fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Archeologia zbrodni

Adobe Stock
Archeolodzy, chcąc uzmysłowić laikom trudy i znaczenie ich zawodu, porównują swoją pracę do tej, którą wykonują detektywi. I rzeczywiście, policjant prowadzący śledztwo w sprawie współczesnej zbrodni i archeolog coraz częściej współpracują.

W krajach anglosaskich jest to normą, w innych – niedługo będzie. Pod koniec 2019 r. w gmachu Tribunal de grande instance de Paris odbyła się konferencja pod hasłem „Archeologia w śledztwach sądowych". Uczestniczyli w niej detektywi policyjni, lekarze sądowi, archeolodzy i antropolodzy. Dr Patrice Georges z francuskiego Institut national de recherches archéologiques préventives powiedział podczas tego zgromadzenia: „Miejsce zbrodni jest stanowiskiem wykopaliskowym takim jak inne, różni się od nich jedynie tym, że to, co się na nim działo, powinno być wyjaśnione za wszelką cenę. Jeśli archeolodzy są w stanie dociec, co działo się na stanowiskach sprzed tysięcy lat, dlaczego nie mieliby umieć wyjaśnić wydarzeń, jakie rozegrały się na miejscach zbrodni dwie, trzy dekady temu? Ziemia potrafi opowiadać, a archeolodzy potrafią ją rozumieć".

W latach 80. w jednej z francuskich jaskiń dokonano makabrycznego odkrycia – znaleziono tam czaszkę dziecka. W tym czasie prowadzono śledztwo w sprawie zaginięcia dziecka właśnie w okolicach tej jaskini. Były to czasy, gdy jeszcze nie analizowano DNA ani nie sporządzano komputerowych rekonstrukcji twarzy na podstawie czaszek. Na domiar złego, podczas drepczącego w miejscu śledztwa czaszka gdzieś zaginęła. I oto teraz reprezentująca rodzinę zaginionego dziecka adwokat Corinne Hermann postuluje wznowienie poszukiwań. Jest przekonana, że dziecięca czaszka z jaskini należy do zaginionego dziecka. Ale aby to udowodnić, obecnie nie pozostaje już nic innego, jak skorzystać z pomocy archeologii: – Nie można wykluczyć, że jeśli jaskinia zostanie przekopana ponownie, zgodnie najnowszą metodologią, to „przemówi", coś nam „podsunie", na przykład zęby czy fragmenty kości. A wtedy możliwa będzie analiza DNA.

Nie tylko policja korzysta z pomocy archeologów, możliwa też jest sytuacja odwrotna. Ötzi, znaleziony w alpejskim lodowcu, to najsłynniejsza mumia na świecie – ma 5300 lat. Mumia znajduje się w Muzeum Archeologicznym Górnej Adygi w Bolzano we Włoszech, zajmują się nią lekarze, genetycy, mikrobiolodzy, anatomowie. Dołączył do nich policjant z Monachium, inspektor Alexander Horn. Mumię prześwietlono promieniami X, co pozwoliło odkryć ranę po strzale z łuku. Później dostrzeżono jeszcze ślady walki na noże krzemienne. – Gdy zaproponowano mi śledztwo w tej sprawie, najpierw pomyślałem, że to zbyt trudne, od zabójstwa upłynęło przecież tyle czasu. Ale potem wziąłem pod uwagę, że przecież Ötzi jest w lepszym stanie niż wiele współczesnych ofiar, z jakimi mam do czynienia w mojej pracy – powiedział Alexander Horn.

Inspektor zlecił zbadanie pobranych próbek w policyjnym laboratorium. Analiza pyłów roślin wykazała, że śmierć nastąpiła późną wiosną lub na początku lata. W ciągu dwóch dni poprzedzających śmierć Ötzi zszedł w dół na wysokość około 2000 metrów, spożywał trzy gatunki mięsa, a następnie ponownie wspiął się na wysokość 3210 m n.p.m., gdzie nastąpił zgon. Dla inspektora nie ulega wątpliwości, że został zamordowany, a śmiercionośna strzała ugodziła go z odległości 30 metrów, przerwała tętnicę i przeniknęła pod pachę.

A co wydarzyło się przed jego śmiercią? Skąd poważna rana cięta na prawej dłoni? Zdaniem detektywa Ötzi zszedł w dół do swojej wioski, miał tam z jednym z jej mieszkańców poważny zatarg, który przerodził się w bójkę, z której Ötzi wyszedł wprawdzie zwycięsko, ale zraniony w dłoń. W rezultacie postanowił wrócić w góry. Nie była to paniczna ucieczka, o czym świadczy jego ekwipunek – rozżarzone węgle drzewne w klatce z drewna brzozowego; nie miał łuku ani strzał, jedynie krzemienny sztylecik. Policjant wydedukował, że nie spieszyło mu się, skoro godzinę przed śmiercią wybrał miejsce na biwak, na którym zginął, i przygotował sobie tam pożywny i pracochłonny posiłek: mięso kozicy górskiej, wędzone lub pieczone, oraz placek orkiszowy na liściach paproci.

– Nie przyrządza się takiego posiłku, uciekając przed kimś, kto chce zabić – rozumuje inspektor Horn. Uważa, że zabójca zabił z premedytacją, a motywem nie była kradzież. Niczego Ötziemu nie zabrał, pozostawił przy martwym cenne przedmioty, zwłaszcza siekierę z miedzi. – Gdyby zabójca powrócił do wioski z siekierą, to by go zdradziło. Ta zbrodnia przypomina to, co wydarza się współcześnie. Większość zabójców kieruje się pobudkami osobistymi: „On mnie skrzywdził, dlatego chcę go odnaleźć i zabić". Te emocje są ponadczasowe. Nie wykluczam, że człowiek ten zginął z ręki lub z polecenia zazdrosnego męża – uważa inspektor Alexander Horn.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA