fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Historia wynalazków. Elektryczność i kultura

stock.adobe.com
Wpływ elektryczności na kulturę był i jest niebagatelny. Warto mu się uważniej przyjrzeć z punktu widzenia historii powstawania i asymilowania do praktyki artystycznej poszczególnych wynalazków.

Gdy ludzie odkryli możliwości elektroniki (pisałem o tym w artykule „Wynalazki, które stworzyły elektronikę”, „Rzecz o Historii”, 6 września 2019 r.), najpierw stosowali ją do celów ściśle technicznych: wzmacniania sygnałów, ich generacji albo przetwarzania, automatyki itp. Natomiast gdy tymi elektronicznymi urządzeniami zainteresowali się muzycy, elektryczność wkroczyła w obszar kultury. Chciałbym od razu podkreślić, że wykorzystanie elektroniki do tworzenia muzyki to niejedyny obszar jej styku z obszarem kultury. Można by tu było opowiedzieć także o grafice komputerowej jako o narzędziu używanym przez awangardowych plastyków, o rzeczywistości wirtualnej jako o swoistym przedłużeniu twórczości filmowej, a także o elektronicznym sterowaniu efektami świetlnymi zarówno w kameralnych teatrach, jak i przy okazji masowych imprez. Listę tę można by zresztą wydłużać. Zdecydowałem się jednak omówić tu wykorzystanie elektroniki w muzyce i do tego się w tym artykule ograniczę.

Dźwięki muzyczne (poza śpiewem) zawsze były wytwarzane za pomocą urządzeń technicznych, bo zarówno prosty bęben, jak i skomplikowane organy są przecież wytworami techniki. Jednak elektronika wprowadziła zupełnie nowe sposoby generacji dźwięków, stwarzając nowe pole do popisu dla kompozytorów i wirtuozów, ogromnie więc wzbogaciła możliwości swoistej symbiozy techniki i kultury.

Nowe sposoby formowania dźwięków

Pierwszym elektronicznym narzędziem, które pozwalało na wydobywanie dźwięków muzycznych w zupełnie nowy sposób, był syntezator dźwięków o nazwie Aetherphone, wynaleziony w roku 1919 przez rosyjskiego fizyka Lwa Termena. Od rodowego nazwiska konstruktora, który był potomkiem francuskich hugenotów zbiegłych do Rosji po nocy św. Bartłomieja, instrument ten był znany na świecie pod nazwą theremin. Jest to elektroniczny generator akustyczny (elektrofon), którego parametry moduluje muzyk, poruszając rękami w pobliżu dwóch anten wystających z aparatu: pionowej anteny w formie pręta i poziomej anteny w formie pętli. Zmiany pola elektromagnetycznego wywołane ruchami człowieka dają bardzo ciekawy efekt akustyczny odmienny od wszystkich wcześniej znanych instrumentów, dlatego ten syntezator chętnie był (i jest) używany do generowania efektów muzycznych do filmów, gdy chodzi o uzyskanie efektu niezwykłości, na przykład w thrillerze „Urzeczona” (1945) Alfreda Hitchcocka. W ZSRR zbudowano 600 egzemplarzy tego unikatowego instrumentu, natomiast znacznie więcej powstało ich w USA, gdy Termen uzyskał w 1928 roku patent amerykański na jego budowę. Produkcji thereminów podjęła się w USA firma RCA, a potem przedsiębiorstwo Roberta Mooga.

Ma to jedynie luźny związek z tematem tego artykułu, ale warto może dodać, że Lew Termen, przebywając w latach 1928–1938 w USA i prowadząc działalność gospodarczą, w istocie był radzieckim szpiegiem, podobno bardzo skutecznym. Po powrocie do ZSRR został jednak poddany stalinowskim represjom, aresztowany i zesłany do obozu (a potem do tzw. szaraszki). Będąc w obozie, Termen opracował m.in. konstrukcję urządzenia podsłuchowego, które udało się w 1945 roku przemycić do rezydencji amerykańskiego ambasadora w ZSRR. Gdy po siedmiu latach Amerykanie przez przypadek odkryli to urządzenie, jego budowę i działanie analizował sam Peter Wright z brytyjskiej Security Service – tak bardzo było innowacyjne! Wróćmy jednak może do muzyki.

Fale Martenota – inspiracja czy imitacja?

Drugi niezwykły elektroniczny instrument muzyczny zaprezentował w 1928 roku w Operze Paryskiej francuski wiolonczelista i wynalazca Maurice Martenot, który zainteresował się oddziaływaniem pomiędzy ciałem człowieka i urządzeniami elektronicznymi, gdy w czasie I wojny światowej pracował jako technik radiowy.

Martenot zdecydowanie wzorował się na thereminie Lwa Termena, ale wprowadził kilka ciekawych innowacji. Zbudowany przez niego syntezator, nazwany ondes Martenot (fale Martenota), ma trzy źródła dźwięku – nazwane przez wynalazcę dyfuzerami: główny dyfuzer w postaci dużego głośnika, dyfuzer o kształcie przypominającym płomień świecy ze strunami umieszczonymi w komorze rezonansowej, co pozwalało na bardzo ciekawy efekt wybrzmiewania dźwięku, oraz metalowy gong wprawiany w wibracje za pomocą specjalnego silnika pozwalającego dokładnie kontrolować te wibracje.

Zaletą syntezatora Martenota było to, że muzyk sterował dźwiękami wytwarzanymi przez syntezator za pomocą klawiatury, co było dla większości wykonawców bardziej naturalne niż gestykulowanie w powietrzu przy thereminie. Syntezator miał też dwa pedały: wyciszania i wybrzmiewania. Jednak nie był to jeszcze jeden typowy elektroniczny instrument klawiszowy, bo dodatkowo wzdłuż klawiatury była umieszczona wstęga z pierścieniem, przez który wykonawca wkładał palec wskazujący swojej prawej ręki i przez przesunięcia tego palca przestrajał częstotliwość całego instrumentu.

Ondes Martenot od pierwszego pokazu bardzo się spodobał i zyskał dużą popularność. Skomponowano ponad 1200 utworów przeznaczonych do wykonywania na tym instrumencie, a utwory te pisali znakomici kompozytorzy, m.in. Maurice Jarre, znany i ceniony twórca muzyki filmowej (trzykrotnie zdobył Oscara!). Ondes Martenot jest używany do dzisiaj, chociaż w międzyczasie powstały kolejne elektrofony, zdecydowanie wygodniejsze w użyciu.

Gra na jednym drucie, czyli trautonium

W historii elektronicznych instrumentów muzycznych po Rosjaninie i Francuzie pora na Niemca. W 1930 roku swój elektrofon o nazwie trautonium zaprezentował Freidrich Adolf Trautwein. Instrument się spodobał, dlatego jego seryjną produkcję podjęła firma Telefunken.

Zasada działania tego instrumentu była podobna do obu wcześniej omówionych: działania muzyka przestrajały częstotliwość elektronicznego generatora dźwięku, co pozwalało na wytworzenie dowolnej melodii, natomiast przejście od jednej wysokości dźwięku do dowolnej następnej mogło następować w sposób płynny, nieosiągalny w przypadku większości tradycyjnych instrumentów muzycznych. To płynne przejście w przypadku trautonium było szczególnie łatwe, ponieważ „klawiatura” tego instrumentu składała się z jednego drutu oporowego rozpiętego nad szyną metalową, do której muzyk mógł przycisnąć drut w różnych miejscach, uzyskując w efekcie różną wysokość dźwięku. Miejsca odpowiadające poszczególnym klawiszom fortepianu (czyli czystym tonom) były zaznaczone, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby muzyk nacisnął drut pomiędzy tymi zaznaczonymi punktami, uzyskując dźwięk niewystępujący na tradycyjnych instrumentach, a przesuwając palec przy naciśniętym drucie – żeby uzyskał płynne przejście pomiędzy dźwiękami o różnej wysokości, czyli glissando albo vibrato.

Trautonium miało szereg rozwiązań, które nie występowały w przypadku innych syntezatorów, np. zestaw dodatkowych oscylatorów, dzięki czemu można było uzyskiwać różne barwy wytwarzanych dźwięków. Służył do tego zestaw różnych pokręteł i przełączników będących zauważalną cechą charakterystyczną tego syntezatora. Głośność można było regulować pedałem.

Przy budowie i doskonaleniu trautonium bardzo aktywnie uczestniczył kompozytor Oskar Sala, który komponował muzykę specjalnie dostosowaną do jego właściwości, a także stał się wirtuozem gry na tym instrumencie. Z jego inicjatywy powstało kilka specjalnych wersji syntezatora, np. mixture trautonium o zmienionej charakterystyce oporności drutu, na którym muzyk wybierał tony; trautonium koncertowe z silnym wzmacniaczem pozwalającym wypełnić dźwiękiem syntezatora duże audytorium, a także trautonium radiowe, zupełnie bez wzmacniacza, kiedy generowana muzyka szła wprost na antenę radia, bez zniekształceń wnoszonych przez głośnik syntezatora i mikrofon stacji radiowej.

Inne syntezatory

Po przywołanych wyżej syntezatorach przyszły następne, których jednak nie będę tu szczegółowo omawiał, bo dla pełnej prezentacji ludzkiej kreatywności w tej dziedzinie trzeba by było całej książki. Wspomnę tylko o zbudowanych w 1935 roku elektronicznych organach Hammonda. Ich twórca Laurens Hammond budował je początkowo dla kościołów jako wersję instrumentu tańszą od organów tradycyjnych. Wkrótce jednak tym nowym instrumentem zainteresowali się muzycy niezwiązani z kościołami i organy Hammonda znalazły zastosowanie w jazzie, bluesie, muzyce gospel, a także soulu, rocku i fusion lat 60. i 70. XX stulecia.

Na koniec wspomnę także o monstrualnie wielkich syntezatorach zbudowanych w latach 50. XX wieku dla amerykańskiej firmy elektronicznej i rozgłośni radiowej RCA przez inżyniera elektronika Harry’ego F. Olsona. Syntezator ten, który mógł być sterowany za pomocą taśmy papierowej, nazywał się RCA Mark I – wypełniał szafami pełnymi elektroniki całą dużą salę. Jeszcze większy był syntezator RCA Mark II, który w 1959 roku przeszedł na własność Columbia-Princeton Electronic Music Center. Tak się zaczęła epoka muzyki elektronicznej, która sprzęgła omawiane w tym cyklu artykułów zagadnienia związane z elektryką z wiecznie żywą i fascynującą kulturą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA