pochlebców, niech oddaje się łowom nie popadając w niebezpieczeństwo życia i nie zaniedbuje sztuki jeżdżenia konno, pasowania się, robienia szablą i wszystkiego, co należy do wykształcenia żołnierskiego. Niech miłuje wierność, stateczność i prawdę, nigdy nie gardzi radą rozumu zarówno w niepowodzeniu, jak i w powodzeniu, zachowuje zawsze tę samą twarz, ani w radości, ani w bólu nie przekracza miary; okazuje szczególne dążenie do wstrzemięźliwości, unikając tych, co mu dają rozkosze, niech się brzydzi złymi, kocha dobrych, szanuje starszych".

Dopowiedzieć muszę, że matce Jagiellonów życie spłatało figla: zamiast oczekiwanego królewicza Kazimierza urodziła się królewna Anna! Ale traktat, mówiący również wiele o cnocie miłości ojczyzny, odnosi się do wszystkich władców i w zaleceniach pozostaje aktualny do dziś.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA