fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Krzysztof Kowalski: Amerykańska automata do wiązania krawata

Automat z przekąskami
AdobeStock
Przeminęła już epoka kamienia, brązu, żelaza, był wiek pary i elektryczności. Teraz mamy kulturę natychmiastowej satysfakcji.

Rozwój społeczny osiągnął fazę on-demand, panuje poczucie stopklatki – nie ma naturalnego porządku dnia i nocy, można oglądać filmy czy zamawiać jedzenie o dowolnej godzinie. Od spełnienia pragnienia czy zachcianki dzieli jedno kliknięcie, naciśnięcie guzika w automatycznym dystrybutorze. Cukierki, czipsy, prezerwatywy – automat nie waha się ani chwili, nie pyta o wiek. Co prawda można dostać jasnej cholery, gdy po wrzuceniu monety nie wyskakuje czekoladowy batonik, ale z drugiej strony jest bardzo przyjemnie, gdy zamiast jednego automat wypluwa trzy.

Zaczęło się niewinnie: Heron z Aleksandrii (10–70 n.e.), genialny inżynier starożytności, skonstruował automatyczny dystrybutor wody dla spragnionych pielgrzymów odwiedzających świątynię. Wrzucali monetę, a w zamian otrzymywali porcję wody – tym większą, im więcej ważyła moneta; toczyła się ona po pochylni, naciskała dźwignię, a ta odblokowywała zastawkę w zbiorniku; gdy moneta spadała z pochylni, dźwignia zamykała zastawkę i woda przestawała lecieć.

Od tamtej pory minęły dwa tysiąclecia, przez ten czas dokonał się gigantyczny postęp technologiczny, ale automatyczne dystrybutory wszelkiego rodzaju dóbr w gruncie rzeczy działają wciąż na tej samej zasadzie. Pokazuje to Kerry Segrave w książce „Vending Machines: An American Social History".

Ludzkość sięgnęła z rozmachem po wynalazek Herona dopiero w XIX stuleciu. W 1822 r. angielski księgarz Richard Carlile zbudował automatyczny dystrybutor gazet, sprzedający także zakazane książki, np. „Wiek rozumu" Thomasa Paine'a wydany w 1794 r. Jeśli to kogoś dziwi – „zakazane książki, w Anglii, w dobie rewolucji przemysłowej?" – proszę bardzo, cytat z tego dzieła: „Gdy czytamy o obscenicznych historiach i niecnych uczynkach, okrutnych i poprzedzonych torturami egzekucjach, nieustającej chęci zemsty, którą wypełniona jest ponad połowa Biblii, dochodzimy do wniosku, że należałoby ją raczej nazwać słowem demona niż słowem bożym. Służyła ona korupcji i brutalizacji rodzaju ludzkiego". Za swoje poglądy Thomas Paine trafił – przejściowo – do więzienia. Jego automatu nikt nie aresztował.

W 1883 r. Percival Everitt zbudował automatyczny dystrybutor kart pocztowych cieszący się wzięciem na stacjach kolejowych Londynu i okolic. Pięć lat później Amerykanie sięgnęli po „angielski" wynalazek – automaty Adams Gum Company wydawały gumę do żucia.

Przez następne pół wieku rosła popularność automatycznych dystrybutorów, umożliwiały one bowiem natychmiastowe, bez zbędnych słów, wejście w posiadanie cukierków, znaczków pocztowych, orzeszków, napojów zimnych i ciepłych. Ale równocześnie pojawił się problem, którego nie przewidzieli fabrykanci automatów: im większą zyskiwały popularność, tym częściej oszukiwano „metalowych sprzedawców". Ludzie przyzwyczajeni do robienia zakupów twarzą w twarz z innym człowiekiem mieli problem z traktowaniem serio, a zatem uczciwie, automatycznego subiekta. „Już w tym wczesnym stadium historii automatycznych dystrybutorów ludzie zaczęli traktować niemych sprzedawców jak gry, w których chodzi o to, aby zwyciężyć" – tak określa tę sytuację w swojej książce Kerry Segrave.

Automaty nie odróżniały prawdziwych monet od przedmiotów przypominających je kształtem i wagą – guzików, podkładek pod śruby, drewnianych i metalowych żetonów, a nawet krążków lodu. Zabawne było to, że te przedmioty dawały „wygraną".

Technologia ukróciła te zabawy, automaty zaś doszły w latach 80. i 90. XX w. do szczytu potęgi, opanowały dworce, stacje benzynowe, biurowce, kina, galerie handlowe. Szacuje się, że aktualnie rynek automatycznych dystrybutorów wart jest rocznie 30 miliardów dolarów. W Chinach automaty wydają żywe kraby, w Stanach Zjednoczonych art-o-maty sprzedają oryginalne (czy wartościowe, to inna rzecz) działa sztuki. Automaty smażą frytki i podają je z wybranym sosem.

Profesor Bradley M. Appelhans z Rush University Medical Center w Chicago uważa, że pojawienie się automatycznych dystrybutorów było nieuniknione, ponieważ „istoty ludzkie, tak jak wszystkie kręgowce, zdecydowanie preferują natychmiastową gratyfikację". Tego zdania byli sprzedawcy na placu Kercelego w przedwojennej Warszawie, którzy zachwalali swój towar, opierając się na psychologicznym mechanizmie „natychmiastowej gratyfikacji":

„Co się namęczym, co się natrudzim,

krawat pognieciem, kołnierz pobrudzim,

amerykańska automata

do wiązania krawata!".

Wprawdzie tego rodzaju automaty się nie przyjęły, ale krawaty na gumkę – w PRL – jak najbardziej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA