fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Wszystkie bankructwa Grecji

W 1893 r. otwarto Kanał Koryncki, którego budowa pochłonęła 60 mln franków. Niestety, okazał się zbyt wąski dla wielu statków. Kompromitująca inauguracja odbyła się w obecności króla i inwestorów.
Wikipedia
Od ponad 180 lat nowożytne państwo Greków nieustannie ma kłopoty z wypłacalnością, co bezwzględnie wykorzystują światowe mocarstwa.

W publicystyce imającej się analizy przyczyn krachu finansowego Grecji dało się wyczuć ton pretensji do projektantów europejskiego ładu, że włączając ten kraj do unii walutowej, wykazali się taką samą lekkomyślnością, z jaką potem Grecy roztrwonili krwawicę międzynarodowych bankierów. Liczne znaki świadczące o nieuchronności fatalnego końca tego projektu zostały jednak przeoczone lub, co gorsza, świadomie pominięte w rachubach. I nie idzie o mity lokalnych uwarunkowań kulturowych, wzięte z filmu o Greku Zorbie, ale całkiem trywialny przegląd historii kredytowej państwa.

Imponująca jest już sama liczba nowożytnych bankructw Grecji, z których ostatnie jest bodaj siódmym z kolei. Jednak nie w liczbie upadków tkwi wyjątkowość greckich finansów publicznych, bo tyleż razy bankrutowały rządy Hiszpanii w samym tylko XIX w., lecz w czasie, jakiego potrzebowały Ateny do podźwignięcia się z każdorazowej zapaści. W tym względzie Grecja jest bezwzględnym europejskim rekordzistą, a i w skali świata dała się prześcignąć najwyżej dwóm południowoamerykańskim republikom bananowym. Od ponad 180 lat istnienia nowożytnej greckiej państwowości przez ponad połowę tego czasu kraj ten funkcjonował w stanie faktycznej niewypłacalności, odcięty od zewnętrznych rynków finansowych.

Zbankrutowana niepodległość

Nieuczciwością jest jednak patrzeć na przeszłe greckie perypetie budżetowe wyłącznie z pozycji miejsca w loży szyderców. Jak w klasycznej tragedii, nad losem Grecji zaciążyła klątwa jej długu pierworodnego, który choć z założenia miał być wkładem w fundament niepodległości, w praktyce na długo pozbawił raczkującą państwowość realnej suwerenności i możliwości rozwoju. Tak się bowiem złożyło, że grecki rząd zdążył zbankrutować po raz pierwszy, zanim jeszcze Grecja pojawiła się na mapach Europy. Można rzec, że był to krach założycielski, który niczym pierwszy przewrócony klocek domina inicjował kolejne katastrofy.

Antytureckie powstanie narodowe, które wybuchło w marcu 1821 r., choć cieszyło się sympatią społeczeństw Europy, mogło liczyć tylko na wsparcie moralne. Najgłębsze rozczarowanie powstańców wywołała bierna postawa Rosji, w której od dawna pokładano nadzieje, podsycane propagandą carskiego dworu. Rosja jednak, mimo kreowania się na spadkobiercę Bizancjum, opiekuna wschodniej ortodoksji chrześcijańskiej i marzeń o ponownym zatknięciu dwugłowych orłów nad Konstantynopolem, trzymana była w szachu przez Paryż i Londyn, bacznie pilnujące równowagi sił w regionie, póki sprzyjała ich interesom. Dodatkowo w greckiej sprawie carom wiązał ręce Klemens von Metternich, który z Wiednia wręcz obsesyjnie dbał, by rewolucyjne pomysły nie znajdowały podatnego gruntu w Europie, a szczególnie na Bałkanach, w niebezpiecznej bliskości miękkiego podbrzusza Cesarstwa. Pierwotnym zarzewiem greckiej rebelii była bowiem Mołdawia, której stolicę udało się zająć powstańcom na początku buntu.

Powstanie wszak, jak każda wojna, jeszcze bardziej niż krwi potrzebowało ogromnej ilości pieniędzy. Trudno jednak o komercyjną pożyczkę na tak ryzykowne przedsięwzięcie jak ludowy bunt przeciwko wielkiemu imperium. Po dwóch latach intensywnych starań rządu tymczasowego, przy znacznym wsparciu propagandowym lorda Byrona, w 1824 r. udało się wyjednać kredyt na 470 tys. funtów, z czego brytyjscy inwestorzy już w chwili podpisania umowy potrącili sobie odpowiednio sowite prowizje i odsetki. Ze wspomnianej kwoty do Grecji trafiło ledwo 280 tys. funtów, a i to w miesięcznych ratach wypłacanych po 40 tys. Rzecz jasna pieniądze rozpłynęły się jak śnieg w maju, natychmiast więc wystąpiono o kolejny kredyt, który został przyznany rok później pod zastaw gruntów publicznych i przyszłych wpływów z podatków celnych. Scenariusz powtórzony został jota w jotę, tylko na jeszcze większą skalę. Z nominalnej kwoty kredytów przyznanych łącznie w Wielkiej Brytanii, a opiewającej na sumę 2,8 mln funtów, do Grecji trafiło raptem 700 tys. Grecki rząd tymczasem potrafił wydawać nawet równowartość 15 mln franków rocznie, przy przychodach wewnętrznych wynoszących ledwie 4 mln franków. Jakby tego było mało, wszystko to w warunkach gorącej wojny domowej, bo akurat w 1824 r. polityczne frakcje powstańców wzięły się za łby, walcząc między sobą z nie mniejszym okrucieństwem niż z Turkami.

W rezultacie po wyczerpaniu wszelkich środków w 1827 r. Grecy wystąpili o kolejne 5 mln franków kredytu. Tym razem trio złożone z rządów Francji, Wielkiej Brytanii i Rosji obiecało pożyczyć powstańcom aż 60 mln, po czym w poczuciu spełnienia dobrego uczynku zapomniało o sprawie, nie wypłacając ani grosza. Rząd grecki po raz pierwszy musiał ogłosić niewypłacalność, choć od formalnych narodzin Grecję dzieliło jeszcze pięć lat walki. W tym samym roku Francja i Wielka Brytania, by ugłaskać cara Mikołaja i zniechęcić go do wszczęcia kolejnej wojny z Turcją, zaproponowały Grecji ograniczoną autonomię, z obowiązkiem opłacania się sułtanowi doroczną daniną. Kompromis nie spodobał się jednak Wysokiej Porcie, dlatego trzy mocarstwa posłały na Morze Jońskie połączoną flotę pod dowództwem Edwarda Codringtona w celu odcięcia sił tureckich w Grecji od posiłków z kontynentu. Choć zadaniem eskadry była bierna blokada wybrzeża i unikanie wikłania się w walkę (Rosja, Wielka Brytania ani Francja nie były w stanie wojny z Turcją), w okolicach portu w Pylos na Peloponezie obie strony prowokowały się tak usilnie, aż doszło do walnej bitwy, w której turecko-egipska flota poniosła sromotną klęskę. Wobec takiego obrotu spraw zbrakło dalszych pretekstów do odmawiania Grekom niezależności. W 1832 r. pojawiło się na mapie nowe państwo, choć jego okrojone granice odbiegały od ambicji powstańców.

Miarą pierwszych problemów Grecji okazał się los szefa rządu, Ioannisa Kapodistriasa, który zginął od kul zamachowców w pierwszym roku niepodległości. Przed wejściem do kościoła w Nafplio zastrzelili go synowie Petrosa Mawromichalisa (znanego jako Petrobej), powstańczego watażki, aresztowanego z nakazu premiera za niesubordynację. Kapodistrias, gardzący demokracją, nawykły do autorytarnych standardów Rosji, w której przed powrotem do ojczyzny był ministrem spraw zagranicznych, nie mógł znaleźć zrozumienia u lokalnych magnatów pokroju Petrobeja, przywiązanych do tradycyjnego systemu lojalności klanowej. Ludziom tym ani w głowie było podporządkowanie się silnej władzy centralnej, a tym bardziej płacenie podatków, które stały się głównym powodem zatargu. Ponieważ jednak do kilku takich rodów należała większość ziemi uprawnej, a rolnictwo stanowiło jedyną gałąź gospodarki państwa, kula śnieżna długów nieustannie rosła, sięgając 70 mln drachm.

Bankructwo monarchii

O pieniądzach pożyczonych w czasach rewolucji w stolicach trzech mocarstw nikt nie zamierzał zapomnieć, a śmierć tak silnej i wpływowej osobistości jak Kapodistrias otwierała sposobność przekształcenia Grecji w niczym niemaskowany protektorat. Z Grecji uczyniono monarchię absolutną, starając się wszak o władcę na tyle słabego, by jego władza zależała od zagranicznych armat i pieniędzy. Wybór padł na Ottona Wittelsbacha, nieletniego syna króla Bawarii Ludwika I. Prócz niemieckiego dworu i wojska król przywiózł ze sobą nawet własne insygnia, które zabrał do domu, gdy uciekał z Grecji 30 lat później. Choć Otton lubił pokazywać się w greckich strojach ludowych, jako rzymski katolik nie miał szans na zdobycie autorytetu wśród prawosławnych poddanych mających go za heretyka. Szybko do wpływów i stanowisk wrócili ludzie pokroju Petrobeja, których Rosja, Wielka Brytania i Francja z łatwością rozgrywały przeciw sobie.

Dopiero po stworzeniu tak wygodnej sytuacji politycznej uruchomiono linię kredytową z banku Rothschildów na obiecane niegdyś 60 mln franków. Pierwsza z trzech rat pożyczki, w wysokości 20 mln, w ogóle nie dotarła jednak do Grecji, ponieważ większość sumy zasiliła kasę Turcji, na otarcie łez po utraconych terytoriach, resztę zaś zatrzymały banki na poczet kredytów udzielonych w czasie powstania. Podobnie stało się z drugą ratą, która w całości trafiła do Bawarii, by spłacić pożyczkę udzieloną Grecji na pokrycie kosztów utrzymania bawarskiego wojska. Ostatnich zaś 20 mln w ogóle nie wypłacono.

Za czasów „bawariokracji", jak pogardliwie zwano rządy Ottona, opodatkowanie narzucone Grekom przez premiera Josefa von Armansperga zdążyło rozmiarami przerosnąć te z czasów tureckich. Ogromne koszty pochłaniało utrzymanie dworu i prywatnych wojsk Ottona, a także realizacja projektu przeniesienia stolicy z Nafplio do Aten, które wówczas były ledwie niewielką, błotnistą wioską u stóp Akropolu, co wymagało wybudowania miasta od nowa, z wieloma reprezentacyjnymi i kosztownymi gmachami publicznymi. Mimo że spłacanie zagranicznych kredytów stało się jedynym celem istnienia państwowego budżetu, dług zewnętrzny urósł do kwoty 150 mln drachm. Wywołana tym zadyszka greckich finansów spowodowała najpierw czasowe zawieszenie spłat w 1836 r., by w 1843 r. doprowadzić do jednoznacznego krachu.

Na bankructwo mocarstwa zareagowały w znajomy nam współcześnie sposób, delegując swoich trzech legatów, w postaci Theobalda Piscatory'ego z Francji, Edmunda Lyonsa z Anglii i Gabriela Catacazy'ego z Rosji (czyż nie przypomina to bankierskich „trojek" grasujących dziś po Europie?), by bezpośrednio dopilnowali ich interesów w greckim rządzie. Te starania nie powstrzymały jednak zmian politycznych wymuszonych na Ottonie wojskową rebelią pułkownika Dimitriosa Kallergisa. Pod jej naciskiem w 1844 r. uchwalono wreszcie od dawna oczekiwaną konstytucję.

Ustawa zasadnicza nie wpływała jednak na głębsze przyczyny opłakanego stanu greckich finansów. Jak odnotowali zachodni podróżnicy odwiedzający wówczas Grecję, we wzajemnych transakcjach na ogół nie używano pieniędzy, zwłaszcza na wsi, gdzie nawet podatki pobierane były w naturze. Sami poborcy podatkowi zaś bywali skorumpowani, skrępowani zobowiązaniami lojalności rodowej albo zwyczajnie, po ludzku, ostrożni. Wędrując między wioskami w trudnym, górskim terenie, łatwo było bowiem narazić się na nieszczęśliwy wypadek, zwłaszcza gdy miało się zbyt pryncypialny stosunek do prawa. Trudno też zorganizować sprawną i nowoczesną administrację w kraju zamieszkanym w 80 proc. przez analfabetów, gdzie jedynym znanym środkiem transportu nadal był osioł. Dla wędrownych pasterzy, rybaków lub drwali państwo od zawsze było zjawiskiem odległym, obcym i wrogim. Z tych powodów rząd miał w zwyczaju sporządzać dwa oddzielne projekty budżetowe: jeden oficjalny, z planami przychodów, jakie powinny wpłynąć, a drugi realny, zazwyczaj opiewający na kwoty trzykrotnie mniejsze, które w końcu też okazywały się zawyżone.

Jak licha była ich suwerenność, przekonali się Grecy w 1850 r., gdy w Atenach tłum splądrował dom Don Pacifico, żydowskiego bankiera pochodzącego z Gibraltaru. Brytyjska flota wojenna, wbrew sprzeciwom greckiego ambasadora w Londynie, bez żadnych ostrzeżeń ani dyplomatycznych ceregieli zablokowała wówczas port w Pireusie.

Był to jednak tylko przedsmak tego, co wydarzyło się cztery lata później, kiedy floty Wielkiej Brytanii i Francji objęły blokadą całą Grecję, by uniemożliwić jej włączenie się do wojny krymskiej po stronie Rosji. Pozwoliło to Turkom w spokoju stłumić greckie powstania w Epirze i na Krecie. Trzyletnia brytyjska okupacja Pireusu została zresztą sfinansowana przez samych Greków ze środków ateńskiej komory celnej. Na poczet długów zajęto też przychody z portu w Siros.

Bankrut buduje kanał

Kolejne bankructwo Grecji w 1860 r. wywołało znów wojskową rewoltę zakończoną pospieszną ucieczką Ottona do Bawarii. Nowego króla znaleziono tym razem w Danii, w osobie księcia Jerzego Glücksburga, który choć nie palił się do tej roli, odnalazł się w niej lepiej od poprzednika. Jerzy I o zasiadaniu na greckim tronie myślał w dłuższej perspektywie, o czym świadczy ochrzczenie potomstwa w obrządku greckim, co umożliwiało utworzenie dynastii. A ponieważ król przejawiał silne inklinacje probrytyjskie, Londyn nagrodził wybór przekazaniem Grecji Wysp Jońskich, którymi Wielka Brytania zarządzała od 1810 r. Jakiekolwiek poczynania administracji krępowała faktyczna niewypłacalność Grecji trwająca od ostatniego krachu. Dopiero w 1867 r. Wielka Brytania zgodziła się na rozmowy o renegocjacji kredytu z czasów powstania, który choć spłacany był od ponad 40 lat, zdążył spuchnąć do 10 mln funtów (gwoli przypomnienia: do Grecji trafiło tylko 700 tys.). Po trwających 11 lat negocjacjach dług udało się zmniejszyć do bardziej realnego poziomu 1,2 mln funtów, a spłatę zabezpieczono przychodami celnymi z Korfu.

Mimo obrazu nędzy i rozpaczy, jaki przedstawiała grecka gospodarka i jej finanse, w 1868 r. bez przeszkód przyjęto Ateny do świeżo upieczonej Łacińskiej Unii Monetarnej. W ten sposób Grecja zaczęła dysponować tą samą walutą, wymienialną w stosunku 1:1, co jej dotychczasowi nobliwi członkowie, czyli Francja, Szwajcaria, Belgia i Włochy.

Osiągnięcie chwiejnej równowagi budżetowej po 1878 r. spowodowało, że pierwszy raz pomyślano o inwestycjach infrastrukturalnych. Aby zdobyć na to środki, powołany w 1885 r. na urząd premiera Theodoros Deligiannis przedsięwziął niespotykane dotąd środki oszczędnościowe, posuwając się nawet do zamknięcia wszystkich greckich ambasad prócz jednej – w Stambule. Brutalnie ograniczył też wynagrodzenia urzędników, nie cofając się przed odebraniem pensji... kotu, zatrudnionemu za 5 drachm w Ministerstwie Finansów do ochrony akt przed myszami. Równocześnie uruchomił dodatkowe dochody, zwiększając podatki na alkohole i tytoń. Za te pieniądze zbudowano m.in. pierwszą w Grecji linię kolejową między Pireusem a Larissą. Większość środków pochłonęła jednak modernizacja armii, by ją przygotować do wytęsknionej konfrontacji z Turcją. Grecja bowiem ani na chwilę, nawet w chwilach największych kryzysów, nie zapomniała o swej założycielskiej „Megali Idea", czyli projektu zjednoczenia w jednym państwie, obejmującym także zachodnią część Azji Mniejszej, wszystkich ziem zamieszkanych przez Greków. W istocie Grekom marzyło się odtworzenie Cesarstwa Bizantyjskiego z siedzibą patriarchatu autokefalicznego w Konstantynopolu. Wierność „Wielkiej Idei" długo jeszcze ściągała na Grecję kolejne problemy i klęski.

Największą, choć też najbardziej kontrowersyjną inwestycją z tego okresu była budowa Kanału Korynckiego. Przedsięwzięcie miało być zrealizowane ze środków francuskiego prywatnego konsorcjum Societé Internationale du Canal Maritime de Corinthe, z budżetem zaplanowanym na 24 mln franków. W trakcie budowy koszty wzrosły jednak do 60 mln, przez co inwestor zbankrutował, a budowę, wraz z długami, zobowiązała się przejąć Grecja. Gdy wreszcie kanał ukończono w 1893 r., sztuczny przesmyk okazał się zbyt wąski nawet dla ówcześnie średniej wielkości jednostek. Francuski statek „Notre-Dame du Salut", który zainaugurował przeprawę podczas uroczystego otwarcia, choć miał tylko 13 m szerokości, wielokrotnie obijał się o skalne ściany kanału. Kompromitacja odbyła się na oczach króla, a co gorsza – tłumu armatorów i inwestorów. Kura, która miała znosić złote jaja, przejmując ruch morski między morzami Jońskim i Egejskim, okazała się kolejnym rozczarowaniem.

Szacuje się, że w latach 1824–1897 Grecja przyjęła na siebie zobowiązania finansowe wobec zagranicznych wierzycieli na sumę prawie 11 mld franków, choć w istocie, po odliczeniu ceny emisyjnej kredytów, prowizji i innych opłat naliczonych sobie przez banki, Grecy wydali mniej niż 500 mln.

W 1893 r. premier Charilaos Trikupis znów ogłosił w parlamencie bankructwo rządu, czwarte już z kolei, a stan niewypłacalności trwał do końca wieku. Jakby tego było mało, w czasach najgłębszego kryzysu w 1897 r. Grecja wdała się w przegraną wojnę z Turcją, co skończyło się nałożeniem na Ateny kontrybucji w wysokości 95 mln franków (zredukowanych później do bardziej realistycznych rozmiarów).

Mocarstwa wierzycieli znów wzięły sprawy w swoje ręce, ustanawiając nad Grecją kontrolę Międzynarodowej Komisji Finansowej. Ta zaś, na poczet wierzytelności, przejęła wszelkie dochody z monopoli państwowych, w tym alkoholi i tytoniu, hazardu, a także soli, oliwy, a nawet papieru ściernego. Ponadto Komisja na lata skonfiskowała przychody celne z greckich wysp. W zamian przyznano nowe kredyty, przeznaczone głównie na rolowanie starych długów. Aby jednak w pełni zrozumieć ówczesne położenie Grecji, trzeba sobie uświadomić, że aż trzy czwarte wpływów eksportowych kraju pochodziło ze sprzedaży... porzeczki, na którą popyt za granicą akurat się załamał.

Nowy wiek – nowe problemy

W takich okolicznościach baron Pierre de Coubertin umyślił sobie uszczęśliwić Ateny rolą gospodarza pierwszych nowożytnych igrzysk olimpijskich. Pomysł podchwycił król Jerzy, pilnie potrzebujący sukcesów propagandowych, tak niezbędnych politykom w czasach kryzysów. Premier Trikupis jednak trzeźwo odmówił wydania na imprezę choćby jednej drachmy z budżetu państwa, wbrew naciskom dworu i Francuzów. Ostatecznie igrzyska sfinansowano ze zbiórek publicznych organizowanych w atmosferze narodowej krucjaty. Pieniędzy nie odmówili nawet obojętni zwykle na marności tego świata mnisi z monastyrów na górze Athos.

Na pozór poboczna sprawa igrzysk pokazuje istnienie już wówczas tak typowego dla Grecji braku ścisłego związku między stanem budżetu państwa a kondycją realnej greckiej gospodarki. Najdobitniej tę dychotomię dało się odczuć w czasie wielkiego kryzysu lat 30. XX w., podczas którego, w przeciwieństwie do większości zwijających się gwałtownie gospodarek świata, grecka ekonomia zdołała osiągać kilkuprocentowe zwyżki. Jednak rozwój gospodarczy nie uchronił państwa przed kolejnym bankructwem.

Znamienne, że niemal cała grecka przedsiębiorczość opierała się na małych, rodzinnych firmach zorientowanych głównie na lokalne rynki i zatrudniających nie więcej niż pięciu pracowników, co w naturalny sposób ograniczało ich rozwój. Wielcy greccy przedsiębiorcy zaś, których także nie brakowało, zwłaszcza wśród bankierów i armatorów, woleli swoje środki inwestować w Ameryce.

Choć XIX w. udało się pożegnać wizerunkowym sukcesem igrzysk olimpijskich, nowe stulecie w 1908 r. przywitało Grecję usunięciem z Łacińskiej Unii Monetarnej – po trwającym dziesięć lat procederze fałszowania wspólnej waluty. Niestety, był to zaledwie przedsmak problemów, jakie szykował dla Greków XX wiek. Zamordowanie króla Jerzego w 1913 r. rozpoczęło 40-letnie pasmo kryzysów politycznych i ekonomicznych, przewrotów wojskowych, obcych interwencji, wojen domowych i zbrojnych okupacji, głodu noszącego znamiona ludobójstwa, hiperinflacji i innych dramatów, przy których XIX-wieczne kłopoty można by wspominać niemal z sentymentem.

Niemniej, wracając do rozważań o niefrasobliwości pomysłu wpuszczenia Grecji do strefy euro, warto na chwilę pokusić się o odwrócenie optyki. Zabieg ten prowadzi do niepokojącego wniosku, że decydując się na wstąpienie do EWG, a potem UE, także Grecy nie odrobili lekcji własnej historii. Być może zapomnieli, że pierwsze, a właściwie jedyne sukcesy ekonomiczne Grecja odnosiła między 1950 a 1974 r., wybiwszy się na rzadko widziany w tym kraju stan względnej suwerenności. Mimo że okres ten obejmuje też lata rządów junty pułkowników, dotąd nazywany jest czasem greckiego cudu gospodarczego, podczas którego Atenom udało się osiągnąć blisko 72 proc. brytyjskiego PKB per capita, i to przy zachowaniu niskiej inflacji. Dziwnym trafem Grecja popadła znów w najpoważniejsze od końca wojny domowej tarapaty, gdy wróciła w opiekuńcze ramiona europejskich mocarstw. Obserwując obecnie kierowaną pod Olimp pomoc, nie zawadzi pamiętać, że ciężaru zagranicznego wsparcia z czasów walki o niepodległość w XIX w. Grecja pozbyła się w dopiero w 1978 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA