fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Piastowie. Jak zakłamano historię

Otwierający cykl malarstwa historycznego obraz olejny Jana Matejki z 1889 roku pt. „Zaprowadzenie chrześcijaństwa R.P. 965”. Malarz uważał, że samo przybycie na ziemie Polan księżniczki Dobrawy w 965 roku wprowadzało państwo Mieszka I  do kręgu cywilizacji zachodnioeuropejskiej cyfrowe
MNW
O początkach naszej ojczyzny w rzeczywistości wiemy bardzo niewiele. Obraz epoki pierwszych Piastów, wtłaczany nam na lekcjach historii w szkołach, ma niewiele wspólnego z faktami. Być może czas napisać podręczniki od nowa. Ale czy na pewno tego chcemy?

Istnieje kilkanaście polskich kronik średniowiecznych, które opisują lub przynajmniej wspominają dwa pierwsze wieki naszego państwa. Żadne z tych dzieł nie jest bezwzględnie apolitycznym i neutralnym opisem tego fragmentu dziejów. Wszystkie są zazwyczaj pisane na zamówienie polityczne lub w celu gloryfikacji wybranego władcy. Gall Anonim zdaje się pisać na korzyść księcia Bolesława III Krzywoustego, Janko z Czarnkowa stronniczo sympatyzuje z królem Kazimierzem Wielkim, Jan Długosz gloryfikuje Piastów, eksponując ich wyższość nad Jagiellonami. Wincenty Kadłubek zdaje się mieszać rzeczywistość historyczną z legendami, „Kronika Dzierzwy" wysławia Władysława Łokietka i jego prawa do korony, a z kolei „Kronika książąt polskich" prawdopodobnie autorstwa Piotra z Byczyny jest poświęcona Piastom śląskim i pod ich gust jest napisana. Pozostałe mają wartość kulturową, ale nie są wiarygodnym źródłem faktograficznym.

Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy skazani na przekaz Galla Anonima. To znamienne, że czasy otaczane przez nas największą czcią znamy z kroniki napisanej przez człowieka, którego tożsamości w ogóle nie znamy. A tym samym nie znamy jego intencji. Nieustannie trwają spory o to, kim był, skąd przybył i dlaczego podjął się tak trudnego zadania. Możemy się oczywiście odwoływać do różnych poszlak czy tropów, ale należy przy tym pamiętać, że nawet miano Galla Anonima jest tylko umowne i pochodzi dopiero z XVI w. Niezależnie zaś, czy pochodził z Walonii lub Flandrii, jak uważają jedni, czy z prowansalskiego St. Gilles lub włoskiej Wenecji, jak uważają inni, jego nieukończona łacińska „Kronika polska", spisana w latach 1113–1116, stanowi nasze fundamentalne źródło wiedzy o dwóch pierwszych wiekach państwa polskiego. Ów anonimowy autor sam siebie nazwał pielgrzymem na wygnaniu („exul et peregrinus"), co oznaczało, że w kraju Bolesława III Krzywoustego uzyskał azyl. Jak więc mógł źle pisać o swoim dobrodzieju i mecenasie?

„Kronika polska" to dzieło w dużej mierze propagandowe: powszechnie stosowana w średniowieczu apoteoza władcy i jego przodków. Czy moglibyśmy poznać historię jakiegokolwiek państwa, dysponując jedynie oficjalnymi podręcznikami do historii? Przecież większość z nich od dziesięcioleci nadaje się jedynie na przemiał. Nasza wiedza historyczna o epoce pierwszych Piastów to narracja Galla Anonima. Aby dojść do prawdy, musimy nieustannie podważać jego przesłanie, ćwiczyć własną wyobraźnię, zbierać dowody poszlakowe, pamiętając jednocześnie, jak wielkim powinniśmy darzyć go szacunkiem.

Jak miał na imię pierwszy historyczny władca Polan?

Każde dziecko wie, że pierwszym historycznym władcą Polski był Mieszko I. Ale nie każdy historyk się z tym zgadza. Mało tego. Są i tacy, którzy w ogóle nie wierzą, że istniał. A jak istniał, to wcale nie nazywał się Mieszko ani nie był tym, za kogo go uważamy. I może nawet się nie ochrzcił.

Gall Anonim pisał o nim blisko 150 lat po wydarzeniu, które nazywamy chrztem Polski. Dziejopisarz nie dysponował archiwami, encyklopediami czy wykopaliskami archeologicznymi. Nie znał też ludzi bliskich pierwszemu księciu. Wszystko, co wiedział, pochodziło z przekazów ustnych od prawnuków ludzi otaczających owego Mieszka.

Fragment Drzwi Gnieźnieńskich ilustrujący zabójstwo św. Wojciecha w świętym gaju Prusów
Wikipedia

Istnienie Mieszka mamy szczęśliwie potwierdzone z dwóch niemieckich źródeł z epoki. Pisze o nim przede wszystkim w swojej „Kronice" biskup merseburski Thietmar. Do naszych czasów zachował się w całości jego rękopis przechowywany w Cesarskim Opactwie Corvey w Nadrenii Północnej-Westfalii. Stanowi najstarszy łaciński opis relacji Niemiec i Czech z państwem Polan. Musimy jednak pamiętać, że dzieło to powstało w latach 1012–1018, pół wieku po ślubie Mieszka I z czeską księżniczką Dobrawą. I choć uczony biskup Merseburga zdaje się wyrażać z szacunkiem o władcy Polan, to w swojej „Kronice" gloryfikuje przede wszystkim cnoty pierwszej chrześcijańskiej księżnej Polan. Samego Mieszka nazywa „Miseconis Poleniorum", a jego poddanych „Polenii". Państwo owego słowiańskiego władcy nosi w „Kronice" nazwę Polenia. Czyż nie jest to naprawdę miła dla ucha nazwa?

Mamy jednak problem z samym Mieszkiem, ponieważ jego imienia tak naprawdę wcale nie znamy, bądź używamy formy przerobionej. Zamieszanie wprowadza łaciński dokument papieski z X wieku o nazwie „Dagome Iudex". Jest to incipit umowy donacyjnej księcia polskiego składającego w opiekę Stolicy Apostolskiej państwo noszące nazwę „civitas Schinesghe". Nie tylko nazwa kraju jest dziwna. Także sam książę jest nazwany w dokumencie „sędzią Dagome". Dlaczego kancelaria gnieźnieńska, w której prawdopodobnie powstał dokument, nie tylko nie wymienia słowiańskiego imienia władcy, ale tytułuje go sędzią? Dokument budzi wiele emocji. Wiąże się z licznymi hipotezami, z którymi owe tajemnicze imię Dagome (lub Dagone) jest ligaturową przeróbką imienia Dagobert. Miałoby to być imię, które książę „Mesco" (Mieszko) miałby otrzymać na chrzcie. Nawiązywałoby do świętego Dagoberta II (650–679), króla Austrazji z dynastii Merowingów. W książce „Czy wikingowie stworzyli Polskę" archeolog Zdzisław Skrok zgłosił ciekawą hipotezę, że imię Dagome to skrzyżowanie pierwszych sylab imienia chrześcijańskiego księcia: Dagobert + Mesco = Dagome.

Forma imienia Mieszko stosowana przez Galla Anonima mogła być przerobionym, o wiele starszym imieniem Mieszek albo Mysko. Istnieją dwa inne godne odnotowania źródła o pierwszym chrześcijańskim władcy Polan. W „Żywocie św. Udalryka" („Vita sancti Uodalrici"), spisanym między 983 a 993 rokiem przez Gerharda z Ausburga, pojawia się określenie „książę Wandalów o imieniu Mieszko" („dux Wandalorum, Misico nomine"). Nie wiemy, jak owo łacińskie imię „Misico" przetłumaczyć. Pojawiają się: Mieszako, Miśko, Misiko, Maszko i in. W „Dziejach saskich" (z ok. 973 r.) mnich benedyktyński Widukind z Nowej Korbei wspomina o władcy Polan jako „królu Mesico". Źródło to wydaje się najbliższe czasom panowania Mieszka (zmarł w 992 r.).

Czy chrzest Polski odbył się w 966 r.?

Innym autorem, który na kartach swojej książki wspomina księcia Polan, był sefardyjski Żyd z Tortosy, należącej wówczas do kordobańskiego kalifatu, Abraham ben Jakob. Izraelita z Tortosy, którego dawniej nazywano Abrahamem Jakubowicem, a we współczesnej historiografii jest znany pod imionami arabskimi: Ibrahim ibn Jakub (al-Isra'ili at-Turtuszi). Prawdopodobnie w latach 965–966 odbył on podróż przez całą Europę z Półwyspu Iberyjskiego do dzisiejszej Wielkopolski szlakiem radanitów – żydowskich kupców, którzy prowadzili handel świata islamu z chrześcijańską Europą. Zapominamy, że nasz pierwszy historyczny władca, zanim przyjął chrzest, był prawdopodobnie ważnym udziałowcem w tej ponurej machinie handlu niewolnikami. Chrzest oznaczał zakończenie tej gorszącej dla chrześcijan praktyki. Ibrahim został prawdopodobnie wysłany, aby zbadać, czy przyjęcie chrześcijaństwa przez państwo Polan nie zakłóci dotychczasowych układów handlowych.

Żydowski kronikarz odwiedził Pragę, Kraków i prawdopodobnie państwo Polan, o którym napisał, że „...jest najrozleglejszym z tych krajów. Obfituje w żywność, mięso, miód i rolę orną". Po raz pierwszy możemy też przeczytać o relacjach panujących między poszczególnymi plemionami zamieszkującymi obszary, które dzisiaj nazywamy Polską: „Na ogół biorąc, Słowianie są skorzy do zaczepki i gwałtowności i gdyby nie ich niezgoda wywołana mnogością rozwidleń ich gałęzi i podziałów na szczepy, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile". Jakże ciekawa jest ta uwaga, ukazująca naszą największą narodową przywarę jako spadek po naszych przodkach. Należy bowiem podkreślić, że Ibrahim przybył do państwa Polan prawdopodobnie w 966 r., czyli w czasie, kiedy miała się odbyć uroczystość chrztu księcia. Ale czy na pewno to wydarzenie miało wtedy miejsce? Wątpliwości wzbudza informacja podana przez wspomnianego Thietmara z Merseburga, który zwrócił uwagę, że księżna Dobrawa „przez trzy posty" przekonywała swojego małżonka do przyjęcia chrztu. Post oznaczał w tej terminologii jeden rok. Skoro więc ślub Mieszka z Dobrawą odbył się w roku 965, to po owych trzech postach książę zostałby ochrzczony w 968 r.

Największy z polskich królów

Owocem tego przełomowego dla dalszych losów Polski związku Mieszka I z Dobrawą, nazywaną także Dąbrówką lub Dubrovką (roczniki krakowskie) był syn Bolesław. W polskiej historiografii jest nazywany Chrobrym, a więc mężnym. Przyjęło się uważać, że ten przydomek nadali mu potomni za panowania jego syna, króla Mieszka II Lamberta. Nie wiemy, czy tak było. Znowu musimy zaufać Gallowi Anonimowi, który w „Gesta Principum Polonorum" nazwał pierwszego polskiego króla zlaicyzowanym przydomkiem „Chrabri". To określenie pada w tekście tylko jeden raz – w tytule rozdziału szóstego „Kroniki polskiej" Galla: „Bolezlavus qui dicebatur Gloriosus seu Chrabri". Gall używa natomiast nieustannie formy „Magnus" (wielki). W 1952 r. wybitny polski mediewista, prof. Karol Maleczyński, tłumacz dzieła Galla na język polski, zauważył, że jedna z najstarszych kopii kroniki Galla Anonima – „Rękopis" (zwany też „Kodeksem") Sędziwoja z Czechła, w ogóle nie zawiera przydomka „Chrobry". Skąd się zatem wziął? Istnieje hipoteza, że przydomek Chrobry zawarty w tytule rozdziału szóstego został przez kogoś dopisany później. Pewne jest, że po raz pierwszy pojawił się w tekście epitafium nagrobnego ufundowanego przez Kazimierza Wielkiego:

„W tym grobie spoczywa wódz szlachetna gołębica

Zwano ciebie Chrobrym, po wieki bądź błogosławionym

Choć z ojca pogana, lecz matką twą chrześcijanka

Krople świętej wody sprawiły, żeś sługą bożym

Gdy cię postrzyżono, w Rzymie twe włosy złożono

Odtąd pośród waśni tyś był Chrystusa zapaśnik".

Mieszko I jest w tym tekście przedstawiony jako poganin. Bolesław chrzci się w Rzymie, ponieważ jego matka jest chrześcijanką. Czy to nie jest zdumiewające? A jednak pewne wydarzenia później wskazują, że nie należy tego do końca wykluczać. Dzisiaj uważa się, że pierwszy polski król został złożony w grobie pod Złotą Kaplicą w katedrze poznańskiej na Ostrowie Tumskim. I to na tej wyspie zaczyna się niezwykła i burzliwa historia Polski jako wielkiego państwa środkowoeuropejskiego.

Bolesław I – którego nadal będę nazywał Chrobrym, albowiem na ten tytuł zasługiwał jak mało kto w naszej historii – był z punktu widzenia przyszłości państwa, jego wielkości i niezależności, władcą najdoskonalszym. Nie zmienia to jednak faktu, że nasz szlachetny wizerunek pierwszego króla jest daleki od prawdy.

Bolesław był okrutnikiem, jakiego trudno było znaleźć w owych czasach. Nie wiemy, w jaki sposób pozbył się swoich przyrodnich braci z małżeństwa Mieszka I z Odą, ale możemy się jedynie domyślać, że o humanitaryzmie na pewno nie myślał.

Niemiecki kronikarz Wipon ze Szwabii, prezbiter cesarskiej kapeli dworskiej Konrada II Salickiego, a później cesarza Henryka III Salickiego, w „Gesta Chuonradi II Imperatoris" (pol. „Chwalebne czyny cesarza Konrada II") zatytułował krótki rozdział IX: „O Bolesławie Chrobrym, księciu Słowian": „W tym samym roku, który to wymieniłem już wcześniej (1025), Słowianin Bolesław, książę Polaków, zdobył z krzywdą króla Konrada insygnia królewskie i tytuł królewski, lecz jego zuchwalstwo przyćmiła nagła śmierć".

Istnieją hipotezy, że ów „książę Polaków" nie tylko zdobył insygnia królewskie, które czyniły go niezależnym od władzy cesarskiej, ale sam też był cesarzem. To oczywiście supozycja niezwykle kontrowersyjna, ale... bardzo kusząca. Wielu historyków skłania się ku tezie, że Bolesław był przynajmniej cesarskim komesem. Wynikało to z wymownych gestów cesarza Ottona III wobec Bolesława.

Namaszczenie cesarskie

W roku 1000 z oficjalną wizytą przybył do Gniezna 20-letni cesarz Otton III. Ów sławetny Zjazd Gnieźnieński w roku milenijnym zdeterminuje kierunek dziejów. Wizyta Ottona III była czymś znacznie większym niżeli tylko spotkaniem dwóch suwerenów. To było preludium do stworzenia zjednoczonej chrześcijańskiej Europy na wzór państwa Karola Wielkiego. Gesty młodego władcy nie miały charakteru jedynie kurtuazyjnego. Miały znacznie ważniejszą i ukrytą wymowę skierowaną do elit obu państw. Osobiście skłaniam się ku hipotezie, że możemy je interpretować jako wymowną formę namaszczenia Bolesława na przyszłego suwerena tej „ottonowskiej" zjednoczonej Europy. Podarowanie polskiemu księciu Włóczni Świętego Maurycego, która, jak wierzono, została zatopiona w najświętszym ciele Zbawiciela, było gestem wyznaczającym nie tylko następcę cesarza, ale wskazującym, że ten człowiek poprowadzi chrześcijan ku wielkiemu zwycięstwu i dokona dzieła budowy Królestwa Bożego na Ziemi. Włócznia św. Maurycego nie była jedną z licznych relikwii średniowiecza, ale Świętą i Niosącą Krzyż Lancą Cesarską (Sancta et Crucifera Imperialis Lancae) – symbolem władzy władców Świętego Cesarstwa Rzymskiego, następców Karola Wielkiego. Obietnica podarowania Bolesławowi w Akwizgranie tronu Karola Wielkiego oraz nałożenie na jego skronie diademu cesarskiego wcale nie wskazywały na wyznaczenie Bolesława jedynie królem Polski, ale legitymizowały Chrobrego jako następcę chorowitego Ottona III. Cesarz mógł jedynie symbolicznie wskazać elektorom swego następcę i prosić go o kontynuację swojej polityki europejskiej. Dlatego w nadziei na powstanie Królestwa Bożego na Ziemi zgodził się na utworzenie niezależnej od jego jurysdykcji polskiej administracji kościelnej z naczelnym arcybiskupstwem w Gnieźnie i biskupstwami w Kołobrzegu, Krakowie i Wrocławiu. Tak oto narodziła się Polska, która miała pokierować resztą kontynentu – głównie ze względu na niebywały kunszt polityczny, organizacyjny i strategiczny wielkiego księcia Bolesława.

Jak stworzyć własnego świętego

Przyczynkiem do organizacji synodu w Gnieźnie – bo tak oficjalnie nazwano to zgromadzenie – była wspólna modlitwa władców przy grobie świętego Wojciecha, którego uznaje się za pierwszego polskiego świętego i męczennika. Wojciech Sławnikowic, nazywany przez Niemców Adalbertem, nie wywodził się z plemienia Polan, tylko był szóstym synem Sławnika, księcia Libic. Zapewne nigdy nie zdecydowałby się na wyjazd do Gniezna, gdyby nie konflikt jego rodu z panującym w Czechach księciem Bolesławem II z dynastii Przemyślidów, który wymordował rodzeństwo Wojciecha. Kiedy Wojciech skonfliktował się ze swoim władcą, stając w obronie chrześcijańskich niewolników sprzedawanych przez Przemyślidów do krajów muzułmańskich, salwował się ucieczką do Rzymu. Tam jednak też chyba go nie chcieli, skoro papież Grzegorz V „pozwolił" mu się udać się na misję chrystianizacyjną do krajów pogańskich. Była to wyprawa niemal równoznaczna z wyrokiem śmierci.

Kiedy po licznych podróżach i pielgrzymkach Wojciech zjawił się na dworze Ottona III, młody cesarz bardzo się nim zainteresował. Nie ma jednak wątpliwości, że Wojciech nie pasował do swoich czasów. Był przeciwnikiem niewolnictwa i podobnie jak jego bracia zdawał się skłaniać ku czemuś, co nazwalibyśmy dzisiaj „równouprawnieniem kobiet". Taki człowiek wzbudzał konflikty. Zdając sobie sprawę, że długo nie zdoła chronić niezwykłego mnicha, Otton III wysłał go do Bolesława, księcia Polan. Niewiele wiemy o pobycie i relacjach towarzyskich Wojciecha w Gnieźnie. Z jakichś powodów wkrótce ruszył dalej, ku Pomorzu, aby nawracać pogan.

W Gdańsku Wojciech poprowadził uroczystość masowego chrztu, a później rozkazał wycięcie świętego dębu. Wspierała go w tym radykalnym apostolstwie drużyna składająca się z 30 wojów Chrobrego. Owo „nawracanie" wcale nie miało pokojowego charakteru. Drużyna jednak z nieznanych powodów zniknęła, kiedy Wojciech razem z przyrodnim bratem Radzimem oraz prezbitrem Boguszą-Benedyktem dotarli do ziemi Prusów. Dlaczego Wojciech udał się do ludu, którego języka nie znał, także pozostaje tajemnicą. W krainie Prusów 17 kwietnia 997 r. stanęli przed pruskim wiecem i zaczęli „nawracać" pogan z pomocą tłumacza. Spotkali się z wrogim przyjęciem i ostrzeżeniem. Ale chyba nie zrozumieli groźby, skoro sześć dni później zostali zamordowani w świętym gaju przez siedmiu strażników dowodzonych przez kapłana o imieniu Sicco. Tyle wiemy o śmierci Wojciecha z opisu hagiograficznego.

Ta historia budzi moje wątpliwości. Obecność Wojciecha w Gnieźnie była wielkim kłopotem dla Chrobrego. Pozbycie się niewygodnego biskupa, który był wrogiem niewolnictwa, było mu pod każdym względem na rękę. Cała reszta ukazana na Drzwiach Gnieźnieńskich jest piękną historią. Ale czy prawdziwą? Nie było świadków, nie było śledztwa, a bajka o hojnym zapłaceniu przez księcia takiej ilości złota, ile ważyły zwłoki Wojciecha, wzbudza rozbawienie. Czyżby Prusowie mieli chłodnię do przechowywania zwłok? Po miesiącach od śmierci rozkład spowodowałby, że nie byłoby za co już płacić okupu. Nie było świadków, nie było zeznań, nie było dowodów, co stało się z niepokornym biskupem. Dziwnie natomiast na tym wszystkim skorzystał sam Bolesław. Nareszcie miał własne relikwie świętego męczennika, perspektywę utworzenia arcybiskupstwa, zdobycia niezależności jurysdykcyjnej i rozpoczęcia zabiegów o koronę.

Zapomniani książęta

Rzeczywisty twórca państwa polskiego odszedł z tego świata dwa miesiące po koronacji, której tysiąclecie będziemy z dumą obchodzić za cztery lata. Pozostawił wielkie królestwo swojemu synowi. Problem jednak w tym, że nie do końca wiemy, któremu. Miał bowiem trzech synów: Bezpryma ze związku z jakąś księżniczką węgierską oraz Mieszka i Ottona ze związku z Emnildą, córką morawskiego księcia Dobromira. Są opinie, że Bezprym i Otton byli tą samą osobą. Dlaczego jednak Bezprym nie jest wpisany w poczet książąt i królów Polski? Bez wątpienia był przecież księciem tego państwa przynajmniej przez rok – od 1031 do 1032. Brał udział w Zjeździe Gnieźnieńskim, prawdopodobnie w charakterze następcy tronu. Towarzyszył ojcu w drodze do Italii. Dowodził darowanymi mu przez cesarza zbrojnymi. Czy naprawdę został porwany i okaleczony przez młodszego brata psychopatycznego czeskiego księcia Bolesława III Rudego? Czy został zamordowany przez braci w 1032 r.? A może wymazano jego imię z kronik ze względu na wyjątkowe okrucieństwo i doprowadzenie do porwania i okaleczenia Mieszka II, wywiezienia insygniów królewskich z Polski i doprowadzenie do wybuchu tzw. reakcji pogańskiej – buntu ludności przeciwko nowej oficjalnej religii dworu i elit? To pierwsze powstanie ludowe o charakterze antyfeudalnym wybuchło w 1038 r., cztery lata po rzekomej śmierci króla Mieszka II Lamberta, ale wpływ na nastroje mogła mieć sprawa tajemniczego zniknięcia z kart historii Bezpryma. Przyjęło się uważać, że reakcja pogańska doprowadziła do całkowitego rozpadu dotychczasowej administracji państwa i załamania się władzy książęcej. A może jednak ktoś przez te cztery lata rządził? Czy był to Bezprym, czy może syn Mieszka II, Bolesław Zapomniany? A może Bezprym i ów tajemniczy Bolesław Zapomniany to ten sam człowiek – pierwszy i odrzucony przez dziejopisarzy syn Bolesława Chrobrego?

Skąd taka koncepcja, skoro ani słowem nie wspomina o takim władcy sam Gall Anonim? „Winę" za zamieszanie wokół tej postaci ponosi głównie anonimowy autor pochodzącej z II połowy XIII w. „Kroniki wielkopolskiej", który napisał, że ów Bolesław został koronowany na króla, ale za karę za swoje okrucieństwo wobec poddanych „źle zakończył życie" i został świadomie wymazany ze spisów polskich władców. Czy istnieją jakiekolwiek powody, dla których mielibyśmy nie wierzyć „Kronice wielkopolskiej"?

Liczyła się tylko skuteczność

W naszej świadomości narodowej Piastowie urośli do rangi demiurgów polskości. W rzeczywistości byli okrutni, zdeterminowani w dążeniu do celu, ale przede wszystkim niezwykle skuteczni. Oczywiście tylko niektórzy z nich, bo większość niczym agresywne wilczęta zagryzała się już w młodości. Wybrańcy dochodzili do tronu po trupach swoich braci i krewnych. Więzi rodzinne nie miały dla nich żadnego znaczenia, a wręcz stanowiły przeszkodę. Bolesław Chrobry wygnał z Polski swoich przyrodnich braci Mieszka Mieszkowica i Lamberta Mieszkowica. O losie trzeciego przyrodniego brata Świętopełka Mieszkowica nic nie wiemy, ale dlaczego mielibyśmy wierzyć, że uchronił się przed nienawiścią Bolesława? Z kolei Mieszko II Lambert prawdopodobnie wziął udział w zamachu na Bezpryma i pozbył się drugiego przyrodniego brata – Ottona. Syn jego, Kazimierz I Odnowiciel, podobnie postąpił z domniemanym bratem Bolesławem Zapomnianym. Wzorował się zapewne na dziadku Bolesławie Chrobrym, który nie bawił się w konwenanse. Świadczy o tym np. historia aresztowania i oślepienia własnego krewniaka, czeskiego księcia Bolesława III Rudego. Czemu zatem i późniejszy książę Władysław Herman, młodszy syn Kazimierza Odnowiciela, nie miałby postępować wedle wzorów rodzinnych i nie wziąć udziału w misternie zaplanowanym spisku przeciw starszemu bratu, królowi Bolesławowi Szczodremu?

Wspominając czasy przed rozbiciem dzielnicowym, musimy pamiętać, że państwo było prywatną własnością władcy. Zatem zasiadanie na tronie nie oznaczało jedynie sprawowania absolutnej władzy administracyjnej i wojskowej, ale w dosłownym tego słowa znaczeniu posiadanie państwa jako majątku osobistego. Tron był zatem bezcenny. Książęcych synów wychowywano w duchu nieustannej rywalizacji. Nie liczyły się żadne względy etyczne. Dlatego pod żadnym pozorem nie możemy recenzować polityki i manier naszych pierwszych władców w skali ocen, którymi taksujemy naszych współczesnych polityków. Umiejętność zdobycia władzy i utrzymania własnej niezależności, a tym samym suwerenności całego państwa, była najwyższą wartością, jaką powinniśmy w tej ocenie brać pod uwagę.

I tylko w takich kategoriach powinniśmy analizować sprawę zabójstwa biskupa krakowskiego Stanisława ze Szczepanowa. Nie wolno nam zapominać, że zginął w 1079 r., a więc zaledwie 113 lat po domniemanym chrzcie Polski i zaledwie 41 lat po reakcji pogańskiej. Czy ktokolwiek w tamtym społeczeństwie zamartwiał się śmiercią biskupa? Z dzisiejszego punktu widzenia to pytanie wydaje się nam niedorzeczne, ale z punktu widzenia ówczesnych stosunków społecznych jest fundamentalne w zrozumieniu przemian, które zachodziły w państwie Piastów.

Największa mistyfikacja w historii Polski?

Stanisław nie był żadnym świątobliwym moralizatorem. Był zwykłym karierowiczem zawdzięczającym swoje awanse tylko i wyłącznie Piastom. Najpierw wywodzącemu się z tego rodu budowniczemu katedry wawelskiej, biskupowi Lambertowi II, zwanemu Sułą. A później księciu i królowi Bolesławowi II Szczodremu, który w 1072 r. łaskawie wyraził zgodę na konsekrację Stanisława na biskupa krakowskiego.

Piszący „Kronikę polską" 30 lat po śmierci Stanisława Gall Anonim nie wspomina o udziale króla w egzekucji biskupa. Gall wyraźnie zaznacza, że Stanisław został skazany na obcięcie członków za zdradę. Zamieszanie wprowadził dopiero biskup Wincenty Kadłubek, który – jak przystało na zwolennika supremacji duchowieństwa nad władzą świecką – sportretował w swojej kronice króla Bolesława Szczodrego jako bezmyślnego raptusa, który po wpływem wybuchu emocji osobiście zabił Stanisława w kościele na Skałce. Mistrz Wincenty pomija przy tym komentarz, że w owym czasie biskup krakowski był podległym królowi urzędnikiem koronnym. Król nie skazał biskupa na śmierć za to, że Stanisław krytykował jego moralność i stanął w obronie niewiernych żon rycerzy, ale za udział w spisku. Sam Gall, który miał powody, aby oczernić króla Bolesława II, uczciwie dodał w swojej kronice jedno znamienne zdanie: „biskup dopuścił się zdrady, za którą król wydał go na śmierć przez obcięcie członków".

Kto stał na czele spisku, do którego dołączył biskup krakowski Stanisław? Stare amerykańskie porzekadło mówi, że jeżeli chce się dojść prawdy, należy prześledzić, jak przepływały pieniądze. Innymi słowy – kto miałby na tym skorzystać. Prawdopodobnie zamach na Bolesława Szczodrego planowała koteria skupiona wokół jego młodszego brata Władysława Hermana. Bulla papieża Paschalisa II wspomina o skazaniu jakiegoś biskupa na śmierć za udział w spisku przeciwko suwerenowi. To był wystarczający powód, aby Stolica Apostolska uznała słuszność takiej decyzji króla. Ta sama bulla wspomina, że biskup nie poddał się woli króla, za co został zabity tępym narzędziem przy ołtarzu w kościele na Skałce.

Legenda o pociętych członkach ciała przyszłego świętego i ich cudownym zrośnięciu to już propaganda nowej linii piastowskiej wywodzącej się od Władysława Hermana i rosnącej w siłę hierarchii kościelnej. Należy pamiętać, że kult świętego Stanisława rozpoczął się już w 1088 r., kiedy książę Władysław Herman pozwolił przenieść relikwie biskupa do katedry krakowskiej. Dopełnieniem tej największej mistyfikacji w historii Polski była kanonizacja Stanisława ogłoszona 8 września 1253 r. w bazylice św. Franciszka w Asyżu przez papieża Innocentego IV.

Za przyczyną spisku zrealizowanego z pomocą naiwnego biskupa warchoła załamał się jeden z największych filarów suwerenności dynastii piastowskiej – zwierzchność władzy monarszej nad duchowieństwem. Znakomicie sprowokowana przez frakcję Hermana i wykorzystana propagandowo śmierć Stanisława ze Szczepanowa doprowadziła do wypędzenia z kraju jednego z najznamienitszych naszych monarchów, za którego panowania Polska ponownie stawała się jedną z największych potęg w Europie. Jestem przekonany, że króla Bolesława II zabito w 1082 r. Spiskowcy musieli też pozbyć się następcy tronu, księcia krakowskiego, 20-letniego Mieszka Bolesławowica, którego także nie znajdziemy w pocztach królów Polski, co oznacza, że ta mistyfikacja nadal żyje w naszej świadomości. A przecież nawet Gall Anonim pisał o Mieszku Bolesławowicu w wymownym tonie: „Powiadają mianowicie, że jacyś wrogowie z obawy, by krzywdy ojca nie pomścił, trucizną zgładzili tak pięknie zapowiadającego się chłopca; niektórzy zaś z tych, którzy z nim pili, zaledwie uszli niebezpieczeństwu śmierci. Skoro zaś umarł młody Mieszko, cała Polska tak go opłakiwała, jak matka śmierć syna – jedynaka".

Tak oto wraz ze śmiercią Mieszka Bolesławowica w roku 1089 i z przypuszczalnym zabójstwem przebywającego na wygnaniu Bolesława Szczodrego kończyła się wielka epoka pierwszej linii piastowskiej. Wkrótce – po przebłysku wielkości, jakim będzie panowanie Bolesława III Krzywoustego – nastaną dwa mroczne wieki rozbicia dzielnicowego. Gdy zabrakło Bolesława Szczodrego, rozpoczęło się destrukcyjne dla władzy królewskiej uprzywilejowanie biskupów i wzrost znaczenia magnaterii. W ostateczności te dwa czynniki staną się siłą sprawczą upadku Królestwa Polskiego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA