fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Krzysztof Kowalski: Kostucha jako wodzirej i choreograf

Cmentarz w okolicy Manaus w Brazylii
AFP
„Szczęśliwy, kto z tego tańcu spocznie w niebieskim szańcu. Nieszczęsny, kto z tego koła w piekło wpadłszy, biada! Woła”.

Taki komentarz towarzyszy w klasztorze Bernardynów w Warszawie, w dolnym korytarzu, obrazowi „Taniec śmierci”. Namalowano go na początku XIX wieku, ale jest przejawem pamięci tego, co działo się kilka stuleci wcześniej.

Nie trzeba być prorokiem, aby przewidzieć, że koronawirus wskrzesi w zbiorowej świadomości obrazy nie tylko sprzed stulecia, z czasów grypy hiszpanki, ale także te rodem ze średniowiecza, gdy szalała czarna śmierć, dżuma. Była to najstraszniejsza zaraza, jaką w ogóle znają dzieje. Historycy obliczyli, że spowodowała śmierć jednej trzeciej, jeśli nie połowy, ówczesnej ludzkości. Prof. Władysław Szumowski ujął to tak: „Epidemia zaczęła się w Azji, być może w Mandżurii, skąd przeniosła się do Chin, gdzie miało wskutek tego wymrzeć kilkanaście milionów ludzi. Epidemia przeniosła się drogami handlowymi na zachód (...). Z wiosną 1348 r. zaraza objęła jak płomień miasta włoskie” („Historia medycyny”). Czy to aby czegoś nie przypomina?

Zanim świat doświadczył tej pandemii, śmierć, przez dziesiątki tysięcy lat, zdążyła zebrać w sumie miliardy istnień ludzkich. Ale nie w ten sposób – umierało się „indywidualnie”, a nie zbiorowo, każdy konał inaczej: rozszarpany przez dziką bestię, zabity podczas oblężenia, z głową roztrzaskaną kuflem w karczmie, podczas połogu, rażony apopleksją, więdnąc na suchoty, tonąc w rzece, otruty, z głodu itd.

Tym razem było inaczej: śmierć „kosiła równo”, bez powodu. Człowiek zdrowy jak ryba wychodził z kościoła, zamtuza, uniwersytetu i po kilku, kilkunastu godzinach już nie żył. Literatura, malarstwo, muzyka, generalnie – sztuka – jest zwierciadłem życia. Właśnie to zwierciadło ukazało niepodlegający reklamacji egalitaryzm.

Grzmieli o nim także kaznodzieje, głównie mnisi z zakonów żebraczych. Rodziła się idea specyficznej procesji, w której defilowali przedstawiciele wszystkich stanów, zawodów. W klasztorach i kościołach powstawały alegoryczne malarskie moralitety, korowody ludzi prowadzonych do grobu przez śmierć. Aż do XIV-wiecznej pandemii dżumy śmierć nie miała standardowej personifikacji, bywała przedstawiana różnie, np. jako blada postać ze skrzydłami nietoperza. Dopiero po pandemii malarze i  rytownicy nadali jej postać szkieletu i wetknęli w rękę kostuchy kosę. Jedno z pierwszych takich malowideł pojawiło się na murze krużganku paryskiego kościoła Saints-Innocents (Świętych Niewiniątek) w 1425 r. W 1485 r. ukazały się 24 drzeworyty Guyota Marchanta naśladujące to malowidło, wydrukowane z wierszowanymi dialogami żywych i zmarłych pod tytułem „Danse macabre”.

A potem posypało się jak z rękawa. We francuskim XV-wiecznym opactwie Saint-Robert de La Chaise-Dieu na jednej ze ścian widnieje najstarsza we Francji, a może i na świecie, podobizna szkieletowej kostuchy. Ta wodzirejka danse macabre podstawia nogę niczego się niespodziewającym ludziom, z góry wiedząc, że runą do mogiły. Wśród 20 postaci łatwo rozpoznać papieża, grubego kupca, dziecko w powijakach, minstrela, konetabla, robotnika, rycerza, młodzieńca, starca, wariata, piękną kobietę... Precyzyjna, złowieszcza choreografia.

Rozpowszechniło się wówczas hasło „memento mori”, na nagrobkach zaczęły się pojawiać koszmarne obrazy zwłok toczonych przez robactwo. Ze szczególnym upodobaniem przedstawiano trupy kobiet, które za życia budziły zachwyt i pożądanie.

Farandola, prowansalski taniec wykonywany w korowodzie, przyjął postać danse macabre. Powstawały utwory literackie o nieuchronności zgonu, najpierw po łacinie, potem w językach narodowych, np. hiszpańska „La Dança general de La Muerte”. Tańce śmierci powstawały także w Polsce, np. można je oglądać w klasztorze w Kalwarii Pacławskiej, w kościele parafialnym w Tarłowie (woj. świętokrzyskie) czy w krakowskim kościele Bernardynów. Malowanym tańcom śmierci towarzyszą pisemne objaśnienia. W tej ostatniej świątyni wstęp do tych objaśnień brzmi następująco:

„Różnych stanów piękne grono
Gęstą śmiercią przepleciono
żyjąc wszystko tańcujemy 
a że obok śmierć nie wiemy”.

Od XVII stulecia, gdy powstawał ten tekst i obraz, minęło sporo czasu, ale nie straciły one na aktualności. Zapewne większość ludzi ze zrozumieniem pokiwa głowami nad tą konstatacją. Ale artyści to ludzie ponadprzeciętnie wrażliwi, zapewne na tym nie poprzestaną. Obecna pandemia na pewno znajdzie jakieś – jakie? – odbicie w sztuce. Może spod znaku klucza wiolinowego, na wzór „Tańca szkieletów”, poematu symfonicznego Camille’a Saint-Saënsa, lub jako literackie dzieło idące tropem poematu dramatycznego „Der Totentanz” Goethego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA