fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Wietnam, czyli wojna wbrew geopolityce

Wietnamscy żołnierze w czasie oblężenia Dien Bien Phu, 1954 r.
afp/vna files
Trwającej kilka dekad serii konfliktów w Indochinach można było uniknąć. W 1945 r. Ho Chi Minh bardzo chciał bowiem stać się wasalem USA.

Ceremonia ogłoszenia niepodległości Wietnamu, przeprowadzona 2 września 1945 r. na placu Ba Dinh w Hanoi, była wielką demonstracją proamerykańskich sympatii. Odczytany wówczas dokument ogłaszający powstanie nowego azjatyckiego państwa był łudząco podobny do amerykańskiej Deklaracji Niepodległości z 1776 r. Nie powinno to być wielkim zaskoczeniem, gdyż wietnamską proklamację redagował Amerykanin – major Archimedes Patti, funkcjonariusz Biura Służb Strategicznych (OSS), czyli amerykańskiego wywiadu cywilnego. Patti stał na czele Misji Jelenia (Dear Team) szkolącej w trakcie wojny wietnamskich partyzantów do walki przeciwko Japończykom oraz siłom francuskiego reżimu Vichy. Finansował działalność przywódcy tej partyzantki, narodowo-komunistycznego działacza posługującego się pseudonimem Ho Chi Minh (w OSS przywódca wietnamskiej partyzantki miał kryptonimy „Lucius” i „Agent 19”). Amerykanie szkolili wówczas Wietnamczyków w posługiwaniu się nowoczesną bronią, organizowaniu dywersji oraz zbieraniu informacji wywiadowczych. Prawdopodobnie przekazali im również część zapasów broni, amunicji i materiałów wojskowych zgromadzonych na odwołaną inwazję Wysp Japońskich. Nic dziwnego więc, że wietnamscy narodowi komuniści uważali wówczas USA za swojego największego sojusznika. Podczas ceremonii proklamacji niepodległości tłum skandował: „Wietnam oddaje cześć prezydentowi Trumanowi!”. Po ceremonii wietnamski minister spraw wewnętrznych gen. Vo Nguyen Giap (później zasłużony dowódca w wojnach z Francuzami, Amerykanami i Chińczykami) wraz z majorem Pattim oddali honory amerykańskiej fladze.

– Ameryka jest państwem demokratycznym, które nie ma ambicji terytorialnych. Mimo to przyjęła największy ciężar w pokonaniu naszego wroga, faszystowskiej Japonii. Uważamy więc Amerykę za naszego dobrego przyjaciela – mówił Giap podczas tej uroczystości. Kilka tygodni później Ho Chi Minh napisał list do Trumana, w którym prosił go o wsparcie w utrzymaniu niepodległości. Deklarował, że zgodziłby się na przyjęcie modelu współpracy, podobnego jak w relacjach między USA a Filipinami. Truman jednak nie odpowiedział na ten list. Kilka miesięcy wcześniej, podczas konferencji w Poczdamie, wielkie mocarstwa zdecydowały bowiem, że Wietnam powróci do Francji. Tymczasowo jego część północna miała zostać okupowana przez wojska Republiki Chińskiej, a południe przez Brytyjczyków. Rozpoczęła się sekwencja zdarzeń, która doprowadziła do trwającej kilka dekad serii konfliktów w Azji Południowo-Wschodniej.

Major Patti wiele lat później przekonywał, że dało się tego wszystkiego uniknąć. – W mojej opinii wojna wietnamska była wielkim marnotrawstwem. Po pierwsze, nie było żadnego powodu, by się wydarzyła. Absolutnie żadnego. Podczas tych wszystkich lat wojny wietnamskiej nikt się do mnie nie zwrócił, by zapytać o rzeczy, które wydarzyły się w 1944 i 1945 r. – wspominał Patti w wywiadzie przeprowadzonym w 1981 r.

Perfidny sojusznik

– Lepiej przez 100 lat wąchać gówna Francuzów, niż przez 1000 lat zjadać gówna Chińczyków – w ten sposób Ho Chi Minh skomentował przejęcie władzy na północy Wietnamu przez wojska francuskie z rąk sił Republiki Chińskiej w 1946 r. Wietnamskie doświadczenia historyczne skłaniały do maksymalnej ostrożności w relacjach z Chinami – krajem, który w okresie ponad 2 tys. lat wielokrotnie najeżdżał i okupował Wietnam. Dla chińskich przywódców ich południowy sąsiad był traktowany jako ziemie należące kiedyś do Imperium. Wietnamskie elity obawiały się zaś chińskiej dominacji. Powrót słabego francuskiego kolonizatora był więc traktowany jako mniejsze zło. Paradoksalnie to jednak Chiny później umożliwiły Ho Chi Minhowi zwycięstwo nad Francuzami.

Przywódca wietnamskich narodowych komunistów nie miał właściwie większego wyboru. USA stanęły w tym konflikcie po stronie Francji (aż do 1950 r. bardzo słabo ją jednak wspomagając). Stalin nawet nie odpowiadał na depesze wysyłane przez Ho Chi Minha i nakazał wietnamskim towarzyszom podporządkować się Chińczykom. Chińscy komuniści na większą skalę zaczęli zaś pomagać ludziom „Wujka Ho” dopiero od 1949 r., czyli od momentu gdy przejęli kontrolę nad południowymi nadgranicznymi prowincjami. Prowincje te stały się szybko schronieniem dla oddziałów wietnamskiej partyzantki (Viet Minhu) atakującej francuskie posterunki i bazy położone wzdłuż sieci dróg kolonialnych w północnej części Indochin. Chińczycy zapewniali Wietnamczykom wszystko: od ryżu i starych karabinów, po nowoczesną artylerię i doradców wojskowych. Chińscy doradcy uczyli ludzi Ho Chi Minha nie tylko tego, jak przekształcić partyzancką zbieraninę w regularną armię, ale również jak „budować komunizm”, organizować represje i budować obozy koncentracyjne. Chiny oczywiście starały się w ten sposób przekształcić Wietnam w bezwzględnie podporządkowane państewko satelickie.

Chińczycy jednocześnie prowadzili podwójną grę. Nie zależało im na tym, by wietnamska partyzantka odniosła zbyt wielkie sukcesy. Ujawniło się to przy okazji przełomowej bitwy pod Dien Bien Phu w 1954 r. To chiński wywiad dostarczył Viet Minhowi francuskie plany mówiące o utworzeniu obozu warownego w tej feralnej kotlinie. Zdobycie tej francuskiej bazy nie byłoby również możliwe bez udziału chińskich dział i katiusz. Chińscy doradcy namawiali Wietnamczyków, by po zwycięstwie rozpoczęli wielką ofensywę mającą „wyzwolić” Hanoi i Haiphong. Jednocześnie jednak Chińczycy dogadywali się z Francuzami w Genewie, za plecami Wietnamczyków, w sprawie zakończenia wojny oraz francuskiego wsparcia dla chińskiej gospodarki. Nakazali więc Viet Minhowi przerwać ledwo co rozpoczętą ofensywę, grożąc, że całkiem odetną mu dopływ pomocy. Chiński premier Zhou Enlai porozumiał się z szefem francuskiego rządu Pierre’em Mendesem-Francem, na warunkach znacznie gorszych niż spodziewał się uzyskać Viet Minh. Wynegocjowany pokój przewidywał podział Wietnamu na dwa państwa. Ho Chi Minhowi przypadła władza na północy. – Jechałem na południe ciężarówką. Po drodze pozdrawiali mnie rodacy, ponieważ sądzili, że odnieśliśmy zwycięstwo. To było takie bolesne – wspominał Le Duan, późniejszy komunistyczny przywódca Wietnamu.

Rozłam sowiecko-chiński

Na początku lat 60. Mao naciskał na władze w Hanoi, by nieustannie prowokowały Amerykanów, rozkręcając wojnę hybrydową w Wietnamie Południowym i Laosie. Chiński przywódca nie ukrywał, że chodzi mu o to, by Amerykanie dokonali inwazji na Wietnam Północny. Wówczas do akcji, podobnie jak w Korei, weszłyby chińskie wojska, otoczyły Amerykanów i zrobiły z nich „zakładników”. Mao wcale nie czuł się zaniepokojony rosnącą obecnością wojskową USA w Azji Południowo-Wschodniej. Tym, co budziło jego największy niepokój, były rosnące tam wpływy sowieckie.

Od 1965 r. rządzony przez Leonida Breżniewa ZSRR zaczął masowe dostawy broni dla Wietnamu Północnego. Dostarczał tam w miarę nowoczesny sprzęt (np. rakietowe systemy obrony przeciwlotniczej), którego nie potrafili jeszcze produkować Chińczycy. To wywoływało w Pekinie zazdrość i niepokój. Od kilku lat narastał rozłam sowiecko-chiński w światowym ruchu komunistycznym, a decydenci z Pekinu zaczynali patrzeć na „rewizjonistyczne psy z Moskwy” jak na swoich najgorszych wrogów. Obawiali się więc, że Sowieci „ukradną” im państwo wasalne – Wietnam Północny.

Chińczycy starali się temu przeciwdziałać, wysyłając do Wietnamu ogromne ilości swojej broni, amunicji, wszelkiego rodzaju materiałów wojennych i żywności. W Wietnamie Północnym przebywało w latach 1965–1968 320 tys. chińskich żołnierzy, z czego 150 tys. służyło w obronie przeciwlotniczej, a 100 tys. w oddziałach inżynieryjnych. W oddziałach przenikających na południe byli chińscy doradcy wojskowi. Jednocześnie przeszkadzano Sowietom w dostawach materiałów wojennych do Wietnamu. Idące przez Chiny transporty stały przez wiele tygodni na bocznicach, a sowieckim statkom odmawiano rozładunku w chińskich portach. Musiały one płynąć do portów północnowietnamskich, a Mao wyraźnie liczył, że tam posypią się na nie amerykańskie bomby. – Ludzie z Wietnamu Północnego doskonale walczą bez pomocy Związku Sowieckiego (…), sami wyprą Amerykanów – mówił Mao do sowieckiego premiera Aleksieja Kosygina. – Lepiej będzie, jeśli zrezygnujecie z sowieckiej pomocy – przekazał natomiast Zhou Enlai wietnamskiemu premierowi Pham Van Dongowi.

Chińczycy jednak w latach 60. stopniowo tracili kontrolę nad Wietnamem na rzecz Sowietów. Próby jej utrzymania przybierały czasem komiczne formy, np. Mao podarował Ho Chi Minhowi śmigłowiec chińskiej produkcji. Wojskowi dyrektorzy z przemysłu zbrojeniowego próbowali potem zablokować jego wysyłkę do Wietnamu. Wiedzieli, że jest bardzo awaryjny i że może w każdej chwili runąć na ziemię z wietnamskim przywódcą na pokładzie. Kilka lat później Chiny chciały podarować ponad 70-letniemu staremu kawalerowi Ho Chi Minhowi młodą i ładną Chinkę. Miała zostać jego żoną. Pomysł ten zawetowało jednak wietnamskie Politbiuro – wywołując wściekłość zdesperowanego „Wujka Ho”.

Gdy Ho Chi Minh zmarł 2 września 1969 r., Zhou Enlai przyleciał do Hanoi bez żadnego zaproszenia, w bezczelny sposób „odbębnił” żałobę i wyjechał do Pekinu tuż przed pogrzebem, by uniknąć spotkania z Kosyginem. Demonstracyjnie okazał brak szacunku zmarłemu. W tym samym miesiącu komunistyczni partyzanci w Laosie kazali chińskim doradcom „pojechać na urlop do domu”. Wietnam i Laos zawarły sojusz wojskowy z ZSRR.

Mao zaczął zaś w 1970 r. poprawę relacji z USA. Ukoronowaniem tego procesu była wizyta amerykańskiego prezydenta Richarda Nixona w Pekinie w lutym 1972 r. – Wietnamczycy to psy takie same jak Rosjanie. Nigdy nie dotrzymują umów – mówił Mao do Nixona i Kissingera w filmie „Nixon” Olivera Stone’a. Oficjalnie takie słowa nie padły z ust chińskiego dyktatora, ale dobrze oddawały jego ówczesne uczucia do swoich dawnych sojuszników. Mao podczas wizyty Nixona dał do zrozumienia Amerykanom, że będzie tolerował kampanię nasilonych bombardowań Wietnamu Północnego, by zmusić Hanoi do zawarcia pokoju z USA. „W Indochinach interesy Ameryki i Chin są niemal równoległe. Zjednoczony komunistyczny Wietnam, dominujący w Indochinach, jest dla Chin strategicznym koszmarem” – pisał w lutym 1973 r. Henry Kissinger, amerykański sekretarz stanu.

Ekspedycja karna

Gdy wiosną 1975 r. wojska zdobywały Wietnam Południowy i umacniały kontrolę nad Laosem, w Kambodży swój triumf święcili wspierani przez Pekin Czerwoni Khmerzy. – Odnieśliście wspaniałe zwycięstwo. Jedno uderzenie i nie ma już klas! – pogratulował im Mao, gdy po zdobyciu Phnom Penh, stolicy Kambodży, wypędzili z niej prawie całą ludność. Chińskiemu przywódcy spodobało się również, że brutalnie wyrzucili sowieckich dyplomatów z ich ambasady. Pekin liczył na to, że czerwona Kambodża (Kampucza) stanie się wiernym satelitą i stałym zagrożeniem dla Wietnamu. Czerwoni Khmerzy widzieli to jednak nieco inaczej. Ofiarą ich czystek stali się również ludzie nastawieni zbyt prochińsko, jak np. Keo Meas, współpracownik Pol Pota, przywódcy Czerwonych Khmerów. Jakiś oficer bezpieki zapisał na jego teczce: „Ten godny pogardy Keo, który zmarł straszną śmiercią, na jaką zasłużył, był bezwartościowy. Nie powinieneś był myśleć, ty staroświecki skurwysynu, że Mao miał jakiś wpływ na partię Kampuczy”.

Spełniły się jednak rachuby Chińczyków, że Czerwoni Khmerzy będą prowadzić ostrą antywietnamską politykę. Khmerzy i Wietnamczycy nigdy za sobą nie przepadali. Ci drudzy budzili zawiść pierwszych swoją gospodarnością, handlową obrotnością i… bielszym odcieniem skóry. Czerwoni Khmerzy z wielkim entuzjazmem przeprowadzali więc czystki etniczne wymierzone w Wietnamczyków i już w maju 1975 r. rozpoczęli serię terrorystycznych rajdów na osady położone po wietnamskiej stronie granicy (przykładowo w miasteczku Ba Chuc w kwietniu 1978 r. zamordowali 3157 wietnamskich cywilów). W końcu cierpliwość władz w Hanoi się wyczerpała i w czerwcu 1978 r. wietnamskie lotnictwo zaczęło bombardować Kambodżę. 21 grudnia 1978 r. zaczęła się inwazja na pełną skalę, która w dwa miesiące doprowadziła do wyparcia Czerwonych Khmerów z większości terytorium Kambodży. W Phnom Penh zainstalowano kolaboracyjny prowietnamski rząd. Opór aż do 1991 r. stawiali mu zepchnięci do partyzantki Czerwoni Khmerzy wspólnie z antykomunistycznymi organizacjami zbrojnymi. Ta egzotyczna koalicja ludobójców i patriotów była wspierana przez Chiny, Tajlandię i… USA.

Wietnamska inwazja na Kambodżę przyniosła gniewną odpowiedź Chin, które 17 lutego 1979 r. zaatakowały Wietnam. W ciągu trwającej prawie cztery tygodnie wojny Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza spustoszyła skrawki północnych prowincji Wietnamu, po czym ogłosiła, że już „wystarczająco ukarała” Wietnamczyków. Obie strony wojny uznały się za zwycięzców i podały skrajnie odmienne rachunki strat (Chińczycy ogłosili, że stracili od 6,9 tys. do 8,5 tys. zabitych oraz od 14,8 tys. do 21 tys. rannych i że zabili od 30 tys. do 57 tys. wietnamskich żołnierzy i 70 tys. członków milicji; władze Wietnamu nie przyznały się do swoich strat, ale podały, że zabiły 26 tys. Chińczyków, a 36 tys. raniły). Przez kolejną dekadę na tej granicy dochodziło do starć, w których zginęło tysiące żołnierzy po obu stronach. Konflikt toczył się też na morzu, o sporne Wyspy Paracelskie. Dopiero w 1991 r. Chiny i Wietnam rozpoczęły normalizację stosunków. W 1999 r. podpisano pakt graniczny, a delimitację granicy lądowej zakończono w 2009 r. Granica morska nadal jest jednak sporna: oba kraje uznają Wyspy Paracelskie za część swojego odwiecznego terytorium. Zdarza się, że chińska marynarka wojenna przepędza ze spornych akwenów wietnamskie kutry rybackie. Co prawda, Chiny są obecnie jednym z największych inwestorów zagranicznych w Wietnamie, ale władze w Hanoi i zwykli Wietnamczycy patrzą na swojego wielkiego sąsiada z dużą podejrzliwością i obawami.

Wietnam jest za to krajem bardzo przyjaznym wobec USA. Chętnie przyjmuje nie tylko inwestorów i turystów z Ameryki (w tym weteranów wojny!). Hanoi i Waszyngton coraz śmielej współpracują ze sobą w kwestiach wojskowych. W marcu 2018 r. na redzie portu w Da Nang kotwicę zarzucił amerykański lotniskowiec USS Carl Vinson, a wietnamscy oficerowie zostali ugoszczeni na jego pokładzie. – To wiadomość dla Wietnamu mówiąca o tym, jak bardzo dbamy o nasze relacje. To wiadomość dla Chin o tym, co robimy w tym regionie. To także wiadomość dla każdego w regionie Pacyfiku, że USA tu są i pozostaną – mówił wówczas admirał John Kirby. Historia zatoczyła koło.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA