fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Sporny półwysep. Dlaczego Gibraltar budzi takie emocje?

afp/leemage
Spór między Madrytem i Londynem, którego przedmiotem jest Gibraltar, trwa od ponad 300 lat. Brexit tak zaostrzył konflikt, że w ubiegłym roku doszło do wrogiej demonstracji okrętów wojennych obu krajów. Dlaczego liczący 6 km kw. półwysep wzbudza tak silne emocje?

Do XVIII w. znaczenie Gibraltaru można obrazowo porównać z „wielkim nic”. To znaczy już starożytni znali ten mikroskopijny półwysep leżący na południowym krańcu współczesnej Hiszpanii. Od skalistego szczytu nazwali go jednym ze Słupów Herkulesa, bohatera helleńskiej mitologii. Tak dawni geografowie określili miejsce połączenia Morza Śródziemnego z Atlantykiem. Drugim słupem był równie skalisty, dziś marokański brzeg Afryki, oddzielony od Europy cieśniną o szerokości 24 km. Przez wieki Gibraltar był zatem końcem znanego świata.

Jako pierwsi znaczenie półwyspu dostrzegli muzułmanie, którzy poprzez wąską cieśninę dokonali średniowiecznej inwazji na Europę. Nazwani Maurami, do XIV w. panowali nad Półwyspem Iberyjskim, po czym rosnąca w siłę Hiszpania w krwawej rekonkwiście wyrzuciła najeźdźców z powrotem do Afryki. Lecz dopiero brytyjskie panowanie uzmysłowiło światu geostrategiczny wymiar Gibraltaru. Jak doszło do aneksji?

Wstyd dla Burbonów

Początek XVIII w. był na Półwyspie Pirenejskim niezwykle burzliwy. W 1701 r. zmarł Karol II, ostatni z rodu hiszpańskich Habsburgów. Śmierć króla wywołała długotrwałą wojnę sukcesyjną, w której o prawa do hiszpańskiego tronu walczyli francuski Król Słońce Ludwik XIV Burbon i cesarz Świętego Imperium Niemieckiego Leopold I z austriackiej gałęzi Habsburgów.

Francja była kontynentalnym mocarstwem, dlatego po stronie przeciwnej wystąpiły Niderlandy i Anglia obawiające się burbońskiej hegemonii. Ponad 10-letni konflikt zakończył ostatecznie pokój utrechcki zawarty w 1713 r. i przyznający Hiszpanię francuskiej dynastii.

Władysław Sikorski zginął 4 lipca 1943 r. w katastrofie samolotu, który rozbił się zaraz po starcie z lotniska na Gibraltarze
ann ronan picture library/photo 12/afp

Ówczesne walki można śmiało nazwać pierwszą wojną światową. Główne państwa wojujące były potęgami kolonialnymi. Dysponowały ogromnymi flotami wojennymi i handlowymi, co przeniosło działania do Ameryki, Indii oraz na oceaniczne szlaki. Angielscy kupcy pragnęli zamorskiej ekspansji, dlatego Londyn potrzebował odpowiednich portów, które natychmiast przekształcał w bazy marynarki wojennej. Ofiarą takiej strategii padł Gibraltar, ponieważ brytyjska korona nie kryła, że chce opanować dogodne punkty hiszpańskiego wybrzeża.

W 1702 r. skoncentrowano potężną eskadrę angielsko-niderlandzką, na którą zaokrętowano 13 tys. żołnierzy. Początkowo za cel ekspedycji wybrano Kadyks, chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Port stanowił główną bazę burbońskiej marynarki. Ponadto corocznie przybywały doń tzw. srebrne konwoje, czyli dziesiątki transportowców wiozących tony cennego kruszcu z amerykańskich kolonii Madrytu.

Sprzymierzona flota przystąpiła do oblężenia Kadyksu tak nieudolnie, że nie opanowała twierdzy, a ponadto srebrny konwój wymknął się morskiej blokadzie i zdołał bezpiecznie zawinąć do Vigo. Co prawda chciwi Anglicy i ich niderlandzcy sojusznicy w końcu spalili srebrną flotyllę, ale Hiszpanie zdołali wyładować cenną zawartość. Co było robić? Morskie bitwy nie przynosiły oczekiwanych zwycięstw, natomiast Londyn żądał zdecydowanych działań. Flota miała zbyt mało piechoty morskiej, aby powtórnie uderzyć na Kadyks, za to żołnierzy w zupełności wystarczyło do zdobycia Gibraltaru. Można więc powiedzieć, że wybór obiektu kilkusetletniego sporu był dziełem przypadku, a sam półwysep zastępczym celem.

Nie był to ostatni zbieg okoliczności. W 1704 r. na redzie Gibraltaru stanęło 55 angielskich i holenderskich okrętów liniowych, każdy z około stu armatami na trzech pokładach. Zgodnie z etykietą militarną epoki parlamentariusze zaproponowali hiszpańskiemu gubernatorowi honorową kapitulację. Byli pewni swego, bo wywiad doniósł, że nieprzystępnych fortyfikacji nie ma kto bronić. Także Burbonowie pokpili sprawę, ponieważ do obsadzenia fortów i obsługi kilkuset armat przeznaczono jedynie 500 żołnierzy. Wśród nich było tylko sześciu kanonierów.

Po odmowie poddania wroga eskadra ostrzelała Gibraltar 14 tys. pocisków i desantowała 1800 żołnierzy piechoty morskiej. Obrona potrwała cztery dni, po czym hiszpański garnizon skapitulował i opuścił półwysep. W jego ślady poszła praktycznie cała ludność miasta (4 tys. osób), uważając, że brytyjskie panowanie nie potrwa długo.

Wielki blamaż

Pokój utrechcki przyznał Gibraltar Anglii „na wieki, bez wyjątków i jakichkolwiek przeszkód”, jednak przetrwał tylko do 1727 r., gdy Madryt wypowiedział upokarzające warunki. Od tej pory Hiszpania kilkakrotnymi wojnami i ciągłymi zabiegami dyplomatycznymi usiłowała odzyskać utracony port. Co ciekawe, w XVIII w. angielski rząd czterokrotnie występował z planem zamiany Gibraltaru na koncesje wydobywcze w amerykańskich koloniach Hiszpanii. I zapewne doszedłby do porozumienia z Madrytem, gdyby nie twardy sprzeciw własnego parlamentu.

Hiszpańska armia podjęła próbę odbicia twierdzy już w 1728 r., ale do historii weszła blokada Gibraltaru lat 1779–1783. Czteroletnia kampania zyskała nazwę Wielkiego Oblężenia i paradoksalnie była jednym z frontów amerykańskiej wojny o niepodległość. Rzecz w tym, że Wersal szukał odwetu za porażkę w wojnach z Brytyjczykami, w których utracił posiadłości indyjskie, amerykańskie, a Francja status europejskiego supermocarstwa. Ludwik XVI z ochotą wsparł zatem amerykańskich kolonistów, a w jego ślady poszła sojusznicza Hiszpania, która wypowiedziała własną wojnę Londynowi.

Niestety, brytyjska teraz twierdza była doskonale broniona i oblegający podjęli decyzję o wzięciu półwyspu głodem. Od strony lądu blokadę zapewnił pas umocnień polowych. Inaczej było na morzu, gdyż konwoje z zaopatrzeniem kilkakrotnie przedzierały się do odciętego portu. Zdeterminowani wojskowi wpadali na różne pomysły. Chcieli wybudować wielką tamę, której wody miały zatopić port i miasto. Myślano także o morskim desancie kawaleryjskim, projektując dla rumaków kamizelki ratunkowe. Zrealizowano utopijny plan pływających baterii, które miały zniszczyć forty od strony morza. Według świadków epoki francuscy inżynierowie rozebrali pokłady jednostek handlowych, wzmacniając ich burty workami z piaskiem oraz balastem zapewniającym „niezatapialność”. Ochronę pożarową stanowił skomplikowany system hydrauliczny, a całość dedykowano ustawieniu ciężkich dział oblężniczych.

Wybudowano 10 pływających platform, które we wrześniu 1782 r. – osłaniane przez okręty liniowe i kanonierki – przystąpiły do ostrzału. Równocześnie rozpoczął się lądowy szturm generalny korpusu hiszpańsko-francuskiego liczącego 40 tys. żołnierzy. Widowisko podziwiało z hiszpańskiej strony ok. 50 tys. ciekawskich, ale spektakl szybko zakończyli obrońcy. Anglicy ostrzelali „niezatapialne” baterie kulami rozgrzanymi do czerwoności. Trzy jednostki wyleciały w powietrze od razu, resztę podpaliły załogi z powodu niemożności ewakuacji artylerii. Atak lądowy wyglądał podobnie. Jeszcze przez miesiąc trwała obustronna kanonada, ale wobec braku postępów siły hiszpańsko-francuskie zakończyły czteroletnią blokadę. Status quo Gibraltaru potwierdził kolejny układ pokojowy z 1783 r., w którym Londyn stanowczo odmówił jakichkolwiek rozmów na temat półwyspu. Dlaczego?

Hiszpański spryt

Początkowo Brytyjczycy widzieli w Gibraltarze punkt kontroli statków opuszczających Morze Śródziemne, co dawało przewagę w ekonomicznej rywalizacji z Francją i państwami Półwyspu Apenińskiego. Jednak sytuację zmieniła kolonialna ekspansja na Bliski i Środkowy Wschód, która wymagała zabezpieczenia morskich szlaków komunikacyjnych rosnącego wciąż imperium. Budowa Kanału Sueskiego łączącego Wielką Brytanię z azjatyckimi i indyjskimi posiadłościami zamieniła Gibraltar w jedną z kluczowych i strategicznych baz wojennych. Waga potwierdzona podczas wojny krymskiej oraz I wojny światowej odbiła się na statusie administracyjnym. Półwysep uzyskał wyjątkową rangę „kolonii koronnej”, którą zarządzał gubernator mianowany bezpośrednio przez monarchę.

W tym samym czasie Hiszpania przeżywała burzliwą transformację właściwą upadającym imperiom. XIX i początek XX w. były czasami zamachów stanu i rewolucji, dlatego na odzyskanie Gibraltaru brakowało siły. Dogodny moment nastąpił dopiero w 1940 r. Od roku władzę w Hiszpanii sprawował generał Franco, który w krwawej wojnie domowej zniszczył lewicową republikę. Wygrał dzięki pomocy III Rzeszy i faszystowskich Włoch, dlatego, gdy hitlerowska armia pokonała Francję, Madryt był aliantem Berlina i Rzymu, choć formalnie zadeklarował neutralność. Z kolei dla Rzeszy upadek Francji był doskonałą okazją do inwazji na Gibraltar. Hitler kierował się takimi samymi potrzebami strategicznymi co Londyn. Jesienią 1940 r. wojskowa grupa studyjna na czele z szefem wywiadu admirałem Wilhelmem Canarisem lustrowała granicę hiszpańsko-brytyjską. Tak powstał plan ataku o kryptonimie „Felix”, z datą rozpoczęcia wyznaczoną na styczeń kolejnego roku.

Wielka Brytania, choć osamotniona, szykowała się do obrony półwyspu. Dzięki skalistemu krajobrazowi w szaleńczym tempie wyryto 48 km podziemnych korytarzy, magazynów, szpitali i bunkrów. Dzięki zgromadzonym zapasom 20 tys. żołnierzy mogło się tam bronić przez półtora roku. Z tego względu Niemcy wykluczyli desant spadochronowy, a silna eskadra brytyjskiej marynarki była kluczową przeszkodą w uderzeniu od strony morza. Pozostawał szturm piechoty górskiej wspartej czołgami, silną artylerią i korpusem bombowców nurkujących.

Był tylko jeden szkopuł. Hitler potrzebował zgody na tranzyt swoich oddziałów przez terytorium Hiszpanii. W tym celu spotkał się osobiście z Franco, przekonując dyktatora do udziału hiszpańskiej armii w ataku. Franco nie odmawiał stanowczo, ale postawił zaporowe warunki. Chodziło o ogromne dostawy zboża, surowców strategicznych i uzbrojenia, co wobec przygotowań do wojny z ZSRR było dla Rzeszy nierealne. Przede wszystkim Franco postawił jednak kwestię zwrotu Gibraltaru Hiszpanii, na co Hitler nie chciał dać wiążącej gwarancji.

W rzeczywistości dyktator nie chciał się oficjalnie włączyć do II wojny światowej po stronie państw Osi. Dobrze na tym wyszedł i, mimo że nie odzyskał Gibraltaru, ocalił władzę. Po 1945 r. zręcznie zaoferował alians Stanom Zjednoczonym, wydając zgodę na obecność amerykańskich baz wojskowych, w których rozmieszczono broń jądrową. Nie zaniechał również prób odzyskania spornego półwyspu. Aby zmusić Londyn do rozmów, ogłosił blokadę Gibraltaru realizowaną z różnym natężeniem w latach 1954–1975. Nic z tego nie wyszło, gdyż podczas referendum 1968 r. mieszkańcy półwyspu zagłosowali za przynależnością do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, za co otrzymali od Londynu konstytucję.

Blokadę zlikwidowano dopiero po śmierci Franco. Kroki dyplomatyczne wznowiono w czasie, gdy Madryt zgłosił akces do UE i NATO, potrzebując brytyjskiej zgody. W 1980 r. oba kraje podpisały porozumienie lizbońskie, które zapewniło swobodę kontaktów Gibraltarczyków z Hiszpanią. To dlatego brexit wzbudza dziś tak silne emocje i obawy o przyszłość półwyspu poza Unią Europejską.

Polskie wątki

Na zakończenie trzeba wspomnieć o polskich śladach w historii półwyspu, które nie ograniczają się do tragicznej śmierci wodza naczelnego i premiera rządu na uchodźstwie, gen. Władysława Sikorskiego w katastrofie lotniczej 1943 r.

Już w 1810 r. podczas wojen pirenejskich Napoleona żołnierze 4. Pułku Piechoty pokonali desant brytyjski z Gibraltaru, który wyprawił się na zdobycie pobliskiej Malagi. Szkopuł w tym, że Polaków było 100, Brytyjczyków zaś ponad 2 tys., ale nasi byli „wkurzeni”, bo po intensywnych walkach zostali skierowani na tyły, aby odpocząć. W bitwie pod Fuengirolą czwartacy nie tylko zepchnęli wrogi desant do morza, ale wzięli do niewoli dowódcę brytyjskiej ekspedycji i zdobyli wyokrętowaną artylerię.

Po raz kolejny zasłużyli się nasi marynarze, tym razem jako brytyjscy alianci, podczas II wojny światowej. To w gibraltarskiej bazie zaczęła się bojowa kariera polskiego okrętu podwodnego ORP „Dzik”, który wraz z drugą jednostką ORP „Sokół” sterroryzował niemiecką i włoską komunikację na Morzu Śródziemnym. Ponadto w konwojach z zaopatrzeniem dla Gibraltaru odznaczył się nasz niszczyciel eskortowy ORP „Ślązak”, który skutecznie odpierał ataki lotnictwa i okrętów podwodnych Osi.

Na półwyspie kończył się też szlak polskich żołnierzy, którzy po klęsce Francji uciekali z hiszpańskich obozów internowania lub przedzierali z francuskiego państwa kolaboracyjnego Vichy. Takich osób były setki, jeśli nie tysiące. Mogły dalej walczyć, ponieważ dzięki gibraltarskiej bazie przedostawały się do polskich oddziałów w Wielkiej Brytanii lub do II Korpusu formującego się w Iraku i Palestynie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA