fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Orsini i inne demony

Zamach na Napoleona III przed paryską operą, 14 stycznia 1858 r.
album/east news, Erich Lessing
Bomba Orsiniego rozpoczęła erę terroryzmu skrajnie indywidualnego i gotowego na przypadkowe ofiary. A nawet każdą liczbę ofiar.

Na kamiennej rzeźbie z barcelońskiej Sagrada Familia sam Szatan wkłada bombę Orsiniego w ręce mordercy. Jednak prawdziwym demonem, który opętał twórcę tej maszyny zniszczenia, był Napoleon III. Pragnąc śmierci cesarza, Orsini stał się jego mimowolnym wspólnikiem.

Zdradzony republikanin

Gdyby Pius IX ostrożniej szafował miłosierdziem, ocaliłby od śmierci wiele niewinnych istot. Zamiast tego próbował zjednać sobie przeciwników amnestią. Wśród ułaskawionych był Felice Orsini, świeżo skazany na dożywotnie galery – przypadek słabo rokujący na poprawę, ponieważ urodził się już wichrzycielem. Jego ojciec, dawny oficer napoleoński i weteran wyprawy na Rosję, również większość życia spędził na spiskowaniu. Wprawdzie syn rozważał włożenie sutanny, jednak zwyciężyła antyklerykalna tradycja rodziny.

Proces Felice Orsiniego trwał zaledwie dwa dni. Włoski zamachowiec został stracony 13 marca 1858 r. w publicznej egzekucji przed furtą więzienia
Leemage/UIG/be&w

Po studiach prawniczych w Bolonii młody Orsini wsiąkł w krąg radykałów z Młodych Włoch Giuseppe Mazziniego, zaciekle zwalczających każdą monarchię, nie wyłączając króla z Piemontu – pretendenta do zjednoczenia kraju. Mazzini, wbrew patriotycznym manifestom, republikę przedkładał nad niepodległość.

Po aresztowaniu w 1844 r., gdy było mu sądzone spędzić życie w kajdanach, Orsini miał 25 lat. Jednak po śmierci papieża Grzegorza XVI został ułaskawiony dzięki nieumyślnej zasłudze austriackiego kardynała Gaisrucka. Habsburski delegat przybył do Rzymu z cesarską ekskluzywą przeciw kandydaturze Ferrettiego, gdy konklawe już wybrało papieża. Wiedeń nie zapobiegł pontyfikatowi liberała, ale nadzieje zwolenników Piusa IX również okazały się płonne. Apetytu radykałów nie zaspokoiły amnestia i ograniczenie cenzury ani zgoda na konstytucję i dwuizbowy parlament. Wiosna Ludów ogarnęła państwo kościelne, a gdy papież odmówił wszczęcia wojny z Austrią, powstanie wypędziło go z Rzymu.

Podczas republikańskiego interludium z 1849 r. Orsini zasiadł w rzymskiej konstytuancie, ale euforia prędko opadła. Powstanie zdławiono, lecz Orsiniego bardziej bolało rozczarowanie, że rewolucji nie stłumił papież ani żaden monarcha, ale żołnierze Republiki Francuskiej – i to na rozkaz spadkobiercy Napoleona I. Orsini uznał interwencję za sprzeniewierzenie się ideałom i osobistą zdradę, więc do Francuzów strzelał zacieklej niż w bitwie pod Mestre do Austriaków. Po klęsce uciekł przed represjami do Nicei w niezależnym Królestwie Sardynii, gdzie próbował się ustatkować. Trwał wszakże w kontakcie z Mazzinim, który na wygnaniu związał się z Lajosem Kossuthem, przywódcą węgierskiego powstania. Pod jego wpływem Orsini wyjechał konspirować nad Dunaj.

Działalność na Węgrzech ściągnęła uwagę austriackiej policji, bez ceregieli został więc aresztowany i zesłany do twierdzy w Mantui. Orsini zgniłby tam marnie, gdyby nie zdarzenia wprost wyjęte z przygodowego romansu. W sukurs przyszła mu równie bogata co obłędnie zakochana Emma Hervegh, lwica salonowa i niewydarzona pisarka z Berlina, szastająca pieniędzmi ojca – żydowskiego handlarza jedwabiem. Jakkolwiek to brzmi (ale rozsądniejszej wersji nie znamy), dostarczyła Orsiniemu pilnik do metalu i komplet prześcieradeł, po których opuścił się z wysokiego okna, oraz pruski paszport wystawiony na fałszywe nazwisko Celsi.

Ucieczka do Anglii była oczywistym wyborem, ponieważ liberalne przepisy azylowe przyciągały tam banitów, wichrzycieli i zbiegów z całej Europy. W Londynie czekała również włoska kolonia z niewidzianym od Wiosny Ludów Mazzinim na czele. Na uchodźstwie mogło się zdawać, że Orsini rzucił politykę dla pisarstwa. Mimo młodego wieku wydał autobiografię i osobną historię swojej martyrologii i ucieczki z Mantui. Jego relacje z Mazzinim były coraz chłodniejsze, aż przeszły w otwartą niechęć. Orsini zarzucał przywódcy złą strategię, błędne kalkulacje i brak skuteczności, Manzzini zaś miał pretensje o skandaliczne publikacje.

Samotny wilk (z małą pomocą przyjaciół)

Orsini postanowił walczyć samotnie, obsesyjnie zafiksowany na roli Karola Ludwika w obaleniu rzymskiego powstania. W istocie, Bonaparte cynicznie użył interwencji w obronie władzy papieskiej, aby uwiarygodnić wejście Francji do kręgu mocarstw. Reaktywacja cesarstwa była kroplą, która przepełniła czarę. Orsini uznał, że Napoleon III jest większym problemem niż władza Habsburgów, Burbonów i papieży. Wierzył również, że ojczyzna Robespierre'a szczerze nienawidzi reżimu, tylko brak jej sposobności do buntu. Gdyby zabił tyrana, jednym gestem pomściłby Włochy i wywołał rewolucję, która wyzwoliłaby całą Europę. Skądinąd wiedział, że staje w długiej kolejce zamachowców, którzy przed nim doznali porażki. Wielu chciało cesarza zastrzelić, zasztyletować i wysadzić w powietrze, toteż potrzebował mocniejszych narzędzi.

Uczestnicy zamachu i ich uzbrojenie
akg-images/EAST NEWS

Dysponując doświadczeniem spiskowym, Orsini chciał stworzyć bombę doskonałą. I rzeczywiście, ślęcząc nad kartką papieru, narysował projekt ręcznego granatu. Wymyślił zaokrąglony z obu stron pękaty walec, z jednego końca najeżony udarowymi zapalnikami z piorunianem rtęci. Ten sposób inicjacji był pewniejszy i wygodniejszy od lontów prochowych, przy tym korpus był tak wyważony, by spadał detonatorami ku ziemi, przez co bombę starczyło cisnąć, by samoczynnie wybuchła. Nadto metalowy pojemnik mieścił prawie dwa kilogramy środka wybuchowego, zapewniając dużą siłę rażenia.

Orsini rozumiał, że zamiar przekracza siły pojedynczego człowieka, i zdystansowany wobec dawnych kolegów, był zdany na małą, ale własną międzynarodówkę terrorystyczną. Prócz kilku zaufanych Włochów do spisku dołączyli francuski chirurg na uchodźstwie i zrewoltowani Anglicy. Istotną rolę odegrał Thomas Allsop, zamożny makler giełdowy, choć jego talent konspiracyjny jeży włos na głowie. Wykonanie co najmniej dziewięciu bomb, zgodnie z odręcznymi rysunkami Orsiniego, zlecił zwykłemu rusznikarzowi z Birmingham, używając w zamówieniu prawdziwego nazwiska, a nawet adresu. Oddał też Orsiniemu swój prawdziwy paszport, by ten użył go w podróży do Francji. Intrygujące, że choć Anglik wprost rozsiewał podejrzenia i tropy, nie wzbudził czujności policji, a po wszystkim został prawomocnie uniewinniony.

Środek wybuchowy do wypełnienia bomb sporządził angielski chemik William Williams, korzystając z odczynników dostępnych w każdej aptece. Po napełnieniu i uzbrojeniu działanie prototypów sprawdzono w dewońskich kamieniołomach, dowodząc piorunującej skuteczności granatu.

Oprócz bomb i wspólników konieczna była sposobność. Z pomocą przyszły gazety, informujące, że 14 stycznia 1858 r. para cesarska zaszczyci spektakl w paryskiej operze. Okoliczność była skądinąd symboliczna, ponieważ wystawiano „Wilhelma Tella" Rossiniego, sztukę ocenzurowaną w większości Europy z powodu antyhabsburskich odniesień.

Spiskowcy zdążyli do Paryża na czas, a uzbrojone bomby wysłano frachtem jako części urządzeń gazowych. Czterej zamachowcy z Orsinim na czele zajęli dogodne pozycje dużo wcześniej, by ich nie przysłonił tłum gapiów szczelnie zapełniających ulicę. Policja okazała się jednak dobrze zorientowana w środowisku radykałów i niemal zrujnowała plan Orsiniego. Komisarz Hérbert rozpoznał i aresztował Giovanniego Pieriego, który oprócz bomby miał w zanadrzu broń i paszport na fałszywe nazwisko. Niestety mimo intensywnego przesłuchania Włoch nie zdradził wspólników.

Słodkie owoce zatrutego drzewa

Cesarz nadjechał wpół do dziewiątej wieczorem pod efektowną, lecz bezużyteczną ochroną szwadronu gwardzistów. Wśród nich wybuchła pierwsza bomba, ciśnięta przez Antonio Gomeza, po czym granat Claudio di Rudio eksplodował tuż za karetą, aż dopiero ładunek Orsiniego trafił pod powóz.

Detonacja urwała koło i wywróciła pojazd, ciskając o bruk cesarzową Eugenią, lecz bez poważnych obrażeń. Co do Napoleona III, to ucierpiał tylko cesarski policzek, przecięty okruchem szkła. Nikt nie wiedział, że szef ochrony, z uwagi na uporczywe zamachy, kazał wzmocnić pojazd stalowymi płytami. Za to wśród postronnego tłumu bomby zraniły blisko 150 osób, z czego przed świtem zmarło 12. Nadto eksplozje zdmuchnęły płomień gazowych latarni, przez co ludzie i konie konali w zupełnych ciemnościach.

Mimo dantejskich okoliczności świta odradziła cesarzowi ucieczkę. Teatralna publiczność mogła źle zrozumieć absencję i do rana roznieść plotkę o śmierci Napoleona III po całym Paryżu. Zgodnie z oczekiwaniami ich cesarskie mości przyjęto owacją, po czym odbył się spektakl, jakby na placu Le Peletier nic nie zaszło.

Nocą policja dała popis sprawności, chwytając wszystkich zamachowców, łącznie z zalanym krwią Orsinim, także poturbowanym przez wybuch. Z procesem uporano się w dwa dni lutego, karząc śmiercią niemal wszystkich spiskowców. Szafotu uniknął jedynie di Rudio, który potem uciekł z Diabelskiej Wyspy, by służyć pod generałem Custerem. Orsini stracił życie 13 marca, w publicznej egzekucji przed furtą więzienia.

Cała kalkulacja Orsiniego oparta była na fałszywych przesłankach. Nie liczył się z faktem, że Bonaparte został pierwszym prezydentem Republiki z wyboru, zwyciężając dużą przewagą głosów. Także cesarskie aspiracje, mimo zamachu stanu, potwierdziły dwa plebiscyty. W zasadzie miał aż dwa mandaty do sprawowania władzy. Dla liberałów legitymizowało go poparcie społeczne, dla innych – dziedzictwo Napoleona I. Zamach przysporzył mu jeszcze więcej sympatii jako ofierze, dlatego prócz garstki jakobinów i anarchistów nikt nie czekał na rewolucję.

Jedyny kłopot, jaki sprawił cesarzowi Orsini, to ryzyko popsucia stosunków z Londynem. Wiadomość, że zamach zmontowano po drugiej stronie kanału, wzbudziła antybrytyjskie nastroje, zupełnie wbrew interesom cesarza. Sojusz z Wielką Brytanią był ogromnym sukcesem Napoleona III, który wydobył Francję z izolacji po kongresie wiedeńskim. Włączona do kręgu mocarstw na arenie międzynarodowej Francja mogła dużo więcej niż Rzesza kajzera, nawet po przegranej wojnie z Prusami. Skończyło się na żądaniach, by Londyn przykręcił śrubę imigrantom, a Wielka Brytania rozesłała list gończy za Allsopem, choć potem go uniewinniono. Na tym się w zasadzie skończyło.

Korzyści dla Napoleona III

Poza tym cesarz odniósł same korzyści. Miał wolną rękę w pacyfikowaniu oporu, nie budząc społecznego sprzeciwu. W obliczu mordu panowało zrozumienie dla drakońskich represji, łącznie z prawem do aresztowań bez sądu. Ktokolwiek był podejrzany, mógł trafić na Diabelską Wyspę lub do Algierii. Wszelako terror osłabł zaraz po egzekucjach.

Jednego obrotu spraw nie przewidział nawet Orsini. Krótko przed śmiercią skazaniec miał wysłać do cesarza dwa listy. Dziwnym trafem mimo drakońskiej cenzury oba opublikowano w gazetach, choć każdy w innej części Europy. W jednym Orsini prosił włoską młodzież o rezygnację z politycznej przemocy, w drugim wzywał Napoleona, by przez pamięć na włoskich żołnierzy Napoleona I pomógł Włochom w odzyskaniu wolności, za co będą mu dozgonnie oddani. Francja była wrażliwa na głos włoskich patriotów, nawet gdy popełniali błędy.

Dziś mało kto wierzy, że autorem listów był sam Orsini lub że pisał je samodzielnie. Nie wiedziano, że Napoleon III toczy tajne rozmowy z Camillo Cavorem, premierem Królestwa Sardynii. Przedmiotem negocjacji było przyłączenie do Francji Nicei oraz Sabaudii-Piemontu, które Cavor był skłonny oddać za drobną przysługę. Ceną było wsparcie Piemontu w wojnie z Austrią, a stawką zjednoczenie Włoch pod berłem Wiktora Emanuela. W zasadzie jedynym, choć niedotrzymanym warunkiem Napoleona III, było zachowanie władzy papieża nad Rzymem.

Gdy znalazł się pretekst i sposobność, po wielu bitwach, traktatach i zdradach – nawet kiedy zniechęcony kosztami Napoleon III wycofał się z wojny – transakcja doszła do skutku. W 1860 r. inkorporowano do Francji Niceę i księstwo Savoy, rok później dzięki śmiertelnemu wrogowi Orsiniego Wiktor Emanuel panował w nowym Królestwie Włoch, a dekadę później rozgościł się w rzymskim Kwirynale, dotychczasowej siedzibie papieży.

Tylko bomby Orsiniego, skuteczne i proste w użyciu, nadal zabijały po śmierci twórcy. Jeszcze w 1893 r. dwie z nich zamordowały 22 osoby w barcelońskim teatrze, a nie wyszły z mody nawet w 1906 r., pozbawiając życia 28 ludzi. Przestano ich używać dopiero, gdy ktoś wynalazł bardziej śmiercionośną broń.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA