fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Jak Australia wydała regulowaną konwencjami haskimi wojnę strusiom emu

W 1932 r. władze Australii postanowiły drastycznie zmniejszyć populację strusi zagrażających uprawom pszenicy. Tzw. wojna emu nie przyniosła jednak oczekiwanych przez rolników rezultatów
Historic Collection/Alamy Stock Photo/be&w
To historia, która nadaje się na scenariusz filmu stanowiącego mieszankę komedii, dramatu i horroru. Wydarzyła się na wiosnę (oczywiście australijską) 1932 r. Zanim jednak pogrążymy się w mrocznych wspomnieniach, musimy się cofnąć do 1918 r. Z ponad 400 tys. dzielnych Australijczyków, którzy wypłynęli, by walczyć w Europie, 62 tys. nigdy nie wróciło, a 156 tys. wróciło okaleczonych lub oślepionych gazem.

Po wojnie wielu z tych młodych mężczyzn nie mogło znaleźć pracy i godnych warunków życia. Aby ulżyć ich ciężkiej doli, rząd federalny podjął decyzję o przekazaniu weteranom dużych obszarów ziemi uprawnej lub terenów pod wypas bydła i owiec w Australii Zachodniej. Nie był to wielki gest miłosierdzia, ponieważ gleba tam mało urodzajna, a klimat wyjątkowo paskudny. Przez pół roku pogoda pozostaje pod wpływem antycyklonu i wyżu barycznego, przez co deszcze są rzadkością, a temperatura – bardzo wysoka. W listopadzie utrzymuje się zazwyczaj na poziomie 40 st. C. I chociaż południowo-zachodnią część tego stanu porastają wspaniałe lasy tropikalne, to ponad 70 proc. terytorium stanowią pustynie i wyschnięte stepy.

W 1929 r. wielki kryzys gospodarczy rozlał się z Ameryki na cały świat. Canberra wprowadziła system dopłat dla rolników uprawiających pszenicę. Jednak nim nadeszły żniwa, rząd wycofał się z tego pomysłu, pozostawiając farmerów w dramatycznej sytuacji z nadwyżką zbiorów.

Tymczasem zwiększenie upraw pszenicy w Australii Zachodniej spowodowało przyrost pogłowia dzikich strusiów emu żyjących w tym regionie. 20 tys. olbrzymich ptaków stanowiło poważne zagrożenie dla upraw. Zdesperowani farmerzy włamali się więc do biura ministra obrony sir George’a Pearce’a i zażądali wysłania wojska przeciw ptasim szkodnikom. Minister zgodził się na udzielenie pomocy, pod warunkiem że farmerzy zapewnią wikt i opierunek dla armii i sami nie będą uczestniczyć w „działaniach wojennych”.

W ten oto sposób Związek Australijski wydał regulowaną konwencjami haskimi wojnę strusiom emu. W październiku 1932 r. do Australii Zachodniej przybyła 7. ciężka bateria Królewskiej Artylerii Australijskiej pod dowództwem majora G.P.W. Mereditha, w składzie: sierżant S. McMurray i strzelec J. O’Hallor – uzbrojeni w dwa karabiny typu Lewis i 10 tysięcy sztuk amunicji. Dopiero 4 listopada 1932 r. major Meredith nakazał swojemu oddziałowi zajęcie pozycji w pobliżu lokalnej tamy wodnej w Campion, gdzie po raz pierwszy zauważono 50 zwiadowców wroga. Lokalni farmerzy mieli zapędzić ptaki pod lufy dwóch starych karabinów maszynowych pamiętających Verdun. Kiedy jednak siły wroga się zbliżyły, weteranom zaciął się jeden z karabinów. Oddziały emu zaczęły się rozpraszać i nim padły pierwsze strzały w tej wojnie, sprytnie ominęły pozycje Australijczyków. Ostatecznie weterani zabili 12 ptaków. W następnych dniach major Meredith zdecydował się przenieść swój oddział dalej na południe – liczył, że tam ptaki są oswojone z ludźmi. Ale te dzielne zwierzęta skutecznie powtórzyły swoją strategię wojenną.

Zmęczony wyczerpującą kampanią wojenną dzielny major wysłał raport do ministra obrony, w którym informował, że „w sześć dni od pierwszego starcia wystrzelono 2500 sztuk amunicji i zabito 50 strusiów”. Meredith nie zapomniał odnotować, że jego ludzie nie ponieśli żadnych ofiar.

Rozbawiony sytuacją na froncie ornitolog Dominic Louis Serventy tak skomentował te dramatyczne wydarzenia na łamach jednej z gazet wydawanych w Perth: „Marzenia strzelców maszynowych o bezpośrednim ogniu w zwarte masy emu szybko się rozproszyły. Dowództwo emu najwyraźniej zarządziło taktykę partyzancką, a ich nieporęczna armia wkrótce podzieliła się na niezliczone małe jednostki, które wykorzystywały sprzęt wojskowy nieekonomicznie”.

Wieści z frontu wywołały awanturę w australijskiej Izbie Gmin. Zawstydzony minister obrony musiał ogłosić zawieszenie broni i uznać strusie emu za zwycięzców tej wojny.

Kilka dni temu Australia wydała kolejną wojnę totalną – tym razem koronawirusowi. Południowy kontynent zamyka się na cztery spusty. Życzę im powodzenia – oby ta wojna nie skończyła się tak jak ta sprzed 88 lat.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA