fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Poranna mgła w Mishimie. Obraz pełen tajemnic

METROPOLITAN MUSEUM OF ART
Hiroshige Ando, mistrz XIX-wiecznego japońskiego drzeworytu, wybitny pejzażysta, stał się inspiracją dla europejskich impresjonistów i postimpresjonistów. Jego pracami zachwycali się m.in. Édouard Manet, Claude Monet, Paul Cézanne i Vincent van Gogh.

Drzeworyt, czyli tzw. druk wypukły, obok kamieniorytu uznawany jest za najstarszą technikę graficzną. Powstał już w starożytności i był m.in. wykorzystywany do zdobienia tkanin (najstarszym zachowanym przykładem są tkaniny koptyjskie z VI w.). W Europie do powszechnego użytku wszedł w XIV w., ale mistrzami tego rodzaju sztuki okazali się Japończycy. Przygotowanie drzeworytu wymagało współpracy malarza, rytownika, drukarza i wydawcy. W największym uproszczeniu: w technice tej używano deski, na którą artysta nanosił konturowy rysunek (lub najpierw przygotowywał rysunek na przezroczystym papierze), a następnie rytownik za pomocą specjalnych narzędzi wycinał tło w desce, pozostawiając wypukły obraz. Z pierwszej matrycy wykonywano tyle czarno-białych odbitek, ile kolorów miało być wykorzystanych w danej pracy, na koniec zaś drukarze odbijali na papierze lub tkaninie poszczególne kolory – w japońskiej sztuce ukiyo-e, której Hiroshige był wybitnym przedstawicielem – podczas przygotowywania drzeworytu przechodzono od jaśniejszych do ciemniejszych kolorów, od ogółu do szczegółu.

Ponieważ w XIX-wiecznej Japonii popyt na tego typu prace nieustannie wzrastał, artyści zaczęli poszerzać tematykę drzeworytów. W okresie Edo (od połowy XVII w. do początków okresu Meiji w drugiej połowie XIX stulecia), w japońskim stylu ukiyo-e, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „obrazy przemijającego świata”, początkowo dominowały portrety pięknych kobiet i aktorów kabuki, a w książkach – ilustracje przedstawiające wojowników i przebieg bitew. W XIX stuleciu odbitki stały się powszechne, średnio kosztowały niewiele więcej niż miska zupy i stanowiły „pamiątkę z podróży” – coraz częściej jednak przedstawiały japońskie pejzaże.

Uczeń szkoły Toyohiro Utagawy

Hiroshige Ando urodził się w 1797 r. w dzielnicy Yayosu Quay w Edo (dzisiejsze Tokio) w rodzinie z tradycjami: jego pradziadek był samurajem, dziadek zaś instruktorem łucznictwa. Ojciec, Gen’emon, dowodził dzielnicową strażą pożarną. Matka zmarła w 1809 r., ojciec zaś – nim odszedł rok później – przekazał 12-letniemu synowi obowiązki „strażnika ognia”. To było ważne stanowisko w mieście zbudowanym z drewna, stale narażonym na wybuch pożaru.

Hiroshige wkrótce zainteresował się malarstwem i trafił do szkoły Toyohiro Utagawy, choć nie pod skrzydła samego mistrza, bo ten miał już wówczas zbyt wielu uczniów. Początkowo robił głównie ilustracje do książek i pojedyncze drzeworyty ukiyo-e z portretami kobiet lub aktorów, a po śmierci Toyohiro Utagawy (1828) w jego pracach zaczęły dominować motywy kwiatowe i wizerunki ptaków.

Przełom nastąpił na początku lat 30. XIX stulecia. Hiroshige na pewno zapoznał się z popularnym cyklem Hokusai „36 widoków góry Fuji”, co mogło go skłonić do uwieczniania na drzeworytach japońskich krajobrazów. Tym bardziej że w 1832 r. został zaproszony na oficjalną pielgrzymkę z Edo do Kioto, wzdłuż trasy Tokaido. W czasie podróży Hiroshige wykonał liczne szkice, na podstawie których stworzył cykl „53 stacje Tokaido” (pierwsze odbitki trafiły do sprzedaży w 1833 r.).

Trakt Tokaido

Liczył blisko 500 km i biegł krętymi ścieżkami, to wznosząc się, to opadając. Na wielu odcinkach droga była wąska, co uniemożliwiało poruszanie się wozami – można jednak było wynająć lektykę lub konia. O podróżowaniu po Tokaido pisał m.in. Ikku Jippensha. Jego najważniejszym dziełem jest „Tokaidochu Hizakurige” (powstało w latach 1802–1822), czyli napisana rubasznym językiem powieść łotrzykowska o przygodach dwóch włóczęgów w drodze z Edo do Kioto.

Wzdłuż traktu wyznaczone były punkty kontrolne (stacje), gdzie sprawdzano tożsamość podróżujących. Ale były to też miejsca wytchnienia – okoliczni mieszkańcy za opłatą oferowali posiłki, napoje i pamiątki. Można też było skorzystać z gorącej kąpieli i relaksacyjnego masażu. A ponieważ tylko podwładni szoguna mogli podróżować po zmierzchu, wielu korzystało na stacjach z noclegów. Już od późnego popołudnia właściciele kwater hałaśliwie i natrętnie nakłaniali gości do pobytu właśnie u nich. A ponieważ pielgrzymów nie brakowało, biznes się rozwijał.

Na Tokaido zarabiali także okoliczni chłopi – najmowali się jako tragarze, choć zwykle pokonywali jedynie trasę do najbliższej stacji (tam podróżnych przejmowali kolejni najemnicy). W punktach kontrolnych można było także kupić wykonywane ze słomy ryżowej sandały, kapelusze i przeciwdeszczowe maty płaszcze.

Wzdłuż traktu usytuowane były liczne świątynie. Ówcześni Japończycy wierzyli, że natura jest pełna bóstw i duchów, do których modlili się o ochronę i pomoc w świątyniach shinto. Miejsca te oblegane były przez pielgrzymów i żebraków, a w ich pobliżu można było kupić amulety i „pamiątki z podróży”, czyli np. drzeworyty. Poszczególne odbitki tego samego obrazu różniły się między sobą intensywnością kolorów (niekiedy nakłady sięgały 20 tys. egzemplarzy!), mogły też zawierać płatne reklamy – np. miejscowych herbaciarni czy konkretnego rodzaju pudru.

Stacja numer 12

Na prezentowanym zdjęciu widzimy „Poranną mgłę w Mishimie” z cyklu „53 stacje Tokaido”. Oryginalny drzeworyt ma wymiary 25 x 38 cm, a podziwiać go możemy w Museum für Asiatische Kunst w Berlinie. Tytuł pracy – „Poranna mgła…” – znajduje się na górnej czerwonej pieczęci, obok zaś zapisano nazwę osady i tytuł cyklu. W lewym dolnym rogu widnieje podpis Hiroshige oraz pieczęć wydawcy.

Na tytułową Mishimę składało się około 50 domostw, na drzeworycie jednak artysta umieścił ich tylko kilka, oznaczając je jedynie zamglonymi konturami i „wyblakłą” szarością. Większość właścicieli tych domów trudniła się handlem – prowadzili jadłodajnie, herbaciarnie lub kramy z pamiątkami i niezbędnymi dla pielgrzymów akcesoriami; oferowali również noclegi. Hiroshige Ando skupił swą uwagę na podróżnych: dwóch tajemniczych postaciach, zakrytych dużymi słomkowymi kapeluszami (jedna na koniu, druga w lektyce), słudze prowadzącym konia oraz tragarzach zaopatrzonych w drewniane laski i obutych w słomiane sandały (takie obuwie szybko się rozpadało, dlatego ich pozostałości porozrzucane były wzdłuż traktu).

Z Mishimy leżącej ok. 200 m n.p.m. droga wznosiła się do przełęczy Hakone na wysokość 1400 m. To był niebezpieczny odcinek Tokaido. Na szczycie, na którym nie było żadnej innej ścieżki, znajdował się ogrodzony plac, jeden z wielu oficjalnych punktów kontrolnych. Sprawdzano tam wszystkich podróżnych: jeśli nie byli feudałami lub samurajami, musieli zdejmować kapelusze, klękać i przedstawiać swoje dokumenty do wglądu. Feudałowie i ich świta zawsze mieli pierwszeństwo, dlatego droga była regularnie zakorkowana, ku irytacji prostych pielgrzymów – na szczęście oni mogli szukać wytchnienia i spokoju w pobliskich świątyniach. Zarys jednej z nich widzimy na „Porannej mgle w Mishimie”. Odcieniem szarego błękitu zaznaczono bramę do świątyni i dwie kamienne latarnie, a na prawo – płot, zza którego wyłania się zarys kalenicy budynku.

Ando, posługując się symbolem, redukcją szczegółów, mgłą, śniegiem lub deszczem przysłaniającym widok, zachęcał widza do uruchomienia wyobraźni. Jego drzeworyty były dwuwymiarowe, unikał złudzenia przestrzennej głębi i odrzucał naturalną kolorystykę otoczenia, co widać choćby na prezentowanej pracy.

Dojrzała twórczość Hiroshige

To pierwsza żona artysty pomogła sfinansować jego podróże: Ando sprzedał część jej cennych ubrań i biżuterii. Po jej śmierci, w październiku 1838 r., malarz powtórnie się ożenił – jego wybranka miała na imię Oyasu i była od niego o 16 lat młodsza. W tym czasie Ando nie pełnił już funkcji szefa straży pożarnej – obowiązki te przekazał najbliższym krewnym. Mógł skupić się na tworzeniu nowych drzeworytów.

Poza przywoływanym już cyklem „53 stacje Tokaido” trzeba także wymienić „69 stacji z Kiso Kaido” (wykonane wspólnie z Keisai Eisenem), przede wszystkim zaś „100 słynnych widoków Edo” (notabene w 2010 r. wydawnictwo Taschen opublikowało piękny album z reprodukcjami tego cyklu). Hiroshige pracował niemal do końca – w 1857 r. przygotował serię „Śnieg, księżyc i kwiaty” (w internecie można odnaleźć np. reprodukcję „Widoku na wiry”), ale zrezygnował z normalnego życia – został buddyjskim mnichem. Zmarł 12 października 1858 r. w czasie epidemii cholery, a pochowano go w świątyni zen w Asakusie, dzielnicy Edo.

Artysta miał swoich uczniów i naśladowców. Chinpei Suzuki, zwany później Hiroshige II, był młodym grafikiem, który poślubił córkę artysty, Otatsu. Hiroshige zamierzał uczynić z niego swego spadkobiercę, ale małżeństwo się rozpadło. Po śmierci ojca Otatsu ponownie wyszła za mąż, a jej wybrankiem został Shigemasa, także uczeń Hiroshige. Niestety, żaden z następców mistrza nie osiągnął tak dużego sukcesu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA