fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Narodziny rosyjskiego imperium

Ludzie zgromadzeni przed Monastyrem Ipatiewskim błagają Ksenię Iwanowną Szestową, matkę Michaiła Romanowa, aby pozwoliła mu wyjechać do Moskwy na koronację carską
Alamy Stock Photo/BE&W
Zima przełomu lat 1612–1613 była jedną z najsurowszych w historii Rosji.

Przepływająca przez stolicę tego państwa rzeka Moskwa była skuta tak grubą warstwą lodu, że można było na niej budować domy. Wszystkie drogi prowadzące do miasta zasypała gruba warstwa sypkiego śniegu. Chłód tego krajobrazu dopełniały ruiny Kremla. Po opustoszałych, pozbawionych stropów komnatach niegdyś imponującej warowni Iwana Groźnego hulała teraz dokuczliwa śnieżyca. Ci, co ośmielili się zakraść w te przeklęte mury, opowiadali, że nocami włóczą się tam bezgłowe upiory ofiar opriczniny i pokrwawieni polscy piechurzy z załogi pułkownika Mikołaja Strusia, których zdradziecko wymordowali siepacze księcia Dymitra Pożarskiego.

Mimo tak ciężkich warunków pogodowych pod koniec stycznia 1613 roku do Moskwy przybyło ze wszystkich zakątków Rusi ośmiuset posłów Soboru Ziemskiego. Byli wśród nich reprezentanci wszystkich stanów – duchowni, wolni chłopi i bojarzy. Mimo różnic klasowych jednoczył ich jeden cel – wybór nowego cara Rosji. Nie wszyscy przedstawiciele arystokracji ośmielili się zjawić na tym zjeździe. Część z nich ukrywała się z obawy przed zemstą „patriotów" za wspieranie Polaków stacjonujących na Kremlu. Jeden z nich, który w listopadzie zeszłego roku ledwo uszedł z kozackiej rzezi, teraz ukrył się z matką w Monastyrze Ipatiewskim. Nazywał się Michał Fiodorowicz Romanow. Był zalęknionym 17-latkiem, synem patriarchy moskiewskiego i całej Rusi Filareta, którego polski król Zygmunt III Waza więził na zamku w Malborku.

Niektórzy posłowie rozbili namioty w wymarłych salach kremlowskich. Z trwogą spoglądali na ascetyczne oblicza świętych, którzy w blasku księżyca i pochodni surowo patrzyli na nich z malowideł naściennych.

Przejęci bogobojną trwogą postanowili pościć, aby przez umartwienie ciała łatwiej przybliżyć się do Boga, który miał wskazać swego pomazańca. Za dnia, brnąc w śnieżnych zaspach, szli przedstawiciele ruskiego ludu do soboru Uspieńskiego na modły, a po mszy zbierali się w Pałacu Nadbrzeżnym, aby dyskutować komu należy się złota czapka monomacha.

Wkrótce stało się jasne, że jedności nie będzie. Ruska magnateria chciała na tronie carskim cudzoziemca, księcia Karola Filipa, brata króla szwedzkiego Gustawa Adolfa. Bojarzy i Kozacy pragnęli jednak swego „ruskiego pana". Z początku bojarzy skłaniali się więc ku popularnemu księciu Pożarskiemu, który pół roku wcześniej przybył z pospolitym ruszeniem do Moskwy, aby przegonić Polaków. Z kolei Kozacy chcieli swojego atamana, kniazia Dymitra Trubeckiego, potomka wielkich książąt litewskich. Bojarzy wypominali mu jednak, że poparł niegdyś pretendenta do tronu Dymitra Samozwańca II, którego w całej Rusi nazywano ze wstrętem „Łotrem Tuszyńskim".

Niejedna debata w Pałacu Nadbrzeżnym kończyła się bijatyką, ciąganiem za brody, pluciem, wyzwiskami czy obietnicami zemsty. Głodówka nie pomagała w gaszeniu tych waśni. Wreszcie, kiedy wszystkie kandydatury zostały odrzucone, posłowie opadli z emocji. Zapadła cisza. Niezwykły musiał to być widok. Blisko tysiąc zrezygnowanych, brodatych, zapuszczonych i zmęczonych mężczyzn siedziało w milczeniu, nie wiedząc, co teraz robić.

W pewnym momencie ciszę przerwał ataman Kozaków dońskich, który nieśmiałym, pozbawionym entuzjazmu głosem zaproponował kandydaturę Michała Romanowa. Niektórzy z posłów parsknęli śmiechem, inni popukali się w czoła, jeszcze inni krzyknęli, żeby się zamknął z takimi propozycjami. Szalony czy co? Durnego tchórza chce za cara?

Mimo to ataman złożył oficjalną petycję z kandydaturą Romanowa i tym samym wymusił głosowanie. Posłowie wrócili do swoich namiotów i rozpoczęli rozmowy o nowym kandydacie.

Może ten 17-latek nie jest taki zły – mówili. Jest za młody, żeby mieć wielu wrogów, można za to łatwiej go kontrolować, bo słynie ze swej głupoty. Kozacy cenili jego ojca, bojarzy wskazywali na pokrewieństwo z Rurykowiczami, a reszta doceniała fakt, że nie był silnie uwikłany w kolaborację z Polakami.

Jednak w kolejnych głosowaniach tylko Kozacy poparli Michała Romanowa. Bojarzy i magnaci chcieli na tronie Szweda. Sobór ziemski znowu znalazł się w sytuacji patowej.

Ale jak dowiódł Aleksander Macedoński, najlepszym sposobem rozwiązywania nierozwiązywalnych węzłów jest ich przecięcie. Kozacy otoczyli zatem obóz i siedziby bojarskie, po czym złożyli jednoznaczną propozycję: albo wybierzecie Romanowa, albo my was wyrżniemy. W taki oto sposób, po dwóch tygodniach obrad i postu, 21 lutego 1613 roku (wg kalendarza juliańskiego) zmęczeni nieustannymi kłótniami uczestnicy Soboru Ziemskiego jednomyślnie wybrali na cara Wszechrusi nierozgarniętego, dychawicznego półanalfabetę, którego despotyczny ojciec przebywał w polskiej niewoli.

Warszawa, która przeoczyła tę elekcję, w przyszłości zapłaci za to straszną cenę. Potomkowie Michała Romanowa zgładzą I Rzeczpospolitą, a Rosję uczynią światowym imperium.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA