fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Auschwitz-Birkenau: Przedsionek piekła

Brama główna Auschwitz II (Birkenau), widok z rampy wewnątrz obozu
shutterstock
Takich miejsc na świecie jest wiele. Można je znaleźć na wszystkich kontynentach. To przedsionki piekła. Miejsca tak straszne, że niektórzy z nas naiwnie odrzucają możliwość ich istnienia.

W tych miejscach ludzie przestają być ludźmi, choć nie stają się jednocześnie zwierzętami. Zwierzęta nie zadają bowiem świadomego bólu, nie pastwią się nad swymi ofiarami, nie odzierają ich w sadystycznym upojeniu z wszelkiej godności. Oprawcy stają się ludzkimi bestiami – najgorszymi potworami, jakie stąpały po tej planecie.

Nie wiemy, ile takich fabryk cierpienia i śmierci było i jest na świecie. W samej tylko III Rzeszy Niemieckiej powstało ok. 12 tys. obozów koncentracyjnych i ich oddziałów. Już w marcu 1933 r., zaledwie półtora miesiąca po przejęciu władzy w Niemczech przez Hitlera, do takich miejsc koncentracji więźniów trafiło 45 tys. ludzi. Straszne więzienia, jak KL Dachau, powstały w pełni legalnie na mocy „rozporządzenia wyjątkowego o ochronie narodu i państwa" z 28 lutego 1933 r. Dachau miało być obozem wzorcowym, gdzie wszelkiej maści „kryminaliści", „dewianci" i „antyniemiecki element wywrotowy" mieli się uczyć podstawowych wartości życia w nowym niemieckim społeczeństwie.

Pomysł utworzenia obozów koncentracyjnych oraz żołdackiej służby wartowniczej SS-Totenkopfverbände przypisuje się Theodorowi Eickemu, Standartenführerowi i dowódcy 10. Pułku SS w Nadrenii-Palatynacie. Eicke był tak okrutny, pewny siebie, kłótliwy i arogancki, że w 1933 r., po puczu przeciw gauleiterowi Nadrenii-Palatynatu Josefowi Bürckelowi, sam Heinrich Himmler, wyraźnie mający dosyć warcholstwa swojego podwładnego, nakazał usunąć go z szeregów SS i zamknąć bezterminowo w szpitalu psychiatrycznym.

Ostatecznie jednak Reichsführer darował Eickemu niesubordynację i doceniając jego zaangażowanie i determinację, powierzył mu 26 czerwca 1933 r. komendanturę obozu w Dachau.

Przerażające jest, że w każdym systemie totalitarnym władzę nad życiem wrogów dyktatury powierza się ludziom, którzy w normalnym świecie są uznawani za chorych psychicznie.

Dla Himmlera najważniejsze było, że Eickego cechowało bezkrytyczne oddanie systemowi.

W ciągu zaledwie 12 lat istnienia III Rzeszy Niemieckiej obozy koncentracyjne rozwinęły się w diabelnie „wydajne" fabryki zagłady. Największą z nich był utworzony wiosną 1940 r. KL Auschwitz-Birkenau. W sercu Europy, na prastarym polskim pograniczu Śląska i Małopolski, w siedmiusetletnim mieście królewskim Oświęcimiu Niemcy założyli swoje własne miasto – metropolię śmierci i cierpienia.

Początkowo było to straszne więzienie dla Polaków. Później, za namową pierwszego komendanta Rudolfa Hößa, zostało rozbudowane w pobliskich wsiach Brzezinka i Monowice do centralnego ośrodka masowej zagłady Żydów i Romów zwożonych z całej Europy. Przez blisko pięć lat życie w tym miejscu nie przypominało niczego, co było wcześniej czy później w dziejach świata.

Nie oznacza to oczywiście, że życie w innych niemieckich obozach koncentracyjnych, sowieckich czy chińskich łagrach albo w japońskich obozach jenieckich, było lżejsze. Jednak w Auschwitz-Birkenau zabijanie stało się taśmowym procesem produkcyjnym. Życie więźnia, którego los tragicznie rzucił za druty tego piekła, traciło wszelką wartość. Przybysz zostawał pozbawiony jakiejkolwiek tożsamości. Jeżeli wraz z bliskimi nie trafiał natychmiast do komory gazowej, stawał się tylko numerem w kolejce do śmierci. Dlatego żywi zazdrościli martwym.

Ci, którym przyszło przekroczyć obozową bramę z makabrycznym napisem „Praca czyni wolnym", stawali przed obliczem zastępcy komendanta obozu Hauptsturmführera Karla Fritzscha, który oświadczał krótko: „Jeśli są w transporcie Żydzi, to mają prawo żyć nie dłużej niż dwa tygodnie, księża miesiąc, reszta trzy miesiące", po czym dodawał: „Dla nas wszyscy razem nie jesteście ludźmi, tylko kupą gnoju (...). Z prawdziwą przyjemnością przepędzimy was wszystkich przez ruszty pieców krematoryjnych (...) pozdychacie wszyscy jak psy". Nie kłamał.

75 lat temu, 27 stycznia 1945 r., do obozu i podobozów Auschwitz-Birkenau dotarli żołnierze z 454. Pułku Strzeleckiego 60. Armii 1. Frontu Ukraińskiego. Zdołali uratować zaledwie 7,5 tys. więźniów z ok. 1,5 mln ludzi, którzy tu trafili.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA