fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Prezydenci męczennicy. Czy Maciej Rataj był głową państwa?

Marszałek Sejmu Maciej Rataj (po lewej) dwukrotnie zastępował prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej – w grudniu 1922 r. i w maju 1926 r. Na zdjęciu z brytyjskim parlamentarzystą J. Hopem (1925 r.)
NAC
Niedziela to dobry dzień na spacer rodzinny. Ta najbliższa będzie w dodatku okazją, aby dzieciom opowiedzieć w drodze do punktu wyborczego o historii dwóch pierwszych prezydentów: Gabriela Narutowicza i Macieja Rataja. Ktoś słusznie zwróci uwagę, że Maciej Rataj wcale prezydentem nie był. Ja jednak uważam, że choć tylko zastępował prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej łącznie przez 26 dni swojego życia, należy go wpisać w poczet polskich prezydentów.

Konstytucja marcowa 1921 r. wprowadzała ustrój republiki parlamentarno-gabinetowej, w której prezydent był wybierany przez Zgromadzenie Narodowe na siedmioletnią kadencję. Nie mając żadnych uprawnień ustawodawczych oraz będąc pod kontrolą Sejmu i rządu, prezydent pełnił jedynie funkcję reprezentacyjną.

A jednak wybór Gabriela Narutowicza wzbudził takie emocje, że o mało nie doprowadził do wojny domowej. Pierwszy polski prezydent zginął w zamachu zaledwie dwa dni po objęciu urzędu. Cała klasa polityczna odrodzonej Rzeczypospolitej okryła się wstydem. 17 grudnia 1922 r. Stanisław Stroński opublikował w dzienniku „Rzeczpospolita” poruszający artykuł pod wymownym tytułem „Ciszej nad tą trumną!”. Zapewne w ten sposób próbował także uciszyć własne wyrzuty sumienia. Przecież to on zaledwie tydzień wcześniej napisał artykuł zatytułowany „Ich prezydent”, który kończył w tonie odezwy i oczekiwania na działanie: „Obce narodowości, Żydzi, Niemcy, Ukraińcy, głosami swymi w liczbie 103, dołączonymi do mniejszości głosów polskich w liczbie 186, narzuciły wczoraj większości polskiej w liczbie 256 (...) wybór p. Gabriela Narutowicza na Prezydenta Rzplitej Polskiej. (...) Wybór ten zdumiewająco bezmyślny, wyzywający, jątrzący, wytwarza stan rzeczy, z którym większość polska musi walczyć”. Walczyć? Ale jak? Niestety, ulica zrozumiała ten apel jako wezwanie do fizycznej napaści na prezydenta elekta.

Warto o tym pamiętać, bo bywa, że słowa mają większą moc od pocisków artyleryjskich. Prowokują zamachy, wywołują wojny, a nawet prowadzą do ludobójstwa. Zastanówmy się przez moment, do jakiego stopnia obudziliśmy negatywne emocje także teraz i jakie mogą być ich nieprzewidywalne konsekwencje w przyszłości.

Po śmierci pierwszego prezydenta najwyższy urząd w państwie zastępczo objął marszałek Sejmu Maciej Rataj. Nie pełnił jednak tej roli biernie. Stanowczo przyjął dymisję gabinetu Juliana Nowaka i desygnował na premiera Władysława Sikorskiego.

Dziwnym zrządzeniem losu Maciejowi Ratajowi przypadło po raz drugi w historii zastąpić prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w maju 1926 r., kiedy na jego ręce rezygnację z urzędu złożył prezydent Stanisław Wojciechowski. I tym razem Maciejowi Ratajowi przyszło podjąć kluczową decyzję desygnowania na premiera, wskazanego przez marszałka Piłsudskiego, wybitnego profesora matematyki Kazimierza Bartla.

Ale nie tylko ze względu na prezydenturę powinniśmy wspomnieć naszym dzieciom o Macieju Rataju. To ta postać naszej narodowej historii, która zachwyca postawą moralną. Pamięć o nim może być jakimś kierunkowskazem przy wyborze człowieka, który będzie głową naszego państwa przez następne pięć lat. Ten wybitny działacz ludowy i wielki polski patriota nie opuścił stolicy we wrześniu 1939 r. Mimo że mógł uciec z rządem do Rumunii, skupił się na powołaniu Ochotniczej Robotniczej Brygady Obrony Warszawy, a od 27 września został członkiem Służby Zwycięstwu Polski (SZP). Z tego powodu w listopadzie 1939 r. został aresztowany przez Gestapo. Mimo ostrzeżeń nie zaprzestał działalności konspiracyjnej. Ponownie nie skorzystał z możliwości ucieczki z okupowanej Polski. W czerwcu 1940 r. Niemcy znowu go aresztowali, tym razem w ramach zbrodniczej akcji Außerordentliche Befriedungsaktion, będącej kontynuacją strategii wymordowania polskiej inteligencji. Istnieją przypuszczenia, że tuż przed tragicznym końcem zwolniono go na dwa dni do domu z nakazem powrotu do więzienia. Wrócił dobrowolnie, aby nie narażać życia innych więźniów-zakładników. Został razem z nimi rozstrzelany 21 czerwca 1940 r. w czasie masowej egzekucji w Palmirach. Człowiek, który dwukrotnie był głową państwa polskiego, bohatersko oddał życie u boku swych rodaków. W ostatnią niedzielę minęła 80. rocznica ich męczeńskiej śmierci.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA