fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Wiktoria 1920. 18-24 września

Tarnopol, wrzesień 1920. Polscy żołnierze po zdobyciu miasta w świetlicy wypełnionej sowiecką propagandą
Centralne Archiwum Wojskowe Wojskowego Biura Historycznego
20 września Rada Ligi Narodów przyjmuje rezolucję, która potwierdza tzw. linię Focha na Suwalszczyźnie jako tymczasową linię demarkacyjną między Polską a Litwą. Tego dnia Polacy ruszają do natarcia na Grodno. Rozpoczyna się tzw. operacja niemeńska - jej celem jest wyjść od północy, przechodząc ku Lidzie przez tereny, które Sowieci przekazali w sierpniu Litwie, na tyły Frontu Zachodniego Tuchaczewskiego. Główny ciężar całego przedsięwzięcia spoczywa na 2. Armii gen. Edwarda Rydza-Śmigłego oraz 4. Armii gen. Leonarda Skierskiego. 21 września rozpoczynają się polsko-sowieckie rokowania pokojowe w Rydze. Delegacji polskiej przewodniczy Jan Dąbski (wiceminister spraw zagranicznych), Sowietów reprezentuje Adolf Joffe.

Mjr Stanisław Rostworowski (szef Oddziału Operacyjnego w Grupie Poleskiej) w liście do żony:

Możemy się dziś pochwalić zdobyciem Równego, a za godzinę pewnie i Dubna. Dwie twierdze na jeden dzień to dosyć. Niezmordowanym pościgiem jazdy, piechoty, samochodów pancernych i lotników zadaliśmy takiego bobu bolszewikom, że na jakiś czas będą mieli chyba na naszym froncie dosyć wojny zaczepnej. Oficer i żołnierz bije się teraz, myśląc, że jednak wyznacza granice państwa polskiego. Bodajby nas ta wiara nie zawiodła i dyplomaci umieli nasze zwycięstwo wykorzystać. [...]

Jesteśmy wciąż bez żadnych urządzeń, bo przeciągnąć ich wobec przemarszu 300 kilometrów prawie niepodobna, toteż wraca się do pierwotnego sztabowego urzędowania z pisaniem rozkazów na pięć rąk pod dyktando i lotnej poczty sztafet konnych. Straszny kłopot mamy z paroma tysiącami jeńców, których nie ma czym żywić, bo ta hołota wyjadła przedtem całe zboże w okolicy.

Łuck, 18 września 1920

[Stanisław Rostworowski, „Listy z wojny polsko-bolszewickiej 1918–1920”, Warszawa–Kraków 2015]

Adam Skwarczyński (polityk, publicysta obozu piłsudczykowskiego) jako „Adam Płomieńczyk” w piśmie „Rząd i Wojsko”:

Rząd Witosa zbyt dosłownie i zbyt ciasno pojął ten fakt, że jest on rządem obrony państwa. Nie tylko w dniach wiszącego nad Polską i stolicą niebezpieczeństwa, ale również później, również w chwili obecnej nie zajmuje się na serio żadną właściwie sprawą poza tymi, które bezpośrednio wiążą się z wojną i pokojem. Rząd jakby zapomniał o tym, że nie tylko taka lub inna linia demarkacyjna, nie tylko rokowania w Mińsku czy Rydze i nie tylko sprawa werbunku rekruta są kwestiami obrony państwa. […]

Sprawy wewnętrzne państwa leżą zupełnie odłogiem albo też idą trybem mechanicznym. Odłogiem więc leży sprawa reformy rolnej, mimo że dziś już tylko rozporządzenia wykonawcze, czysto rządowe są potrzebne do pchnięcia jej na tory realizacji; leżą dalej sprawy ustawodawstwa ochronnego pracy i w ogóle ustawodawstwa społecznego. […] Odłogiem wreszcie – co może jest najważniejsze – leży sprawa walki z lichwą – i choć jej rozwiązanie jest dziś palącą potrzebą dla miast, dla klasy robotniczej i inteligencji pracującej, rząd nie zdobył się dotąd na realny program walki z tą zmorą.

Warszawa, 19 września 1920

[Adam Płomieńczyk, „O program wewnętrznej budowy państwa”, „Rząd i Wojsko” nr 5/1920]

Ppor. Janusz Kozłowski (205. Pułk Piechoty Ochotniczej):

Z plutonem zająłem o zmroku bardzo wysoki brzeg Niemna i okopałem się. Mieliśmy czynić próby przeprawy. Patrole przeszukały nadbrzeżne łoziny. Spłoszony patrol bolszewicki uciekł łodzią na drugą stronę. W miarę jak świt wstawał, poczęło się oczom moim ukazywać wśród mgieł Grodno z jego kominami fabrycznymi. [...]

Niemen wezbrany po deszczach stawiał nieprzebytą przeszkodę. Z przeciwnej strony rzeki bolszewicy rozpoczęli strzelaninę, na którą nie odpowiadaliśmy. Poranek był mroźny. Przemarzliśmy w okopie przez noc do szpiku kości, po letniej kampanii nie mieliśmy ciepłego odzienia. [...] Niezwłocznie saperzy nasi poczęli stawiać kozły pod most, którego resztki widać było u tamtego brzegu. Materiał był w ilości wystarczającej. Widocznie zgromadzili go tutaj bolszewicy. Jednakże prąd Niemna był tak silny, a rzeka tak wezbrana, że saperzy pomimo nadludzkich wysiłków nie byli w stanie dać sobie rady i woda za każdym razem kozły wywracała i unosiła. [...] Wówczas major [Bernard] Mond rozkazał przewieźć łodzią i umocować na drugim brzegu linę. Uszykowano na poczekaniu tratwę i rozpoczęła się przeprawa 1 baonu, który miał natychmiast nocą posuwać się na południe, odepchnąć napotkane oddziały nieprzyjaciela i iść na Grodno, nie czekając na przeprawę reszty pułku i artylerii.

Ponieważ chodziło o możliwy pośpiech, pakowaliśmy na ten prom improwizowany, ile się tylko dało.

Nad Niemnem, 20 września 1920

[Janusz Kozłowski, wspomnienia, CAW, I.400.964/12]

Z informacji w piśmie „Gwiazdka Cieszyńska”:

Według informacji paryskich kół przemysło­wych, które finansowo zainteresowane są w za­kładach przemysłowych w Polsce, potrzebują­cych węgla koksującego, sprawy Śląska Cie­szyńskiego nie należy uważać za rozstrzygnię­tą ostatecznie. Wobec tego, że znaczny kapitał francuski jest w Polsce obecnie silnie zaanga­żowany, a sztuczny podział Śląska i przyznanie Czechom kopalń węgla koksującego uniemożli­wia rozwój pewnych gałęzi naszego przemysłu, owe francuskie koła przychylne są myśli rewizji podziału terenów węglowych między Cze­chy a Polskę.

Cieszyn, 21 września 1920

[„Rokowania polsko-czeskie w sprawie Śląska Cieszyńskiego”, „Gwiazdka Cieszyńska” nr 194/1920]

Ks. Eustachy Sapieha (minister spraw zagranicznych) w depeszy do Poselstwa Polskiego w Londynie:

Proszę natychmiast dementować fakty podane przez noty niemieckie złożone Wielkim Mocarstwom i [Henriemu] Le Rondowi [przewodniczącemu Międzysojuszniczej Komisji na Górnym Śląsku]. Rząd niemiecki twierdzi, że posiada plany operacyjne, raporty i rozkazy polskie o zajęciu Górnego Śląska, że na pograniczu skoncentrowano oddziały polskie. Należy stwierdzić, że dokumenty polskie przejęte przez Niemców odnoszą się przeważnie do POW […], mając na ogół znaczenie tylko historyczne, gdyż obecnie istniały tylko tajne resztki tej organizacji, składające się częściowo z młodych ludzi z Polski. Gdy Komisariat Polski o nich się dowiedział, zażądał od rządu polskiego usunięcia tych ludzi ze Śląska jako podlegających poborowi, co zostało już zrobione. Należy zwrócić uwagę, że Niemcy zwykle oskarżają innych o to, co sami zamierzają. Ostatnio zatrzymano na Górnym Śląsku nadesłane z Niemiec 2000 karabinów, około 10 karabinów maszynowych. Współudział rządu niemieckiego oczywisty, gdyż broń ta podlega zniszczeniu przez Komisję [Charlesa] Nolleta [przewodniczącego Międzyalianckiej Komisji Kontroli Niemiec].

Warszawa, 22 września 1920

[„Depesze poselstwa Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie”, t. 1 (czerwiec 1919 – marzec 1923), Kraków 2019]

Zygmunt Klukowski (ordynator szpitala):

Po tym cudownym odparciu bolszewików, którzy w swym zwycięskim pochodzie zatrzymali się u rogatek Zamościa i Szczebrzeszyna, życie zaczęło powoli powracać do normy. Po pewnym czasie wznowiły pracę urzędy pocztowe, ruszyły pociągi, pojawiły się gazety, a wreszcie i zaległa korespondencja z kilku tygodni. Wśród przesyłek urzędowych znalazłem pismo [...] powołujące mnie z dniem 6 lipca do czynnej służby wojskowej w randze kapitana-lekarza […]. Wiadomość ta ucieszyła mnie jeszcze bardziej, bo mogłem już włożyć mundur oficera Wojska Polskiego. A któż z nas o tym nie marzył!?

Stosownie do otrzymanego rozkazu, pojechałem do Lublina, do Dowództwa Okręgu Generalnego Lubelskiego, gdzie mnie zaprzysiężono i zareje­strowano w Dziale Sanitarnym. Zająłem się też umundurowaniem siebie, zacząwszy naturalnie od czapki. Wróciłem do Szczebrzeszyna w mundurze kapitana i czułem, jak moje walory pod każdym względem znacznie poszły w górę.

Szczebrzeszyn, 23 września 1920

[Zygmunt Klukowski, „Zamojszczyzna 1918–1959”, Warszawa 2017]

Z artykułu w gazecie „Wiek Nowy”:

To, co przeżyli tarnopolanie od pierwszej chwili wkroczenia bolszewików aż do ostatnich dni wyzwolenia, pozwoliło im w całej grozie poznać potworność rosyjskiego bolszewizmu [...]. Nawet tych, co jak niektórzy Rusini i Żydzi chylili się zrazu ku czerwonemu programowi, wyleczyło to z kretesem z wszelkich sympatii i złudzeń.

Skoro tylko bolszewicy wkroczyli do miasta, zaraz wydano nakaz, aby mieszkańcy opróżnili trzy główne ulice: Mickiewicza, Kościuszki i Świętojańską, biorąc ze sobą tylko to, co się da unieść w ręce. Na tych ulicach dokonano naprzód rzetelnej grabieży, a w następnych dniach grabiono bez żadnej żenady w całym mieście. [...] Niebywałą tę rekwizycję przeprowadzano z całą bezwzględnością, grożąc ustawicznie karą śmierci. [...]

Stworzyli też bolszewicy zaraz w Tarnopolu Rewolucyjny Komitet Sowiecki [...]. Aresztowania i rozstrzeliwania były bardzo liczne. Urzędował wojskowy sąd polowy i cywilna czerezwyczajka. Z sądu polowego można było jeszcze ujść z życiem. Ale kto ­się dostał w szpony czerezwyczajki, ten zwykle do 24 godzin nie żył.

[...] Z dniem każdym wzrastała nienawiść do bezlitosnych ciemiężycieli. Ludzi prowadzono za miasto w okolicę browaru i tam następowały okropne egzekucje. Skazaniec świadom, że za chwilę pożegna się z życiem, musiał sam sobie kopać grób, po pas głęboki i stawał w nim wyprostowany, bo tak mu kazali ci krwawi satrapi. Strzelano kulami dum-dum zwyczajnie w tył głowy, tak że kula eksplodując rozrywała twarz i już po chwili nie można było poznać skazanego.

Tarnopol, 24 września 1920

[„Polski Tarnopol. Okupacje 1914–1920”, „Karta” nr 3, 1991]

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA